Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Linux i Windows na laptopie

Zacznę od tego, że jestem użytkownikiem Linuksa. Od około czterech lat korzystam z tego systemu z czego od około trzech jako jedynego systemu. Od ponad dwóch lat na moim komputerze dzieli i rządzi Debian GNU/Linux. Do tej pory korzystałem jednak tylko z komputera stacjonarnego i to dość starego, który raczej nie spełnia wymagań najnowszych systemów firmy Microsoft. Ostatnim więc moim systemem z rodziny Windows był do tej pory Windows XP, który w porównaniu z moim Debianiem był - delikatnie mówiąc - ubogi. Ten stan rzeczy nieco się zmienił, gdy kupiłem laptopa z preinstalowanym systemem Windows 7. Nowy system spodobał mi się na tyle, że postanowiłem nie usuwać go z dysku i to sprawiło mi sporo problemów, które zamierzam poniżej opisać.

Wstęp

Laptop dotarł do mnie tak naprawdę z dwoma systemami. Pierwszy to system główny, którym jest Windows 7, a drugi to jakiś Linux czyli aplikacja QuickWeb, nad którą nie będę się zbytnio rozpisywać. Do laptopa dostałem płytkę z oryginalnym Windowsem 7 w dwóch wersjach - 32 i 64bitowej, z której można zainstalować czysty system, oraz partycją recovery, z które można przywrócić oryginalny układ dysku. Dla mnie bomba. Problem jednak był taki, że wszystkie partycje na posiadanym dysku były partycjami podstawowymi, a były ich cztery - system, partycja z Windowsem, partycja z QuickWeb i partycja recovery. Pierwsze co zrobiłem po kupieniu laptopa to zainstalowanie czystego Windowsa 7 na tej samej partycji, na której był ten fabryczny, zasyfiony aplikacjami dołączonymi od producenta. Wszystko poszło bez problemu i po jakieś godzince mogłem cieszyć się w pełni sprawnym i czystym systemem. Mniej więcej tydzień poświęciłem na dostosowywanie i poznawanie systemu, przeglądanie internetu i takie tam. Wszystko było fajnie do czasu, kiedy nie przyszło mi popracować. Od razu okazało się, że na dłuższą metę bez mojego Linuksa nie dam rady. W tym momencie zaczyna się wojna.

Starcie pierwsza - pierwsza porażka

Jak pisałem wcześniej, Windows 7 spodobał mi się na tyle, że postanowiłem go zachować. Nie chciałem też pozbywać się funkcji QuickWeb, która według mnie jest świetną sprawą. Na końcu wreszcie nie chciałem pozbywać się możliwości przywrócenia dysku twardego do stanu fabrycznego. Podczas instalacji Windowsa z dołączonej płyty nie zauważyłem także możliwości założenia partycji system, więc na wszelki wypadek i ją postanowiłem zostawić. Zostało więc tylko jedno rozwiązanie: sformatowanie partycji z Windowsem, utworzenie na niej partycji rozszerzonej, którą podzielę na dyski logiczne i zainstaluję na nich Windowsa i Linuksa. Plan był doskonały i tak też zrobiłem. Na pierwszy ogień poszła instalacja Windowsa, która przebiegła bez problemu. Później zabrałem się za instalację Debiana Squeeze, która na pierwszy rzut oka także przebiegła bez problemu. Niestety już przy pierwszym restarcie komputera okazało się, że zapisany w MBR GRUB nie potrafi się wystartować z partycji logicznej. Szybkie odpalenie QuickWeb i kilka minut w Google przekonało mnie do mojej porażki i skłoniło do pogodzenia się z faktem, że bez kolejnych formatów się nie obejdzie. Nie zamierzałem jednak składać broni i przeszedłem do kontrofensywy.

