Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Etrian Odyssey – labirynty takie, że Minos i Dedal byliby dumni

Witam! W drugim już wpisie - będącym częścią serii o japońskich grach rpg (i nie tylko rpg), gdzie mam zamiar przedstawiać, moim zdaniem ZACNYCH przedstawicieli tego gatunku ;)

Wcześniej pisałem o:

Final Fantasy Tactics A2: Grimoire of the Rift

Teraz przyszła pora na kolejny tytuł, czyli:

Etrian Odyssey

Japoński rpg, wydany na konsole Nintendo DS (później odświeżony na 3DS’a) - który jest niczym innym jak starym dobrym dungeon crawlerem przebranym w nowe szaty – i trzeba przyznać, pasują mu te szaty.

EO stawiam przed graczem jedno zadanie – ma stworzyć drużynę bohaterów, którą pokieruje w głębiny labiryntu pełnego pułapek, potwór i niekończącej się plątaniny korytarzy.

Gra urzekła mnie swoim klimatem (głównie dlatego że byłem zaraz po seansie DanMachi i dungeonówka była tym czego wręcz potrzebowałem), swoją surowością – masz drużynę, idź w labirynt i radź sobie sam – cześć! Czy też grywalnością – serio, ta gra nie powinna wciągać, idziesz przez ten labirynt i idziesz i końca nie widać, a jak jakiś widać to i tak tam zginiesz. A ja cały czas sobie buildy robiłem, całe mapy rysowałem (o tym później), czy wracałem do tego tytułu raz za razem.
Jednak stop – wszystko od początku! Najpierw przedstawmy sobie 3 ważne punkty w tej grze:

Drużyna

W pierwszej serii (tej wydawanej na DS’a) gracz tworzy całą drużynę od zera. Wybieramy tutaj płeć, avatar, imię oraz klasę.
Zatrzymamy się na chwilę przy klasach, gdyż to od ich odpowiedniego dobrania, zależy przy przetrwamy w labiryncie.

Za przykład weźmy pierwszą część gry, gdzie dostępnych było 9 klas:
Alchemist, Dark Hunter, Landsketch, Survivalist, Troubadour, Medic, Ronin, Hexer (Hexcaster – jeżeli ktoś miał europejską wersję) oraz Protector. Wraz z kolejnymi częściami gry, dochodziło coraz więcej klas, jak np. Shogun.
Oczywiście nie będę tutaj zanudzał was opisem wszystkich klas, jednak warto wspomnieć że już na starcie musimy to dobrze przemyśleć.

Nasza drużyna może mieć w jednej chwili maksymalnie pięciu członków, dwóch w pierwszej linii i trójkę kryjącą się za nimi. Mając do wyboru tylko 5 slotów musimy przemyśleć jak rozłożyć siły – mamy tutaj zarówno magów jak Alchemista i Hexer, dystansowców jak Surivalista (bądź po prostu – łucznik) i Dark Hunter, mistrzy miecza jakimi Landsketcher i Ronin czy Paladyna tutaj nazwanego Protectorem (serio, to jest po prostu Paladyn) czy też wsparcie w formie grajka Troubadour’a i Medyka.
Problem jest taki że już na starcie potwory w labiryncie są silne, tak więc potrzeba na kogoś z odpowiednią obroną, z drugiej strony nasi bohaterowie są śmiesznie słabi i jeżeli liczymy np. że jeden mag w drużynie wystarczy, to niestety, mana kończy mu się już na pierwszym lepszym stworku.
Zresztą sam labirynt też nie należy do najprzyjemniejszych miejsc, tym samym przechodzimy do drugiego punktu:

Labirynt

Zależnie od części gry, jest to zupełnie inne miejsce. W jednej labiryntem okaże się nowo odkryty las pełen potworów, w innej będzie to zatopione miasto pradawnej cywilizacji – jedno jest pewne, to jest zawsze labirynt, i to takie że nawet mitologicznych architekt - Dedal, by pozazdrościł.
Oczywiście, nie zaczynamy od razu w miejscu pełnym potworów. Początek podróży rozpoczyna się przeważnie w mieście które to powiązane jest z daną lokacją. Złożymy tam drużynę, zakupimy odpowiednie miksturki, wyleczymy rany i stamtąd też przeniesiemy się pod bramy labiryntu.
A wtedy już trafimy w miejsce pełne potworów ;)

Poruszanie się po labiryncie jest banalnie proste, możemy obrócić się w lewo, w prawo iść krok do przodu oraz krok do tyłu, każdy krok to jedna kratka na mapce która widnieje na dolnym ekranie konsoli.
I tu zaczyna się coś fajnego – jednym z naszych głównych zadań, jest: wziąć stylusa do rąk i narysować samemu całą mapę. Musimy zaznaczać gdzie końcu się droga, gdzie jest mur nie do przejścia, czy gdzie jest np. skrzynia albo jakieś szczególne pole.

Czasem wymaga od nas tego zadanie, czasem po prostu nam się to przydaje. Labirynt ma zawsze wiele poziomów a im dalej tym są one większe, często na tyle że na raz ich nie przejdziemy, a zawsze po powrocie na dany poziom – zaczynamy przy samym wejściu. Więc warto mieć zanotowane gdzie już byliśmy albo gdzie nie zdążyliśmy dokończyć eksploracji.

