Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Internet w służbie edukacji - MOOC

Sezon wakacyjny nadchodzi, uczniowie i studenci zmierzą się niedługo z decyzją, co zrobić z wolnym czasem, którego z pewnością jest więcej, niż wyjazdów. Są też takie przypadki jak mój - matura z głowy, najdłuższe wakacje życia zaczęły się miesiąc temu. Z braku lepszych zajęć zająłem się czymś konstruktywnym – nauką programowania. To moje drugie podejście, pierwsze skuteczne. Z pomocą przyszedł mi stosunkowo nowy wynalazek – MOOC (Massive Open Online Course) – istniejący w swojej obecnej formie, jeśli wierzyć Wikipedii, od 2012 roku. Jeśli, tak jak ja, masz trochę wolnego czasu i planujesz nabyć nowe umiejętności - zapraszam do czytania. Również jeżeli od wielu lat zajmujesz się programowaniem (bądź innymi dziedzinami, MOOC to nie tylko kursy technologiczne) - i tak warto się zapoznać. Być może oszczędzisz kiedyś jakiemuś młodemu człowiekowi wielu trudności, z jakimi mierzą się uczący samotnie w domu. Kto wie, ile dzisiaj bym potrafił, gdybym jeszcze w gimnazjum nie zraził się do nauki programowania, przez to, że znajomy informatyk doradził mi zacząć od C++ i nauki z książki. Oczywiście, można się zapisać na zajęcia, ale to kosztuje – nie każdego stać, a czasem chcemy po prostu sprawdzić, czy to nasza droga.

O co w tym wszystkim chodzi?

MOOC to stosunkowo świeży wynalazek. Jest to właściwie jak najwierniejsza próba przeniesienia akademickiego sposobu nauczania do Internetu, na masową skalę. Czego można się uczyć? Niemal wszystkiego: od sztuk zaczynając, przez chemię, fizykę, informatykę, na medycynie kończąc. Wybierać możemy z setek dostępnych kursów. Sam wziąłem się za programowanie i na podstawie tego będę opisywał swoje doświadczenia, choć większość rzeczy, o których powiem, jest uniwersalna. Istnieją obecnie trzy znaczące platformy – Coursera, edX i Udacity. O trzeciej wiem niewiele - wystarczająco dużo czasu pochłaniają mi dwie pierwsze, które w swoich założeniach i tym, co oferują, są bardzo podobne. Po zarejestrowaniu się mamy możliwość wybrania kursu (bądź kursów, nikt nas nie ogranicza), w których chcemy wziąć udział, po czym dostajemy dostęp do materiałów i zadań, które zostały jak dotąd opublikowane. Kursy mają konkretną datę rozpoczęcia i zakończenia. Całość odbywa się podobnie do normalnych zajęć – co tydzień nowa partia materiału i zadań, na koniec egzamin. Nie możemy dołączyć w połowie, nie możemy dołączyć kiedy nam się tylko podoba. Jeśli upatrzyliśmy sobie kurs, który chcemy zrobić, a nie jest aktualnie w trakcie, można dodać go do listy obserwowanych – dostaniemy powiadomienie mailem, gdy będzie zaczynać się najbliższa sesja. Materiały edukacyjne mają formę głównie krótkich filmików (5 do 20 minut), po zapoznaniu się z nimi przystępujemy do rozwiązywania zadań. Te mają postać głównie quizów, w przypadku nauki programowania na porządku dziennym jest również pisanie krótkich programów o określonym celu. Automat sprawdza, czy program realizuje to, o co zostaliśmy poproszeni i jeśli wszystko się zgadza, zalicza nam zadanie.

Po co to?

