Linux Ubuntu, czyli jak ponownie stałem się użytkownikiem Windowsa

Witam,

Zapraszam do lektury mojego pierwszego wpisu.
Pamiętajcie o tym, że jest to całkowicie subiektywna ocena poprzez pryzmat moich potrzeb i widzimisię:)

Swoją przygodę z GNU/Linuksem (później będę używał tylko Linux) zacząłem w 2006 r. od Ubuntu 6.04. Wcześniej co prawda zdarzało mi się korzystać z różnych Knopixów, Mandreaka czy Debiana na uczelni, ale nic dłużej nie zagościło na moim dysku.
Wybór padł na Ubuntu. Podyktowane to było jego największą popularnością i opiniami użytkowników o jego łatwości obsługi.

Instalacja:

Przystąpiłem do niej po uprzednim zapoznaniu się z manualami na forach (wtedy chyba jeszcze nie było graficznego kreatora instalacji). Od razu spodobał mi się pomysł podziału partycji na swapa, home etc. Po głębszym zastanowieniu nie mogłem uwierzyć, że Windows tego nie ma. Jak to się mogło stać, że po tylu latach rozwoju systemu domyślnie wali wszystko na partycje systemową? Instalacja przebiegła pomyślnie. System zainstalował się i po restarcie...

Pierwsze wrażenia:

...ujrzałem menedżer GRUB, a tam do wyboru dwa systemy. Najpierw przestestowałem czy XP'k jeszcze chodzi, potem uruchomiłem moje świeżutkie Ubu. Znałem już trochę Linuxa, więc środowisko nie było mi zupełnie obce. Przystąpiłem więc do konfiguracji - najpierw Internet...

Sterowniki

Tu pojawił się problem, szybkie poszukiwania w googlach i znalazłem ubudsl (wtedy chyba inaczej się nazywał) oraz sterowniki do modemu Neostrady. Jeszcze nie korzystałem z routera, jako że byłem biednym studentem, zawsze było mi szkoda wydać tę stówkę, gdy od poniedziałku nieubłaganie zbliżał się weekend. Po małej konfiguracji Internet wystartował.
Neostrada na seryjnym modemie nigdy nie chodziła dobrze, gubienie połączenia było standardem. Tu pojawił się pierwszy problem: restart połączenia w Ubuntu kończył się tym, że wolałem zrestartować system, ale mniejsza o to (wina producenta sprzętu, że nie dostarczył odpowiedniego oprogramowania - pomyślałem).
Po zainstalowaniu modemu, czas na aktualizacje systemu (pojawiła się ikona w obszarze powiadomień). System zaczął się aktualizować, więc chciałem poszukać jakiegoś ciekawego oprogramowania i tu wszedłem w centrum oprogramowania Ubuntu, coś tam próbuje zainstalować, a tu niestety... dlaczego w Linuksie nie można instalować kilku rzeczy naraz?
Ufff aktualizacja przeszła.
Dalej zająłem się instalacją grafiki (Nvidia bez problemu, po przesiadce na ATI nie było różowo). Następnie drukarka i tutaj łał: wszystko już jest zainstalowane. Mój kombajn HP’ka na windowsie instaluje się przynajmniej godzinę.
Kiedy system był gotowy zacząłem odkrywać jego zalety.

Użytkowanie:

Wszystko mi się podobało: od struktury katalogów, przez menedżera okien nautilusa, instalację programów do konsoli (zawsze uważałem, że lepiej wpisać coś szybko niż klikać 1000 razy), bezpieczeństwo, brak wirusów, partycje się nie fragmentują. Modyfikowałem wygląd (beryl był świetny), grałem, pisałem dokumenty. Linux przejął komputer, o XP zapomniałem. Nawet domownicy potrafili odnaleźć ikonę FF, więc nie miałem problemu z narzekaniem, że coś jest inaczej.

Istna sielanka. Czas mijał a ja cieszyłem się “obracają kostką...” Wraz z postępem czasu mijały studia. Porzuconego XP'ka zacząłem włączać coraz częściej, bo coraz częściej trzeba było pisać prace zaliczeniowe czy robić prezentacje. Przestałem mieć siłę na to by wpadać na uczelnie, łapać pierwszego laptopa i edytować dokumenty w MS Officie, bo OO miało problemy z formatowaniem. Ile razy to przedstawiając jakąś prezentacje: litery wychodziły z ekranu i działy się inne cuda. O efektach nie wspominając (nie moja wina tylko MS, które jest monopolistą i nie trzyma standardów myślałem).
Zacząłem pracować, czasu było coraz mniej i w końcu przyszło pisać pracę dyplomową. Linux przestał być taki różowy. Aktualizacja sytemu do kolejnej wersji wiązała się zawsze z jego reinstalacją: bo ten program przestaje działać; bo takie zależności nie zostały spełnione; bo sterownik od myszki nie działa; bo modem nie działa, grafika przestała działać; x’y się wysypały; dekoracja okien co 3 włączenie pada. GODZINY SPĘDZONE NA FORACH. Otrzeźwiałem.

