Co Paulo Coelho myśli na temat S.O.P.A.?

Na blogu Dobrychprogramów padają różne opinie dotyczące piractwa, często przeciwne.
Pisarz Paulo Coelho wypowiedział się na swoim blogu. Poniżej tłumaczenie:

Co myślę o projekcie SOPA

W Związku Radzieckim, pod koniec lat 50. i w latach 60. ubiegłego stulecia, wiele książek kwestionujących ówczesny system polityczny było nielegalnie powielanych i trafiało do podziemnego obiegu. Ich autorzy nie zarabiali ani grosza na sprzedaży. Wręcz przeciwnie – byli prześladowani, odmawiano im prawa do publikacji i bez końca zsyłano ich do łagrów na Syberii. Jednak nie przestawali pisać.

Dlaczego? Ponieważ czuli potrzebę podzielenia się swoimi uczuciami z innymi. Literatura, począwszy od Ewangelii a skończywszy na manifestach politycznych, umożliwiała przepływ idei, a nawet zmieniała świat.

Nie mam nic przeciwko zarabianiu pieniędzy na książkach – w końcu sam z tego żyję. Ale zobaczcie tylko z czym mamy do czynienia dzisiaj. Ustawa S.O.P.A. (Stop Online Piracy Act) może zaburzyć obecne zasady funkcjonowania internetu.

Dlaczego Internet nie potrzebuje ACTA?

Co rusz politycy próbują majstrować przy Internecie, chociaż obsługa komputera przychodzi im z trudem.
Postaram się więc wykazać, czemu Internet w ogóle nie potrzebuje praw państwowych. Nigdy nie potrzebował, zupełnie dobrze funkcjonował od samego początku.

Otóż w Internecie jest już władza. Każda strona ma swojego administratora, a ów ustala zasady i posiada władzę absolutną by je wyegzekwować. To jak królestwa z monarchiami absolutnymi. Jedynie hakerzy, na wzór baśniowych czarnoksiężników, przewyższają administratorów-królów.
Jednak w odróżnieniu od realnego świata istnieje łatwość emigracji. Jak komuś nie podoba się jakaś strona i panujące w niej zasady, ma do wyboru ponad miliard innych stron, jeśli jednak nie znajdzie, to może stworzyć własną i samemu zostać dyktatorem. Do tego wystarczy kliknięcie myszki.

Więc Internet nie jest spójnym tworem, raczej potencjalnie nieskończonym zbiorem niezależnych królestw.

Ubuntu - coś wnosząca dystrybucja linuksa

Początkowo chciałem tylko odpowiedzieć na temat "Ubuntu - nic nie wnosząca dystrybucja Linuksa", ale tekst wyszedł nieco dłuższy, więc daję jako nowy wpis.

Najwyraźniej kiedy Ubuntu zaczęło zdobywać popularność, to też zawiść się pojawiła, stąd zrzędzenie w Internecie, niechęć.

Ubuntu po prostu działa.
Bardzo łatwo zainstalować, a potem używać (zdarza się, że komuś nie działa, głównie wina błędów twórców sprzętu, np. na płycie Gigabyte miałem problemy, na Asusa nie mam, choć chipy w pełni obsługiwane). Wcześniej można wypróbować na płycie Live-CD i sprawdzić, czy nie ma problemów z danym sprzętem. Jest też opcja instalacji na partycji Windowsa jak każdego innego programu, z możliwością deinstalacji.
Nikt inny (poza płatną Mandrivą i paroma lokalnymi wyjątkami) nawet nie próbował stworzyć czegoś takiego jak linuks dla zwykłych użytkowników.
Twórcy linuksa adresują go do elit, hakerów, przez co czują się wyjątkowi i ani myślą rozpowszechniać go.

Internet Wi-Fi w Vectrze

Po upływie terminu obowiązywania umowy u operatora kablówki postanowiłem sprawdzić, czy nie ma jakiś nowych pakietów.