Można by zadać sobie w tym momencie pytanie: po co? Jest wiele kursów internetowych takich jak A Bite of Python, czy, z bardziej nowoczesnych, Codecademy. O ile pierwszy z wymienionych niewiele różni się od zwykłej książki, drugi ma już formę w pełni interaktywną. Jaka jest więc różnica? Wszystko, co znajdziemy na edX czy Coursera, jest tworzone przez pracowników uniwersytetów, głównie amerykańskich. Same materiały w formie wideo dają poczucie obcowania z prawdziwym nauczycielem – coś, czego nie da nam żadna książka, ani większość kursów internetowych. Zwłaszcza, jeśli mowa o darmowych. Zupełnie inaczej rozumie się coś przeczytanego samemu, a wytłumaczonego żywym językiem. Co chwila sprawdzana jest też nasza wiedza – jeśli czegoś nie zrozumieliśmy, to zostanie nam to pokazane od razu, a struktura kursu nie pozwala się zgubić w materiale, co jest problemem przy zwykłych książkach. Tym jednak, co najbardziej wyróżnia MOOC-i pośród innych metod nauczania, jest wsparcie. Po rozpoczęciu się zajęć, dostajemy dostęp do wewnętrznego forum, monitorowanego przez prowadzących, którzy odpowiadają na wszelkie pytania. Dzięki sposobowi udostępniania materiałów – co tydzień nowa partia – mamy gwarancję, że na forum znajdziemy odpowiedzi na problemy mogące nas dręczyć w związku z tym, co właśnie obejrzeliśmy. Przy tysiącach ludzi biorących udział, masz pewność, że ktoś zastanawiał się nad tym samym, co ty. A nawet jeśli nie – zadając pytanie pomożesz innym. Na forum znaleźć można też sporo informacji wykraczających poza zakres kursu.

For-profit

Pewnie zadajesz sobie pytanie: jaki jest w tym wszystkim haczyk? Wszem i wobec oznajmiam: nie ma. Oczywiście nikt nie robi tego charytatywnie, jednak model biznesowy pozwala na udostępnianie wszystkiego za darmo. Uniwersytety w ten sposób się promują, jak i zwiększają poziom wiedzy potencjalnych studentów, zaś właściciele strony zarabiają na opcjonalnych certyfikatach. Za wszystkie wykonane przez ciebie zadania dostajesz punkty, które sumują się przez czas trwania kursu, a na koniec piszesz egzamin. Z połączenia tych dwóch rzeczy dostajesz końcową ocenę, w formie procentowej. Jeśli na początku uiściłeś opłatę $50 i ukończyłeś kurs z odpowiednim wynikiem, dostaniesz certyfikat potwierdzający, że ukończyłeś kurs. Wiąże się to z dodatkowymi procedurami w trakcie rozwiązywania zadań, mającymi potwierdzić, że wykonałeś je osobiście. Jest to jednak absolutnie opcjonalne, darmowy udział wiąże się jedynie z brakiem certyfikatu. Ocenę końcową dostaniesz, jednak bez potwierdzenia, że wszystko wykonywałeś samemu. Są również dostępne specyfikacje – ciąg kilku odpowiednio zaplanowanych kursów, który ma nas wyszkolić w konkretnej dziedzinie. Tak samo, jak ma to miejsce z certyfikatami, możemy w specjalizacjach wziąć udział za darmo (to są dokładnie te same kursy), jednak nie dostaniemy oficjalnego potwierdzenia.

Podsumowanie

Czy warto zainteresować się tym sposobem nauki? Na pewno nie do każdego to przemówi, ale dla osób leniwych i niezorganizowanych, takich jak ja, jest to wybawienie. Całkowicie za darmo dostajemy dostęp do zajęć prowadzonych na poziomie akademickim (najbliższe moje skojarzenie z MOOC to internetowe oguny oferowane przez UW – darmowe jedynie w ramach studiów i zakładając, że nie przekroczymy przyznanych punktów), które w pewnym stopniu możemy dostosować do swojego tempa pracy, jednak zmuszających do systematyczności i pracy. Kursy można dobierać po siebie - są dla absolutnie początkujących, ale są i bardziej zaawansowane. Z dwóch, które teraz robię, jeden wymaga dwóch godzin tygodniowo, a drugi dwunastu. Warunek – znajomość angielskiego w stopniu wystarczającym do zrozumienia tekstu pisanego. Wszystkie filmy mają angielskie napisy, co ułatwia zrozumienie mało wprawnym osobom - zawsze możemy zatrzymać i sprawdzić jakieś słowo w słowniku, bez głowienia się, co prowadzący powiedział. Czy warto interesować się certyfikatami i czy mają w Polsce jakąkolwiek wartość – pozostawiam waszej ocenie.

