Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Czy możliwa jest skuteczna sprzedaż materiałów cyfrowych w erze piractwa?

Jak każdy wie, temat piractwa komputerowego jest intensywnie eksploatowany i wydaje się, iż powiedziano w nim chyba wszystko, przez co temat ten jest większości z nas dobrze znany i z pewnością, każdemu z tych osób przejadł się on w pewnym stopniu i mamy go dość.

Do napisania niniejszego wpisu zachęcił mnie ostatni wpis w portalu i komentarze pod nim. Wpis „Milionowe straty dla gospodarki… ale kto faktycznie traci na piractwie wideo w Polsce?”, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście – przeczytać możecie go pod adresem: Milionowe straty dla gospodarki… ale kto faktycznie traci na piractwie...

We wpisie chciałbym jednak poruszyć kwestię od nieco innej strony - nie będę próbował weryfikować, czy piractwo jest dobre lub złe. Dlaczego? Ze strony licencji danego dzieła, piractwo jest bowiem złe – mam bowiem swoją sztywną opinię dotyczącą tego tematu i nie trafiają do mnie argumenty „dobrego” piractwa, ponieważ jest to rozgrzeszanie piractwa na milion sposobów (a jeśli jest to oprogramowanie, argument „użytku osobistego” nie ma już zastosowania). Z punktu widzenia licencji – piractwo nie jest dobre i tej licencji się trzymam. Dlaczego, zapytacie? Wytłumaczenie znajduje się poniżej.

Jak zapewne większość z Was – tak i ja związany jestem z branżą IT. O ile jednak niektórzy z Was piszą programy czy strony www, tak ja je sprzedaję i spędziłem na stanowiskach handlowych w branży IT kawałek czasu. Firmy w których pracowałem miały różny przekrój – od oprogramowania księgowego i kompleksowego prowadzenia firmy po sprzedaż oprogramowania internetowego, wspomagającego prowadzenie biznesu (lub nawet stworzenie własnego biznesu). O ile jednak w przypadku softu biznesowego piractwo nie jest tak dokuczliwe gdyż każdy boi się kontroli i słono wtedy zapłaci w przypadku lewego softu, tak chciałbym skupić się na segmencie użytkowników domowych. Jak już wspomniałem, zajmuję się sprzedażą oprogramowania i tu rodzi się pytanie: „Jak skutecznie sprzedawać w erze piractwa komputerowego?!”

Właśnie – jaki model sprzedaży dla Waszego oprogramowania, Wy byście przyjęli? O ile sprzedając czyjeś oprogramowanie piractwo nie dotyka Was bezpośrednio (Wy tylko sprzedajecie), to jaki model przyjęlibyście przy sprzedaży własnego oprogramowania?

1. Sprzedaż ogólna

Zastanówmy się bowiem – zysk osiągniemy wyłącznie poprzez sprzedaż licencjonowanych kopii. Aby zaoszczędzić, przyjmijmy popularny model sprzedaży elektronicznej z możliwością wypalenia ładnej płytki za pomocą LightScribe dla klientów, którzy będą chcieli mieć koniecznie nośnik (dla niektórych firm nośnik fizyczny liczy się bardziej niż wirtualne ISO, sam należę do grona takich osób). I teraz w komentarzach krzyczą na Was, że przecież jak sobie coś skopiuję/ściągnę, to przecież Wy jako twórca niczego nie tracicie. Ale jak to, przecież właśnie ktoś wszedł w posiadanie Waszego tworu bez uiszczenia opłaty. Skoro zatem ktoś wszedł w posiadanie Waszego dzieła i ma dla niego ciągłe zastosowanie, to jesteście wtedy stratni z powodu braku zysku. Ktoś ma Wasze dzieło, chronicznie je używa, a Wy nie macie z tego ani grosika. Naprawdę nikt nie traci? Pirat zyskuje jako biorca, Twórca traci. A summa summarum licencja i tak zabraniała używania nieautoryzowanej kopii, pirat licencję złamał. Więc pirat wymyśli argument na to, nawet setkę argumentów. Lecz zależnie od tworu – złamał właśnie prawo lub licencję? Ano złamał, czego by nie wymyślił.

Częstym argumentem w tym miejscu jest: „ale ja traktuję to jak jazdę próbną - czy warto kupić, bo to może być chłam”. Jeśli to film lub płyta z muzyką – są recenzje, sample do odsłuchania, nawet ostatecznie na YouTube posłuchać można, nie trzeba kupować w ciemno. Jeśli to oprogramowanie biznesowe – często istnieją triale 30 dniowe do testów z pełną pomocą techniczną. Pewien problem jest w przypadku gier komputerowych – wersje demo to dziś rzadkość, ale zawsze zostają recenzje w prasie, filmiki na YouTube z gameplayów itd. W każdym z wariantów można sprawdzić dany materiał przed kupnem, także dla mnie argument o „jeździe próbnej” jest nieco naciągany, bo inne źródła do sprawdzenia są, niekoniecznie od razu ściąganie z internetu.

Jaki efekt może przynieść ten model sprzedaży? Sprzedamy z pewnością swoje dzieło, oszczędzamy na dystrybucji cyfrowej, jednak czy ilość kopii autoryzowanych będzie współmierna do kopii zassanych z jakiś warezów? Wyniki mogą być różne jednak doświadczenie mówi mi, że kopii legalnych będzie sprzedanych znacznie mniej niż pirackich w użyciu. Dlatego nie ma się czemu dziwić, że różne organizacje podliczają hipotetyczne straty ze skalą XY zł straconych za każdą piracką kopię w użytku.

