r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Linus Torvalds: kres prawa Moore'a jest bliski – i Linux musi być na to gotowy

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Jeszcze kilka dni temu inżynierowie Intela z dumą prezentowali komputery z prototypowymi procesorami, wykonanymi w procesie technologicznym 14 nm. Prezes firmy, Renée James powiedziała wówczas, że odkąd jest w Intelu, to przynajmniej raz na dziesięciolecie ogłasza się koniec prawa Moore'a. Tymczasem jak dowodzi opanowanie procesu 14 nm, prawo to ma się świetnie – i będzie się miało świetnie, gdyż Intel spogląda już na możliwości dalszej miniaturyzacji, do 7 nanometrów. Czy jednak Intel jest w stanie spojrzeć poza perspektywę kilku najbliższych lat, w trakcie których będzie mógł wciąż działać tak, jak dotąd, wprowadzając na rynek kolejne generacje klasycznych architektur w coraz mniejszych rozmiarach?

Nie wszyscy są tak optymistyczni (lub tak krótkowzroczni) jak pani James. Dla Linusa Torvaldsa zmierzch prawa Moore'a da się już dostrzec. Nie można udawać, że rozwój IT będzie przebiegał tak jak dotąd: do tej sytuacji muszą przygotować się zarówno twórcy sprzętu komputerowego, jak i oprogramowania, stwierdził twórca Linuksa podczas swojego wystąpienia na panelu podczas tegorocznego Linuxconu. Jestem bardzo zainteresowany tym, jak branża zareaguje na fakt, że zbliżamy się do fizycznych granic. Ludzie przywykli do mówienia o tysiącach rdzeni na jednej kostce, ponieważ wszystko się zmniejszało – ale ci ludzie najwyraźniej nie mają pojęcia o fizyce, ponieważ niedługo skończy się zmniejszanie– dodał Torvalds.

Granice miniaturyzacji wytycza jednak nie tylko fizyka, ale też i ekonomia. To przede wszystkim koszty uniemożliwią regularne podwajanie gęstości upakowania tranzystorów, gwarantowane dotąd przez prawo Moore'a. W takiej rzeczywistości musi odnaleźć się Linux – system, który nie należy do szczególnie lekkich. Linus Torvalds przypomniał, że głównym powodem, dla którego Linux tak dobrze działa dziś na telefonach, jest postęp w budowaniu sprzętu. Współczesne telefony są po prostu tysiące razy potężniejsze od komputerów, na których Linuksa uruchamiano 20 lat temu.

Już za pięć, dziesięć, najdalej piętnaście lat, mamy ten problem odczuć na własnej skórze. Dotknie to szczególnie nas, twórców kernela, ponieważ to my jesteśmy warstwą między sprzętem i oprogramowaniem. Co stanie się, gdy sprzęt przestanie się rozwijać i magicznie czynić nas szybszymi? To będzie ciekawe – stwierdził Linus. Jego zdaniem, jedyną nadzieją może być to, że twórcy sprzętu nie ustaną w innowacjach tylko dlatego, że skończy się miniaturyzacja.

Jednak te ostatnie innowacje coraz mniej mają wspólnego z mocą obliczeniową. Towarzysząca twórcy Linuksa w panelu Sarah Sharp z Intela przypomniała, że te najnowsze urządzenia wcale nie są oszałamiające pod względem „bebechów”. Przykładem może być Google Glass – sprzęt, który jest porównywalny do płytki PandaBoard. Interesujące jest to, co Google zrobiło z taką ograniczoną elektroniką. Podobnie też może potoczyć się więc rozwój Linuksa – nacisk położy się na na pomysłowe wykorzystanie tych zasobów, które są dostępne.

Uczestniczący w sesji opiekun jądra Greg Kroah-Hartman uznał, że dziś rozwój systemu napędzają przede wszystkim systemy wbudowane i mobilne, a postęp dzięki temu uczyniony pomaga także w zupełnie innych zastosowaniach Linuksa, np. w centrach danych. Tak było z pracami związanymi ze zmniejszeniem zużycia energii, początkowo zupełnie nieinteresującymi dla deweloperów związanych z rynkiem Enterprise. Szybko się jednak okazało, że prace te mogą pozwolić na zaoszczędzenie milionów, dzięki zmniejszeniu poboru mocy przez centra danych.

W efekcie rośnie odsetek zmian w jądrze, które wprowadzane są tylko z myślą o urządzeniach wbudowanych, a opiekunowie jądra, integrując łatki, muszą coraz częściej zastanawiać się nad ich wpływem na taki sprzęt. Nie wystarczą już testy przeprowadzane tylko na desktopach. Coraz wyraźniej też widać, że deweloperzy jądra muszą zacieśnić współpracę z deweloperami aplikacji. Jak bowiem stwierdziła Sharp, cóż bowiem z tego, że jądro świetnie sobie radzi z oszczędzaniem energii, skoro źle napisane oprogramowanie będzie wysysało ostatnie soki z baterii? Do tego dochodzi problem małego poszanowania przez twórców aplikacji kwestii kompatybilności – Linus powiedział, że bardzo by chciał, by obyczaje panujące wśród deweloperów kernela przeniknęły do twórców aplikacji.

Podczas poświęconego kernerowi panelu Linuxconu mówiono też o innych rzeczach, niż prawo Moore'a czy rola urządzeń wbudowanych. Linus Torvalds wyjaśnił też, że choć Sarah Sharp wzywała go ostatnio do profesjonalnego zachowania na listach dyskusyjnych, to on nie ma zamiaru zachowywać się profesjonalnie (czyli grzecznie i w zgodzie z polityczną poprawnością) – gdyż jest Finem. Dalej więc możemy oczekiwać od Linusa gróźb, wyzwisk i przekleństw, których popis dał ostatnio, życząc projektantom układów ARM, by zginęli bolesną śmiercią, i nawołując do dosypywania im trucizny do kawy i uszkadzania hamulców w samochodach.

Na koniec ciekawostka: Torvalds przyznał, że był proszony przez funkcjonariuszy pewnej agencji o wbudowanie furtki do Linuksa. Miejmy nadzieję, że odpowiedział im na to w zgodzie z najlepszymi tradycjami nieznającej politycznej poprawności fińskiej kultury.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.