r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Koniec Compiza: gorzkie słowa o fragmentacji linuksowego desktopu

Strona główna Aktualności

Kiedy w 2006 roku na linuksowych desktopach po raz pierwszy zawitał menedżer okien Compiz, użytkownikom innych systemów operacyjnych nierzadko opadały szczęki na widok tych wszystkich wizualnych wodotrysków. Wirtualne pulpity rzutowane na rotujący sześcian, galaretowate okienka, ekscentryczne animacje – miłośnicy „cukierków dla oka” byli zachwyceni, i trzeba przyznać, że wielu z nich właśnie Compiz do linuksowego desktopu przekonał. Oczywiście po pierwszych tygodniach zachwycania się wirującymi kostkami prawie każdy wyłączał najbardziej spektakularne (irytujące?) efekty, ale niektóre (jak np. efekt Expo) zostawały, faktycznie zwiększając wygodę pracy z komputerem.

Drogą zapoczątkowaną przez Compiza poszły inne menedżery okien/kompozycji – w zasadzie każde z linuksowych środowisk doczekało się własnej alternatywy. KDE wprowadziło compizowe efekty do swojego Kwin, GNOME doczekało się ich implementacji we własnym Mutterze, nawet Xfce zaczęło wykorzystywać je wraz z wydaniem menedżera xfwm4. Lepiej zintegrowane ze swoimi środowiskami, uczyniły Compiza w zasadzie zbędnym. Przed zapomnieniem protoplastę tych wszystkich menedżerów ocalił chyba Canonical, narzucając użytkownikom Ubuntu interfejs Unity jako oficjalny, „najlepszy” sposób komunikowania się z komputerem. Menedżerem kompozycji w Unity jest właśnie Compiz.

Teraz jednak, jeśli Mark Shuttleworth będzie dalej chciał rozwijać desktopowe Ubuntu w kierunku, jaki od dawna deklarował, być może i tu trzeba będzie się pożegnać z Compizem. Chodzi o plan przeniesienia Ubuntu na serwer wyświetlania Wayland. Z perspektywy potrzeb współczesnego użytkownika desktopu to wielki krok naprzód, w porównaniu do bizantyjskiej architektury X11, jaką obarczone są współczesne systemy GNU/Linuksowe, który powinien pozwolić na dorównanie desktopowi OS-a X. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, już tegoroczne wydania Ubuntu przyniosą obsługę Waylanda.

Jeśli – bo niespodziewanie dla Canonicala pojawił się problem. Sam Spilsbury, główny programista Compiza, pracujący przez kilka lat u Shuttlewortha, zostawił projekt, twierdząc, że niemożliwy jest dalszy jego rozwój, w sytuacji gdy zbliżamy się do końca stosowania serwera X11, a może nawet do końca powszechnego stosowania desktopów. Jego zdaniem Compiz dziś nie jest już potrzebny, a próby dalszego rozwijania go byłyby tylko poddaniem się głównej chorobie, która toczy linuksowy desktop – fragmentacji. Choroba ta sprawia, że ci wszyscy programiści pracujący nad Linuksem w praktyce marnują ogromne ilości czasu i energii na to, by robić coś, co zostało już wielokrotnie zrobione przez innych. Jak pisze Spilsbury:

Kiedy byłem w Canonicalu, 98% moich wysiłków było skierowanych na dbanie o kompozytor i menedżer okienek, a 2% na rozwój nowych funkcjonalności. (…) Oto prawdziwe pokłosie fragmentacji linuksowego ekosystemu: nie chodzi tylko o to, że istnieje wiele implementacji koła. Istnieją liczne implementacje całych samochodów, które robią niemal to samo, ale troszkę inaczej niż pozostali. Niektórzy stwierdzą, że to największa siła wolnego oprogramowania. Teraz, gdy znam ludzkie i techniczne konsekwencje fragmentacji, postrzegam to jako największą słabość wolnego oprogramowania.

Zdaniem autora Compiza, wszyscy zainteresowani kompozytorami okienek powinni się teraz zająć jednym projektem – Westonem z Waylanda. Reimplementowanie dotychczasowych technologii na Waylanda tylko po to, by uzyskać funkcjonalności, które podobały się ludziom w Compizie, nie ma po prostu sensu. Tak samo nie ma sensu budowanie kolejnej warstwy abstrakcji, która obejmowałaby zarówno X11 jak i Wayland, i przenoszenie kompozytora na nową architekturę.

Cała sytuacja, sądząc po komentarzach w Sieci, będzie tylko wodą na młyn tych, którzy twierdzą że Linux nadaje się co najwyżej na serwery, albo jakieś dziwne zabawki, w rodzaju „inteligentnych” karabinów, a jego stosowanie na desktopie to fanaberie wyrafinowanych masochistów. Może jednak dobrze, że wreszcie ktoś ze środowiska wolnego oprogramowania otwarcie powiedział, że Bazar wcale nie jest taki dobry, jak twierdzą wrogowie Katedr?

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.