Koniec miłości:

Stwierdziłem wtedy, ze coś jest nie tak. Dlaczego w Ubuntu nie może działać wszystko jak w windowsie. Dlaczego poświęcam tyle czasu na konfigurację systemu oraz aplikacji. Zacząłem tęsknić za Best Playerem, Winampem (później aimpem), MS Officem. Zacząłem tęsknić za prostotą użytkowania i jakością oprogramowania. Zamienniki były, ale zawsze wydawały się jakieś gorsze, słabszej jakości. Aplikacje robiły crashe, miały słabe możliwości konfiguracji. Słuchanie muzyki i oglądanie filmów, zaczęło się stawać udręką. Zawsze coś nie tak, a to brak polskich znaków w tagach, albo w napisach, albo ten format nie jest obsługiwany, albo film się tnie... i znów fora, fora, fora, Ściąganie paczek, spełnianie zależności etc.

Przyszedł 2008 r. Windows znowu zaczął wieść prym głownie ze względu na pakiet MS Oficce, a ja przecież pisałem prace dyplomową. W kwietniu pojawiło się Ubuntu 8.04, a w moim komputerze padła płyta główna. Po kupnie nowej okazało się, że Ubuntu nie chce chodzić - po prostu nie chodzi. Straciłem siły. Po dwóch latach miałem dość. Początkowa miłość zelżała. Zacząłem cenić czas i wygodę. Próbowałem jeszcze różnych Debianów, Mintów, Susków, ale już to nie było to - powiedziałem koniec! Odzyskałem miejsce na NTFS. Chociaż XP jako system zawsze mnie wkurzał i nigdy nie miałem o nim dobrej opinii to wygrał - bo działał zawsze.
Zawsze po uruchomieniu, zainstalowaniu nowego programu i aktualizacji miałem pewność że będzie działać. Ze zwolennika wolnego oprogramowania stałem się konsumentem: ma działać i już i tę filozofię wyznaje do dziś.

Minęły kolejne dwa lata wymieniłem swojego wysłużonego blaszaka na nowego, zakupiłem Windows 7 i od roku pierwszy raz chyba od czasów DOS-a praca z komputerem sprawia mi przyjemność. Z perspektywy czasu twierdzę, że koszt zakupu windowsa zwraca się w rachunkach za prąd poświęcony na rozwiązywanie problemów Linuksa (przynajmniej dystrybucji Ubuntu).
Jeśli macie czas i chęci oraz trochę smykałki, jest to całkiem niezły system. Ja odpadam. Często porównuje te systemy do samochodów: polonezem i s klasą tak samo skutecznie przemieścimy się z punktu A do punktu B. Za to jakość i komfort tej podróży będzie inna i tak w mojej opinii jest z Linuxem i Windowsem.

Dziś testuję różne dystrybucje w maszynie wirtualnej i chyba tak już pozostanie, chociaż od jakiegoś czasu noszę Linuksa (Androida) w kieszeni i o tych doświadczeniach podzielę się pewnie na blogu, jak tylko znajdę czas pomiędzy pracą, domem, a wgrywaniem nowych ROM-ów na telefon bo coś znowu nie chce działać...:) 

windows linux oprogramowanie

Komentarze (45)

avatar | 17.04.2011 22:02
Niestety zaraz zostaniesz tu zjechany, bo chociaż każdy ma wolną wolę i może mieć odmiennie zdanie, to...

