Panuje przekonanie, że Windows ma monopol od lat, tylko na niego pisze się profesjonalne programy, nie ma realnej konkurencji. Okazuje się, że owa dominacja Windowsa nie jest taka znowu długa, jej lata w zasadzie można policzyć na palcach jednej ręki.
Chyba każdy interesujący się komputerami zauważył, że na filmach z Hollywood do niedawna Windows praktycznie nie występował. Były albo macintoshe, albo coś takiego dziwnego, z zielonymi obwódkami, ewidentnie to nie okna Windowsa. Powszechnie uważa się, choć mylnie, że to filmowa fikcja, fałszowanie rzeczywistości. Pod koniec opiszę, cóż to za dziwny kosmiczny system.
Ostatnio wpadła mi do ręki książka o maszynach cyfrowych, pochodząca z połowy lat siedemdziesiątych. Konstrukcja oraz parametry owych konstrukcji współcześnie mogą wzbudzać uśmiech politowania (chyba dlatego ta książka leżała w koszu na uczelni). Taka maszyna zajmowała całe pomieszczenie, każdy blok funkcjonalny był w eleganckiej i sterylnej białej szafie (gabarytowo zbliżonej do szafy na ubrania). Jako pamięci operacyjnej używano maleńkich pierścieni ferrytowych, zaczynała pojawiać się pamięć elektroniczna.