Starcie drugie - pyrrusowe zwycięstwo

Sprawa wyglądała prosto - potrzebna jest druga partycja podstawa, na której będę mógł stworzyć Linuksową partycję boot. Wybór był oczywisty - postanowiłem usunąć partycję system. Tak też zrobiłem. Szybki podział dysku, instalacja Windowsa, instalacja Linuksa, restart i wszystko działa! GRUB się odpala, odpala się Windows i odpala się Linux. Niestety bardzo szybko zaczęło mi coś nie grać. Rozdzielczość framebuffera w Debianie jest zła i nie da się ustawić natywnej tj. 1366x768. Mimo kilku prób i różnych technik, dalej największą rozdzielczością było 1024x768. Nie mogło mi to jednak w żaden sposób przeszkodzić, skoro usunąłem partycję system, by zainstalować Linuksa. Kilka minut w Google i okazało się, że jądro znajdujące się w Debianie Squeeze nie obsługuje architektury Sandy Bridge i system działa na sterowniku VESA, który wyższych rozdzielczości nie obsłuży. Całe szczęście w backportach do Squeeze znajduje się nowsze jądro. Szybka akcja i owe jądro znalazło się na moim dysku. Zwycięstwo? Skąd! Przestał działać program powertop. Na forum dowiedziałem się, że na jądrze z backportów nie działa, ale działa na jądrze z Debiana Wheezy. Postanowiłem więc przeinstalować jeszcze raz Linuksa, a przy okazji sprawdzić, czy aby na pewno funkcja recovery dalej działa. Tu pojawiło się kolejne zaskoczenie.

Chwila grozy

Przy starcie laptopa, by wejść w tryb recovery trzeba było nadusić F11. Tak też zrobiłem, jednak okazało się, że funkcja się nie odpala. Pomyślałem sobie: no ładnie, spieprzyłeś sprawę. Tym razem poszukiwanie rozwiązania w Google zajęło mi więcej czasu. Nie było jednak tak źle. Przez usunięcie partycji system usunąłem także ten skrót klawiaturowy. Nieco więcej czasu zajęło mi dojście do tego, że "Ramdisk options" to tryb recovery. Moja radość jednak nie trwała długo. Tryb recovery wywalał paskudny błąd na starcie. Znowu zrobiło się groźnie i znowu pomocny okazał się internet. Okazało się bowiem, że aby wszystko poszło do przodu, na początku dysku musi znajdować się partycja NTFS. GParted, szybki format i recovery zaczęło działać. Jako, że i tak skasowałem sobie wcześniej zainstalowane systemy, to dokończyłem proces przywracania fabrycznego stanu dysku. Wróciłem do punktu wyjścia.

Starcie trzecie - pozorna wygrana

Nauczony doświadczeniem zainstalowałem system jeszcze raz w taki sam sposób jak poprzednio, jednak tym razem instalując Debiana Wheezy. Wszystko poszło bez problemów i nareszcie mogłem się cieszyć dwoma w pełni działającymi systemami. Skonfigurowałem Windowsa i Linuksa do swoich potrzeb. Znowu większość czasu spędzałem na Debianie, więc nie wiedziałem jeszcze wtedy, że moje zwycięstwo w walce o dwa systemy operacyjne jest tak naprawdę wielką porażką. Przyszedł jednak dzień, kiedy postanowiłem posiedzieć sobie trochę na "siódemce". Wszystko działało bez problemu, póki nie postanowiłem skorzystać z funkcji hibernacji. Ku mojemu zdziwieniu system tylko wygaszał monitor i blokował użytkownika, a nie wyłączał systemu. Nie bardzo wiedząc o co chodzi zajrzałem gdzie? Oczywiście do Google. Jakie było moje rozczarowanie, gdy dowiedziałem się, że coś, co miało przyczynić się do ostatecznej wygranej, czyli usuniecie partycji system, okazało się gwoździem do trumny. Bez tej partycji bowiem nie da się dokonać hibernacji. Nie potrafię za to odzyskać tej partycji, bez powtórzenia całej zabawy z recovery. Mało tego, istnienie partycji system wyklucza istnieje partycji boot w tym miejscu, a co za tym idzie, wystartowanie GRUBA. Porażka.

