Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Koniec wojny! Jakiej wojny?

Od jakiegoś czasu można usłyszeć hasła, które zwiastują koniec odwiecznej wojny Linux vs Windows. Kilka dni temu etap tych zmagań starał się podsumować @qdominik w tekście Koniec wojny. Linux wygrał!. Szczerze mówiąc dla mnie cała ta wojna ma tyle sensu co wielki konflikt pomiędzy Ministerstwem Zdrowia i Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy.

Zawsze mnie fascynowało kto tę wojnę w ogóle rozpętał i tak naprawdę w czyim interesie jest finał tego konfliktu? Jedno jest pewne taki konflikt nic nie zmieniłby w kwestii tego co użytkownicy otrzymają do rąk w finale tych zmagań, a na pewno jest to na wielką niekorzyść dla dotychczasowych deweloperów oprogramowania Linuksowego.

Czy Windows z jądrem Linux byłby Linuksem?

Oczywiście wiemy, że to nigdy nie nastąpi. Wiemy także, że taka sytuacja jest jednak możliwa. A więc załóżmy, że MS wydałby wersję mobilną swojego systemu z jądrem Linux. Czy wobec tego WP i Android byłyby konkurencją. Zresztą po co daleko szukać - czy Android i MeeGo są konkurencją? Jeśli nie to dlaczego oba systemy korzystają z różnych programów? Czy taka sama wojna nie trwa więc także pomiędzy Androidem i MeeGo? Czyli tak naprawdę mamy do czynienia z wojna Linux vs Linux.

Kiedyś wysnułem takie twierdzenie, że jeśli wszystkie państwa zrobiłyby ustawę, według której można korzystać tylko z otwartego pakietu biurowego, to Microsoft wydałby MS Office też na wolnej licencji. Nie trudno w to uwierzyć, bo nie sądzę, żeby MS nagle stwierdził, że nie mogąc korzystać z dawnego sposobu zarabiania, to musi zrezygnować z dalszej produkcji tego oprogramowania. Na tej samej zasadzie można zapytać, czy powstanie wersji MS Office dla Linuksa w jakiś sposób wpływa na rozwój Linuksa, czy raczej wspiera w większym sensie "imperialistyczną politykę Microsoft"?

Kto zarabia na wojnie?

Zastanawiam się kto zyskuje na tej wojnie? Bo raczej nie producenci oprogramowania, a już na pewno nie producenci otwartego oprogramowania. Myślę, że teraz mamy zdrową sytuację, kiedy producent ma prawo zrobić program dla każdego systemu. W tytułowym przypadku, użytkownicy nagle zadecydowali za producenta - "Nie masz prawa robić programów dla konkurencji!". Jestem więc twórcą programu dla Linuksa, oczywiście chciałbym na nim więcej zarobić, więc chcę wydać też program dla Windowsa, dla BSD itp. Myślę, że jest to zgodne z filozofią otwartego oprogramowania. Wbrew pozorom wpływa także na jakość programu bo mogę go przetestować na różnorodnych platformach, dzięki czemu uniknę w przyszłości niespodziewanych błędów i lepiej dostosuję program do różnorodnych potrzeb rzeszy użytkowników. Takim ideałem dla mnie jest VLC Player, lub Firefox, które to programy są wyjątkowe jakościowo właśnie dzięki swojej multiplatformowości.

Dzięki wojnie Linux vs Windows mam oczywiście inne zdanie. Jako użytkownik to ja mam prawo decydować co jest najlepsze dla producenta z ekonomicznego punktu widzenia. Mamy więc Linuksa-Androida, którego programy nie działają na "innych Linuksach", bo taka jest filozofia wojny i programy, których używałem do tej pory na innych Linuksach też nie działają na Androidzie. W jakim sensie Android jest więc Linuksem? A może Linux to słowo, któremu nadajemy zbyt wiele znaczeń? To chyba będzie najlepsza odpowiedź.

Linus Tordvalds, w filmie Revolution OS, określa sytuację w której Linux jest na różnorodnych urządzeniach i różnych konfiguracjach sytuacją zwycięstwo-zwycięstwo. Jest to zdrowe podejście. Linux może tylko zyskać i Linus na tym zyskuje, kiedy zdobywa wsparcie od deweloperów z różnych grup interesu. Nie wiem tylko dlaczego potocznie jest to równoznaczne kojarzone z tym, że Linux zyskuje na tym, że jedna taka konfiguracja zdobywa przewagę eliminując innych z udziału w tych zyskach? To paradoks, że osoby, które wywołują wojnę z Windowsem tak naprawdę chcą, aby Linux był taki sam jak Windows, być może z zaletami tego systemu, ale na pewno ze wszystkimi wadami.