Na koniec 11-minutowy filmik z jednego z kursów, w których aktualnie biorę udział. Normalnie ogląda się je z poziomu strony - widać to na jednym z wcześniejszych screenów, ale jako, że edX używa YouTube do przechowywania filmów, nic nie stoi na przeszkodzie, by do nich linkować. Niech każdy oceni, czy mu się taka forma nauczania podoba. :) W tym akurat trafiły się jakieś trzy drobne błędy, nie mające wielkiego znaczenia, które są jednak wyraźnie wspomniane na stronie, poniżej filmiku. Na kilkadziesiąt filmów, które obejrzałem, to jedyny, w którym w ogóle się błąd trafił.

 

internet programowanie

Komentarze

0 nowych
Shaki81 MODERATOR BLOGA  37 #1 16.06.2014 19:07

Zawsze to jakaś alternatywa dla "zwykłej nauki"

  #2 16.06.2014 20:12

Uczyłem się kiedyś na podobnym kursie języka francuskiego. Niestety nic z tego nie wyszło. Zapisałem się na filologię romańską i... chwyciło. Potrafię dogadać się z Francuzką :) Morał z tego taki, że tego typu wykłady są dla nielicznej rzeszy.

landmaj   3 #3 17.06.2014 00:13

Z językami to w ogóle trudna sprawa. Przez dekadę w szkole nie byli w stanie nauczyć mnie angielskiego. Usiadłem kiedyś sam pod koniec wakacji i ucząc się z książki nadrobiłem lata zaległości w miesiąc, a przy okazji pokochałem ten język. Choć to drugie to zasługa głównie WoWa - choć już nie gram, to tak kiedyś pokochałem uniwersum Warcrafta, że do teraz znam na pamięć kwestie dialogowe bardzo wielu postaci. To jest bardzo indywidualna rzecz, na każdego działa co innego. Zresztą jak w ogóle z nauką - są słuchowcy, są wzrokowcy, etc. Ale trzeba spróbować, by się przekonać.

Co zaś do "nielicznej rzeszy" (paradoks! :) - chyba nie do końca tak jest. W tych kursach bierze udział naprawdę masa ludzi. Pozwolę sobie zacytować: "If this first few days of activity is any indication this will be a lively class. In the first 48 hours of the class - 10,000 of you did homework, 9,000 watched a lecture, and there were over 1,000 forum posts."

Robię aktualnie dwa kursy - jeden ze względu na poziom trudności i tempo (żebym wiedział, że matematyka mi będzie tak potrzebna, to bym się wziął do roboty kilka lat temu...), a drugi głównie ze względu na osobę prowadzącą. Może i kurs idzie trochę wolno, ale z kolei takich profesorów to ze świecą szukać. Tłumaczy fenomenalnie i jest naprawdę oddany nauczaniu. Jeździ po świecie i co tydzień spotyka się przy okazji z osobami, które uczestniczą w jego kursach. Taka osoba bardzo motywuje, nawet jeśli nie masz z nią bezpośredniego kontaktu. Ale nie zawsze się tak trafi, trzeba mieć trochę szczęścia i cierpliwości.

  #4 17.06.2014 02:08

Najwięcej człowiek uczył się z gier konsolowych, które w większości nie były tłumaczone. Te wydawane na pecety miały spolszczenia i rozleniwiały przyszłych poliglotów ;) W sumie nie wiem czy gry konsolowe nadal wyglądają tak, że brak w nich polskiej wersji językowej?