Ostatnie starcie - zwycięstwo

Nie bardzo wiedząc co robić z całym tym faktem dałem sobie spokój z instalowaniem czegokolwiek i zacząłem szukać gotowego rozwiązania w internecie przy pomocy funkcji QuickWeb. Oczywiste było, że wszystkie trzy partycje podstawowe muszą zostać na swoim miejscu, a do dyspozycji będzie jedynie partycja rozszerzona. Trzeba było przemyśleć koncepcie z uruchamianiem Windowsa za pomocą GRUBa. Trzeba było pójść w przeciwnym kierunku i sprawdzić, czy da się uruchomić Linuksa z Windowsowego bootloadera znajdującego się na partycji system. Co ciekawe, okazało się, że się da i partycja z GRUBem wcale nie musi być podstawową, a GRUB nie musi być zainstalowany w MBR. Postanowiłem sposób przetestować. Przeinstalowałem wszystko jeszcze raz na partycji rozszerzonej zostawiając partycję system nietkniętą. Okazało się, że nowy GRUB jednak musi być zainstalowany w MBR. Po prostu świetnie. Nie psuło to jednak całej idei. Sposób bowiem polegał na przekopiowaniu pierwszych 512 bajtów do pliku i wskazaniu tego pliku w windowsowym bootloaderze. Zainstalowałem więc GRUBa w MBR, przekopiowałem co trzeba do pliku, zapisałem go na dysku z Windowsem, użyłem płytki z Windowsem by użyć funkcji fixmbr i przywrócić oryginalny bootloader. Dodałem do bootloadera odpowiedni wpis i zadziałało. Windows się odpala, hibernuje się bez problemu. Linux się dopala i działa bez problemu. Nareszcie. Oba systemy funkcjonują obok siebie zainstalowane na partycjach rozszerzonych. Nie wiem ile dokładnie godzin zajęło mi wykonanie tego wszystkiego, ale ostateczne zwycięstwo stało się faktem. Na moim laptopie znalazły się dwa systemy z pełną funkcjonalnością, a partycja z QuickWeb i rocovery zostały na swoim miejscu. Zwycięstwo!
 

Komentarze

0 nowych
roobal   14 #1 01.11.2011 14:39

Windows instalując się na partycjach logicznych, tworzy partycję podstawową, bez której, jak widzisz nie działa prawidłowo, gdy jest instalowany na partycji podstawowej, to wystarczy mu tylko jedna partycja. System był uruchamiany przez Gruba, więc jakoś to się trzymało. Grub może być za to uruchamiany przez program rzruchowy Windowsa, o czym akurat napisałeś, choć przyznam troszkę chaotycznie.

Jeśli masz drugi dysk np. zewnętrzny, to proponuję sklonować całą zawartość dysku lub tylko wybrane partycje (CloneZilla z tego co się orientuję nie powinna klonować również pustego miejsca na dysku, więc obraz powinien nie większy, niż ilość danych znajdujących się na dysku), kopię trzymać na drugim dysku. Potem możesz wyczyścić dysk laptopa i zainstalować wszystko po kolei.

Pozdrawiam!

  #2 01.11.2011 21:03

Kombinujecie, a kombinujecie. Nie lepiej było dołożyć na kupno drugiego dysku a ten pierwszy zostawić w spokoju?

