Dziękuje, dobranoc, spełniłem swoją misję.

Krótki blag, ale po co dłuższy... kwintesencja jest bowiem zawarta pod tym odnośnikiem

http://www.ostrow24.tv/film/e-tornistry-trafily-do-ostrowskich-gimna...

Choć całość jest skonstruowana dosyć topornie (brak możliwości wgrywania własnych książek, nie do końca zrozumiały status prawny czytnika po okresie testów, gimnazjaliści, dotykowy ekran obsługiwany rysikiem) - to bardzo ucieszyła mnie ta wiadomość.

Będzie to na pewno temat, który z zapałem będę śledził. A wy?

PS. Gdzie inne moje wpisy? Tworzą się :) 

Komentarze (33)

avatar | 26.10.2011 17:51
Genialne! Gratulacje dla Ostrowa Wlkp.!

..trochę żal, jednocześnie, że za moich czasów trzeba było dźwigać kilka kilogramów do szkoły...
avatar | 26.10.2011 18:21
Już to pisałem nie raz. Jestem przeciw takim rozwiązaniom.
jak dla mnie, tablet jako dodatek mógłby ewentualnie być - zamiast wszystkiego to nie.

No ale dobra, zobaczymy co z tego eksperymentu wyjdzie.
avatar | 26.10.2011 19:13
"za moich czasów trzeba było dźwigać kilka kilogramów do szkoły..."

Ej, wyobraź sobie, że mnie po wtorkowej wizycie na zajęciach w technikum bolą plecy.
avatar | 26.10.2011 19:14
"Jestem przeciw takim rozwiązaniom. "

Ale dlaczego?
avatar | 27.10.2011 0:31
@PavloAkaLogan

Jak pójdziesz do pracy i zaczniesz płacić podatki, to będziesz wiedział dlaczego.

Ja w technikum też nosiłem cieżki tornister i jakoś nie mam problemów z kręgosłupem, problem mają ci, którzy noszą go na jednym ramieniu, zamiast na obu.

Pozdrawiam!
avatar | 27.10.2011 21:06
"Jak pójdziesz do pracy i zaczniesz płacić podatki, to będziesz wiedział dlaczego."

A poza "wypieprzaniem kasy podatników na ciągłe zmiany" mógłbyś podać jakiś inny, dowolny argument?
avatar | 28.10.2011 9:16
@roobal
Jak pójdziesz na emeryturę to zrozumiesz czemu wydawanie kasy na gimnazja licea i wyżej się opłaca. Jak cie jakiś gimnazjalista-lekarz będzie operował. Albo jak Ci obetną emeryturę bo nie będzie kto miał na nią płacić....

Jestem jak najbardziej za podręcznikami w formach elektronicznych, ale koniecznie multimedialnymi! I dotykowymi obsługiwanymi przez paluchy! (choć rysiki mogą być jako dodatek).

Podział na "słuchowców" i "wzrokowców" to całkiem niezły mit. Są jeszcze "kinestetycy" (potrzebują ruchu aby dobrze myśleć) i "czuciowcy" (główny zmysł poznawczy to dotyk). I do tego w 95% przypdaków dany uczeń to mieszanka powyższych. Do tego dochodzi rozróżnienie na dominującą lewą i prawą półkulę.

Bez wielu mediów przekazu po prostu nie da się przedstawić informacji w dogodny dla ucznia sposób!