Dochodzi do tego jeszcze jaką ktoś ma motywację. Trzeba mieć w sobie sporą dawkę samozaparcia, żeby studiować online. U mnie z tym jest dość słabo, dlatego wolę stacjonarne studia, które bardziej mobilizują do nauki,niż wirtualne.
Nie wiem czy Pan spotkał się z artykułem, który idealnie wpasowuje się w temat o którym rozprawiamy. Mianowicie chodzi o naukę języków przez internet. Zresztą nie będę pisał, a odsyłam do ciekawego artykułu: http://www.adweek.com/adfreak/perfect-match-brazilian-kids-learn-english-video-c...

Może i nie do końca przemyślane było użycie słowa "rzesza", ale jakby się zastanowić to nie jest to taki błąd przez duże "B": http://megaslownik.pl/slownik/synonimy_antonimy/19504,rzesza

Pozdrawiam i życzę przyjemnej nauki :)

landmaj   3 #5 17.06.2014 17:31

Nadal na konsolach spora część tytułów jest wyłącznie w obcych językach, nawet jeśli jest oficjalne polskie tłumaczenie na PC. Jeśli dodać do tego nieoficjalne tłumaczenia, to różnica jest kolosalna.

Co do tradycyjnych studiów - MOOC to absolutnie nie jest dla nich alternatywa, raczej dodatek. Przede wszystkim studia trwają w najkrótszej opcji 3 lata, a te kursy przeważnie około 10 tygodni. Ilość wiedzy wpajanej do głowy jest nieporównywalna. To jest optymalne, gdy chcemy nauczyć się czegoś dodatkowego, lub przed czasem, np. w liceum. Mnie przez zły wybór przedmiotów maturalnych (wtedy miałem inne plany) czeka rok przerwy (i nauki do matematyki rozszerzonej) przed studiami. Postanowiłem wziąć się w tym czasie za coś konstruktywnego, co potem przyda mi się na studiach. Wszystko, czego nauczę się teraz, to będzie mniej pracy potem.

Na pewno trzeba mieć motywację i samozaparcie, choć chyba mniej, niż przy innych metodach nauki samemu. Każdy inaczej działa, ja na przykład by wziąć się do roboty, muszę mieć przed sobą termin i konkretne zadanie. :) Konsekwencje w przypadku niewykonania go nie mają znaczenia, liczy się sam fakt, rozliczam się przed samym sobą. Dlatego w moim przypadku MOOC-i są bardzo skuteczne.

  #6 22.06.2014 20:17

Raz na YT znalazłem ciekawe kursy Eli, The Computer Gay. Całkiem zrozumiałe, bardzo obrazowe, chociaż, dałoby się to skrócić o 30%. Zależy czego oczekujemy i ile mamy czasu.

zbibor3   1 #7 23.06.2014 14:16

Uwazam ze to jest przyszlosc edukacji.
Bez 50 $ tez mozna dostac certyfikat tyle ze w formie elektronicznej.

landmaj   3 #8 23.06.2014 15:13

@zbibor3
Jak najbardziej można, chodzi tylko o o, że darmowy certyfikat nie jest potwierdzeniem, że to ty osobiście wykonywałeś wszystkie zadania. Nie wiem, jakie ma to znaczenie na polskim rynku, bo mam wrażenie, że jest to w Polsce rzecz prawie nieznana.

  #9 24.06.2014 18:18

dlaczego w tym filmiku dzielenie przez 2 nazywane jest 'shift left' a nie 'shift right' - czy w Ameryce mają zamienione left z right?

landmaj   3 #10 24.06.2014 22:50

W tym filmiku jest parę drobnych błędów, o czym zresztą pisałem, jak właśnie przejęzyczenie. Może mało trafny wybór z mojej strony, bo to jedyny gdzie w ogóle takie rzeczy się trafiają, ale to było z początku kursu (pierwszy tydzień, jeszcze mało materiałów udostępnionych), a zależało mi na czymś, co w miarę dobrze prezentuje ideę tych kursów. Inne filmiki wyrwane z kontekstu wydawały mi się gorsze do tego celu.