r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Gotowi na otwartą cyberwojnę? Wiemy już, co NATO robiło w lasach Estonii

Strona główna AktualnościINTERNET

W lasach otaczających estońskie miasto Tartu, zaledwie 50 km od granicy z Rosją, państwa Paktu Północnoatlantyckiego przeprowadziły w tym tygodniu największą w swojej historii symulowaną cyberwojnę. Skoszarowane tam setki wojskowych i cywilnych hakerów wzięły udział w atakach wyprowadzonych przeciwko zespołom NATO w Europie i Ameryce Północnej, by jak to określono sprawdzić elastyczność naszych systemów i zdolność do reagowania na zagrożenia we współczesnym środowisku. Manewry te przygotowywano w ścisłej tajemnicy, ujawniając ich rozpoczęcie dopiero post factum, z obawy, że zostaną zakłócone przez potencjalnego wroga.

Można już chyba otwarcie mówić o drugiej Zimnej Wojnie między Wschodem a Zachodem. Rosyjskie bombowce i samoloty rozpoznawcze testują czasy reakcji obrony przeciwlotniczej państw NATO, w obwodzie kaliningradzkim ćwiczone są desanty morskie, z rosyjskich okrętów podwodnych odpala się testowo pociski balistyczne, a rosyjscy hakerzy infiltrują cywilną infrastrukturę informatyczną Stanów Zjednoczonych, przejmując kontrolę nad gazociągami, wodociągami, a nawet elektrowniami jądrowymi. Eksperci Paktu twierdzą zaś, że dziennie dochodzi do przynajmniej trzydziestu zaawansowanych prób zinfiltrowania sieci wojskowych NATO.

Skuteczność takich ataków może być nie mniejsza, niż wykorzystanie broni nuklearnej. Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg ostrzega, że wskutek cyberwojny może zostać wyłączona kluczowa infrastruktura i zakłócone operacje wojskowe. Amerykański Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego przypomina, że w tym roku rosyjskojęzycznym napastnikom udało się za pomocą robaka o nazwie „Energetic Bear” przejąć kontrolę nad systemami sterowania ponad tysiąca firm z branży energetycznej działających w 80 krajach, dzięki czemu byli w stanie zdalnie je uszkodzić, a nawet całkowicie wyłączyć. Zdaniem Franka Gaffneya, rzecznika Center for Security Policy, w ciągu roku od zniszczenia sieci energetycznej wymrze 90% populacji USA, niezdolnej przeżyć w miastach pozbawionych energii elektrycznej.

r   e   k   l   a   m   a

Nic więc dziwnego, że NATO sprawę traktuje bardzo poważnie. Poszukując metod na wzmocnienie bezpieczeństwa swoich systemów informatycznych, angażuje korporacyjnych ekspertów. W ramach działania „Modernization and Rationalization of the NATO Technology Infrastructure”, w ciągu najbliższych kilku lat 44 systemy wojskowe mają zostać przeniesione do należycie zabezpieczonych chmur obliczeniowych.

Rozpoczęte w poniedziałek w Tartu ćwiczenia były jednak bez precedensu. W jednym z testowanych scenariuszy smartfony żołnierzy zostały przejęte za pomocą trojana, udającego nieszkodliwą aplikację z oficjalnego sklepu. W innym założono, że proces produkcyjny sprzętu komputerowego wykorzystywanego przez wojska NATO został przejęty przez przeciwnika – i może on korzystać z luk wbudowanych w same procesory. Niektóre z ćwiczeń przypominały film sensacyjny: zespół szybkiego reagowania musiał zostać szybko dostarczony do Grecji, by odbić system kontroli powietrznej na pokładach samolotów AWACS, a wysokiemu rangą oficerowi NATO porwano dzieci, grożąc ich śmiercią, jeśli nie wykradnie z wewnętrznych sieci Paktu tajnych informacji.