(Do tego mogły by dojść nauka czytania oraz samego zapamiętywania, bo szkoły tego nie uczą)
avatar
@przemo_li (niezalogowany)
| 28.10.2011 19:14
"Jak pójdziesz na emeryturę to zrozumiesz czemu wydawanie kasy na gimnazja licea i wyżej się opłaca. Jak cie jakiś gimnazjalista-lekarz będzie operował. Albo jak Ci obetną emeryturę bo nie będzie kto miał na nią płacić...."
No jak ktos bedzie mial wyzsze wyksztalcenie to automatycznie bedzie wiecej zarabial, wiec bedzie placil wyzsze podatki? Cos chlopie ci sie pomylilo w tej glowce. Edukacja w Polsce kuleje (poprzez miedzy innymi zly system finansowania), ale to jest to nie jest miejsce na roztrzasanie tego typu spraw.
____
"Podział na "słuchowców" i "wzrokowców" to całkiem niezły mit. Są jeszcze "kinestetycy" (potrzebują ruchu aby dobrze myśleć) i "czuciowcy" (główny zmysł poznawczy to dotyk). I do tego w 95% przypdaków dany uczeń to mieszanka powyższych. Do tego dochodzi rozróżnienie na dominującą lewą i prawą półkulę."
Tak samo nie ma introwertykow, ekstrawertykow, cholerykow, i sangwinikow?
Glupoty, glupoty, i jeszcze raz glupoty...
avatar | 28.10.2011 23:36
"(Do tego mogły by dojść nauka czytania oraz samego zapamiętywania, bo szkoły tego nie uczą)"

Jesteś zawodowym komikiem?
avatar | 29.10.2011 1:21
@przemo_li

W Polsce, to nie wiadomo, czy nawet mogę liczyć na emeryturę, gdy przyjdzie na to czas. ZUS już ma długi i za kilka lat nie będzie w stanie wypłacać emerytur, a co dopiero za 40 lat, nie wspominając, że system świadczeń może zmienić się 10 albo i 20 razy, ale to zupełnie inny temat.

Ja nie mówię, że się nie opłaca szkolić młodych, tylko szkolnictwo powinno się całkowicie zmienić, powinno się więcej przekazywać wiedzy praktycznej, bo od wielu lat w szkołach panuje zasada "nauczyć się na pamięć słowo w słowo i zapomnieć". Co z tego, że ludzie mają wykszałcenie, które tak naprawdę łatwo jest zdobyć, skoro w żaden sposób nie przygotowuje do zawodu. To, że jakaś szkoła zamieni książki na teblety niczego nie zmieni, zamiast książek i tabletów, powinno się wprowadzić nauczanie praktyczne, przygotowujące do zawodu, a nie pchanie teorii i regułek do głowy, o których po kartkówce, a potem sprawdzianie nikt nie będzie pamiętał, potem dziwić się, że ludzie po studiach mają problemy ze znalezieniem pracy w zawodzie, którego się uczyli, bo pracodawca wymaga wieloletniego doświadczenia, którego większość po studiach po prostu nie ma, a skąd ludzie mają wziąć te doświadczenie? To oczywiście też tamat na inną dyskusję.

Pozdrawiam!
avatar | 29.10.2011 12:49
@PavloAkaLogan
Nie stać Ciebie na nic innego niż stary chwyt z ośmieszeniem oponenta?

@robal
Dotykasz problemu "co było pierwsze jajo czy kura?". Jedynym możliwym rozwiązaniem problemu wieloletniego doświadczenia jest jego zdobycie. Szkoła nie może zamienić się w zakład pracy, więc i nie jest w stanie takowego dostarczyć. Co więcej szkoła musi dostarczyć odpowiednich bodźców do ogólnego rozwoju ucznia (obecna formuła polskiej szkoły słabo sobie z tym radzi), a tego praca nie zapewnia (z uwagi na (zwykle) wąską specjalizację w danym zawodzie).

Ale ja nie spieram się z tezami wystawionymi przez Ciebie, ja wskazuję, że jeśli uczyć, to tak aby każdy dostał informację przekazaną w formie najłatwiej dla niego przyswajalnej. (Tę samą informację, nie mówię nawet o rozróżnianiu poziomu wiedzy, ze względu na potrzeby i możliwości!).
avatar | 29.10.2011 14:02
@przemo_li

Nie chodzi mi, żeby szkoła stała się zakładem pracy, ale zeby zamiast przekazywania samej teorii, robić jakieś ćwiczenia. Można by się teorii uczyć w domu, a w szkole wykorzystywać tę wiedzę na ćwiczeniach.

