r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Internet jeszcze nie potrafi pokazać Olimpiady – widzom potrzeba wirtualnych gadających głów

Strona główna AktualnościINTERNET

Olimpiada w Brazylii zainteresowała mnie z zupełnie pozasportowych powodów. Nie oglądam jej w telewizji (nie mam telewizji), nie oglądam jej w Internecie (#5 przepraszamy, ale twoja przeglądarka nie obsługuje wybranego formatu wideo. Skorzystaj z innej przeglądarki bądź zainstaluj plugin Adobe Flash). Czy czuję, abym coś stracił? Nie bardzo, po prostu nigdy nie złapałem bakcyla kibicowania. Olimpiady doświadczam więc w najgorszy możliwy sposób, poprzez nieuchronny opad informacyjny w Internecie – czytam przypadkowe newsy. A może najlepszy, bo powiedzmy sobie szczerze, kto nadąży za tymi 2 tysiącami godzin wideo, transmitowanych przez kanały internetowe Telewizji Polskiej? A skoro tego jest tak dużo, to kto miałby wybrać z tego perełki warte zobaczenia i przerobienia w zakazane GIF-y?

W amerykańskich mediach już się skarżą, że Olimpiady nie ogarniają, bo treści za wiele. Oglądający Igrzyska w Internecie, dumni ze swojego pierwszego złotego medalu w strzelectwie kobiet (i to ze śrutówki, tzw. trap), pytają zarazem, o co chodzi w tej dziwnej dyscyplinie. Nie ma gadających głów, które mogłyby to wyjaśnić, a do tego dochodzi to postawione już przez liberałów niepokojące pytanie, dlaczego kobiety rywalizują w takiej dyscyplinie oddzielnie.

Trap: tak to wyglądało w Londynie cztery lata temu

Edmund Lee, redaktor znanego serwisu Recode, skarży się, że w tej obfitości sportowych materiałów udostępnionych w jego aplikacji stacji NBC, napotyka na jakieś dziwne, ezoteryczne dyscypliny sportowe, takie jak kobieca szermierka szpadą – i nikt mu nie powie, czemu te kobiety w maskach tyle krzyczą? No cóż, krzyczą pewnie ze wstydu na myśl o tym, czym stała się dziś szermierka, w porównaniu do tego, czym była w czasach renesansowych, gdy najlepsi fechmistrze Europy pisali podręczniki o użyciu najlepszej broni białej – rapiera.

r   e   k   l   a   m   a

Tego jednak nikt panu Lee nie powiedział, więc się skarży, nie powiem, słusznie. Sam popatrzyłem na niektóre internetowe transmisje wideo i podpiszę się pod tym, co powiedział: to jest nudne. Pozbawione montażu i reżyserii surowe strumienie wideo, którymi zalewają nas posiadający prawa do transmisji oficjalni nadawcy, czynią z ukazywanych sportów w pewien sposób kpinę z nich samych. Wszystko musi być pokazane, nic nie nadaje się do obejrzenia? Nic więc dziwnego, że wciąż klasyczna telewizja jakoś się trzyma, uzbrojone w profesjonalny komentarz widowiska sportowe na nie tak już małym ekranie jakoś się bronią, mimo że wydawałoby się, że takie są przestarzałe w erze aplikacji na smartfony.

Problemem dla tych nowych mediów jest bowiem czynnik ludzki. Produkcja profesjonalnych programów telewizyjnych kosztuje dużo za dużo jak na hiperskalę ery internetowej. Gdy treści było mało, można było jeszcze starać się o gwiazdy i należytą oprawę. Dzisiaj kogo wstawić? YouTuberów? Ależ mówiliśmy o profesjonalnej oprawie. Co prawda rośnie pokolenie, które już nie wie, czym jest profesjonalizm i przyjmuje amatorskie treści jako coś naturalnego, ale wciąż to nie jest mainstream. Potrzeba tu maszyn, które może nie robiłyby tego wybitnie, ale przynajmniej robiłyby to dobrze, przetwarzając tony treści automatycznie.

Pierwsze takie próby już możemy zobaczyć w warstwie tekstowej. Heliograf to całkiem sprawna sztuczna inteligencja dziennika Washington Post, która przetwarza surową mielonkę danych w znośne, nadające się do przeczytania teksty. W odniesieniu do Olimpiady może nie opowie o schyłku szermierki, ale przedstawi klasyfikację medalową z kolejnych lat, może wskaże jakieś trendy, a już na pewno szybciej niż ludzie na Twitterze zaćwierka o zwycięstwie sportowca. Taka sobie obietnica bezrobocia dla dziennikarzy sportowych, chyba że nauczą się opowiadać interesujące historie, których maszyny już nie opowiedzą. Heliograf nie jest jedyny w tej konkurencji. Oprogramowanie Quill firmy Narrative Science już tworzy z danych proste opowieści także w innych niż sport dziedzinach. Associated Press wdrożył zaś platformę Wordsmith, dzięki której generuje 12-krotnie większą liczbę newsów, niż poprzednio.

Tekst prosty, bezosobowy, ale to dopiero początki. I gwiazdorstwo przecież można zautomatyzować. Rei Toei, bohaterka wydanej w w latach dziewięćdziesiątych powieści „Idoru” Williama Gibsona, przestaje być tylko fikcją literacką. Ta wirtualna gwiazda muzyki pop może być spersonalizowanym spełnieniem marzeń fanów, dostępnym na życzenie, powstałym dzięki wiedzy o tym, czego ludzie naprawdę pragną, czego szukają. Uważacie, że nic z tego, bo emocje dzielą nas od maszyn, a ludzie poszukują prawdziwych emocji? No cóż, japońscy robotycy uważają inaczej, budują antropomorficzne agenty, mające zaangażować i przyciągnąć klientów. Z kolei wytwórnie muzyczne dopracowują wirtualne kapele, „robiące” całkiem dobrze sprzedającą się i nagradzaną muzykę. Gorillaz zna pewnie każdy, ale taki metalowy Dethklok – to jest dopiero wirtualizacja rocka.

Skoro więc granica między realnym a wirtualnym się zaciera, publiczność staje się coraz bardziej gotowa na wirtualne gwiazdy telewizji, a jednocześnie potrzeba wdrożenia tych gwiazd coraz bardziej rośnie za sprawą niemożności ogarnięcia ilości nieskomentowanej informacji, to myślę, że już w następnych olimpiadach pan Lee nie będzie tak narzekał – może jakiś atrakcyjny bot opowie mu co nieco o dziwnym sporcie, na którego transmisję właśnie wpadł.

O kolejnych etapach tego procesu trochę straszno (i śmieszno) myśleć. A co, jeśli ktoś odkryje, że wirtualni komentatorzy są lepsi od ludzkich? Jesteście pewni, że zauważylibyście różnicę między dobrze wyrenderowanym dziennikarzem politycznym, a jego cielesnym odpowiednikiem? Przecież hasła wypowiadane w sporcie czy w polityce są do bólu konwencjonalne. A ile takich spersonalizowanych programów politycznych można by było wówczas zrobić… takich idealnie skrojonych pod widza, w których napotyka on wyłącznie potwierdzenie swoich przekonań i widzi, jak poglądy mu obce zostają należycie zmieszane z błotem.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.