Ja mam partycje zrobione jak poniżej:
sda1 - ntfs, windows 7
sda2 - ntfs, pliki różne
sda3 - swap
sda4 - extended:
sda5 - openSUSE 11.4
sda6 - Ubuntu 10.04 LTS

Gdy coś się wysypie to po prostu to reinstaluję, jeśli dysk się wykrzaczy to i tak dla mnie problem nie istnieje -->> wszystko trzymam na płytkach i pendrive. Także tego typu działania to dla mnie utrudnianie sobie życia codziennego.

roobal   14 #3 01.11.2011 23:57

@PavloAkaLogan

Nie każdy może sobie pozwolić na dokupienie dodatkowego dysku lub nie ma na to ochoty, to że Ty masz taką możliwość nie oznacza, że inni mają, dla wielu osób komputer ma poprostu działać. Dlatego napisałem, że jeśli kolega dysponuje dodatkowym dyskiem, może przechowowywać kopie zapasową na drugim dysku i zainstalować wszystko po swojemu, a w razie potrzeby można wrócić do fabrycznych ustawień z kopii zapasowej.

Pozdrawiam!

  #4 02.11.2011 14:30

@PavloAkaLogan: Raczej mało laptopów pozwala na zamontowanie drugiego dysku

  #5 02.11.2011 14:44

@PavloAkaLogan
weź i teraz kup dysk twardy w normalnej cenie...

jajek46   3 #6 02.11.2011 16:54

@blind-oln: Do laptopa dostałem płytkę z oryginalnym Windowsem 7 w dwóch wersjach - 32 i 64bitowej, z której można zainstalować czysty system, oraz partycją recovery, z które można przywrócić oryginalny układ dysku. Dla mnie bomba.

Jakim cudem to załatwiłeś???? Teraz do żadnego lapka nie dołączają płytek tylko recovery.

Jim1961   7 #7 02.11.2011 17:53

@roobal,PavloAkaLogan

czy oznaczenia sdaX (X in [1..6]) nie dotyczą tego samego dysku? IMO sdbX to dopiero drugi napęd - poprawcie mnie, jeśli można.

  #8 02.11.2011 19:01

Dlatego ja bawię się tylko na Desktop w Debiana Wheezy, a nie Squeeze. Squeeze moim zdaniem powinien iść na Server / Office, a nie Desktop (co nie znaczy, że się nie da).

Fervi

PS. A uruchomienie Grub'a w Windowsowego Bootloadera robiłem pod XP :>

blind-oln   7 #9 02.11.2011 19:30

@jajek46
W sumie to tam się wkradł błąd, bo nie dostałem jednej płytki, a dwie. Jedną 32, a drugą 64bitową.

Wracając jednak do meritum: nie zrobiłem nic. Były od razu w pudełku z laptopem, gwarancją i jakimś innym świstkiem. Laptop to HP ProBook, podejrzewam więc, że takie płyty dodają do wszystkich swoich biznesowych laptopów.

roobal   14 #10 02.11.2011 20:02

@Jim1961

Tak, oznaczenie dotyczy tego samego dysku.

@blind-oln

Z tego co piszesz, wynika, że prawdopodobnie dostałeś laptopa z Windowsem na licencji BOX.

Pozdrawiam!

  #11 02.11.2011 21:43

"to że Ty masz taką możliwość nie oznacza"

Ja nie mam możliwości dokupienia drugiego dysku, dlatego część danych zamieszczana jest na pendrive oraz na płytkach - jakieś zdjęcia, nagrania i inne. No i poza tym, mam dysk osiemdziesiątkę gigabajtową od jakichś 5, 6 lat. W każdym bądź razie, to jest dla mnie rozwiązanie idealne. Prawie, bo mam mały problem z obsługą ntfs'a pod Linuxem, ależ to kwestia do omówienia na inną okazję. W sumie, całkowicie zbędna.

  #12 02.11.2011 21:43

A, przecież można dokupić jeden dysk większy i podpiąć pod usb... Albo inne, dostępne, zewnętrzne porty.

  #13 02.11.2011 23:14

blind-oln wszystko fajnie ale się trochę w tym gubię :P może byś napisał (w formie wpisu) prostego tutka - takie how to bo ja watpie ze bym tyle czasu poświęcił na goglowanie i albo bym zrezygnował z Lina albo Windozy :P

Pozdro

  #14 03.11.2011 00:17

Mnie się przypomniał bojkot z windowsem i partycją recovery na moim Acerze 5620.