Prawda jest tylko jedna - Linuks :P

Ale swoją drogą wpis ciekawy, mimo wszystko walczyłeś dzielnie kilka lat :)
avatar | 17.04.2011 22:27
Heh znam ten ból, gdyby nie PCLinuxOS, to prawdopodobnie wcale bym nie używał linuksa bo ubuntu nie widział mojej karty bezprzewodowej. Dlatego uważam, że warto szukać.
PS. Testowanie dystrybucji na maszynie wirtualnej, jest pomysłem chybionym.
1. Raz, że działa to wolno, już lepiej odpalić z usb
2. Nowsze środowiska graficzne są zależne od composite dlatego muszą mieć akcelerację 3d (GS, Unity). Przekonasz się o tym już wkrótce przy okazji nowego ubuntu czy fedory.
Po za tym ciekawy wpis
avatar | 18.04.2011 1:05
Bardzo ciekawy wpis. Nie do końca się z nim zgadzam, ale grunt to wiedzieć, czego się chce. U mnie wygląda to tak, że gdy Linux nie działa, to przeważnie z mojej winy. Windows nie działa, kiedy stwierdzi, że ma ochotę nie działać.
avatar | 18.04.2011 9:25
Mam tak samo jak autor wpisu, tyle, że co chwila mam takie odświeżenie. Ten weekend zamiast na robienie prezentacji i notatek na kolokwia spędziłem na próbach z LMDE i Debianem.
Co z tego wyszło? Widać po moim UA... No ale walk nie koniec.
avatar | 18.04.2011 9:54
Do autora:
Jest mi dokładnie znana Twoja sytuacja, bowiem sam musiałem pisać projekty oraz prace dyplomowe na MS Windows, gdyż jedynym akceptowanym narzędziem był MS Office w wersji 2003. Niestety nie jest to wina Linuksa, tylko samego w sobie podejścia i monopolu MS. Uczelnie, szkoły, instytucje państwowe powinny dawać możliwość składania dokumentów w otwartych formatach.
avatar | 18.04.2011 10:11
@SinTom
a ja wole instalować linuksa, bo po zainstalowaniu systemu odpalam sobie wcześniej napisany skrypt, który instaluje mi wszystko to czego potrzebuje. I nie musze siedzieć bezsensownie przed kompem, szukać programów na necie, ściagać ich a potem jeszcze instalować. W tym czasie moge robić inne dużo przyjemniejsze rzeczy. Ostatnio 2 razy instalowałem znajomym Windows 7, i za każdym razem poza czystą instalacją systemu straciłem dodatkowe 2h.
avatar | 18.04.2011 10:18
Z tego wynika, że typowy Linux User (LU) 3/4 czasu spędzonego przed kompem poświęca na instalacje, kompilacje, oskryptowanie, testowanie, dopieszczanie systemu?
avatar | 18.04.2011 10:26
Ja swoją przygodę z Ubuntu zacząłem troszkę wcześniej, bo przy wersji 5.04. Dostałem swoje płytki z ShipIt i byłem mega zadowolony. Później oczywiście przyszły gorsze chwile w relacjach pomiędzy mną a Ubuntu. Obecnie mam dwa komputery z Ubuntu oraz jeden z Windows (redakcyjny). I po kilku latach używania Ubuntu wracając do Windows miałem pustkę w głowie na temat oprogramowania jakie mógłbym użyć. Coś podobnego, czego doświadczają użytkownicy Windows siadając do komputera z Linuksem.

Nigdy nie miałem styczności z modemami neostrady, mam natomiast kontakt z sprzętem AMD-ATI oraz NVIDIA. Oczywiście, gdy mam coś kupić patrzę na sprzęt pod kątem jego działania pod Ubu, dlatego w swoim komputerze stacjonarnym mam GeForce. Mam też laptopa, na którym miałem Ubuntu 10.10. Jakiś tydzień temu zaktualizowałem go do wersji 11.04 - wszystko ładnie działa. Nawet karta od ATI przestała się grzać :) W MS Office doceniam możliwość zapisu dokumentu do ODT i nad częścią rzeczy mogę pracować w domu pod LibreOffice.

Dawno nie miałem tak, aby coś się konkretnie rozsypało. Jedyne problemy jakie mam jako użytkownik wersji testowych to problemy ze sterownikami przy aktualizacji X'ów do najnowszych wersji, co skutkuje niemożliwością korzystania z własnościowych sterowników kart graficznych.
avatar | 18.04.2011 10:48
@marcin_k
A to się dziwię Tobie, bo instalacją dodatkowych programów dla Windowsa, jeśli masz to przygotowane to 30-60 minut - w zależności czego oczekuje użytkownik i jego poziomu zaawansowania.

@zboj87
To na dziwnej uczelni pracowałeś, większość promotorów nie obchodzi w czym piszesz, byle to składnie wyglądało i ewentualnie można było sprawdzić pod względem plagiatu :)
W dodatku ważna jest też wygoda pracy przy pisaniu magisterki itp. w takich zastosowaniach najgorzej pisało mi się w 2003, później OO, a najwyżej 2007 - ale to akurat kwestia indywidualna

@tomick
A z ciekawości. Sprawdzałeś czas pracy laptopa na baterii pod Seven i pod Ubuntu? Oraz czy nie pojawiały Ci się błędy w wyświetlaniu paneli po starcie Ubuntu?
avatar | 18.04.2011 11:10
A co powiesz na to, że jak trafnie zauważył użytkownik rc do Ubuntu za niecałe 1000 gratis dostajesz NetBooka.
http://www.ubucentrum.net/2011/04/netbook-z-ubuntu-za-niecay-1000-z.html
avatar
KONTO USUNIĘTE
| 18.04.2011 11:24
A ja chyba zmienię zdanie na temat Linuksa i dołączę się do opinii autora. Wczoraj po całodniowej walce z PCLinuksem (nota bene twórcy przyznali się do błędu z zależnościami, bo system po upgradzie się sypał) stwierdzam, że Linux jednak nie bardzo nadaje się na desktop. Czas, jaki trzeba spędzić przy jego konfiguracji ni jak ma się do Windowsa w którym faktycznie wszystko działa. I tu i tam trzeba instalować programy, tylko różnymi drogrami. W windowsie poprzez pliki .exe, w Linuksie poprzez reozytorium, które nie zawsze ma odpowiedniki. Osobiście wolę zapłacić i mieć stabilny system, bo na windowsie jeszcze nigdy mi się awaria nie zdarzyła, niż męczyć się z Linuksem.
avatar | 18.04.2011 11:24
No cóż, Linux jest OK, ale do perfekcji Windowsa jeszcze mu sporo brakuje. Może kiedyś mu się uda, ale zapewne wtedy będzie płatny :P
avatar | 18.04.2011 11:32
@SinTom
"Ze zwolennika wolnego oprogramowania stałem się konsumentem: ma działać i już i tę filozofię wyznaje do dziś."
I na tym zdaniu kończą się nasze podobieństwa. Jestem konsumentem i dlatego w domu używam systemu linuksowego (na razie Ubuntu, w planie przesiadka na Minta). Ma działać i działa.
Nie działało mi połączenie bezprzewodowe z Liveboksem. Problem był trudny, więc zamiast złościć się na Ubuntu, nabyłem kartę sieciową.
Pracę magisterską robiłem w LaTeXu, a do niego lepiej pasuje oprogramowanie linuksowe.