2. Pchanie DRM/zaawansowanych systemów walidacji licencji

W pewnym sensie rozumiem twórców – sam zapewne, gdybym sprzedawał własne oprogramowanie stacjonarne, wprowadziłbym mechanizm walidacji licencji. Przykładowo, aplikacja automatycznie wysyła deweloperowi na jakie dane licencyjne została zainstalowana. Jeśli nie mam ich w bazie – kopia jest najprawdopodobniej lewa. Jeśli dane są fikcyjne i nie mogę skontaktować się z daną osobą, wciskam killswitch dezaktywujący program do momentu wyjaśnienia...lub i nie :-) Oczywiście na te sposoby istnieją obejścia i cracki, same zabezpieczenia są czasem uciążliwe i chore (np. konieczność stałego podłączenia do internetu) jednak nie dziwię się, że producenci chcą chronić swoje interesy. Gdy wydamy swoje dzieło, to czyje interesy chcielibyśmy chronić, jak nie własne?

Jaki efekt przynieść może owy model? Można zajść za skórę legalnym użytkownikom jeśli przeciągniemy strunę z zabezpieczeniami, wtedy taki użytkownik może się od nas odwrócić. Pirat i tak złamie zabezpieczenia za pomocą cracka. Stratni i tak jesteśmy, bo cracker zabezpieczenia ominie, jednak przynajmniej coś zrobiliśmy, aby jakoś zabezpieczyć nasz interes.

3. Puszczanie „zajawki” na torrenty

O ile nie lubię samego słowa „zajawka” gdyż kojarzy mi się z jakimś ulicznym slangiem, tak idealnie pasuje do owego kontekstu.

Niektórzy twórcy celowo puszczają swoje dzieła na torrenty. Przy okazji może to służyć pewnego rodzaju badaniu rynku i popularności naszego tworu. Niemniej stosowane są tu ciekawe triki:

- jeśli to płyta muzyczna, czasem można spotkać się z dogranymi do ścieżki dźwiękowej komentarzami twórców w stylu „podoba się? To teraz kup oryginał!”. Jest to o tyle fajne, że dość ciężko jest usunąć te komentarze bez niszczenia utworu. Chcesz bez takich wstawek? Idziesz i kupujesz oryginał :-)

- jeżeli jest to wideo, czasem wstawiane są wielkie znaki wodne na cały ekran (np. o prawach autorskich), nierzadko przesłaniające obraz i wstawiane w najbardziej chwytliwych miejscach

- ciekawy patent, przy okazji pozwalający przekonać się o skali piractwa zastosowała firma Greenheart Games w grze Game Dev Tycoon. Otóż umieścili oni spreparowaną kopię gry na torrentach. Wersja ta, niezależnie od tego jak dobrze szło graczom sprawiała, iż po pewnym czasie - wirtualne interesy zaczynały plajtować i nie dało się tego uniknąć. Zirytowani gracze piraci, pisali swoje żale na forach i prosili o porady. A rada na to była jedna – kup oryginalną grę :-)

Greenheart Games sporządziło również wykres po jednym dniu od wydania gry. Wynik jak dla mnie obrazuje idealnie mantrę „ale jak ściągnę, to twórca nie traci”. Jak to nie traci, skoro 93.6% użytkowników ściągnęło grę z sieci i w nią grało (ok. 3104 użytkowników), kiedy tylko 6.4% grę legalnie kupiło (ok. 214 użytkowników). Naprawdę twórca nie stracił nic na tym, że 3104 osoby grały w grę, bez jej zakupu już po pierwszym dniu? Powiecie, że może piraci pobrali i nie zamierzali kupić. To ja odpowiem – skoro nie zamierzali kupić, w ogóle prawnie nie powinni jej pobierać ani w nią grać, a do testów jest wersja demo owej gry.

Konkluzja? Zajawki dzieł są ciekawą sprawą – zirytują pirata a o to chodzi, przy czym to, co zastosowało Greenheart Games w Game Dev Tycoon pozwala zobrazować skalę piractwa i obalić argument „o nie traceniu niczego przez twórcę, poprzez skopiowanie sobie gry”. No jak nie traci, skoro nie zarobił na tylu użytkownikach? Minus taki, że prędzej czy później pirat i tak znajdzie wersję poprawną, bez „zajawek”. Jednak ta metoda jest chyba najlepsza, choć i tak na piractwie będziemy nieco stratni. Ale może taki pirat wkurzony jednak kupi legalną kopię? Niewykluczone.

Jeśli chcecie poczytać o psikusie, jakiego spłatali piratom, zapraszam na ich stronę pod link: What happens when pirates play a game development simulator and then g...

4. Dopasowanie ceny produktu do możliwości finansowych

Tutaj wszystko oczywiście zależy od docelowych użytkowników naszego dzieła – oprogramowania biznesowego do skomplikowanych analiz nie kupimy przecież za 40zł i nie jest ono raczej przeznaczone dla użytkownika domowego.

Osobiście sam uważam, że niektóre ceny są przegięte – choćby według mnie gier na konsole (musiałbym na głowę upaść, abym kupił gry na PS4 za prawie 300zł w sklepie). Na cenę ma wpływ oczywiście wiele czynników i nie możemy sobie pozwolić na to, abyśmy byli na tym stratni – pytanie jak wielką marżę można narzucić.