Kto wygrał?

Powiem szczerze, że jako użytkownik Linuksa nie za bardzo widzę zysk z tego, że Linux jest na większości tabletów, czy lodówek. Widać to zresztą na słynnych statystykach, gdzie "wskazówka ani drgnie", pomimo że "użytkowników przybywa". Nie trafia do mnie jednak przekonanie, że powinienem przesiąść się na tablet, żeby Linux na tym zyskał. Moje potrzeby na pewno na tym nie zyskają. Jaką mam gwarancję, że pieniądze wydane na tablet z Androidem zaspokoją moje wszystkie potrzeby? Żadnych! Oczywiście byłbym częściowo zaspokojony, gdyby Android pozwoliłby mi na korzystanie z aplikacji, których do tej pory używałem + bonus od siebie, za który mógłbym z czystym sumieniem zapłacić. Ale takie rzeczy to tylko w ..., a przepraszam, już nawet tam nie.

Mam negatywną opinie o tzw. "popularności". Dla mnie to głupota sądzić, że jeśli na 100 osób trafi się jedna osoba, która w jakiś sposób wesprze w produkcji Open Source, to ono na tym zyska. To tak jakby sądzić, że jeśli na 100 złych ludzi trafi się 1 dobra to będziemy mieli do czynienia z moralnie dobrym społeczeństwem.

Przypomina mi się jak jeszcze kilka lat temu wiele osób sądziło, że popularność Ubuntu wpłynie na rozwój programów domyślnie z nim załączonych. Na jakimś tam etapie rozwoju deweloperzy postanowili zrezygnować z Rhythmboksa na rzecz Banshee. Wszyscy wtedy podniecali się usunięciem domyślnego sklepu z muzyką w programie na rzecz sklepu Canonical. Mówiono wtedy, że dzięki temu ustępstwu deweloperzy Banshee mogą tylko zyskać. Historia pokazała jak bardzo to mija się z prawdą.

Po roku okazało się, że Rhythmbox wraca do łask. To dziwne, bo według wcześniejszych założeń Banshee, które już na początku było zapowiadane jako o niebo lepsza jakość, miało właśnie pod skrzydłami Canonical stać się prawdziwym killerem. Okazuje się, że półroczna przerwa w obecności RB w Ubuntu sprawiła, że wyszedł on na prowadzenie i dystrybutorzy z Canonical nagle zapragnęli to właśnie jego mieć w swoim zestawie. Nagle MONO okazało się złe, choć wcześniej nikt mu nic nie mógł zarzucić. Dla mnie to hipokryzja. Podobnie jest z każdym innym programem, który skłonił użytkownika właśnie do wyboru Ubuntu. "Nie podoba się to zmień distro! My wybieramy programy, które nie potrzebują pomocy, a dzięki ich popularności i my na tym zyskamy!"

End of war!

Na zakończenie tej wojny warto więc zadać sobie pytanie kto na tym zyskał? Linux? Ile z jego idei, które odróżniają go od Windowsa na tym zyskało, bo jeśli żadna to czy warto rezygnować z Windowsa, skoro to i tak nic nie zmienia? Czy nie jest to taka sama sama sytuacja jak po ostatniej wojnie światowej, kiedy wyzwalając się z rąk okupanta, tak naprawdę nie zyskaliśmy nic z wolności o jaką walczyliśmy?
 

windows linux hobby

Komentarze

0 nowych
DelphiX   6 #1 14.08.2013 15:04

Zgadza się - świetnie porównanie na końcu tekstu. Najgorsze jest to, że są użytkownicy Linuxa którzy nazywają użytkowników Windows od półgłówków zaś Apple ... nie ważne ...

  #2 14.08.2013 15:12

Używam i Linuxa i Windowsa każdy system oferuje coś do czego warto go używać, nigdy nie rozumiałem sensu "wojny" pomiędzy tymi systemami :)

msnet   18 #3 14.08.2013 15:36

Wojny wojnami, a ja i tak będę używał tego, na co mi przyjdzie ochota. Bez względu na wojenną sytuację tego czegoś...

Dobry tekst, pokazujący, że każda wojna, nawet w świecie oprogramowania, jest bez sensu...

