r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Kto w świecie Linuksa boi się Partii Herbacianej?

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Ci z naszych Czytelników, którzy przyglądają się czasem wewnętrznej polityce Stanów Zjednoczonych, słyszeli zapewne nazwę „Tea Party” – Partia Herbaciana. Ten libertariański odłam republikanów, którego nazwa pochodzi od słów „Taxed Enough Already Party” (Partia już Wystarczająco Opodatkowanych) walczy od czasów prezydentury George'a Busha jr. ze wzrostem obciążeń fiskalnych i reformami opracowywanymi przez federalną administrację. Jako taki jest cierniem w oku postępowo-lewicowych polityków amerykańskich, którzy oskarżają „herbaciarzy” o kołtunerię, hipokryzję i społeczną nieczułość. Czy właśnie o te skojarzenia mogło chodzić szefowi Canonicala Markowi Shuttleworthowi, gdy nazwał oponentów nowego serwera grafiki dla Ubuntu opensource'ową partią herbacianą?

Sytuacja rozwijanego przez Canonicala serwera grafiki Mir nie jest najlepsza. Do tej pory nie spotkał się on z poparciem deweloperów spoza tej firmy, a niektórzy, tak jak ludzie z Intela, nie tylko otwarcie opowiedzieli się za konkurencyjnym Waylandem, ale też dali do zrozumienia, że nie chcą mieć z Mirem nic do czynienia – nie będą nawet przyjmowali łatek do sterowników, umożliwiających współpracę z serwerem grafiki Canonicala. Co gorsza nie udało się dostarczyć działającej wersji Mira wraz z najnowszym Ubuntu 13.10 – został on w ostatniej chwili wycofany z desktopowej wersji systemu, mimo że już od lipca zapowiadano, że będzie w niej dostępny.

Wycofanie Mira z wydania Saucy Salamander uzasadniono koniecznością przezwyciężenia technicznych usterek: poważne problemy z jakością w niektórych scenariuszach miały sprawić, że deweloperzy Canonicala nie czuli się gotowi, by domyślnie włączyć nowy serwer grafiki. Jednak Mark Shuttleworth na łamach swojego bloga przedstawił trochę inną wersję wydarzeń, w której za problemy Mira odpowiada przede wszystkim wroga polityka.

Mir to bardzo ważne dzieło. Kiedy wielu konkurentów atakuje projekty tylko z pobudek politycznych, trzeba się zastanowić, jaki jest ICH faktyczny cel. Przynajmniej wiemy teraz, kto należy do Open Source Tea Party ;). Umieśćmy te żale w kontekście: Mir ma znaczenie dla około 1% programistów, tych, którzy zajmują się rozwojem powłoki. Każdy deweloper aplikacji korzystać będzie z Mira przez ich toolkit. Dla porównania, te same rozwścieczone osoby cierpią na syndrom NIH (Not Invented Here – przyp.red) względem każdego ważnego elementu stosu na którym mogą położyć swoje ręce... w szczególności SystemD, który jest ogromnie inwazyjny i trudno go usprawiedliwić. Trzeba blisko się przyjrzeć jak konkurenci Canonicala dręczą język angielski w próbach usprawiedliwienia tego, jak to ich toolkity mają wspierać Windows, ale nie mogą wspierać Mira. Ale i tak ukończymy to – i efekt będzie świetny – wyznał Shuttleworth.

Ze słów Marka Shuttlewortha łatwo wywnioskować, że szczególną niechęć zarezerwował on nie do Intela, Red Hata czy deweloperów GNOME, ale do autorów projektu KDE – w końcu to KDE oferuje oprogramowanie działające na Windows. Tak też sprawę odebrał Martin Gräßlin, jeden z czołowych deweloperów KDE, który nie mogąc się doczekać oficjalnego wyjaśnienia zarzutów stawianych przez Shuttlewortha, zdecydował się sprawę opisać na swoim blogu, punkt po punkcie wykazując ich fałszywość. Przypomina, że decyzje o niewspieraniu Mira biorą się z pobudek zarówno technicznych, jak i polityki KDE, która zakazuje przyjmowania łatek działających tylko w jednej dystrybucji – a przecież Mira poza Ubuntu nie będzie nigdzie. Odrzuca też spiskową teorię czy insynuacje o wrogości wobec projektów Canonicala i wyjaśnia, że to wsparcie dla Windows wynika po prostu z natury toolkitu Qt, dzięki któremu łatwo jest większość aplikacji KDE przekompilować na Windows.

Czy to postawa, którą można by porównać z amerykańską Partią Herbacianą, która ostatnio wsławiła się „wyłączeniem” licznych instytucji federalnych, blokując prace nad budżetem? Co by nie mówić, nikt Shuttleworthowi nie zakazuje przecież korzystać z Mira w Ubuntu w taki sposób, jaki się mu to podoba. Stawianie żądań, by inni ludzie podjęli się pracy z ich punktu widzenia nieważnej, a potrzebnej dla sukcesu własnego projektu nie jest chyba najlepszym sposobem na zdobycie czyjejkolwiek życzliwości.

Według aktualnych harmonogramów prac, Mir oficjalnie zawita do Ubuntu w wersji 14.04 Trusty Tahr, systemu określonego jako platforma do długofalowych wdrożeń na PC, w chmurze i na serwerze – ale jako że jest to wydanie LTS, od którego wymagana jest przede wszystkim stabilność pracy, będzie zapewne jedynie opcjonalnym rozwiązaniem, a cały system pracować będzie, jak w poprzednich wersjach, na serwerze X.org.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.