Warto tu wspomnieć o Zaraf'ie - użytkowniku który jest znany z tworzenia map do takich gier jak np. Dragon Quest. Przygotował on również w pełni rozpisane mapy (widoczne powyżej) do serii Etrian Odyssey i umieścił na takich portalach jak ign czy neoseeker.
Choć osobiście, nie polecam ich używać - psują zabawę ;)

Drugą ciekawą rzeczą jest mały radar w rogu ekranu, który to - zmieniając kolor informuje nas o zagrożeniu, tym samym widząc jak zmienia swój odcień w stronę żółtego – wiemy że coś tam jest, a gdy już staje się czerwony – czas szykować się do walki.
Tym samym przechodzimy do trzeciego punktu:

Obyś przeżył

To nie jest kolejny pocieszny rpg: gdzie jesteś bezimiennym chłopcem któremu zabili rodzinę, spalili wioskę czy co tam jeszcze, dali miecz do łapy i radośnie rozbijasz czaszki przeciwników a doświadczenie leci aż miło.
Tutaj masz drużynę która idzie w labirynt pełen potworów, a potwory to nie słodkie kotki czy kwiatki (chociaż co niektóre tak wyglądają) i przywalić potrafią.

Dlatego nie ma co się dziwić, że tutaj przejdziemy dwa-trzy korytarze i zawracamy do miasta. Bo już magowie many nie mają, wojownikom skończyły się miksturki lecznicze, które też tanie nie są – więc trzeba zawrócić (a jako że potwory odradzają się w różnych miejscach, to trzeba taki powrót planować z wyprzedzeniem, a nie na ostatnią chwilę), sprzedać ten złom co się z potworów ściągnęło, uzupełnić zapasy, przespać się w karczmie żeby odzyskać siły i ruszyć w to samo miejsce następnego dnia.

Tak, dokładnie w to samo miejsce, będziemy musieli przejść je jeszcze raz, znowu rozprawić się z tymi potworami i jak nam szczęście dopisze to może dotrzemy na kolejny poziom labiryntu. Tutaj nie ma łatwo.

Oryginał czy Remake?

Seria miała swoją premierę w roku na konsole Nintendo DS, gdzie wydano 3 części. Potem, wraz z pojawieniem się 3DS’a – tytuły zostały odświeżone, otrzymując nowy silnik jak i ścieżki fabularne. Kolejne części - tj. EO IV i nadchodzące V są już tylko na nową odsłonę handhelda.
Tutaj będzie mała dygresja, gdyż wraz z nadejściem 3DS’a, nadeszły też odświeżone wersje Odyssey.
Gdyby to był tylko nowy silnik to machnąłbym na to ręką, jednak twórcy poszli nieco dalej.
Nadal możemy grać w starym trybie z oryginału, gdzie tworzymy całą drużynę itp. Ale też doszedł drugi tryb, gdzie mamy odgórnie stworzone postaci z całą nową ścieżką fabularną. Nasza drużyna się poznaje, rozmawia, kłóci, nienawidzi itd. i razem przemierza świat.
Postaram się to ładniej zobrazować: Graliście w Baldurs Gate? Tam mieliśmy naszego bohatera i postaci które mogły się do nas po drodze przyłączyć, szczególnie w drugiej części było fajnie przedstawione jak każda z nich miała swój charakter, rozmawialiśmy z nią i po prostu razem tworzyliśmy team. Tak mniej więcej wygląda odświeżenie w Etrian Odyssey na 3DS’a.

A teraz – graliście w Icewind Dale? Niby takie jak Baldur, ale tam już tworzyliśmy całą ekipę i mimo że gra była świetna, to czegoś brakowało. Tak mniej więcej wygląda teraz pierwotna seria EO.
Osobiście jako że zagrywałem tę serię na NDS’ie, to nie byłem zbyt przychylny kupowaniu ich jeszcze raz na 3DS’a, jednak odświeżona wersja dwójki – przekonuje mnie za każdym razem kiedy obejrzę trailer:

To na tyle, Etrian Odyssey urzeka mnie swoim klimatem oraz rysowaniem mapy (serio, to jest genialny patent). Jest powtarzalna, monotonna, w pierwowzorze fabularnie kuleje (idź w labirynt bo… no bo jest!) ale i tak – zagrałbym jeszcze raz!

Zwłaszcza że kolejna - bo już piąta część - jest na horyzoncie:

A jako że jrpg'ów obecnie na rynku nie brakuje, to myślę że dość szybko zleci mi czas do premiery ;)

Kera 

gry hobby inne

Komentarze

0 nowych
Latający Turban   12 #1 05.05.2016 12:25

Gdzie masz 4 części na DS, ja pamiętam tylko 3

neverek   8 #2 05.05.2016 12:51

Widzę, że system walki nadal do pięt nie sięga tytułom z lat 90.

Są chociaż jakieś zagadki? Cokolwiek poza grindem?

KeraVX   6 #3 07.05.2016 15:57

@Latający Turban
Fakt, o 4 zapomniałem że była już tylko na 3DS'a, mój błąd ;)

@neverek
Chciałbym powiedzieć że są - ale w sumie to nie są zbyt ambitne (jak The statues of limitiaion...) więc w sumie grind gra tutaj główną rolę.
A co do systemu walki to już kwestia sporna, mi tutaj nic nie brakowało ;)