@Januszek
"Z tego wynika, że typowy Linux User (LU) 3/4 czasu spędzonego przed kompem poświęca na instalacje, kompilacje, oskryptowanie, testowanie, dopieszczanie systemu?"
Nie ma podstaw do wyciągania tego typu wniosków.
Ja np. niczego nie kompiluję, instaluję w razie potrzeby (czyli rzadko), nie mam ani jednego własnoręcznie napisanego skryptu (nie mam potrzeby), niczego nie potrzebuję testować, dopieszczam jak mam chęć (ale na tę chwilę wygląda, że jestem wystarczająco blisko optimum).

@Vifon
"U mnie wygląda to tak, że gdy Linux nie działa, to przeważnie z mojej winy. Windows nie działa, kiedy stwierdzi, że ma ochotę nie działać."
Zgadzam się.
Jak się nie robi w konfigach dziwnych akrobacji, to się nie popsuje.

avatar | 18.04.2011 11:36
Niema idealnego systemu i nie będzie. Więc czasem trzeba szukać kompromisu tudzież z czegoś zrezygnować.

Podoba mi się w GNU\Linux to że można go złożyć niczym klocki lego i dostosować go tak jak się chce. Bez zbędnych śmieci.
Jednak z racji tego że Wine nie uruchamia tego co potrzebuje a jak już to pozostawia wiele do życzenia to używam Windowsa.
Nie będę ukrywać że chodzi o gry.

Poza tym czas poświęcony innym systemom niż Windows uważam że to nie jest czas zmarnowany bo można wiele się nauczyć. A wiedza to potęga :)
avatar | 18.04.2011 11:37
@Karolinah
Każdy ma swoje doświadczenia z różnymi systemami. Ja akurat mam dokładnie odwrotnie. Walczyłem tydzień żeby móc obejrzeć film na Windows 7 64bit, i za każdym razem dostawałem bluescreen. Po prostu dałem sobie spokój i z Wubi zainstalowałem Ubuntu. I na nim już pozostałem. Wystarczają mi już zainstalowane aplikacje (Poczta, Internet, Grafika, Nagrywanie płyt, Oglądanie filmów :), nawet zdarzają się fajne gry - Warzone 2100 np). Wszystko działa poprawnie i szybko. Polecam.
avatar | 18.04.2011 12:11
O ile z systemami z przed Windows XP, wczesny XP oraz Vista miałem wiele problemów to Windows 7 to całkowita odmiana. Zgadzam się w 100% z autorem. Linux jest ok, ale każda nowość w systemie, nowy program to często godziny spędzone na forach w poszukiwaniu rozwiązania głupiego problemu bo coś się rozjechało. A Windows po prostu działa. W dodatku Windows 7 naprawdę dobrze działa. Zaraz po premierze (pazdziernik 2009) ściągnąłem go na licencji studenckiej z MSDN AA i do tej pory system bez reinstalacji nie sprawia najmniejszych problemów. Więc co ma przemawiać na korzyść Linuxa ?
avatar | 18.04.2011 12:39
@Januszek
"Z tego wynika, że typowy Linux User (LU) 3/4 czasu spędzonego przed kompem poświęca na instalacje, kompilacje, oskryptowanie, testowanie, dopieszczanie systemu?"

Cóż, u mnie się to sprawdza. Należałoby jednak wziąć pod uwagę, że gdy jeszcze byłem Windowsiarzem, było tak samo. To raczej kwestia konkretnego człowieka.
avatar
Fanbj O (to log in or not to log in) (niezalogowany)
| 18.04.2011 12:39
"Poza tym czas poświęcony innym systemom niż Windows uważam że to nie jest czas zmarnowany bo można wiele się nauczyć. A wiedza to potęga :)"

Idąc tym tropem, jeśli ktoś miał niezawodny komputer, to nie nauczył się naprawiać i grzebać w hardware. A fach to potęga.