Dobra cena może skłonić potencjalnych użytkowników do zakupu, niemniej nie może być banalnie – ani zbyt niska, ani zbyt wysoka. Niemniej kto piraci, to i tak nie kupi. Dobrym przykładem jest wersja androidowa gry Dead Trigger – nawet cena 1$ była zbyt wysoka i jak określili twórcy (Madfinger Games), ten 1$ to i tak zbyt drogo (WTF?!), ponieważ piractwo na Androidzie było „niewiarygodnie wysokie”, jak to określili. I tu przechodzimy do kolejnego mechanizmu (punkt 5).

Z drugiej strony – nikt nie każe nam niczym pelikan rzucać się na nowości. Jakoś byłem w stanie kupić w Empiku(!) filmy DVD po 20-30zł i tanią muzykę/gry (choćby z przecen) w podobnej sumie, w sieciach AGD/RTV. Jednak to wymaga czasu i cierpliwości, aż ceny opadną – jeśli ktoś chce mieć nowości na teraz, już, zaraz – musi pogodzić się z kosmicznymi kwotami (wariant legalny).

5. Mikropłatności

Innym modelem są mikropłatności, popularne w przypadku gier. Sam produkt za darmo, jednak jeśli coś trzeba w aplikacji odblokować – zapłać należy małą sumkę za daną rzecz :-) Proste? Oczywiście :-)

Niemniej i tak nie likwiduje to problemu, ponieważ często można spotkać konta lub zapisy z gier, która mają już zakupione pewne fanty – po prostu kroś podzielił się tym w internecie z resztą świata.

6. Przeniesienie oprogramowania do sieci i wprowadzenie subskrypcji

Osobiście coraz bardziej skłaniam się ku temu. Oprogramowanie działa w internecie, off-line posiada podstawowe funkcje. Niemniej opłaca się subskrypcję, licznik zaczyna tykać. Nie płacisz – program przestaje działać (lub tracisz wszelkie wsparcie i aktualizacje, zostajesz z tym co dostałeś i bez możliwości funkcji on-line). Subskrypcje mają ten minus, że nie mogą to być duże sumy, jednak przy wielu klientach jednocześnie to stały dochód. Dlatego w mojej opinii świetna jest dodatkowa opcja wykupienia licencji na własność – już za jakąś grubszą sumę, lecz raz a dobrze. Klient dostać może też wtedy taki soft na płytce z instrukcją instalacji. Z doświadczenia i prowadzenia sprzedaży w takim modelu – sprawdza się to, ponieważ klient testowo może wykupić dostęp np. na okres miesiąca, wcześniej parę dni pobawić się demem, a z czasem może przejść na pełną wersję z licencją imienną. Wilk syty, owca cała.

Moim zdaniem to najbardziej nowoczesna forma i najbardziej ograniczająca piractwo (już widzę Kowalskiego jak hakuje FTP danej firmy, aby wykraść pełen kod źródłowy aplikacji). Subskrypcja za dostęp z możliwością przejścia na droższą lecz jednorazową licencję. Niemniej ma to pewien minus – o ile sprawdzi się w przypadku VOD/muzyki/pewnego rodzaju softu, tak nie wszystko ma sens realizacji jako oprogramowanie webowe. Jeśli jesteś programistą i chcesz napisać oprogramowanie do modyfikacji telefonu czy nowy soft typu CAD lub jakiś optymalizator systemu – jako coś webowego średnio to widzę. A jako oprogramowanie stacjonarne, z pewnością zderzymy się z piractwem.

7. Sprzedaż swego produktu z/bez zabezpieczeń i mieć piractwo w nosie

W skrócie - to po prostu nie przejmowanie się piratami i staranie się ugrać jak najwięcej na sprzedaży legalnych kopii. Osiągnąć można to na różne sposoby, przykładowo poprzez promocje nie tylko polegające na zaniżeniu ceny, lecz również wydłużeniu wsparcia technicznego jeśli to soft itd.

Efekty? Nie przejmowanie się piratami – po prostu sprzedaż legalnych kopii i wspomaganie się narzędziami marketingowymi. I tak będzie piracone - a wydanie bez zabezpieczeń może mieć sens, przecież i tak zostaną one złamane i powstaną cracki.

Wydaje mi się, że poruszyłem chyba najważniejsze kwestie, jakie przyszły mi właśnie do głowy. Osobiście nie wiem czy ograniczać jak najbardziej piractwo zabezpieczeniami, czy przenosić wszystko do sieci, czy zwyczajnie zignorować piractwo i robić swoje. Z punktu bowiem sprzedawcy jest to istotna kwestia i zabezpieczenia nie powinny dziwić, lecz z punktu biorcy, który ściąga z internetu – piractwo może być dla Kowalskiego Grallem i zbawieniem, na którym to JA jestem stratny. Dlaczego? Ponieważ ktoś sobie zassa nielegalnie, może w zatrważającej większości nawet – ale to ja mam rachunki do opłacenia, może rodzinę na utrzymaniu i taki pirat mi tego nie zapłaci, a mojego dzieła będzie używał. Z punktu widzenia prawa lub licencji – złamał jedno lub drugie, może obie rzeczy i tego się nie da zignorować, żadna konfabulacja rzeczywistości i piractwa tego nie zmienią, kropka.

