r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Google News zapłaci za publikowane newsy? Agregatory treści powinny dzielić się zyskiem

Strona główna AktualnościINTERNET

Produkcja treści w Internecie kosztuje wydawców, i to kosztuje niemało. Są jednak tacy, którzy nie muszą ponosić kosztów, a zarabiają. To wszelakie agregatory treści, które gromadząc wieści z całej Sieci, przyciągają internautów – i często nie prowadzą ich nigdzie dalej. Polska Agencja Prasowa, powołując się na swoje źródła w Komisji Europejskiej donosi, że zbliżać się ma kres takiego swobodnego zarabiania na cudzej pracy. Chodzi oczywiście o Google News, ale przecież nie jest to jedyny portal, który w ten sposób gromadzi informacje.

Z nieoficjalnych wciąż doniesień wynika, że Komisja Europejska skłoniła się ku wnioskom wydawców internetowych, uważających, że praktyki firm prowadzących agregatory treści naruszają zasady uczciwej konkurencji. Receptą na to miałoby być wprowadzenie obowiązku płacenia tantiemów dla wydawców przez agregatory takie jak Google News czy MSN.

Ciche konsultacje w tej sprawie miały zakończyć się w połowie czerwca br., już niebawem zapadną ostateczne decyzje. Komisja nazywa nowe regulacje prawami pokrewnymi wydawców, zwracając uwagę na aspekt zarabiania na reklamach wyświetlanych przez agregatory. Otwartym pozostaje pytanie, co z agregatorami takimi jak np. Wykop, w których treści nie są dodawane automatycznie, lecz przez członków społeczności. Na dobrą sprawę te social newsowe serwisy znajdują się w analogicznej relacji do wydawców, jak klasyczne, zautomatyzowane agregatory, a przy tym robią co mogą, by zachować użytkownika u siebie, a nie odesłać do wydawcy.

r   e   k   l   a   m   a

Pogłoska o wprowadzeniu praw pokrewnych dla wydawców wywołała niemałe zadowolenie wśród polskich graczy w naszej branży. Przedstawiciel Izby Wydawców Prasy w rozmowie z PAP zauważył, że obecna sytuacja sprzyja tym, którzy korzystają za darmo z inwestycji wydawców prasy, podczas gdy prawa pokrewne chronią jedynie producentów muzyki czy filmów.

Szanse na lepsze zarobki z tworzenia treści w Internecie są więc całkiem realne, tym bardziej, że główny winowajca, Google, zwykle ustępuje pod naciskiem. Tak było ostatnio w Niemczech, gdzie pomimo intensywnego lobbyingu amerykańskiej korporacji przeforsowano wprowadzenie tzw. pomocniczych praw autorskich, a co za tym idzie, zapewnienie niemieckim wydawcom wyłącznego prawa do udostępniania treści w Sieci w celach komercyjnych. Nie chodzi tu o zablokowanie Google dostępu do treści, wręcz przeciwnie, chodzi o to, by Google podzieliło się wpływami z reklam, których przecież nie miałoby, gdyby nie było czego indeksować.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.