  #4 14.08.2013 15:40

Oba systemy mogą się wzajemnie uzupełniać. Winda do zadań specjalnych (praca itp) koniecznie odizolowana od sieci Internet. A Linux do Internetu i wszystkiego z czym da sobie radę a nie da rady winda.

eimi REDAKCJA  16 #5 14.08.2013 16:01

Aleś napisał... "Czy nie jest to taka sama sama sytuacja jak po ostatniej wojnie światowej, kiedy wyzwalając się z rąk okupanta, tak naprawdę nie zyskaliśmy nic z wolności o jaką walczyliśmy?"

O'RLY? :D Ja Ci gwarantuję, że większość walczących bardzo wiele zyskała. Sytuacja chłopów i robotników za sanacyjnego reżimu była makabryczna. Dla nich władza ludowa była wielkim wyzwoleniem.

GregKoval   8 #6 14.08.2013 16:10

@eimi (redakcja)

O ile mnie pamięć nie myli to komunizm zakładał wcale nie gorszą koncepcję w postaci PGR, albo gorszej odmiany w wersji zdiełano w CCCP. Jedyne co uratowało sytuację to gospodarze małorolni, którym ustawa nie mogła zabrać tego skrawka ziemi co go obrali, ale to akurat był relikt poprzedniej epoki, a nie wynalazek socjalizmu.

Sorry ale jedyne dobrego co pamięta komunistyczny chłop to otwarcie się Gierka na świat zachodu, co przypieczętowało tylko upadek tamtej epoki.

Shaki81 MODERATOR BLOGA  37 #7 14.08.2013 16:41

To żeście zjechali z bezsensownej wojny (przynajmniej wg mnie) aż do komunizmu, który swoją drogą, aż taki zły nie był.

GregKoval   8 #8 14.08.2013 16:41

@RaveStar
>>"Komunizm jako ustrój jest co do koncepcji bardzo dobry. "

Każdy rodzaj praw, nawet wolności, narzucony siłą jest zły. Totalnie zły.

floyd   14 #9 14.08.2013 16:49

@GregKoval
Każdy system organizacji życia społecznego jest dobry o ile społeczność która ma w nim żyć go akceptuje.
Średniowieczne klasztory osiągały duże sukcesy także ekonomiczne choć zorganizowane były, można powiedzieć na zasadach komunistycznych, ale przynależność do tej struktury była dobrowolna.
Także kibuce żydowskie też dzialały z dużymi sukcesami dopóki nie przyszło nowe pokolenie które już nie bardzo akceptowało taką organizację życia społecznego.

knyku   6 #10 14.08.2013 16:56

linux sie nigdy nie przebije tak jak winda z jednego podstawowego powodu.
ms to wielka korporacja, potentat rynku, który ma górę siana i może je wydawać na reklamę i nowe technologie. społeczeństwo open source nie ma takich możliwości za czym idzie mała popularność.
przeciętna Basia i przeciętny Janek nie mają nawet pojęcia że istnieje coś innego niż Windows i nawet z jego obsługą ma problemy.
na potwierdzenie mojej tezy mogę zacytować pewną kobietę, która notabene postanowiła studiować informatykę i na pytanie prowadzącego zajęcia - "Czy znacie jakieś inne systemy operacyjne niż Windows?" wyrywa się szczęśliwa że się pochwali swoją wiedzą i krzyczy "Windows 7"

windows jest w telewizji na każdej stronie internetowej i przede wszystkim w świadomości ludzkiej a z tym ciężko walczyć

Kintoki   6 #11 14.08.2013 17:24

RaveStar "Bo Maków i Linuksów się nie kradnie. Pierwsze są niedostępne dla złodzieja"
Kto ci takich głupot naopowiadał... osx'a można zainstalować na zwykłym pc(są jakieś tam ograniczenia z powodu braku sterowników)

GregKoval   8 #12 14.08.2013 17:25

@floyd

A co ja napisałem komentarz powyżej?

@knyku
>>"windows jest w telewizji na każdej stronie internetowej i przede wszystkim w świadomości ludzkiej a z tym ciężko walczyć"

Android też!

knyku   6 #13 14.08.2013 17:30

@GregKoval
i dlatego android też jest popularny i w zasadzie jedyny, bo o wp tego raczej nie można powiedzieć
z tego widać, że kto pierwszy wejdzie na dany rynek wygrywa, bo ludzie się przyzwyczajają

True_Lukass   6 #14 14.08.2013 18:58

@RaveStar
Fakt, składanie Hackintosha to spore wyzwanie, a i tak często są problemy. Poza tym, to przecież wcale nie polega na tym, że bierzesz sobie OS X i instalujesz. Kupa roboty... Swoją drogą, nie zgodzę się z tą ilością oprogramowania - na Mac OS jest nieco więcej, niż na Linuksa, chociaż bez szaleństwa.

kostek135   8 #15 14.08.2013 21:51

@knyku
Nie zgodzę się. Przyczyną popularności Androida jest lewy soft, a raczej łatwość w instalowaniu takiego. Desktop to inna bajka. Na linuksa nie ma gier, ot cała popularność Windowsa.