Ja nie zabraniam się nikomu uczyć, tylko moim zdaniem, zamiana książek na tablety wiele nie zmieni, poza tym, że dla ucznia będzie wygodniej wziąć jeden tablet, zamiast plecaka pełnego książek, no i może dla nauczycieli to też będzie jakaś wygoda.

Pozdrawiam!
avatar | 29.10.2011 14:24
@roobal
Zakładasz, że uczniowie byli by uczeni jak się mają uczyć w sposób dla nich najlepszy. Tego polska szkoła na chwilę obecną tego też nie uczy.

Nie zapominajmy też, że samodzielna nauka też nie jest dobra dla każdego, a z obecnością i dostępnością rodziców też bywa różnie.... (nie mówiąc o tym, że rodzice, też musieli by się uczyć o tym jak efektywnie uczyć swoje dzieci)
avatar | 29.10.2011 15:48
"(nie mówiąc o tym, że rodzice, też musieli by się uczyć o tym jak efektywnie uczyć swoje dzieci)"

Ale rodzice nie są - w wielu przypadkach - wszechstronni. Poza tym - uczyć czego? Chyba jedynie tego, jak dobrze prowadzić dom.

"Nie stać Ciebie na nic innego niż stary chwyt z ośmieszeniem oponenta?"

Nie miałem zamiaru nikogo ośmieszać. Wydaje się mi, że mówiąc o nabyciu doświadczenia jako takiego mówicie raczej o osobach od 14/15 roku życia, a nie o dzieciakach z przedszkola/podstawówki mającymi problem z przeczytaniem kilku wyrazów.
avatar | 30.10.2011 15:45
"Nie miałem zamiaru nikogo ośmieszać. Wydaje się mi, że mówiąc o nabyciu doświadczenia jako takiego mówicie raczej o osobach od 14/15 roku życia, a nie o dzieciakach z przedszkola/podstawówki mającymi problem z przeczytaniem kilku wyrazów."

Ale ja właśnie o tym mówię.
W polskim szkolnictwie pokutuje przekonanie, że czytanie to tylko przeczytanie kilku słów bez zająknięcia.

Całkowicie nieżyciowe (może 5% przeczytanych tekstów w tym roku czytałem na głos, a na pewno przeczytałem 50+ książek w tym roku!), oraz szkodliwe dla samych uczniów.

Nie mówiąc o idiotycznym przekonaniu, że uczeń który nie umie dobrze czytać (już w samym ujęciu ilościowym), będzie ochoczo czytał tomiszcza typu Krzyżacy, czy tym podobne.

Nigdy nie spotkaliście się z osobą która traci zainteresowanie książką tylko ze względu na jej objętość?
Takie sytuacje nie powinny mieć w ogóle miejsca. Szkoła powinna uczyć poprawnego czytania (w ujęciu psychologicznym, bo to czy ktoś ładnie wypowiada czytany tekst jest przydatne małej części populacji), poprawnych technik czytania jak i strategi czytania.
Polska szkoła kończy naukę czytania na poziomie podstawówki. A gdybym miał porównywać do postępu jaki szkołą sobie zakłada za "normę" to porównał bym to do nauki "raczkowania" jako nauki chodzenia. Przy założeniu oczywiście, że raczkowanie będzie wystarczające do przebycia niejednego maratonu (np. trylogia Sienkiewicza).
avatar | 30.10.2011 22:57
Czyli z młodych ludzi chcesz zrobić filozofów czytających i rozmyślających nad Krzyżakami, Panem Tadeuszem i całą resztą? Zamiast dać im doświadczenie praktycznie przydatne w życiu codziennym? W zasadzie, trochę racji chłopie masz, ale co komu po ogólnym pojęciu o Starożytnych Grekach / co komu po umiejętności pięknego wyrecytowania jakiegoś tekstu skoro ten ktoś nie potrafi przyrządzić sobie strawy czy chociażby koszuli przeprasować? Co jest bardziej przydatne? No nie mów, że recytując Redutę Ordona przeprasujesz sobie koszulę albo, że przy inwokacji z Pana Tadeusza obiad się zrobi. Dobrze rozwinięty umysł owszem, przydaje się, ale jest też przecież kwestia predyspozycji ucznia do omówienia..... Ale ogólnie wydaje mi się, że nauka podstawowych czynności z życia codziennego będzie łatwiejsza i wiedza ta bardziej przyswajalna, niż nauka tego, w jaki sposób mamy czytać. W ogóle, co to za idiotyzm na technice robić kwiatki na zakończenie gimnazjum... Czy jakieś witraże...
avatar | 31.10.2011 12:53
@PavloAkaLogan
Kompletnie nie rozumiesz o czym mówię. I troszkę przez to walczysz z wiatrakami (tzn. nie będę się z Tobą spierał czy wyprasowanie koszuli jest ważne czy nie).

