r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Historia Grand Theft Auto

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Wielce oczekiwana przez niemal każdego gracza premiera GTA IV już w przyszłym tygodniu, więc to doskonały moment na materiał upamiętniający całą, pokrytą patyną kolekcję nośników danych z kolejnymi inkarnacjami bestsellerowej sagi. Odkurzyliśmy płytki CD, DVD, UMD i kartridże po drodze uświadamiając sobie, że 11 lat GTA to jednocześnie dekada pędzącego rozwoju branży, rozkwitu technologii oraz rozbudowywania fabuły. Kto w 1997 roku myślał o realistycznym modelu fizyki i animacji Euphoria, tudzież takim Digital Molecular Matter? Wtedy wystarczyły wyskakujące z częstotliwością reklam w telewizji czerwone piksele imitujące krew.

Pierwsze Grand Theft Auto (wybaczcie, że nie będę - jak to ostatnio czynią "modni" koledzy - tłumaczyć tej nazwy) wystartowało na pecetach oraz Playstation One i swoją niepowtarzalną magią uwiodło każdego, kto w swej nieuwadze zaczął w produkcję, czy tam nawet jej sześciominutowe komputerowe demko, się zagrywać. Czy była to zasługa dużej swobody, czy raczej brutalności - nie sposób osądzić. Gra premiowała sutymi bonusami rozjeżdżanie pieszych i szerzenie czystej anarchii na ulicach. Na dobrą sprawę nie trzeba było wykonywać misji, bo samo uganianie się z policjantami (dodajmy - o inteligencji kartofla) zapewniało długie godziny spędzone z padem, czy klawiaturą. Mocnym akcentem okazały się akcje typu Kill Frenzy, czyli czasówki o prostej zasadzie - masz tu RPG, ale musisz zabić 50 ludzi w minutę. Przez "ludzi" rozumiem prostokąt z kółkiem będące odpowiednio: tułowiem i głową widzianymi z lotu ptaka. Nie da się ukryć, że graficznie było niezmiernie biednie, ulice krzyżowały się jedynie pod kątem 90 stopni, budynki się nie różniły, ale w niczym to nie przeszkadzało - i tak niesamowitą radość sprawiało ujrzenie wielkiego napisu GOURANGA! po rozjechaniu siedmiu wyznawców Kriszny. [image source="Galerie/Inne/Historia_Grand_Theft_Auto:4869" mode="normal"]

Fabuła generalnie nie istniała - produkcja rzucała gracza w środek miasta i niczego nie nakazywała. Chcesz ukraść czołg żeby zrobić masakrę? Odebrać telefon i zarobić kasę na nową giwerę? Usłyszeć choć jeszcze jeden raz charakterystyczny plask towarzyszący taranowaniu ludzi? Jasne, czuj się wolny. Warto przypomnieć, iż klasyczne GTA miało tryb multiplayer pozwalający na uliczną rozwałkę 4 graczom i że to w 1997 roku pojawiły się znajome nazwy miast. Tak, już wtedy istniały Liberty City, San Andreas oraz Vice City, choć były jeszcze bardzo podobnymi do siebie metropoliami. Dopiero kilka lat później, przy tworzeniu uznawanej za rewolucyjną, trzeciej części, autorzy zdecydują się na większe urozmaicenie miejscówek.

r   e   k   l   a   m   a
1 2 3 4 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.