r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Król obiecanek cacanek znowu przeprasza graczy, odchodzi z życia publicznego

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Jedni producenci gier budują sławę na sukcesach, inni na spektakularnych fiaskach, do tego często podszytych niespełnionymi obietnicami. Peter Molyneux to tutaj ewenement, bo to, co przez lata przyrzekał graczom przy kolejnych swoich produkcjach, odbija się tylko negatywnym echem. Po wizji niesamowitego następcy legendarnego Populousa, czyli gry Godus, pozostały strzępki, a fani dali przecież pieniądze na realizację dzieła...

Kiedy w 2012 roku twórca między innymi Black & White czy Fable odszedł z Lionhead Studios, kwestia wielu kłamstw szerzonych podczas publicznych promocji wszystkich trzech głównych części kolorowego RPG nagle poszła w zapomnienie. Molyneux na spokojnie złożył wokół siebie nowe studio, które nazwano 22Cans i zachęcił ludzi do odpłatnego pukania w ekran swoich ulubionych urządzeń, dając im tajemniczą kostkę Curiosity do rozwalenia, oczywiście obiecując przy tym rzeczy niezwykłe. Szkot Bryan Henderson, który usunął ostatni punkcik z rozbieranej warstwa po warstwie niczym cebula wirtualnej kostki, miał zostać bogiem w nadchodzącym Godusie i nawet czerpać zyski ze sprzedaży gry. Do tego jednak nie dojdzie. Tytuł w wersji PC wciąż nie został do tej pory ukończony, a Peter już zapowiedział kolejną, The Trail. Na spokojnie ogłosił równocześnie zmniejszenie zespołu i fakt, że pewne wyznaczone podczas kampanii na Kickstarterze cele nie zostaną osiągnięte, a więc fundatorzy Godusa nie dostaną oto wszystkich przewidzianych wcześniej bonusów. Życie toczy się zwyczajnie dalej...

Rzecz jasna graczom nie wystarczyło w tym momencie tłumaczenie, że producent po prostu źle obliczył czas potrzebny na ukończenie projektu (miał być na rynku już blisko dwa lata temu, a tu nadal nic) i w ogóle to się we wszystkim w 100% mylił, ale za 6 do 9 miesięcy będzie na pewno dobrze. Na twórcy nie pozostawia się obecnie suchej nitki, krytyka nadchodzi z niemal każdej strony. Molyneux dalej tłumaczyć się nie ma zamiaru i dlatego usuwa się z życia publicznego. Nad kolejnym dziełem ma zamiar pracować po cichu i bez zbędnego komentarza w mediach, przynajmniej do chwili, gdy będzie ono mniej więcej gotowe. Do tego czasu podobno nie usłyszy już żadnych więcej obiecanek.

r   e   k   l   a   m   a

Wizerunkowo Peterowi nie pomaga nagły przypływ prawdomówności, czyli otwarte przyznawanie się, że o wspomnianym wyżej Brianie, czekającym na swoje 1% z zysków, zapomniano. Do tego technologia mająca mu umożliwić zabawę w potężne bóstwo, któremu by można rzucić wyzwanie, aby przejąć boską pałeczkę, na chwilę obecną nie istnieje i jeszcze długa droga do pojawienia się systemu walki w Godusie. O ile gra zostanie w ogóle ukończona, naturalnie. Molyneux zarzuca jednak równocześnie ludziom odbieranie jego wypowiedzi w formie pewników. Gorąco wierzę w to, co mówię, gdy to mówię, ale wiecie, że czasami tego nie da się zrealizować. Nie da, ponieważ z technicznego punktu widzenia jest zbyt trudne, nie da, bo może koncepcja już nie pasuje do całości, a ludzie traktowali to w kategoriach obietnicy. Prosi, by nie grozić więcej jemu oraz jego rodzinie. Ster nad Godusem oddał Polakowi Konradowi Naszyńskiemu.

Pewnie powiedzenie mądry Polak po szkodzie byłoby tu nawet na miejscu, ale po raz kolejny powinno zaapelować się do fanów wspierania finansowo projektów różnorakich o rozważne decyzje. Crowdfunding to w wielu przypadkach kupowanie kota w worku, który ostatecznie i tak może okazać się pusty, a powierzenia pieniędzy komuś, kto w przeszłości wielokrotnie nie dotrzymywał obietnic, jest po prostu bardzo niemądre.

© dobreprogramy

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.