Opasłe tomiszcza podałem jako paradoks szkoły która przymusza do biegania w maratonie (tj. czytania tych 400+ książek), zaraz po tym jak nauczy raczkować (tj. czytanie jako umiejętność sklecenia słowa z przeczytanych literek).

Uważam, że szkoła sama sobie kładzie kłody pod nogi nie ucząc czytania (w sensie poprawnych technik jak i strategi czytania), zapamiętywania, czy uczenia się w ogólności.

Zakłada się, że dziecko samo sobie poradzi. A jedyny problem jaki może powstać, to taki, że dzieci mogą potrzebować zróżnicowanego poziomu (aż mi się nie chce wierzyć, że szkoła potrafi być tego świadoma).
avatar | 31.10.2011 12:54
miało być "400+ stronicowych książek"
avatar | 31.10.2011 20:37
Nie bardzo rozumiem, twierdzisz że mają takiemu osobnikowi wszystko dać do ręki, żeby takiego potem szlag trafił w szkole średniej? I po ukończeniu przysłowiowej edukacji?

Osobiście nie pamiętam bym w podstawówce miał tak "długie" książki o jakich piszesz, maks to jakieś 250 stron ==> W pustyni i puszczy i była to jedyna, "długa" lektura do przeczytania.

W Gimnazjum natomiast wyjątkiem były Krzyżacy, tudzież około 700 stron. Lektura ta ponoć była przerabiana w niektórych podstawówkach w moim mieście. A reszta? Do 150 stronnic.

Jedyny problem to tylko dopasowanie poziomu do uczniów i chyba o to nam obojgu chodzi, tylko ja mam raczej lekki problem ze sprecyzowaniem.
avatar | 01.11.2011 19:32
Nie mówię tu o dostosowaniu poziomu pod uczniów, to inna sprawa. Mówię o zwielokrotnieniu tej samej informacji przez przekazywanie jej na różne sposoby.

A co do czytania mówię o podstawie, która powinna być uczona w szkole. A z jakichś nieznanych mi powodów nie jest. (np. o wykorzystaniu wskaźników do czytania, o świadomym unikaniu wracania do przeczytanych fragmentów, o technikach do szybkiego oceniania książek, etc.).

A zróżnicowanie poziomu wiedzy jaką dostarczamy konkretnym uczniom to zupełnie co innego i też bardzo ważnego.

Aby było łatwiej zrozumieć o co mi chodzi posłużę się wyolbrzymieniem:
Gdybyśmy nie dostarczali informacji w odpowiedni sposób dla danego ucznia to:
* wzrokowcy czuli by się jakby ktoś zakrył im szczelnie oczy
* słuchowcy czuli by się jakby ktoś zatkał im uszy
* kinestetycy czuli by się jakby ktoś im odebrał kończyny
* czuciowcy czuli by się jakby ktoś im odebrał czucie dotyku czy postrzeganie temperatury

Nigdy (prawie) sytuacja nie jest tak drastyczna, gdyż dominujące zmysły, nie przyćmiewają całkowicie innych. Ale jeśli nauczyciel uważa, że najważniejsze jest aby on mówił, to wszyscy oprócz słuchowców TRACĄ. Gdy nauczyciel zawzięcie pisze, rysuje po tablicy wtedy TRACĄ słuchowcy i ruchowcy (czuciowcy mogą "oszukiwać" przez zykłe pisanie choć i tak później nie skorzystają z notatek). Kinestetycy całkiem mają przechlapane bo szkoła zwykle wymaga postawy jak by się połknęło miotłę, i broń boże, żeby uczeń swoimi ruchami przeszkadzał nauczycielowi w lekcji.