Należy iść zatem w zabezpieczenia, podejścia na zasadzie „zajawki”, przejść do web czy po prostu zignorować piractwo zupełnie? Ponieważ nie da się ukryć, że piractwo w pewnym sensie jednak szkodzi – na pewno nie użytkownikowi, który pobiera, lecz twórcy – z pewnością. Szczególnie, jeśli twórcą jest jakiś niezależny wydawca, bo korporacja-moloch może sobie na piractwo pozwolić, jednak mniejsze jednostki – nie. Z pewnością porządna wersja demo czy inna próbka dzieła jest obowiązkowa, aby użytkownik mógł się przed zakupem z nią zapoznać – choć pirat i tak spiraci jeśli zechce, i żadne inne metody przetestowania nie odwiodą go od tego (no bo kto normalny kupuje oryginały, prawda? Skąd mam mieć pieniądze na to, wolę w weekend zaszaleć z kasą ze znajomymi na imprezie...).

Mam nadzieję, iż jeśli ktokolwiek zdecyduje się napisać komentarz, to nie będzie próbował udowadniać jakie to piractwo jest dobre i ono nie szkodzi – bo ile można :-) Taka osoba może mieć rację, lecz ja również odbijając argument o złamanej licencji. Złamane prawo/licencja stoi niestety wyżej od światopoglądu jakiegoś Kowalskiego, a walczyć w komentarzach można bez końca i nikt tu nie jest w stanie wygrać :-) O piractwie zmienia się bowiem zdanie dopiero, kiedy samemu chce się coś wydać i na tym zarobić – do tego czasu piractwo wydaje się tej osobie szlachetne, dobre i tym podobne :-) Postępowanie na zasadzie Robin Hooda, Janosika i taki mają pogląd o tym ;-)

Z pewnością lepszym pomysłem jest współpracować z piractwem niż z nim walczyć, gdyż ta walka nie ma końca. Niemniej jak wykorzystać piractwo do sprzedaży tracąc jak najmniej? To wymaga już rozplanowania i umiejętnego prowadzenia modelu biznesowego. Teoretycznie dobry produkt broni się sam, jednak to nie umniejszy skali piractwa, a w przypadku małej firmy niezależnej jest to kwestia być lub się zmyć.

A jak Wy poprowadzilibyście sprzedaż Waszego oprogramowania? Żylibyście w zgodzie z piractwem, czy próbowali je ograniczyć? Ścigalibyście piratów czy dali im spokój? Ostatecznie chodziłoby o Wasze pieniądze (jeśli ktoś dzieło ma, używa a kupić nie zamierza) :-)

użyte grafiki, prawa autorskie należą do ich twórców:

http://www.crn.pl/images/fotoliapiratnaplycie.jpg/image_preview/Fotolia%20pirat%20na%20p%C5%82ycie.jpg

http://www.afilioteka.pl/wp-content/uploads/2013/03/sprzeda%C5%BC-online.jpg

http://www.digitaltrends.com/wp-content/uploads/2010/03/iStock_000003699742XSmall.jpg

http://kolekcjonersurowcow.files.wordpress.com/2011/09/pieniadze_banknoty.jpeg

http://www.androidshock.com/wp-content/uploads/2013/08/Death-by-Microtransaction-In-App-Purchases.jpg

http://s1.uicdn.net/f78/e2f9e6b322bb4ec40b420e7e50270/hosting-common/vi-web-apps.jpg

http://2.bp.blogspot.com/-R4E_DlD5Tw4/Tsf2CTE_f7I/AAAAAAAAJWM/yQZfaq4uriE/s1600/drm.jpg

http://www.greenheartgames.com/wp-content/uploads/2013/04/1day.png 

oprogramowanie internet inne

Komentarze

0 nowych
Over   9 #1 23.04.2014 00:10

A gdy nie ma danej płyty na polskim rynku a ściągniecie oryginała z innych krajów kosztuje krocie to czy nie prościej sobie wejść na tpb i tam w ciągu chwili, zostac szczęśliwym posiadaczem upragnionego albumu?

  #2 23.04.2014 08:59

Jednoznaczne, pejoratywne podejście do piractwa to totalny idiotyzm. Na zachodzie oczywiście zaczęli już to rozumieć. Wielokrotnie przeprowadzano badania, wedle których wychodziło, że ludzie pobierający dużą ilość treści z neta są również tymi, którzy największą część swoich pieniędzy poświęcają na kupno legalnych materiałów. Ale nie to jest najważniejsze. Najbardziej istotne jest to, że ta "piracka" część internetu ma OGROMNY potencjał opiniotwórczy, to potężny kanał reklamy. Wszelkie marketingowe fenomeny seriali telewizyjnych lub gier video nie miałyby miejsca, gdyby nie ich popularność w sieci. Gdyby nie ogromna popularność w sieciach torrent, nie byłoby tak ogromnego sukcesu chociażby "Breaking Bad" czy "Gry o tron" (ostatnie przykłady). Zyski, jakie mają z takiej popularności twórcy są przeogromne.

  #3 23.04.2014 09:21

Dobry wpis, sam uważam tą sprawę jako wielce skomplikowaną. Osobiście preferuję brak zabezpieczeń DRM, ponieważ dla mnie jako gracza, DRM okazał się w paru przypadkach wyjątkowo uciążliwy. Ostatnio jest głośno o wyłączeniu Gamespy oraz GWL, co sprawi że parę gier które posiadam staną się bezużyteczne.

W/g mnie też brakuje chociażby wzmianki o handlu używanym oprogramowaniem, które przez niektóre firmy jest już określane jako zjawisko gorsze niż piractwo.