GregKoval   8 #16 14.08.2013 23:50

@knyku
>>"z tego widać, że kto pierwszy wejdzie na dany rynek wygrywa, bo ludzie się przyzwyczajają"

Jakby tak było to Android nigdy nie pokonałby iOS-a.

GregKoval   8 #17 14.08.2013 23:52

@kostek135
>>" Przyczyną popularności Androida jest lewy soft, a raczej łatwość w instalowaniu takiego."

O jakim sofcie ty bredzisz?

mikolaj_s   13 #18 15.08.2013 00:18

@RaveStar: "Pamiętaj. Komunizm jako ustrój jest co do koncepcji bardzo dobry"

Ciekawe, to tak jakby krawcowa stwierdziła, że uszyła super ubranie tylko klient do niego nie pasuje :-)

mikolaj_s   13 #19 15.08.2013 00:31

@knyku
Kasę ma nie tylko Microsoft. Linux wymaga tylko trochę dopieszczenia i staje się zabójczą konkurencją. Popatrz na Androida. Gdyby Google wierzył w przyszłość tradycyjnego desktopu sam wziął by się za tworzenie własnej dystrybucji.

Znam takie panie Basie, które używają Linuksa i uważają że jest lepszy. I tak to nie one decydują o popularności systemu tylko ci, którzy im instalują system.

Ferrari   6 #20 15.08.2013 01:49

Rozwój Linuksa na biurka hamują fundamentaliści, którzy nie pozwolą na większe przemiany. Dla nich Linux to pisanie długich wypracowań w konsoli i dłubanie w plikach konfiguracyjnych.

Kiedyś Mandriva, dziś Ubuntu i SUSE próbują ułatwić pracę przy komputerze, ale wychodzi to słabo. Android to inna bajka. Z wyglądu Google Play do złudzenia przypomina repozytoria w Ubuntu. Ktoś wie, czy występuje problem zależności?

Frankfurterium   9 #21 15.08.2013 10:36

@Ferrari
"Z wyglądu Google Play do złudzenia przypomina repozytoria w Ubuntu."

A nie odwrotnie?

"Ktoś wie, czy występuje problem zależności?"

Nie, bo działanie Google Play w ogóle nie przypomina repozytoriów. Każda aplikacja androidowa jest samowystarczalna - zawiera w sobie wszystko, co jej potrzebne do działania. Repozytorium to kupa luźniej lub ciaśniej powiązanych ze sobą ale odseparowanych pakietów.

GregKoval   8 #22 15.08.2013 11:09

@Ferrari
>>"Rozwój Linuksa na biurka hamują fundamentaliści, którzy nie pozwolą na większe przemiany."

Bzdura totalna. Jedyną osobą, która może hamować rozwój Linux to Linus Torldvalds. Pech chce, ze jest to jednocześnie jedyna osoba, bez której Linux by nawet nie powstał, więc nie wiem o jakim hamowaniu rozwoju mówisz? Co do konsoli to nie wiem o czym piszesz, albo lepiej poducz się jak powstają programy.

>>" Ktoś wie, czy występuje problem zależności?"

Dlaczego uważasz, że zależności to problem?

Kpc21   9 #23 15.08.2013 12:46

"Oczywiście wiemy, że to nigdy nie nastąpi."
A według mnie w przyszłości jest to całkiem realne.

  #24 15.08.2013 13:14

@RaveStar
"a do drugich trzeba mieć minimum IQ."

Raczej trzeba być nolifem o wyjątkowo nudnych zainteresowaniach.

mikolaj_s   13 #25 15.08.2013 13:59

@GregKoval:

"W jakim sensie Android jest więc Linuksem? A może Linux to słowo, któremu nadajemy zbyt wiele znaczeń? To chyba będzie najlepsza odpowiedź."