Więc ta sama informacja musi być zawarta zarówno w dźwiękach, obrazie, (dotyku o ile się da, lub była związana z operowaniem dłońmi), oraz w ruchu.

Zamiana podręczników na tablety-netbooki-laptopy, może tylko w tym zakresie ułatwić to zadanie.

PS nie ważne czy szkoła daje dużo czy mało do czytania, szkoła NIE przygotowuje odpowiednio do czytania ani na głos ani dla zrozumienia. Oraz szkoła w ogóle nie zauważa braków w tym zakresie.
avatar | 01.11.2011 19:36
Tak samo jest z zapamiętywaniem.

Ktoś pamięta jakie rady dostał na polskim gdy wkuwał jakiś tekst?
(Ja pamiętam po kilka wersów na raz a później składać do kupy większe kawałki == czysta bzdura)

W zapamiętywaniu nauka też poszła do przodu, ale przedmiot dedykowany metodom uczenia się nie istnieje. Więc nie ważne jaki ktoś ma potencjał, jeśli sam nie załapie jak się ma uczyć.
avatar | 01.11.2011 20:55
Wnioskując, żeby osobnik się nauczył dobrze to nauczyciel ma przetapiać informację na kilka sposobów oraz ma być wprowadzony przedmiot dedykowany metodom uczenia się w domu? Plus narzędzia ułatwiające naukę? Okay. A jak to jest, za czasów Mendelejewa, Skłodowskiej, Einsteina też się przejmowano takimi "pierdami"? Bo jeśli by wierząc osobom przeżywającym młodość za czasów komuny (i dawniej) to takich numerów nie było...
avatar | 01.11.2011 21:51
Swoją drogą, po ponad godzinie przypomniał mi się filmiki z ciekawie przeprowadzającym zajęcia fizyki nauczycielem:

http://www.youtubecom/user/zieziorka
avatar | 02.11.2011 12:27
@PavloAkaLogan
I może dla tego zamiast 3 Einstainów dostaliśmy jednego....

Na serio rozkład (statystyczny) jest następujący: 40% wzrokowcy, 40% słuchowcy, 20% inni.

Powiedz teraz że nauczyciel nie musi "przetapiać jednej informacji" w kilka postaci.

I nie przytaczaj PRL-u, wtedy nikogo (z władz) nie obchodził stan edukacji kogokolwiek. Totalitaryzm nie zajmuje się takimi bzdetami jak umiejętność czytania.

PS Nie mówię o uczeniu się w domu! Mówię o uczeniu się w ogóle! Spotkałeś się kiedyś z uczniami z trudnością do matmy? Dobry nauczyciel przedstawia dla nich TĄ SAMĄ informację ale w innej postaci, ale i tak, przez zajęciami z czegokolwiek nie ma choćby wstępu pt. "Jak się łatwo i przyjemnie uczyć". Zwykle uczniowie sami dochodzą do "własnych" rozwiązań. Szkoła w tym nie pomaga.
avatar | 02.11.2011 12:34
A rozwiązaniem zagadki o tym jak się uczyć na pamięć jest następujący przepis:
1) Przeczytać CAŁY tekst (jeśli nie jest dłuższy niż 1/4 A4).
2) Odczekać 20 sekund nic nie robiąc (dla Tych, którzy nie są w stanie nie-myśleć, pomocne może być spokojne odliczania).
3) Jeśli można powtórzyć z pamięci tekst.
4) Powtórzyć aż recytowanie* z pamięci nie sprawia problemu.