Axles   16 #4 23.04.2014 09:49

Świetny wpis.
Over zlituj się i zachowaj swoje cenne przemyślenia dla siebie. Chyba zaprzeczyłeś sam sobie, skoro coś jest na torrentach (wersja elektroniczna) więc raczej na pewno też jest w formie elektronicznej legalnej.
Podaj konkretny przykład o czym piszesz.

  #5 23.04.2014 11:38

Dla kogo ten tekst ?

Jusko ~ +-70% ludności w Polsce się nie przelewa.

W polskich kolonialnych warunkach gdzie płaca jest zł a nie w € czy w $, szara domowa strefa oprogramowania będzie trwała do końca świata. Czy kiedyś się coś zmieni ?

Całe społeczeństwo nie mogło "pójść na studia w dochodowym kierunku"(miało gorszy start etc,) choć całe społeczeństwo dokłada(ło) się na cykl edukacji powszechnej i opieki zdrowotnej "w czasie szkolenia młodych pokoleń" w zamian ma tylko coś lepszego od śmierci co trudno nazwać to życiem.

rm7   4 #6 23.04.2014 12:03

Axles: abandonware?

Jusko: Nie zamierzam mówić, że piractwo nie jest łamaniem prawa/licencji (przynajmniej programów/gier, bo w przypadku filmów/muzyki/gier już niekoniecznie), ale nie mogę się zgodzić na uznawanie niekupienia za stratę.
"Skoro zatem ktoś wszedł w posiadanie Waszego dzieła i ma dla niego ciągłe zastosowanie, to jesteście wtedy stratni z powodu braku zysku. Ktoś ma Wasze dzieło, chronicznie je używa, a Wy nie macie z tego ani grosika. Naprawdę nikt nie traci? Pirat zyskuje jako biorca, Twórca traci."
Mógłbym Ci wskazać np. aplikację na Androida i zażądać, żebyś kupił. Nie chcesz? Mam stratę, bo mógłbyś kupić. Jest pewnym złem, gdy ktoś korzysta z naszej pracy i nie chce za to zapłacić, ale mówienie, że to jest strata jest dziwne. Zajrzyj chociaż do słownika: http://sjp.pwn.pl/slownik/2524505/strata
"to, co się przestało posiadać; też: fakt, że się przestało coś posiadać"
Straciłeś potencjalny zysk? Nie, on wciąż istnieje - wciąż dana osoba może stwierdzić, że warto zapłacić :)
Na skutek piractwa straciłeś swój program? Raczej nie, został on jedynie skopiowany.

Dodałbym jeszcze jedną metodę zarabiania: open-source i zarabianie na wspieraniu swojego programu / dopisywaniu funkcji na zlecenie.
No, ale niewielu się na coś takiego zdecyduje :)

Berion   13 #7 23.04.2014 12:11

Jusko, sam złamałeś licencję i jeszcze byłeś z tego zadowolony, więc trudno mi ten wpis brać na poważnie. ;) Osobiście treść licencji znaczy dla mnie tyle co zeszłoroczny śnieg. Najważniejsza jest moja własna wygoda w czym skrajnie nie mieści się jakakolwiek forma DRM (jakoś GOG i HB sobie radzą bez). Jeśli już muszę kupić coś z DRM to uprzednio czytam jak je usunąć. Piszesz, że piractwo to zło tego świata i wszelkie wymówki to tylko usprawiedliwianie. Otóż nie, świat nie jest czarno biały i pomiędzy mamy w nim różne odcienie szarości; pewne nazwijmy to, rozwiązania, mają zarówno dobre strony jak i złe. Złe wszyscy znamy, jakie są dobre? Promocja produktu, świadomość produktu u "klienta", w przypadku programów - przyzwyczajenie do produktu (mam to z Photoshopem, musiałem po prostu kupić bo każdy inny mnie drażnił, z Gimpem na czele), piractwo daje też możliwość używania produktu na którego go zwyczajnie nie stać. W przypadku gier, takie zbiory gier to jedyna ich możliwość przetrwania po śmierci platformy, a prędzej czy później nośnika na którym była dystrybuowana.

To chyba tyle, Nie ma co się specjalnie obruszać i biadolić. W ludzkiej naturze jest chęć dzielenia się czymś z innymi... W obecnych czasach piractwo jest marginalne, o kilka rzędów wielkości mniejsze niż dawniej. Głównie ze względu na uwiązanie do usług online i liczne promocje.

Jusko   12 #8 23.04.2014 12:30

@Over #1: Znam ten ból - szukałem niegdyś płyty japońskiego zespołu, niedostępnego tutaj. Podobnie szukałem paru gier na konsolę, które u nas są nieosiągalne. Szczęka mi opadła jak wszedłem w niemiecki eBay - bo znalazłem tam wszytko, nawet płyty japońskiego zespołu o którym wspomniałem wyżej :-D Niemniej jakoś nie potrafię przekonać się do takich międzynarodowych zakupów. Lecz jeśli nie możesz znaleźć danego wykonawcy, spróbuj YouTube, najprawdopodobniej tam będzie ;-)

@Fidel20000 #2: Może były popularne, nie oglądałem żadnego i nie wiem o co chodzi w tych serialach nawet ;-) Wiesz, nie przeczę - pytanie jak stracić, jak najmniej na tym piractwie. Zawsze możesz puścić w internet "zajawkę" lub wideo w okropnej jakości - w celu nabycia dobrej jakości, kupi się płytkę (potencjalnie). Molochy mogą pozwolić sobie na piractwo, ale Ty, kiedy byłbyś jednoosobowym artystą - raczej nie bardzo, w tym sęk. Zdarzają się zespoły, które cały swój album za darmo puszczają na torrenty, chcą złapać słuchacza na haczyk - zdobędą popularność i następny album za jakąś gotówkę już się sprzeda, marka wyrobiona na torrencie. Tyle, że oni mają zapłacone od wytwórni za album i całość jest czystym zagraniem marketingowym o określonym celu. Mniejsze zespoły czy firmy muszą to sobie przekalkulować, czy ich na to stać (ale zawsze mogą wrzucać na torrenty teasery filmów/płyt).