To chyba właśnie kluczowy problem. Powinniśmy ograniczyć słowo Linux do kernela, a dystrybucje nazywać opartymi na Linuksie (i tak jest chyba skrót myślowy stosowany najczęściej). Bo jak nazwać Debiana z jądrem BSD? Dla mnie bardziej kluczowe jest użycie, bądź nie licencji GPL w jakiejkolwiek części dystrybucji.

"Mam negatywną opinie o tzw. "popularności"."

Popularność jest o tyle użyteczna o ile przekłada się na dopływ środków finansowych lub wkładu użytecznej pracy nad rozwojem oprogramowania. Niestety nie ma prostego przełożenia popularności na te wartości.

" Nagle MONO okazało się złe, choć wcześniej nikt mu nic nie mógł zarzucić."

MONO zawsze było kontrowersyjne, tylko Canonical maiło na tyle determinacji aby wziąć program oparty o nie do podstawowych programów dystrybucji. Biorąc pod uwagę ilość zależności dla MONO nie było to dobre rozwiązanie jeśli chcieli zmieścić jak najwięcej programów na płycie CD. Nie wiem czy przyspieszenie rozwoju Rhythmboksa (który w tym czasie był nieco zaniedbany) nie wynikało właśnie z ideologii "MONO to zło" ;)

"End of war!"

Nie ma końca wojny. Kończą się tylko bitwy ;)
W cale nie wydaje mi się niemożliwe, aby w przyszłości Windows był oparty o jądro Linuksa, albo inaczej, że inna firma zrobi system który przejmie rolę Windowsa w oparciu o Open Source. Jeśli tak dalej pójdzie to desktop stanie się niszowy, zyski z posiadania własnego systemu operacyjnego nie będą w stanie pokryć kosztów potrzebnych na jego utrzymanie i rozwój. A przyroda nie znosi próżni. Firma dostarczająca komercyjne rozwiązania jest potrzebna, tylko że może się również opierać na oprogramowaniu Open Source to podniosłoby konkurencję i jakość w IT.

Druedain   13 #26 15.08.2013 14:28

@GregKoval
W walkę ustrojów się nie włączam, więc tego komentarz nie będzie dotyczył.

Cieszę się niezmiernie, że napisałeś ten tekst :) . Ostatnio albo patrzyłem z przerażeniem jak historia lubi się powtarzać i po raz kolejny powstaje tekst (nie pamiętam czyj, chyba jakiegoś nowego blogera) o tym jaki to Linux jest. A potem jeszcze na dokładkę qdominik, który zasłynął pisaniem bzdur i olewaniem komentujących. Dzięki Ci jeszcze raz!

sgj   10 #27 15.08.2013 14:59

@mikolaj_s "Powinniśmy ograniczyć słowo Linux do kernela, a dystrybucje nazywać opartymi na Linuksie (i tak jest chyba skrót myślowy stosowany najczęściej). Bo jak nazwać Debiana z jądrem BSD?"

Zasadniczo pisząc "Linux" ma się zwykle na mysli dystrybucję. W przypadku Debiana z jądrem BSD mamy do czynienia z dokładnie tą samą sytuacją co z jądrem Linux. Powinniśmy mówić o dystrybucji systemu BSD.

GregKoval   8 #28 15.08.2013 15:35

@sgj

Zasadniczo to pisząc "dystrybucja" ma się na myśli "system" i to jest błąd skrótowy. Dystrybucja to sposób w jaki system jest rozpowszechniany, a nie sam system jako taki.

sgj   10 #29 15.08.2013 16:02

GregKoval

Zasadniczo to w przypadku linuksa niemal zawsze mówimy o jakiejś dystrybucji a nie samym systemie jako takim.

GregKoval   8 #30 15.08.2013 16:33

@sgj

I to błąd, bo okazuje się w konsekwencji, że system jest ten sam w każdej dystrybucji :)

sgj   10 #31 15.08.2013 17:07

No bo jest ten sam stąd można pisać po prostu Linux.

GregKoval   8 #32 16.08.2013 09:17

@sgj

Dlatego moje pytanie w śródtytule: "Czy Windows z jądrem Linux byłby Linuksem?". Wbrew pozorom nie jest takie głupie, bo za Windowsa można wstawić każde zamknięte userspace. Myslę, że analiza takiego pytania powinna dać do zrozumienia czego tak naprawdę powinniśmy oczekiwać po oprogramowaniu biorącym rzeczywisty udział w rozwoju tylko tej części, która wspiera zbiór o nazwie Linux, a nie całej dystrybucji.