Tekstu wcale nie trzeba wymawiać na głos, chyba, że komuś tak jest łatwiej.

Te 20s to właśnie różnica pomiędzy zapamiętywaniem a wkuwanie. Test można przeprowadzić na jakiejś krótkiej formie literackiej lub nawet 10 nic ze sobą nie mających wspólnego słowach!

Ktoś słyszał na jakiejkolwiek lekcji o takiej technice?



Z czytaniem jest podobnie, sam wskaźnik (długa wykałaczka, długopis, ołówek, palec jest za duży) potrafi znacznie pomóc w podniesieniu ilości przeczytanych słów na minutę oraz ułatwia wyrównanie tempa czytania. Ale kto by o tym uczył dzieciaki...
avatar | 02.11.2011 21:35
"Spotkałeś się kiedyś z uczniami z trudnością do matmy? Dobry nauczyciel przedstawia dla nich TĄ SAMĄ informację ale w innej postaci,"

Nie spotkałem się z dobrymi nauczycielami matmy w gimnazjum. W podstawówce miałem wymagającego nauczyciela i głównie to zatwierdziło moją decyzję o technikum. No, a w technikum matematyczka tłumaczy wszystko "po ludzku". Ale spotkałem się ze złymi uczniami, którzy wypraszali lepsze oceny. I teraz w ogólniaku albo na wagary zapieprzają albo wkuwają cały czas. A za to miałem dobrego nauczyciela angielskiego, tyle że niemiecki wydaje się łatwiejszym językiem do nauczenia.

"w podniesieniu ilości przeczytanych słów na minutę"

To chyba jedynie ma przyśpieszyć myślenie podczas czytania, bo poza tym to nie ma najmniejszego sensu.

"Zwykle uczniowie sami dochodzą do "własnych" rozwiązań. Szkoła w tym nie pomaga."

A uczniowie czasem nie mają właśnie sami do czego dojść?


A jaka jest technika zapamiętywania rysunków technicznych, wzorów, definicji? Poza interpretacją "na własne rozumowanie"?
avatar | 03.11.2011 9:24
@PavloAkaLogan
""
"Zwykle uczniowie sami dochodzą do "własnych" rozwiązań. Szkoła w tym nie pomaga."

A uczniowie czasem nie mają właśnie sami do czego dojść?
""

Hehe. Więc szkoła ma uczyć, ale broń boże nie może pokazać uczniom jak mogą uczyć się EFEKTYWNIE?
Myślałem, że kryterium oceny jakości szkoły jest jej EFEKTYWNOŚĆ, a tą najłatwiej podnieść pokazując uczniom jak łatwo się uczyć. Można też nic im nie mówić, a później taki uczeń lepiej sobie radzi z niemieckim niż z anglikiem, nie dlatego, że taki ma talent, ale dla tego, że załapał o co chodzi z nauką niemieckiego, a nie udało mu się tego powtórzyć z anglikiem (95% ludzi może się nauczyć tylu języków ilu tylko chce!).

"Na własne rozumowanie"

BRAWO!!
Doszedłeś do tego, że uczeń musi przyswajać sobie informacje w wygodny dla niego sposób.
Za to uczeń (zwykle) nie dojdzie do tego, że należy do "kategori" ludzi, którym uczy się najlepiej w specyficzny sposób.

Niektórym pomaga pokolorowanie wzorów (ta sama zmienna jeden kolor, ta sama operacja jeden kolor, etc), innym pomaga nauczenie się jak je wyprowadzać z innych (większe przyłożenie wagi na "sieciowy" charakter wiedzy), inni po prostu muszą wzorek wkuć na pamięć (powyższy algorytm się przyda!), a jeszcze inni muszą szukać analogi.

Najgorsze jest to, że nauczyciele, którzy są obarczeni obowiązkiem efektywnego nauczania, też nie są świadomi tych różnic (a często, nic z tym nie mogą zrobić, bo szkoła ma za mało $$, więc np. mają po 40 osób w klasie, języki są klasami, a "multimedia" występują tylko w słownikach w szkolnej bibliotece).