Słowo „Rosja” podczas ćwiczeń nigdy nie padło. Oficjalnie mówiono o operacjach prowadzonych w rozdartym wojną kraju Rogu Afryki. Nikt jednak nie miał złudzeń, że tym przeciwnikiem są cyberwojownicy Rosji. Wiele ćwiczonych scenariuszy przydarzyło się NATO wcześniej w rzeczywistości. Tak było np. w wypadku symulowanego ataku, podczas którego dochodzi do wycieku do mediów poufnej korespondencji pewnego dowódcy. Następnego dnia już wszyscy wiedzą, że dowódca przyznał, że tej wojny nie da się wygrać. To bezpośrednia powtórka epizodu z KiberBerkutem, który zdołał przejąć w lutym rozmowę między panią Victorią Nuland, asystentką sekretarza stanu USA, a Geoffreyem Pyattem, amerykańskim ambasadorem w Kijowie.

NATO oczywiście przedstawia swoje manewry jako operację czysto defensywną, a rozwijane przez siebie cyberbronie jako służące wyłącznie do obrony swoich sieci. Jak ktoś chce, to może w to wierzyć, jednak sami eksperci nie traktują tych zapewnień poważnie. Joel Brenner, były starszy doradca NSA i szef kontrwywiadu Stanów Zjednoczonych, twierdzi że USA dysponują imponującym arsenałem ofensywnych cyberbroni – i inne kraje zdają sobie z tego sprawę. Na swojej skórze odczuł to ostatnio najbardziej Iran, którego program prac nad wzbogacaniem uranu poważnie ucierpiał po tym, jak robak Stuxnet zniszczył wirówki w placówce Natanz. Od Edwarda Snowdena wiemy też, na jaką skalę rozwinięto w USA mechanizmy służące do inwigilacji ruchu internetowego.

Stąd też i kraj niewymieniony z nazwy podczas manewrów w Tartu przygotowuje się do obrony przed cyberatakiem NATO. Do 2017 roku w Rosji powstać ma wydzielony rodzaj wojsk, zajmujących się cyberwojną. Do tej pory jednostki takie istniały jako część klasycznych rodzajów wojsk. Ci wojskowi hakerzy zająć się mają zarówno zabezpieczeniem infrastruktury cywilnej, jak i wysoce skomputeryzowanej broni na polu walki. Jak to będzie wyglądało w praktyce, nie wiadomo. Wiktor Litowkin, redaktor magazynu Nezawisimoje wojennoje obozrenije twierdzi jedynie, że rosyjskie systemy cyberobrony mają być kompleksowym połączeniem zabezpieczeń technicznych, kryptograficznych i radioelektronicznych. Przypomina też, że obecnie żadna z wojskowych sieci Rosji nie jest podłączona do Internetu, co zmniejsza ich powierzchnię ataku.

Rosjanie przypominają też, że to co na Zachodzie przedstawiane jest jako agresja ich kraju, jest w rzeczywistości obustronną eskalacją napięcia między mocarstwami, a NATO swoje operacje wojskowe prowadzi tuż na granicy z Rosją. Oprócz wspomnianych operacji w Tartu, w ostatnich dniach na Litwie pojawiły się oddziały zwiadu desantu z Danii, by brać przez miesiąc udział we wspólnych ćwiczeniach na obszarze krajów bałtyckich, zaś siły powietrzne NATO prowadzą intensywne ćwiczenia w litewskiej bazie Siauliai, przeprowadzając loty tuż przy granicy z Rosją.

Jednego możemy być pewni: nawet podczas pierwszej Zimnej Wojny były okresy odprężenia, kiedy to stosunki między Układem Warszawskim a NATO były cieplejsze, niż obecne relacje Rosja-NATO. Nam pozostaje mieć tylko nadzieję, że pewnym momencie przywódcy potęg zrozumieją, że tej wojny nie da się wygrać, a pokój i współpraca są korzystniejsze dla wszystkich.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.