Też się nagimnastykowałem aby zostawić sobie partycje recovery, partycje z winda i postawić GNU/Linux. Ostatecznie skonczylo sie wszystko u mnie tak, ze zrobilem kopie partimagem przy czym nie zrobilem kopii tablicy partycji.

Zakombinowałem tak, że jakiś cudem tablica partycji mi znikla. Zamiast probowac ja przywrocic jakims narzedziem do takich zadan, zaczałem kombinowac jeszcze bardziej i w zasadzie formatowalem kilkukronie caly dysk.

Pewien czas temu naprawialem podobnego acera, tez z windowsem, wiec przy okazji skopiowalem sobie oryginalny rozklad tablicy partycji, wiec na dzis teoretycznie jestem w stanie przywrocic calego lapa do fabrycznych ustawien.

Nie mniej zgadzam sie z opiniami przedmówców - najlepiej kupic kolejny dysk i na nim odwalać experymenty, a jak nie to chcoiaz sklonowac najwazniejsze partycje Clonezillą, która kopiuje wszystkie potrzebne dane, włącznie z tablicą partycji i danymi ukrytymi pomiędzy partycjami.

blind-oln   7 #15 03.11.2011 13:45

@Ryśko
Pewnie i bym napisał, gdyby problem się rozciągał na większą liczbę osób niż mnie jednego. Przeglądając Google znalazłem rozwiązanie, które mnie satysfakcjonowało i ostatecznie pozwoliło zainstalować Linuksa na partycji rozszerzonej i odpalać go za pomocą windowsowego bootloadera. Przypuszczam jednak, ze mój przypadek to raczej przypadek jednostkowy. Szczerze mówiąc to sam też przy którymś formacie zacząłem się w tym gubić. :)

Co zaś się tyczy innych komentarzy mówiących o zakupie innego dysku to powiem Wam tak: przez lata na moim stacjonarnym komputerze korzystałem z dysku 80 GB, którego nie potrafiłem zapełnić. Teraz, gdy kupiłem laptopa, dostałem dysk 500 GB, którego pojemność mnie lekko przeraża. Nie mam więc zamiaru dokupować jeszcze więcej miejsca tylko przez swoje lenistwo. Gdybym nie znalazł żadnego sposobu na zachowanie wszystkich trzech partycji, to pewnie jakoś zgrałbym partycję recovery na płytę, ale na pewno nie kupował nowy dysk...

PS. Ktoś może wie czy Windows XP normalnie wstawał z partycji rozszerzonej? Czy też musiał być na podstawowej?

  #16 03.11.2011 20:16

Nie wiem. Instalowałem go ostatnio na podstawowej, po restarcie komputera system wywalił komunikat "Tablica partycji nie rozpoznawalna" ...

  #17 06.11.2011 22:06

Często w takich przypadkach korzystałem z programu EasyBCD(szczególnie dla VIsty i Win7).Pozdrawiam wszystkich.

Vampire1984   4 #18 07.11.2011 13:12

A czy nie prościej byłoby zrobić Ci wirtualna maszynę czy to na linuxie czy na windzie? Dużo mniej zabawy, a skoro dostałeś nowego lapa z procesorem iX-2giej genm które 'maja wirtualizacje', to jakikolwiek system, a nawet dwa byś postawił latałyby dobrze. Dużo mniej zabawy, a bezpieczeństwo odzyskania takiego systemu z wirtualnej maszyny troszkę większe+mniej zabawy z kilkukrotnymi formatami, recovery i reinstalkami.
Pozdrawiam

wojtex   9 #19 08.11.2011 18:21

A po co Ci w ogóle partycja recovery?

  #20 03.03.2013 15:34

Wirtualna maszyna to nigdy nie to samo