Każdemu podług potrzeb. Znając się na hardware, software, alternatywnych systemach operacyjnych, mobile itp. czasem komuś po amatorsku pomogę, ale nie zajmuję się tym zawodowo. Więc jaka w tym potęga?
avatar | 18.04.2011 19:17
Niestety i w moim przypadku bez Windowsa się nie obejdzie. Wczoraj zachciało mi się zagrać w Super Mario Bros z konsoli NES, Szukam, szukam i znajduje, program jest w repozytorium Ubuntu. Uradowany klikam na Centrum Oprogramowania Ubuntu. Czekam, czekam i nic. Nie działa, no to szukam tego programu na wielu forach, i nic. Zamienników też brak. Ale w końcu znajduje program mednafen. Robię wszystko jak w instrukcji czyli wpisuje w terminalu mednafen /ścieżka/do/romu.nes i nie działa coś zrobiłem nie tak. Kilka prób kombinowania (wywalanie romu do pulpitu) i drobnych poprawek w tym jakże "skomplikowanym" poleceniu, i działa!!! Odpala się okienko z ukochanym hydraulikiem, w jakimś odległym etapie. No nic, teraz kombinowanie ze sterowaniem, klikam losowo klawisze, i w końcu znalazłem. Biegnę dziarsko, czas leci z niesamowitą szybkością, a Mario niestety, bawi się Bullet-Time'em. Zdenerwowany wrzucam go w przepaść.

Oczywiście wynika to pewnie z mojej małej wiedzy o Linuksie, jednakże nie polecam tego systemu newbie. Ani też nie odradzam. Teraz się obraziłem na Linuksa, ale premiera nowego Ubuntu to zmieni. :D
avatar | 18.04.2011 20:56
Mnie w tym wszystkim zastanawia jedno, narzekacie na niestabilność a instalujecie dystrybucje latest&greatest. Czemu nigdy nie przeczytałem dla narzekających na stabilność że używają wersji LTS Ubuntu? Czemu nikt nie wspomni że chce stabilności a jednak używa najnowszych wersji, używając najnowszych wersji trzeba liczyć się z tym że może być niestabilne. Do tego GNU/Linux jest o wiele szybciej poruszającym się pociągiem niż Windows.

Trzeba wiedzieć czego się chce a nie narzekać że coś nie działa bo chcemy wzajemnie wykluczające się czynniki stabilność a najnowsze oprogramowanie.

Dodatkowo trzeba zrozumieć filozofię systemów GNU/Linux bo jest ona inna. Nie byłoby problemu żeby oprogramowanie było rozprowadzane w plikach .bin (to samo z instalatorami w Windowsi oprócz msi) ale mamy po pierwsze chaos, po drugie nie wiadomo gdzie co się zainstalowało a po trzecie zużycie pamięci puchnie w tempie geometrycznym.

Dlatego jak ktoś chce stabilne środowisko to niech używa CentOS/Ubuntu LTS/ czy inne dystrybucje z długim wsparciem i następnie narzeka na niestabilnośc.
avatar | 18.04.2011 22:00
@BenderBendingRodriguez
Ale o czym tu gadać.

Analogicznie chłopiec naprawiając zabawkę gubi z niej śrubki przy skręcaniu.

A teraz dosłownie; Ta fascynacja funkcjami doprowadza ludzi do zagłębiania się pod maskę systemu, bezmyślnie wklejają Oni różne polecenia z forów i list mailingowych a później się dziwią, że to i to nie działa jak należy - nie może działać skoro grzebało się przy tym jednocześnie nie posiadając odpowiedniej do tego wiedzy.

Podstawowa wada dla początkujących może być szokująca, dokładnie szokująca i właśnie tą wadą jest zbyt duża swoboda na ingerowanie w działanie całego systemu operacyjnego.
Ludzie myślą, że ingerując w działanie systemu o którym nic nie wiedzą dodadzą sobie jakąś funkcjonalność, jednak jak widać im to nie wychodzi.

Polecam wydania Ubuntu długoterminowe bardzo stabilne czyli LTS - aktualnym wydaniem jest 10.04 a następnym będzie 11.04
avatar | 18.04.2011 22:02
@CZARNY15
A nie raczył Szanowny Pan użyć Wine aby uruchomić emulator dla systemu Windows w Ubuntu?

Niestety myślenie jest dla niektórych strasznym bólem - to widać, aż strach się bać co to z ludźmi będzie..
avatar | 18.04.2011 22:03
@Fanbj O (to log in or not to log in) (niezalogowany) | 18.04.2011 12:39

"Idąc tym tropem, jeśli ktoś miał niezawodny komputer, to nie nauczył się naprawiać i grzebać w hardware. A fach to potęga."

Ja oceniam swoją wiedzę o hardware nieco nisko, dlatego, że nigdy mi się żaden sprzęt nie zepsuł.

Oczywiście temat hardware nie jest tak rozległy jak software więc mam na szczęście jak odrobić zaległości.
avatar | 18.04.2011 22:06
@tomick (redakcja) | 18.04.2011 10:26
Cóż mogą deweloperzy samego jądra Linux poradzić, że jakość sterowników tworzonych przez zewnętrzną firmę AMD jest żenująca?
Tak samo to się tyczy deweloperów gotowych systemów np. Ubuntu a także całej społeczności Linuksowej.