@ID+ #3: Cóż, sprawa jest tu delikatna i w 99% licencja poprzez odsprzedaż jest złamana (brak praw do wypożyczania czy odsprzedaży). Jednak w przypadku, jeśli szukasz gry na pierwsze PlayStation (PSX) i nie dostaniesz jej już w normalnej sprzedaży - lepiej już kupić używkę, niż ściągać i narażać się na konsekwencje. Ponieważ, jeśli tego dzieła NIE MA już w normalnej sprzedaży i NIE JESTEŚ w stanie go już kupić, lepiej wybrać mniejsze zło i odkupić używkę niż ściągać. Oba warianty mają swoje konsekwencje, jednak lepiej mieć w dłoni oryginał, choć nabyciem go złamałeś licencję (nie różni się wtedy za bardzo od pirata, ale nikt nie może Cię ścigać za to, że ściągałeś nielegalne materiały z sieci). Sumując - nie czytam każdej licencji jaką mam w ręku, jednak na ~99% jest brak praw do wypożyczania / dalszej odsprzedaży. Rynek używek kwitnie ze względu na niższą cenę, ale jeśli miałbym wybierać - lepsza używka niż pirat z sieci.

@Axles #4: Dziękuję. Do blogowania wracam po 3 latach przerwy i strasznie zdrewniał mój język pisany :-) Dopiero rozprostowuję palce i język ;-)

  #9 23.04.2014 12:41

Wg. mnie jak producent wypuszcza jakąś dobrą grę to zawsze znajdą się ludzie, którzy choćby z samej chęci posiadania kupią ją. A co do "jazdy próbnej": jak kupujesz samochód to oczywiście czytasz opinie w sieci, fora fanów danej marki itp. Jednak zawsze wybierasz się na jazdę próbną. Dla mnie lepszą formą testową od dem są triale np. na 30 minut, potem wyświetlające informacje o możliwości kupienia gry na Steam. Bo wtedy gracz zainteresuje się grą, jej fabułą, ciekawymi rozwiązaniami i kupi tytuł.

Najlepszą formą przeciwdziałania piractwu jest jednak alternatywa. Dla przykładu znam ludzi, którzy ciągnęli muzykę z torrentów, a przesiedli się na Spotify, za niewielką kwotę mają dostęp do terabajtów muzyki. To samo ze Steam czy innymi wynalazkami.

Natomiast "strata" to totalne bzdury. Popatrzmy na coś takiego: Kowalski kupił grę/muzykę/film legalnie, znudziła mu się, sprzedał Nowakowi. Nowak ma dany przedmiot, nie zapłacił za niego producentowi. Czyli tak jak pirat. Czy producent ponosi straty?

@Berion:

"Osobiście treść licencji znaczy dla mnie tyle co zeszłoroczny śnieg. "

Popieram. Skoro coś nabyłem jest moje i mogę z tym robić co chcę.

"W obecnych czasach piractwo jest marginalne, o kilka rzędów wielkości mniejsze niż dawniej."

Nie jest marginalne. Przeniosło się na inne strefy. Przykładem mogą być filmy. Kiedyś pirackie filmy się ściągało, teraz wystarczy wpisać w google "filmy online" i masz kilkadziesiąt pirackich stronek z filmami. Zresztą na samym YT znajdziesz masę pirackich wersji filmów. Programy już mniej, bo są alternatywy, aczkolwiek znam kilkunastu ludzi, którzy mają pirackiego Windowsa, Offica czy PS.
Sam zresztą święty nie jestem w tym temacie ;)

Berion   13 #10 23.04.2014 13:32

@Jusko
Kupno używanej gry to, cytuję, "mniejsze zło"? Rozum postradałeś? Handel używanymi rzeczami jest nie tylko legalny, ale całkowicie normalny, od tysiącleci stosowany. Czemu traktujesz licencję ponad prawem nie tylko danego kraju, ale moralnym? Brak słów po prostu.

Z kolei proponujesz komuś YouTube jako alternatywę torrentów, gdzie utwory nie tylko są w żenującej jakości, ale udostępniane najczęściej również nielegalnie...

Berion   13 #11 23.04.2014 13:43

@Maxim128
Tak co chcę po kupnie to może niekoniecznie, przez co mam na myśli udostępnianie komukolwiek w sieci czy też udostępnianie zmodyfikowanych wersji w formie gotowego np. obrazu, czy też podpisywanie się pod czyimś np. utworem. To jest niewątpliwie zło, ale na pewno żadna firma nie będzie mi zabraniać odsprzedaży, pożyczania dziewczynie, koledze, sąsiadowi, modyfikacji na użytek własny, kopiowania na nieskończoną ilość media w dowolnej formie.