Dotychczas za internet 2 Mb/s (8 Mb/s w nocy), telewizję (89 programów) i telefon (100 bezpłatnych minut w miesiącu) płaciłem ok. 120zł brutto.
W nowym pakiecie internet ma już 8 Mb/s (16 Mb/s w nocy), telewizja 117 programów (w tym HD), natomiast telefon 30 bezpłatnych minut (ale praktycznie z niego nie korzystam, potrzebny mi jest ze względu na zarejestrowaną działalność gospodarczą). Całość kosztuje niecałe 100zł brutto miesięcznie.

W pakiecie jest również "modem Wi-Fi" - za chwilę opowiem co to za dziwne ustrojstwo. Przez własne przeoczenie nie dopytywałem się szczegółów, nie wyobrażałem sobie, że można coś podobnego wynaleźć. Pomyślałem, że przyda się, po co mnożyć urządzenia i kable.

Wcześniej do modemu kablówki podłączony był zwykły router Wi-Fi b/g za kilkadziesiąt zł, miał przycisk WPS dla ułatwienia konfiguracji sieci, umożliwiał połączenie z Internetem moim dwóm lub trzem komputerom, telewizorowi (ma opcję oglądania filmów z sieci i z dysku komputera).

Zasada planowanego zużycia

Wczoraj rano w Jedynce toczyła się dyskusja, czy przypadkiem producenci urządzeń specjalnie nie zaniżają ich trwałości. Padło zdanie, że to niemożliwe, byłoby to zbyt grubymi nićmi szyte. Akurat jechałem samochodem do Warszawy i nie mogłem napisać SMS-a, więc może na blogu skomentuję.

Otóż jak najbardziej, to oczywiste iż celowo zmniejsza się trwałość produktów, aby nakręcić sprzedaż nowych. To żadna tajemnica, po prostu producenci się tym nie chwalą (nie mają czym).

Każdy w miarę rozgarnięty inżynier potrafi oszacować średni czas życia swojego dzieła, to jedna z podstawowych cech branych pod uwagę przed przystąpieniem do wykonania projektu. Od tego zależy faza projektowania, dobór podzespołów i cechy samej konstrukcji. To też bardzo ważny parametr w przygotowywaniu biznesplanu, menedżerowie firm muszą wiedzieć jaka jest trwałość wyrobów.

Istnieje dziedzina nauki zajmująca się przewidywaniem czasu życia produktu. Głównie oparta na statystykach matematycznych.

Technofobia, czyli czy kosmici czytają dobreprogramy, cz.2

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie obserwacja najdziwaczniejszych postaw ludzi, skonfrontowanych z nieznanymi sobie urządzeniami technicznymi.

Obserwacje UFO są tylko jednym z wielu przykładów. Moje podejście najwyraźniej jest całkowicie nietypowe - przecież te pojazdy muszą mieć jakąś zasadę działania. Nie ważne jak zaawansowana jest cywilizacja, która je zbudowała, muszą opierać swoje działanie na jakiś bardzo prostych, podstawowych prawach przyrody. Kształt dysku i otaczanie się zjonizowanym świecącym powietrzem ewidentnie wskazuje na siły elektromagnetyczne. Nawet kolory się zgadzają (żółto-pomarańczowy na wlocie, oraz zielono-niebieski na wylocie linii sił pola magnetycznego).
Jest tu analogia z samochodem, współczesne są bardzo wyrafinowanymi tworami techniki (choć czasem tego nie widać, ale nawet za obróbką materiałów stoi niesamowita wiedza), lecz sama idea działania nie zmieniła się od ponad stulecia.

Mógłby ktoś dostrzec, że przecież jakieś podstawowe prawa natury nie mogły ujść uwadze naukowców i pozostać nieznane.

Prawo "trzech ostrzeżeń" czyli legalizacja piractwa

Ostatnio w wielu krajach jest coraz silniejszy lobbing do wprowadzenia prawa "trzech ostrzeżeń". Polega ono na odcinaniu od Internetu użytkowników notorycznie łamiących prawa autorskie. Ci, co je lansują, najwyraźniej nigdy nie przeczytali żadnej książki o zasadach stosowania prawa (wiadomo, studia nie są po to by czytać książki :)

Oto dwie z tych zasad:
1) Przepis szczególny wyłącza stosowanie przepisu ogólnego.
2) Nie można wielokrotnie karać za jedno przestępstwo.