"To chyba jedynie ma przyśpieszyć myślenie podczas czytania, bo poza tym to nie ma najmniejszego sensu. "
Przeczytanie danego tekstu 3-4 razy szybciej z większym zrozumieniem, nie ma sensu ?!?
To jaki jest podstawowy sens czytania? ( ;P )
avatar | 03.11.2011 21:11
"Przeczytanie danego tekstu 3-4 razy szybciej z większym zrozumieniem, nie ma sensu ?!?"

Albo ktoś od razu zajarzy o co chodzi albo w ogóle się nie kapnie i będzie trzeba mu tłumaczyć. Jeszcze inny zamiast pół strony zeszytowej małej wyjaśnień potrzebuje tylko wzór albo ogólny zarys, schemat w kilku słowach - w tenże sposób skracałem sobie ostatnio notatki. Mniej do nauczenia a i sens ten sam.

"To jaki jest podstawowy sens czytania?"

Orwell pisał kiedyś - "Celem władzy jest władza, celem tortur są tortur". Może by to na sens przełożyć? (cholera ich wszystkich wie)

Podstawowym sensem czytania jest teoretycznie samo czytanie. A co jest podstawowym sensem tak zwanego myślenia abstrakcyjnego? Rozwijanie się. Humaniści by powiedzieli - czytania sensem jest rozwijanie myślenia abstrakcyjnego. I więcej czytania, to tylko na poetę jakiegoś można wyjść ... Coś czuję, że po raz kolejny robię z siebie idiotę.

"mają po 40 osób w klasie, języki są klasami, a "multimedia" występują tylko w słownikach w szkolnej bibliotece"

Są w ogóle u nas takie szkoły?!
avatar | 04.11.2011 0:26
@PavloAkaLogan
1) Mit. Poprawność czytania się mierzy. Jednostka to procent zrozumianego tekstu.
2) Najpierw musisz zrozumieć czytaną treść dopiero później możesz przystąpić do jego przyswajania. (zakładając, że masz do czynienia z nowym materiałem, a to standardowa sytuacja w przypadku szkoły).

3) Ciekawa definicja czytania. Choć 2 inne są "mainstreamowe":
a) lingwistyczna: czytanie to wypowiadanie przeczytanego tekstu
b) psychologiczna: czytanie to rozumienie przeczytanego tekstu
DRUGA definicja ma OGROMNE znaczenie w nauce, gdzie informacje przekazywane są pisemnie, więc lepsza umiejętność czytania implikuje efektywniejszą naukę.

4) Miałem do czynienia i ze szkołą, dla której trzeba by było odpowiedzieć 3 razy TAK, oraz taką na 3 razy NIE.


Moim głównym punktem jest wykazanie paradoksu szkoły, która stara się dostarczyć jak najwięcej informacji uczniowi, oraz ocenia się przez ilość informacji którą uczeń przyswoił, ale która NIE pomaga uczniowi podnieść efektywności uczenia się.
avatar | 04.11.2011 16:04
To jeszcze jedno ostatnie pytanie.

Zajmujesz się szkolnictwem polskim jakoś 'zawodowo'?
avatar | 07.11.2011 6:58
:D 3 rok studiów informatyki.
Nie wyobrażam sobie pracy w zawodzie nauczyciela.

Miałem doświadczenie z dobrą podstawówką, marnym gimnazjum i genialnym LO. Wiem, że wiele rzeczy da się zrobić (jak choćby podział języków na grupy zaawansowania, a nie według klas). Ale na to trzeba kasy. Z pustego Salomon nie naleje...
avatar | 11.11.2011 22:20
"podział języków na grupy zaawansowania"

Takie coś już jest przecież. Jedna klasa, dwóch różnych nauczycieli, jeden ma zupełnie inne, większe wymagania od drugiego.... Tyle, że w moim Technikum odeszli od tego sposobu nauczania.
Dodaj komentarz