Co Ci ludzie są winni innym za to, że czyjeś sterowniki nie działają?
avatar | 18.04.2011 22:09
@tomick (redakcja) | 18.04.2011 10:26
oraz
@webnull | 18.04.2011 22:06:

Sterowniki od AMD są jakościowo tak samo dobre jak te od NVIDII. Fakt, że im starsza karta tym mniej się dla niej starają, lecz tak jest niestety wszędzie.
avatar | 18.04.2011 22:13
@XeonBloomfield
W kartach NVIDII raczej tak nie ma bądź nie jest to na tak dużą skalę jak przy kartach od AMD.

NVIDIA wspiera nawet najstarsze modele swoich kart do dzisiaj przykładem Geforce 4 którego mam w szafie.
avatar | 19.04.2011 9:13
@XeonBloomfield: Niestety nie są. Praktycznie każdy benchmark wskaże braki w wydajności tych sterowników. Gdyby sterowniki były tak dobre jak karty nie kupowałbym NV ;) A tak na serio: Wybieram NV również dlatego, aby móc korzystać z testowych wydań Ubuntu, gdzie zmieniają się X'y. NVIDII aktualizacja sterowników do nowej wersji ABI X'ów zajmuje gdzieś koło 2-3 tygodni. AMD się zwykle z tym grzebie koło miesiąca, czasami dłużej.

@webnull nie winię developerów jądra za zewnętrzne sterowniki ;)
avatar | 19.04.2011 9:48
@oprych
W takim razie moja uczelnia była jakaś dziwna, bo miałem z góry narzucony pakiet office. Ba! Nawet miałem narzuconą wersję i format.
avatar | 19.04.2011 10:09
Bardzo fajny wpis :)
Czy się zgadzam z autorem? - TAK - ponieważ nie mam czasu na ślęczenie, konfigurowanie, dobieranie etc. składników do linuxa, ponieważ moje 7-mio letnie dziecko potrafi zainstalować system windows i doinstalować zestaw programów z zewnętrznego napędu, ponieważ windows po aktualizacjach nie zmienia całego jądra (są oczywiście wyjątki: SP3 w win XP i SP2 w Viście), ponieważ większość producentów oprogramowania (legalnego z prawem upgradu) stawia na windows, bo komputer nie służy tylko do oglądania filmów, pisania dokumentów i oglądania zdjęć, jest go (komputera) coraz więcej w naszym życiu i niestety JA (podkreślam JA) stawiam na wygodę i bezproblemowość użytkowania komputera w domu, ponieważ mam dostęp do legalnych programów i nie muszę szukać darmowych odpowiedników.


NIE - nie zgadzam się ponieważ łatwość i dostępność programów na windows prowadzi do lenistwa zarówno userów jak i twórców oprogramowania, ponieważ spora cześć programów (gier) na windows to zwykłe gnioty, ponieważ nowy system przeważnie wymaga nowego komputera.

Jak widzicie argumenty ZA i PRZECIW są i będą zawsze i nie ma co "walczyć z wiatrakami", przekonywać na siłę że TO jest lepsze od TAMTEGO. Każdy powinien spróbować i wyrobić sobie zdanie samemu - za to cenie SinTom-a, wiem jednak, że jeśli pojawi się jakaś "rewolucyjna" dystrybucja linuxa, a on nie będzie już uwiązany do oprogramowania pod windę - zmieni zdanie :) :D
avatar | 19.04.2011 12:28
@ zboj87
Jeśli to nie była jakaś techniczna praca, wymagająca jakiś konkretnych rozwiązań, to studiowałeś naprawdę na dziwnej uczelni albo dziwnych promotorów miałeś :P

Rozumiem, że wymagają *.doc, bo program plagiator podobno obsługiwał kiedyś tylko to rozszerzenie.

A powiedz niby jak Cie sprawdzali w jakiej wersji pakietu piszesz?? Wystarczyło tylko skasować właściwości dokumentu.
Bzdurna uczelnia i tyle. Pretensję możecie mieć do siebie, że wybraliście taki elitarny kierunek czy też uniwersytet, a nie do Microsoftu :)
avatar | 19.04.2011 19:49
@oprych
Ależ ja nie mam pretensji do Microsoftu, tylko do podejścia instytucji państwowych w tym aspekcie. Poza tym piszesz, że pretensje mogę mieć do siebie. Czy ty pytałeś w dziekanacie, w jakim pakiecie możesz pisać i oddawać pracę, kiedy przyjmowałeś się na studia? Nie bądźmy śmieszni, kierunek wybrałem z innych względów.

Nie da się pisać w jednym, zapisać w *.doc, usunąć właściwości i oddać, ponieważ na pewno zdajesz sobie sprawę w różnicach w formatowaniu. Szczególnie przy dokumentach zawierających dużo tabulatorów, znaków szczególnych, zdjęć, wzorów itd. Po otwarciu w MS Office wszystko wyglądałoby po prostu inaczej.

