r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Kinect Fun Labs

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Kiedy na tegorocznym E3 Tsudo Kunoda zaprezentował światu Kinect Fun Labs, czyli kącik w menu konsoli, dzięki któremu w zaciszu własnego domu mieliśmy oto dostać możliwość sprawdzenia najnowszych rozwiązań z wykorzystaniem sensora Microsoftu, a w dodatku całkowicie za darmo, wielu zwyczajnie się ucieszyło. Otrzymaliśmy skromny zestaw aplikacji, mających na celu zademonstrowanie nam (oraz naszym znajomym), że ruchowo-głosowa technologia ma przed sobą świetlaną przyszłość. Szkoda tylko, że o ile na scenie głównej targów wszystko prezentowało się nieziemsko i dokładnie, tak w rzeczywistości sprawy nie mają się wcale tak super różowo…

Fun Labs to w tej chwili raptem garstka chwilowych zjadaczy czasu, z których tylko dopiero co udostępnione szerzej Avatar Kinect oferuje według mnie ciekawsze przeżycia (o tym jednak później). Paczka podstawowa to ponad 700 megabajtów danych, na co składają się programiki Kinect Me!, jak też Googly Eyes. Pierwszy służy do bezpośredniego przeniesienia naszej postaci do aplikacji. Skanowana jest twarz oraz ciało gracza, a za moment program wypluwa ludka, który… prócz odzienia, nie jest do nas zupełnie podobny. Dziękuję twórcom, że obdarzyli moje cyfrowe alter ego bujną czupryną, gdy u mnie już na głowie z włosiem nie za ciekawie, niemniej twarzy spodziewałem się chociaż zbliżonej. Kiedy indziej sensor zarejestrował na mej facjacie jakieś dziwne plamy, chociaż pomieszczenie było dostatecznie oświetlone i nie powinno być problemu z wyłapaniem kolorów. Oczywiście brodaci nie mają co liczyć na odpowiednie odwzorowanie zarostu...

Dzięki drugiej z wspomnianych „gier” prezenterka na minionym E3 przeniosła na ekran pluszaka, by po dorobieniu mu skaczących oczu uzyskać niemal wierną kopię oryginału. Ja do testów użyłem dwóch zabawek – prostego z budowy, bo dużego i okrągłego kaczora oraz bardziej skomplikowanego pod względem bryły, acz skromniejszego gabarytowo Kłapouchego z Misia Puchatka. Formę grubaska kamerka wyłapała świetnie, chociaż dziób ptak miał nieco przypłaski. Za to kolorystycznie porażka na całej linii, bo pomarańczowy nagle zrobił się z jakiegoś powodu zielony. Kolejne skany nie poprawiały zbytnio sytuacji, jedynie podbijając jaskrawość upierzenia – choć gdyby pomyśleć, zbliżając się w ten sposób faktycznie do żółtej barwy. Przy czterokopytnym Googly Eyes pogubiło się po całości, dając mi hybrydę obcego, ślimaka oraz ożywionej galaretki owocowej.

r   e   k   l   a   m   a

[image source="Galerie/Inne/Kinect_Fun_Labs:41183" mode="custom" width="211" height="158"] [image source="Galerie/Inne/Kinect_Fun_Labs:41184" mode="custom" width="211" height="158"]

Jak sobie radzi reszta aplikacji, blisko 300 megabajtów każda? W Build A Buddy przeniesiony na ekran przedmiot obdarzymy pewnymi cechami charakteru, udźwiękowimy (wypowiadając zadane kwestie) oraz wprawimy w ruch, niemniej jakość „produktu” końcowego, skaczącego agresywnie w kolorowej krainie, rzucającego się w przedziwny sposób na boki, a przede wszystkim atakującego tęczą czy serpentynami z rejonów poniżej pleców (poważnie!) pozostawia do życzenia. Ponownie sprzęt poradził sobie nieźle z „dziobakiem”, ale z osiołka zrobił już rozmazane, poruszające się niczym dżdżownica urzeczywistnienie sennych koszmarów przedszkolaka... Przy BobbleHeads wreszcie miłe rozczarowanie – pamiętacie pieski do aut, które kiwały głową na wybojach? Tu w taką właśnie maskotkę zamienicie siebie. Program nie tylko ładnie łapie rysy twarzy, ale i zwraca uwagę na długość włosów, czy ułożenie kończyn. Efekty są zadowalające.

1 2 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.