Ależ marginalne w porównaniu z tym co było kiedyś. Porównaj to ze streamingiem (VOD itd.), e-sklepami, licznymi promocjami, W przypadku konsol to już zupełnie margines z racji skomplikowanych zabezpieczeń, których obejście/złamanie wiąże się z odcięciem od usług. Kiedyś mniej było piractwa w sieci, to jest fakt, ale jego rolę pełniły bazary. Nie wiem ile masz lat, ale tak to wyglądało w erze przed tanim szerokopasmowym łączem i zaraz po. Nie tylko w Polsce (choć to inne okresy oczywiście).

  #12 23.04.2014 16:31

@Berion
Co do skomplikowanych zabezpieczeń konsol - o ile mi wiadomo to zarówno PS3 jak i X360 zostały złamane i uruchamianie na nich tzw. "kopii zapasowych" nie stanowi większego problemu. Poza tym, piractwo na bazarach nadal jest - przejdź się chociażby na giełdę w Krakowie gdzie każdy najnowszy film/grę/płytę cd/program dostaniesz od ręki za dychę :P
Oczywiście chodziło mi też o robienie kopii na własny użytek, udostępnianie w Internecie jest sprzeczne z prawem(dziwiłbym się, gdyby było inaczej). Dobrze, że prawo na to pozwala i licencja nie jest nad nim.

Berion   13 #13 23.04.2014 18:06

To zależy od płyty głównej i fw. Więc nie tylko nie wszystkie, ale trzeba mieć też pojęcie o tych konsolach inaczej dostaniesz bana/revoke lub nawet zabijesz konsolę, możesz też nie wiedzieć dlaczego gra X nie chce się odpalić. To już nie te czasy, że wkładasz kopię i po prostu grasz.

  #14 23.04.2014 19:13

Jak się kupuje konsolę do grania na kopiach to się ma jakieś o tym pojęcie, ew. w cenę konsoli wliczona jest przeróbka (jak znajomy kupował X360 to tak właśnie było). Poza tym piraci raczej na multi nie grają(choć tu mogę się mylić)

Berion   13 #15 23.04.2014 19:28

Zapewniam Cię, że tak nie jest. Zajmuję się scena od lat i świadomość jest bliska zeru absolutnemu. Większość tych osób nie tylko nie ma pojęcia o konsoli, ale nawet podstawowych na temat obsługi komputera. Nie wystarczy dać komuś "do przerobienia" (nienawidzę tego określenia), ponieważ fw się zmieniają, dochodzą nowe zabezpieczenia, trzeba wiedzieć na co uważać etc. etc. To nie jest zabawa dla Kowalskiego. Już nie jest.

Jusko   12 #16 24.04.2014 00:07

@Berion #10: Może nie traktuję licencji ponad prawem, ponieważ siłą rzeczy stoi ono pod nim. Po prostu stawiam siebie w tym wpisie, w roli dewelopera/wydawcy a nie biorcy, i pewnie sam zamieściłbym w licencji jakieś ograniczenia ;-) Choć pewnie byłbym tu nieco ludzki lub wymyślił ograniczenia bardziej kreatywne, np. zabraniające odsprzedaży po cenie wyższej od XYzł (a limit ceny wyznaczałby bardzo niską sumę np. 15zł, więc średnio opłacalna odsprzedaż) ;-) Sztuczne, bo sztuczne, nikt ich nie będzie przestrzegał, ale jednak ;-) Niemniej wydaje mi się, że oprogramowanie webowe ma tu największy sens, choć za możliwościami idą w parze ograniczenia, pełnych możliwości stacjonarnego softu nie przewyższy.

W zasadzie nie wytykam też nikomu piractwa, jednak moim pobożnym życzeniem byłoby, gdyby Kowalski, który z uśmiechem zasysa i pokazuje palec legalnemu wydawcy, miał choćby przebłysk świadomości tego, co robi. Problemów tego świata to nie zlikwiduje, ale może w IT sprawi, że częściej sięgnie po legalną płytkę?

Pozdrawiam :-)

watchmaker   4 #17 28.04.2014 12:29

Od wielu lat obserwuję rynek i sprowadza się to dwóch typów "pirata": jeden taki co nie chce zapłacić (choć może) i taki co chce a nie może. O pierwszym typie, zwanym w niektórych kręgach "cebulakiem" nie ma co się rozpisywać, to socjologiczno-psychologiczna tyrada na nie jedną pracę magisterską czy przewód doktorki... Drugim typem był chyba każdy kiedy to - jak głosi stare porzekadło - "był czas, były siły, nie było hajsu". Wyraźnie trzeba przyznać jednak, że świat się zmienił przez ostatnie, powiedzmy, 15 lat... I nawet bez hajsu da się "konsumować" czy to muzykę (jakiś tam Spotify) czy gry (naprawdę liczne promocje czasem dosłownie za kilka zł można mieć kilka gier). Jasne - zawsze się znajdzie miłośnik japońskiego speed metalu czy wielbiciel nowości... Piractwo było jest i będzie!

xomo_pl   20 #18 28.04.2014 13:25

piractwa nie da się zwalczyć- każde zabezpieczenie, prędzej czy później jest łamane. Z ostatnich lat to chyba tylko PS3 było dobrze zabezpieczone przed piractwem ale też w końcu uległo częściowo..