Nie jest też to wymysł mojego promotora (który nota bene wymagałby tego nawet, gdyby nie zarządzenie uczelni), co właśnie samej uczelni. Zostały nam przedstawione wytyczne i nie mieliśmy na to wpływu. Nie jestem niestety w stanie powiedzieć, czy to na całej uczelnie, czy tylko na moim wydziale.
avatar
Stan W. (niezalogowany)
| 19.04.2011 20:09
Fajna Prowokacja ;)

A mówiąc szczerze, to dobrze, że jest wybór między różnymi systemami operacyjnymi.
Trzeba wybrać to co subiektywnie jest najlepszym rozwiązaniem.
A zresztą... nie trzeba wybierać. Można mieć oba systemy na dysku.

Obracająca kostka faktycznie może się znudzić (jeśli ktoś w ogóle tego używa), ale jest dużo dobrego oprogramowania na linuksa, z którego warto korzystać np. apache, k3b, firefox, blender, gimp i in.
Owszem, wiele z tego oprogramowania ma swoje wersje także na Windows, ale dopiero pod linuksem wydają się działać tak jakby człowiek oczekiwał.

Jeśli chodzi o ubuntu, to używałem tej dystrybucji coś około wersji 5.10 i późniejsze i czasem aktualizacja do nowej wersji nie powodowała żadnych nieporządanych "skutków ubocznych".
Ale najczęściej coś nie działało. A to dźwięk, a to grafika przestawały działać, itd.
Podobnie w windowsie często aktualizacje powodowały gorsze działanie systemu i człowiek sobie pluł w brodę, że mu się zachciało nowości.
Ale zawsze w linuksie udawało mi się dojść do istoty problemu i szybciej czy wolniej doprowadzić system do stanu używalności.
Z windows już tak prosto nie było, niestety...
Też często pojawiają się problemy z Windows. Nie jest to aż taki idealny produkt. Jest dobry, ale błędy się też zdarzają.

Początkowa fascynacja linuksem u mnie nie znikła, gdyż u mnie internet pod linuksem działał szybciej niż w Windowsie i to zauważalnie szybciej.
Połączenie było stabilne na wszystkich dystrybucjach, na których przyszło mi pracować.
Na początku trochę trzeba było się namęczyć, gdyż linux wtedy nie obsługiwał mojej karty, ale po spytaniu się Wujka Googla uruchomiłem net przez ndiswrappera.
Ponadto miałem wtedy słaby komputer, Celerona na którym Windows XP chodził wolno. Prędkość działania systemu jeszcze spowalniał działający antywirus.
A na linuksie - git majonez - PuppyLinux wymiatał, na Slackware pracowało się przyjemnie. System reagował momentalnie na każde naciśnięcie klawisza lub myszki.
Na początku o parę rzeczy trzeba było zapytać Wujka Googla, ale jak już się raz zrobiło, to potem laba.

Też mam sentyment do Winampa. Swego czasu był to pierwszorzędny odtwarzacz. Na archu mam wrzuconego QMMP, który go przypomina. Polecam.

Ponoć niektórzy mówią, że Windows też jest skomplikowany i dopiero MacOSX to łatwizna. A wydane pieniądze na maka się zwracają. :)

Póki co dla każdego jest wybór. I dobrze :)

========================================
avatar | 19.04.2011 20:13
Napisałem, że pretensję możecie mieć do siebie, bo jak np. na Uniwerku Szcz. w jakimś wydziale próbowano wprowadzić takie wytyczne, to studenci się zbuntowali, działał samorząd studencki i szybciutko z tego pomysłu się wycofano.

Rozumiem, że Wy każdy rozdział musieliście promotorom dostarcza elektronicznie? Bo w innym przypadku formatowanie można olać :P Zresztą z tego co pamiętam, to Goo radził sobie całkiem nieźle z przypisami i nie miałem różnić pomiędzy Wordem a Goo. W przypadku prac mających po kilkanaście stron.

A z drugiej strony .otd także nie jest idealnym rozwiązaniem, z uwagi na podobne problemy co z doc :P
avatar | 20.04.2011 10:22
Czyli głównym problemem Ubuntu jest to, że zbyt często pojawia się nowa wersja, a Pan aktualizuje system, zamiast zainstalować na nowo?
avatar | 20.04.2011 10:24
@oprych | 17.04.2011 22:02 :
Jednak przyznaj się, że autor pisze tekst niespójny, jak większość ludzi, którzy są jedzeni przez Linuksowców. Najpierw pisze o istnej sielance, że wszystko działa, że nie ma problemów, a potem wypisuje, że z powodu problemów przesiadł się na Windows, nie podając żadnych konkretów.
To w końcu były problemy czy nie?
avatar | 20.04.2011 10:28
@zboj87 | 18.04.2011 9:54 :
Napiszę tyle: na mojej uczelni jest tak samo, lecz mimo wszystko na niektórych wykładach widać rozjeżdżający się tekst lub wychodzący za ekran na prezentacjach.
Są dwa wyjaśnienia:
1) MS Office różnie działa na różnych komputerach(w sumie logiczne - jeżeli się korzysta z niestandardowych czcionek, to zawsze będą problemy), ale ludzie obeznani w informatyce powinni wiedzieć, jakie czcionki najlepiej użyć, by działało
2) Tak naprawdę sami korzystają z OO

