r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Linux coraz bardziej homogeniczny, teraz nawet twórcy Ubuntu rozwijają systemd

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

W tym tygodniu pojawiło się kolejne duże wydanie demona systemd, oznaczone numerkiem 219. Przyjrzeliśmy się mu bliżej, gdyż to właśnie ono najprawdopodobniej zostanie wykorzystane w przełomowym wydaniu Ubuntu 15.04 Vivid Vervet, zastępując stosowanego domyślnie od lat w systemie Canonicala demona Upstart. Sytuacja jest już jasna: po pięciu latach od rozpoczęcia prac, twórca systemd, Lennart Poettering, wygrał praktycznie wszystko. Pomimo buntu starych uniksowych administratorów, jego demon znalazł zastosowanie w najpopularniejszych dystrybucjach desktopowych i serwerowych, prowadząc do znaczącego ich ujednolicenia, a zarazem oderwania linuksowych systemów od uniksowej tradycji.

Nawet wrogowie systemd mówią, że to homogenizująca lawina (traktując to oczywiście jako coś złego). Systemd, który zaczął jako zamiennik standardowego demona inicjalizacji initd, stał się zestawem demonów, bibliotek i narzędzi do zarządzania całym systemem, wręcz fundamentem systemu operacyjnego, jak określił go jego twórca. Jako taki fundament działa już w Fedorze (na której jest rozwijany), RHEL-u i CentOS-ie, OpenSUSE, Magei, ArchLinuksie – a już wkrótce stanie się fundamentem Debiana (z wydaniem wersji 8 „Jessie”) i Ubuntu (z wydaniem 15.04 Vivid Vervet). Spośród znanych dystrybucji odrzuciły go jedynie Gentoo i Slackware, deweloperzy Linux Minta wciąż nie mogą zaś się zdecydować, co dalej.

Za rozwojem systemd nadążyć coraz trudniej. Opublikowana w tym tygodniu wersja 219 to zarówno sporo poprawek, jak i nowości, które odczuwalnie zmieniają pracę z Linuksem, zarówno na serwerach jak i desktopach. Warto zwrócić uwagę na nowego niewielkiego demona systemd-importd, który pozwala na automatyczne pobranie z Internetu obrazów kontenerów systemowych w różnych formatach (w tym popularnego Dockera czy Ubuntu Cloud), zweryfikowanie ich podpisów, zainstalowanie ich lokalnie i uruchomienie w ramach własnej przestrzeni nazw (przez demona nspawn). W ten sposób programista może sobie łatwo zainstalować i uruchomić obok siebie wiele wersji tego samego stosu bibliotek czy frameworków, nie powodując konfliktów w systemie-gospodarzu. Do tego systemd zapewnia cały zestaw poleceń, pozwalających m.in. na klonowanie kontenerów, przenoszenie plików między kontenerami i hostem, czy podpinanie lokalnych katalogów do kontenerów.

r   e   k   l   a   m   a

Systemd staje się także narzędziem zarządzania zaporą sieciową. Komponent networkd wzbogacił się o podstawowe wsparcie dla translacji adresów sieciowych, w tym maskarady i kontroli trasowania, dodano też uchwyty do komunikowania się z filtrem pakietów jądra i zmieniania reguł zapory iptables. Z innych zmian można wspomnieć o możliwości odpytywania bazy sprzętu dla udev bezpośrednio z poziomu systemd czy dodaniu funkcji pozwalającej na bezpieczne zrestartowanie systemu w każdych okolicznościach poprzez siedmiokrotne naciśnięcie kombinacji klawiszy Ctrl-Alt-Del w ciągu dwóch sekund.

Ledwo systemd 219 został udostępniony dla Fedory, pojawiły się kolejne nowości. Najpierw pojawił się menedżer uruchamiania sd-boot, obsługujący UEFI. Wprowadzono go do systemd w imię bezpieczeństwa, by lepiej kontrolować proces rozruchowy systemu. Za pomocą komendy bootctl będzie można sprawdzać, instalować, usuwać i modyfikować systemowy bootloader. Dzień później, deweloperzy Ubuntu dodali do systemd usługę i demona do sprawdzania systemów plików fsck, dzięki której systemd może będzie mógł przekazywać wyniki działania testu do interfejsów innych programów, np. ekranu startowego Plymouth.

Jak widać po tym wszystkim, w niedalekiej przyszłości różnice między korzystającymi z systemd dystrybucjami Linuksa staną się czysto kosmetyczne – ot inny pulpit, inna skórka, inny zestaw preinstalowanych aplikacji. Zarządzanie systemem będzie jednak identyczne, co trzeba przyznać, nie jest bez znaczenia dla upowszechnienia się Linuksa na desktopie, ułatwienia życia twórcom niezależnych, nieprzechowywanych w repozytoriach aplikacji. Problemy związane z koniecznością wspierania bardzo odmiennych czasem systemów linuksowych doskwierają nawet takim profesjonalistom jak programiści VMware czy Oracle'a – a co dopiero mają powiedzieć niezależni deweloperzy, pozbawieni wsparcia testerów? W każdym razie wydaje się, że zwrotu ku systemd powstrzymać się już nie da. Ostatnio do grona aplikacji, które (póki co opcjonalnie) z niego korzystają, dołączył nawet multimedialny odtwarzacz VLC. Lennart Poettering pozwala sobie żartować o rozpoczęciu prac nad systemd-office, czyli wbudowaniu w jego demona pakietu biurowego. Dziś to żart, ale kto wie, jakie jeszcze systemowe funkcje ten ogromny pakiet obejmie?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.