Przepis o odcinaniu piratów jest przepisem szczególnym, dotyczącym użytkowników Internetu, którzy jednocześnie są piratami. Przepis o piractwie, zarówno programów jak i innych dzieł objętych prawem autorskim, jest wobec powyższego przepisem ogólnym, mówiącym o piractwie w ogólności. Powyższy przepis szczególny go wyłącza, jeśli pirat jest użytkownikiem Internetu.

Wniosek z tego taki, że osoba udostępniająca w świecie rzeczywistym bez zezwolenia twórcy programy (czyli np.

Bezsensowność cenzury Internetu (ocenzurowane)

Po latach nieskrępowanego działania Internetu coraz silniejsze są zakusy polityków dotyczące jego kontroli. Przecież nie może być dziedziny działalności człowieka pozostawionej bez żadnego prawa. Politycy nie rozumieją, czym jest sieć, próbują stosować stare schematy myślenia do nieprzystających warunków.

Dawniej zadaniem prawa była kontrola silniejszych nad słabszymi. Współcześnie w praworządnych krajach jest nieco inaczej. To państwo, nadzorowane przez polityków wybranych w wyborach, posiada monopol na stosowanie środków przymusu, zwalniając obywateli z samodzielnego egzekwowania własnych praw siłą. Zadaniem prawa jest zapewnienie równości ludzi, ochrona słabszych przed zakusami silniejszych.

Pecety ślepą uliczką ewolucji?

Już kilkukrotnie obwieszczano śmierć architektury PC, opracowanej przez IBM w 1981 roku na bazie mikroprocesora Intela. Jednak pomimo niedoskonałości pokonała ona wszystkich konkurentów (Atari, Amiga/Commodore, ZX Spectrum, stacje robocze Silicon Graphics, o procesorze Alpha mało kto pamięta). Nawet sam Intel nie odwrócił tego trendu proponując 64-bitowe procesory Itanium, a architekturę 64-bitową do świata pecetów wprowadził AMD. Nie jest ona tak doskonała jak Intela, za to kompatybilna wstecz aż do procesora 8086. Ostatnim bastionem pozostał Apple, lecz dostrzegając koniec procesorów PowerPC przeszedł na procesory ze świata pecetów w 2005 roku. Inne procesory są jeszcze stosowane w serwerach, lecz SUN ze swoim SPARC stał ostatnio nad grobem i został przejęty przez Oracle, coś tam jeszcze próbuje zdziałać IBM, lecz na rynku potężnych superkomputerów.

W latach dziewięćdziesiątych wydawało się, że przyszłość należy do procesorów RISC. Nazwa oznacza zredukowaną ilość instrukcji, choć w rzeczywistości te procesory mogą ich mieć więcej. Różnica tkwi głównie w wyeliminowaniu instrukcji odwołujących się do pamięci RAM.

Windows niezastąpiony! Jaki znowu Windows?

Panuje przekonanie, że Windows ma monopol od lat, tylko na niego pisze się profesjonalne programy, nie ma realnej konkurencji. Okazuje się, że owa dominacja Windowsa nie jest taka znowu długa, jej lata w zasadzie można policzyć na palcach jednej ręki.

Chyba każdy interesujący się komputerami zauważył, że na filmach z Hollywood do niedawna Windows praktycznie nie występował. Były albo macintoshe, albo coś takiego dziwnego, z zielonymi obwódkami, ewidentnie to nie okna Windowsa. Powszechnie uważa się, choć mylnie, że to filmowa fikcja, fałszowanie rzeczywistości. Pod koniec opiszę, cóż to za dziwny kosmiczny system.

Ostatnio wpadła mi do ręki książka o maszynach cyfrowych, pochodząca z połowy lat siedemdziesiątych. Konstrukcja oraz parametry owych konstrukcji współcześnie mogą wzbudzać uśmiech politowania (chyba dlatego ta książka leżała w koszu na uczelni). Taka maszyna zajmowała całe pomieszczenie, każdy blok funkcjonalny był w eleganckiej i sterylnej białej szafie (gabarytowo zbliżonej do szafy na ubrania). Jako pamięci operacyjnej używano maleńkich pierścieni ferrytowych, zaczynała pojawiać się pamięć elektroniczna.