r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Kierowca Ubera kokosów nie zarobi – jest gorzej niż na taksówce

Strona główna AktualnościBIZNES

Nie taki wspaniały ten Uber, jak go malują? Pewien kierowca z Polski, który przez rok woził ludzi korzystających z Ubera, podzielił się na Wykopie informacjami o tym, jaką kwotę zarobił przez ten czas. I trudno oprzeć się wrażeniu, że jego praca najbardziej opłaca się Uberowi, a szeregowy pracownik partner zarabia słabo.

Policzmy, czy praca dla Ubera się opłaca

Wykopowicz o skądinąc ciekawym nicku blady_erotoman zwierzył się w serwisie z informacji o stanie swojego portfela po roku współpracy z Uberem. Wożenie ludzi pod szyldem amerykańskiej korporacji potraktował jako swoją etatową wręcz pracę, czyli przez pięć dni w tygodniu i osiem godzin dziennie. Co mu z tego przyszło?

Przez rok zaliczył 1662 kursy (co daje średnio 4,5 kursu dziennie), które przyniosły mu brutto 34 588,32 zł. Jak sam dodaje, nie jest to cała kwota przychodu, bo zarobił też 11 tys. zł w ramach bonusów oraz 3 tys. zł, które pochodzą z – jak określił to nasz bohater – „kursów na boku”, które zamawiali ufający mu klienci. Te dwie pozycje odłóżmy jednak na chwilę na bok i skupmy się na kwocie bazowej, czyli nieco ponad 34,5 tys. zł, które blady_erotomant zarobił jako kierowca Ubera.

r   e   k   l   a   m   a

Od przychodu należy odjąć 20 proc. prowizji należnej Uberowi. Amerykanie zgarnęli więc dla siebie dokładnie 6917,66 zł. Do tego dochodzą podatki w Polsce. Blady_erotoman podał, że z tytułu należnego PIT-u za 2015 r. zapłacił fiskusowi 800 zł, a składki na ZUS płaci od lutego br. i wynoszą one 450 zł. Na tym etapie stan finansów naszego rozmownego kierowcy Ubera (przy założeniu, że uregulował ZUS dwa razy) wynosi 25 970,66 zł.

Do kompletu dodajmy wydatki, które blady_erotoman poniósł podczas jeżdżenia dla Ubera. Jak wylicza, są to: „paliwo 16 tys. km (spalanie 30 gr na km), trzy przebite opony, rozbita lampa, pęknięty zderzak, dwie zmiany oleju, brak mandatów”. Zakładamy więc, że te wszystkie ekstra wydatki kosztowały go ok. 6 tys. zł. Zarobek „na czysto” oscyluje zatem wokół kwoty 19 970 zł.

Prosta arytmetyka pokazuje, że jeden kurs dla Ubera oznaczał dla uberowicza zarobek wynoszący ok. 12 zł. Miesięcznie jego zarobki też nie wyglądają imponująco, bo trudno nazwać taką pensję wynoszącą ok. 1660 zł.

Finanse bohatera tekstu wyglądają lepiej dopiero, gdy doliczymy do nich kwoty pochodzące z bonusów oraz „przejazdów na boku”. Wtedy miesięczna pensja oscyluje wokół kwoty 2,8 tys. zł na rękę, a zarobek za jeden kurs wynosi ok. 21 zł.

Kwoty nie rzucają na kolana

Powyższe obliczenia są mocno szacunkowe, bo nie wiemy, jak wyglądała jego sytuacja z ZUS-em, czy brał urlop, nie wzięliśmy też pod uwagę kosztów amortyzacji samochodu, którą sam bohater postu na Wykopie oszacował na 5 tys. zł. Nie mamy więc stuprocentowo twardych danych. Ale same szacunki też pozwalają stwierdzić, że na pracy dla Ubera najlepiej wychodzi sam Uber.

Blisko 7 tys. zł – tyle wyniosła prowizja amerykańskiej firmy pobrana od kierowcy dziś przedstawiającego się na Wykopie jako blady_erotoman. Całkiem sporo, jak za samą możliwość pracy pod danym szyldem i udostępnienie aplikacji mobilnej. Tymczasem według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w lutym br. w Polsce średnie wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 4138 zł. Po prostej kalkulacji, traktując tę kwotę jako pensję brutto na umowę o pracę, na rękę wychodzi zatem ok. 2950 zł. To kwota większa niż oszacowany przez nas zarobek kierowcy Ubera, a nie trzeba przypominać, że umowa o pracę daje prawo do ubezpieczenia zdrowotnego, odprowadzane są z niej składki na ZUS itp. Etat daje więc pracownikowi pewien komfort życia i bytu. A o jakim komforcie (o płatnym urlopie nawet nie wspominamy) może mówić kierowca Ubera, który pracuje w ramach działalności gospodarczej, a prawo do jazdy pod szyldem Ubera kosztuje go blisko 7 tys. zł rocznie?

Na dźwięk nazwy Uber niejednemu „tradycyjnemu” taksówkarzowi gotuje się krew. Wszystko dlatego, że internetowy gigant stale, regularnie i bezlitośnie podgryza rynek przewozu osób, podkopując pozycję korporacji taksówkarskich. W PR-owych przekazach Ubera, które firma zresztą ochoczo podsyca, kreśli się obraz uberowego kierowcy jako wolnego ptaka, który pracuje, kiedy chce, używa własnego auta, zarabia, ile chce i jest wręcz pionierem Nowej Gospodarki (ironia nawiązująca do siermiężnej propagandy socjalistycznej nie jest przypadkowa). A narzekającym taksówkarzom mówi się, że mogą porzucić swoje macierzyste korporacje i przejść pod skrzydła Ubera, wtedy na pewno wyjdą na swoje. Ale jeśli wierzyć wyliczeniom kierowcy Ubera z Wykopu, to PR i kreślone wizje są mitem. Pensja wynosząca niecałe 2,8 tys. zł na rękę uzyskana dzięki pracy pozbawionej zabezpieczeń socjalnych do wysokich nie należy.

Rzecz jasna, teoretycznie można pracować więcej – powie ktoś. I oczywiście, takiej opinii trudno odmówić pewnej słuszności. Ale prowadzi ona do tego, że chcąc wyjść na swoje dzięki Uberowi, trzeba pracować bez przerwy, by przy okazji odpalić Amerykanom sutą prowizję. Po raz kolejny okazuje się więc, że strzeliste hasła o zaletach gospodarki opartej na współdzieleniu warto kilka razy przepuszczać przez palce, bo kryją się pod nimi bardzo konkretne i twardo egzekwowane interesy dużych korporacji.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.