Moje zdanie jest takie, że jak produkt jest dobry to nie potrzeba DRM itd. żeby go dobrze sprzedać.
Chore jest dla mnie zliczanie piractwa do strat- a kto powiedział, że pirat kupiłby legalną kopię?
Piractwo przecież służy też popularności- jak ktoś kiedyś powiedział (chyba Bill Gates) nie ważne, że używają pirackich Windows. Ważne, że Windows ;) i moim zdaniem ten właśnie cytat pokazuje, że piractwo jest pozytywne dla branży...

Mk13   15 #19 28.04.2014 13:29

Nie podobają mi się pewne elementy tego wpisu, manipulacja, "gra słówek", naginanie słownikowych znaczeń terminu do swoich poglądów, żeby udowodnić tezy autora jak i totalnie bezsensowne założenie, które autor wręcz uznaje za oczywiste, że jeżeli ktoś ściągnął coś nielegalnie z internetu to gdyby nie miał tej możliwości popędziłby do sklepu i kupił produkt za pieniądze. To tak nie działa i przekreśla cały sens tego artykułu.

Jusko   12 #20 28.04.2014 14:47

@zomo_prl #18:

"Chore jest dla mnie zliczanie piractwa do strat- a kto powiedział, że pirat kupiłby legalną kopię? "

Więc nie powinien, przynajmniej choćby moralnie - wchodzić w posiadanie czegoś takiego. Ponieważ wszedł w posiadanie, a nie zapłacił za to - choć w teorii, tej całkowicie legalnej - powinien :-) Dlatego też wytwórnie oznaczają takiego pirata jako +1 do strat, bo choć nie kupi tego czegoś, to wszedł w posiadanie tej rzeczy bez zapłaty i ma ją, używa. Ty patrzysz od strony użytkownika, a od strony dewelopera - nie dziwne, że tak to zlicza. Właśnie z powodu powyższego. No i MS może sobie pozwolić na piractwo Windows - ale czy jednoosobowy deweloper gry Indie też tak może? I z tej perspektywy patrzę - jeśli sam napisałem program i zajęło mi to np. 2 lata (znam takich programistów), i teraz na 2 kopie sprzedane przypada 10 pirackich, to naprawdę ma znaczenie dla takiego programisty. Dopiero korporacja takie piractwo możne wrzucić w przewidziane ryzyko projektu.

@Mk13 #19: W tym wpisie staram się spojrzeć z perspektywy dewelopera, który chce zabezpieczyć się przed piractwem i szuka dobrego sposobu jak to wszystko pogodzić. Dlatego -->wydaje mi się<--, że poczytanie recenzji w internecie, odsłuchanie sampli płyty (lub utworu z YouTube), obejrzenie gameplayów w internecie, daje pewne pojęcie o produkcie i nie trzeba od razu go ściągać, bo są materiały pozwalające wyrobić sobie obraz danej rzeczy przed zakupem. Fakt, lata temu było z grami prościej, bo demo było niemalże obowiązkową praktyką a dziś - przed zakupem zostają recenzje bądź YouTube. W idealnym świecie - tak to powinno funkcjonować. Jak w odpowiedzi powyżej - w mojej opinii, jeśli ktoś ściąga rzecz X z internetu a nie ma zamiaru jej kupić, nie powinien tego robić (choć to myślenie życzeniowe, normalnie tak to nie działa). Piractwo jest wygodne, ale małą firmę programistyczną nastawioną na konsumenta domowego - może to ściągnąć na dno lub nie pozwolić nigdy się wybić - i teraz pytanie, powinni się z tym pogodzić, połączyć sprzedaż z piractwem, czy zacząć to tępić? Bo nad tym się właśnie zastanawiam.

Mk13   15 #21 28.04.2014 15:17

Nie wiem, czy tępienie jest dobrym wyjściem - tępienie w postaci chociażby w postaci mechanizmów antypirackich jest praktycznie zawsze nieskuteczne, jak również praktycznie zawsze utrudnia życie legalnym, płacącym użytkownikom i to niejednokrotnie w sposób tak upierdliwy, ze następnym razem będą woleli nabyć produkt nielegalnie, bo będzie to wygodniejsze. Co by nie mówić, jeżeli nie jesteś Microsoftem czy porównywalnym wielkościowo podmiotem, masz ciężki orzech do zgryzienia.

xomo_pl   20 #22 28.04.2014 17:06

Pełna zgoda z komentarzem MK13(#21).
Każdy deweloper powinien wziąć pod uwagę, że dzięki piractwu jego aplikacja/gra jest znacznie popularniejsza niż bez. Dzięki temu np. kolejna aplikacja zdobędzie już 'legalnie' rynek a twórca zarobi więcej.


@Jusko chciałbyś świata idealnego a taki nigdy nie będzie.
"
Dlatego też wytwórnie oznaczają takiego pirata jako +1 do strat, bo choć nie kupi tego czegoś, to wszedł w posiadanie tej rzeczy bez zapłaty i ma ją"
ale twórca by nie zarobił tyle ile sobie podliczają bo tylko niektórzy piraci kupiliby legalną kopię więc to jest idiotyzm.

  #23 11.06.2014 23:46

Gier nie ściągam, programów z niesprawdzonych stron na ogół też, ale z muzyką nie zamierzam się ograniczać. Po cholerę w takim razie - jeżeli jest to piractwo - mamy MP3, MP4 czy chociażby listę utworów na telefonie? Inna sprawa to kosmiczne ceny... często programy antywirusowe kosztują ok. 200 zł. Kpina. ;) Wolę ściągnąć inny, wersję demo, ale bardzo dobrze sprawujący się i usuwający wszystkie wirusy.