dhor   8 #33 16.08.2013 11:46

A ja na przekór nie odcinałbym się tak jednoznacznie od 'wojen systemowych'. Zmagania wspomniane w tytule wpisu to ni mniej ni więcej, jak walka o rząd dusz użytkowników. Bo czym byłby system bez użytkowników? Owszem, można się upierać, że deweloperzy tworzą dystrybucje Linuksa na swój użytek i swoje potrzeby, ale jaki ma to sens w kontekście rozwoju i osiągania celów? Co może być pożytecznego w snobistycznym spełnianiu swoich zachcianek? Raczej nie o to chodzi w ruchu opensource, skoro sam autor wpisu przyznaje, że pożytek z użytkownika jest wtedy, gdy udziela się w krzewieniu i rozwoju tej filozofii współistnienia użytkowników i oprogramowania. Zatem, z prostych rachunków prawopodobieństwa możemy wywnioskować, jakie mamy szanse, że pojawią się nowi aktywiści opensource w grupie 10 i 1000 nowych użytkowników. Mówiąc inaczej - jeden uświadomiony użytkownik zawsze wykona pracę jednego uświadomionego użytkownika (np. tłumaczenia). Natomiast w grupie 1000 nawet przypadkowych użytkowników zawsze mamy możliwość, że działalnością na rzecz FLOSS zajmie się więcej osób.

Wobec niewygodnej dla linuksowej propagandy sukcesu hegemonii Windowsa, fakty pozostają niemiłosierne - producenci oprogramowania kierują swoją czujne czułki w stronę bogatych farm i kopalni złota zasiedlonych posiadaczami wiodącego systemu. I choć Linux ostatnio nadrobił niesamowicie w zakresie oprogramowania (różne dziedziny - obróbka fotografii, obróbka wideo, nawet ostatnio gry), to jednak bogactwo i nieskrępowany dostęp jest po stronie systemu, który dla producentów/reklamodawców/sponsorów jest korzystniejszą i pewniejszą inwestycją. Dlatego ludzie nie uciekają od Windowsa do którejkolwiek z dystrybucji Linuksa, bo... Co im po wolności, jak nie będą mieli co ze sobą zrobić. Analogicznie do losu podczas wojny secesyjnej 'wyzwalanych' przez oświeconą północ pracownikach farm z południa - gdy zrzucono im już kajdany i pokazano uroki wolności, nie wiedzieli co z nią zrobić.

Z drugiej strony, ilościowy napływ świeżej krwii nie oznacza jedynie konsumentów treści i gotowych produktów. Atrakcyjne i wydajne narzędzia pracy przyciągną łebskich koderów, artystów i ogólnie pokolenie 'tworzących'. Co chyba siłą rzeczy przełoży się na bogactwo oferty linuksowej. System bez społeczeństwa o szerokim przekroju zainteresowań stanie się jedynie enklawą poklepujących się po ramieniu deweloperów, tworzących po raz n'ty kolejną implementację np. init'a. Owsze, zawsze to jakieś hobby, ale czy o to wszystko w tym chodzi? Jak dla mnie Linux i jego dystrybucje mają jednak nieco większe aspiracje.

GregKoval   8 #34 16.08.2013 19:18

@dhor
>>"Zatem, z prostych rachunków prawopodobieństwa możemy wywnioskować, jakie mamy szanse, że pojawią się nowi aktywiści opensource w grupie 10 i 1000 nowych użytkowników. "

W zasadzie to właśnie to jest cały problem tej "popularności", że ten system nie działa. Jak napisałem powyżej jedna dobra osoba w tłumie złych nie czyni moralnego społeczeństwa. Tak samo w tym przypadku jedna osoba może wnieść sporo do rozwoju, jednak 99 nadal żąda potrzeb nic nie dając. Wzmaga to frustrację i ostatecznie też krytykę. Krytykę niestosowną zresztą, bo skoro nic nie daliśmy w zamian to i nie powinniśmy nic oczekiwać. Oczywiście muszę mówić, ze postulaty ludzi aktywnych są zazwyczaj spełniane i tylko ten jeden procent jest z Linuksa zadowolony. Czy w takim razie nie lepiej celować w ten aktywny sektor jako ostateczny target, a cała resztę traktować "jak was to interesuję to spróbujcie, ale nie jesteście naszym celem dopóki nie wykupicie karty członkowskiej tego elitarnego klubu". Jak mniemam Apple na takim postepowaniu doskonale wychodzi.

  #35 19.08.2013 07:01

Ale do czego potrzebna Wam ta dyskusja i o co się spieracie bp nie rozumiem :-)