Macie jakieś inne wyjaśnienia?
avatar | 20.04.2011 10:35
@oprych | 18.04.2011 10:48 :
Ja nie wiem - mi laptop do tej pory wytrzymuje 2,5 godziny pracy na baterii i to nie posiadam żadnego wypasionego modelu, lecz eMachines E510. Naprawdę pracowałem na zajęciach na uczelni przez dwie godzinki, a na kolejnych ponownie odpaliłem laptopa.
avatar | 20.04.2011 10:37
@Karolinah | 18.04.2011 11:24 :
Piszesz teraz o PCLinuksie. W Linuksie też są instalatory przeróżnych programów - wystarczy poszukać. Dla przykładu taki OO ma instalator. Wiadomo, że nie wszystko ma instalatory, gdyż zwyczajnie nie ma takiej potrzeby.
avatar | 20.04.2011 17:27
@nintyfan
U mnie było podobnie, przez pierwsze dni byłem całkiem zadowolony z Ubuntu, dopiero w trakcie używania go dłużej, pojawiały się różne problemy...

Co do pracy na baterii, sam sprawdziłem 3 laptopy, na dwóch Seven, na jednym XP. Na wszystkich zainstalowałem Ubuntu. Dla ostatniego - z XP, czas pracy był podobny.

W przypadku Sevena (dobry Asus i tani Acer, ustawienia energ. standardowe) pracowałem prawie godzinę dłużej na Sevenie (takie samo zastosowanie) niż na Ubuntu

Po dłuższych konfiguracjach i ręcznym obniżeniu taktowania procesora, wyłączeniu nieużywanych podzespołów, różnica się zmniejszyła do 30 min.
avatar
Anonim (niezalogowany)
| 22.04.2011 9:06
@autor
Posłużę się cytatem z filmu Seksmisja:

Biedne dziecko...
avatar | 22.04.2011 17:25
Wybacz, ale dla mnie wpis jest co najmniej śmieszny.
Albo jestem tak głupi, albo mam niesamowite szczęście, bo u mnie wszystko działa... Łącznie z MSOffice 2007... Aktualizacje nie powodują problemów, sprzęt rozpoznany w 100% i komputer gotowy do pracy 24/7.
avatar | 23.04.2011 22:09
Bardzo fajny wpis. Trochę przypomina moje zmagania z linuksem, a konkretnie z kilkoma dystrybucjami - Fedorą, Ubuntu i openSuse.

Skończyło się na tym, że głównym systemem jest Windows 7 - na nim po prostu wszystko mi działa bez problemu, poza tym potrzebne mi do pracy programy działające tylko w tym środowisku. Ubuntu (wydania sześciomiesięczne) testuję bo lubię i używam na innym kompie, a Ubuntu 10.04 LTS wylądowało u mnie na 1 kompie na stałe - wiadomo, działa mi co trzeba, brak kłopotów z wirusami i innym syfem a koszt oprogramowania zerowy.
avatar | 23.04.2011 22:16
Aha i jeszcze jedno. Ostatnio naszła mnie ochota zagrać w starą dobrą gierkę Homeworld 2. I kicha. Na Windows 7 nie ma takiej możliwości - gra nie jest kompatybilna z tym systemem co potwierdza sam Microsoft, nie znalazłem obejścia tego problemu więc pograłem sobie na Ubuntu i W.I.N.E. :)
avatar | 24.04.2011 16:29
Kolejny beznadziejny wpis. Wróciłem do windowsa, bo nie działa mi ms office. Czytam to samo co w drugim blogu tutaj.

Zainstalowałem windows na wirtualu, bo oczywiście aplikacje na których pracuje wymagają IE6 i to jest dopiero zacofanie...

Dokładnie tak, cena za windows 7 się zwraca...Zwłaszcza jak windows będzie wydawany co rok, bo ms planuje wydawać system częściej...Wybacz ale wolę wydać te pieniądze na coś innego, a nie na płytę. Za płytę ubuntu zapłacę 1,5 zł.
Zapomniałbym o office, czy przypadkiem za office nie trzeba zapłacić tyle samo co za system...Ale no tak wszystko się zawraca z nawiązką...
avatar
Gitarzystaa (niezalogowany)
| 04.05.2011 14:04
Jeśli kiedykolwiek Linux będzie płatny-komercyjny to na pewno będzie znacząco tańszy, niż Windows.

U siebie mam zainstalowanego Ubuntu 10.10 i Windowsa XP
Przygodę zacząłem przypadkowo, bawiąc się Ubuntu 7.04 LiveCD i przypadkiem instalując Ubuntu na partycji z Windowsem usuwając go :D

Teraz Ubuntu 10.10 używam do prawie do wszystkiego w tym MS Office 2007

A Windows XP tylko do gier 3D z powodu braku odpowiedniego sterownika pod kartę Intel GMA 950.
W całym linuksie działa bez zarzutu, compiz, flash, etc.
Lecz gry 3D pod windę uruchamiane na wine już nie :)
Dodaj komentarz