Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

MENska decyzja

Powraca temat edukacji - uwielbiam go, doprawdy.
Stary artykuł: http://www.tvn24.pl/-1,1711356,0,1,men-zada-e_podrecznikow,wiadomosc.h... - uwaga tvn24 - nie każdy może to zdzierżyć.

MEN żąda aby zamiast papierowych książek publikowano e-booki. Ponownie ministerstwo zaskakuje nas takim posunięciem... o nie, wróć. Nas nie zaskakuje. My tego chcieliśmy już od dawna. Zaskakuje wydawców podręczników, którzy zarobią dużo mniej (a może więcej, hm?). Och jak mi przykro i żal wydawców - niech spłoną w piekle chamy!

Ale co to? Wydawcy podnieśli głos, że jak im źle. Jak im niedobrze. Jak im straszno! Rodzicie będą piracić ich w pocie czoła wydane podręczniki. Szok. Do tego skarżą się, że dojdą nowe opłaty i dla rodziców będzie jeszcze drożej.

Tylko że...

Podręczniki w formie e-booków są już dostępne na naszym rynku. Serio. Wiem, ciężko w to uwierzyć - sam miałem problemy. Niestety tutaj widać pomysłowość firm, które już takie coś wprowadziły: e-booki kosztują zaledwie 2-3 zł mniej niż wersje papierowe. No chyba że ściągacie pirata z chomika - jakkolwiek to zabrzmiało.

Noż ku...

Spora cześć aktualnych ePodręczników to tylko wersje "e", bez możliwości zakupienia formy papierowej - chyba, że sami sobie wydrukujemy. O dziwo, te egzemplarze są niezwykle tanie, gdyż są docelowo projektowane i pisane pod platformę czytnikowo-internetową więc mniej osób musi na nich zarobić.

Czy wymuszenie wydania e-booka do papierowego podręcznika polepszy sprawę? W założeniu tak i jestem bardzo szczęśliwy, że MEN dąży do bardzo dobrego rozwiązania wprowadzając nas i nasze dzieci przyszłość. W praktyce...

Problem leży w tym, iż wydawnictwa będą chciały zabezpieczyć swoje ePodręczniki - co uważam za słuszne - i będą kombinowały jak koń pod przysłowiową górkę. Wymyślą nowe formaty, które odczytać będzie można jedynie na jednym specjalnym czytniku e-booków z ekranem LCD. Dobra, nawet ok. Nie jest źle.

Drugie wydawnictwo tymczasem wymyśli swój system zabezpieczeń odczytywalny jedynie na swoim czytniku...

Zupełnie jak tutaj...

Dlaczego o tym piszę - bo chce zwrócić uwagę na pewną prawidłowość i uczulić was na rozróżnienie sprawców całego zamieszania. MEN chce dobrze i to co wymyśla ma sens, istnieje techniczna możliwość wprowadzenia tańszych ePodręczników - ministerstwo nie jest więc problemem.

Wydawnictwa chcą zarobić kupę kasy tak jak każdy inny – o tu jest problem.

Oczywiście, możemy jęczeć na Ministerstwo, że jego pomysły są o kant czterech liter rozbił, ale trzeba ruszyć tego stetryczałego molocha jakim jest szkolnictwo polskie i trzeba to zrobić szybko. Jęcząc i będąc ostrożnym nigdy tego nie zrobimy.

Co z tym fantem możemy zrobić my, maluczcy? Poza posiadaniem nadziei, że ktoś w MEN ogarnie całość i nałoży rozsądne restrykcje, które uniemożliwią chore praktyki wydawców? Nic. Czekać i patrzeć co się dzieje a w międzyczasie kupić sobie i dziecku Kindla a następnie dołączyć do grana fanów czytników.

Swoją drogą:
"W nowelizacji rozporządzenia resort chce także ograniczyć wydawanie co roku nowszych wersji podręcznika, które nie różnią się zasadniczo od wersji poprzedniej. Jeżeli nowy podręcznik nie zmienił się w części większej niż 20 proc. objętości, wówczas wydawca uzyska możliwość dopuszczenia go do użytku szkolnego dopiero po trzech latach."

Genialne! Nareszcie!

Szkoda tylko że co roku będą wymieniać zdjęcia i przepisywać 25% podręcznika w nowych słowach ale o tej samej merytorycznej zawartości... przynajmniej ja bym tak zrobił na ich miejscu.

:(
 

Komentarze

0 nowych
4lpha   9 #1 30.08.2011 10:43

Lubię to!

molexor   6 #2 30.08.2011 11:44

klasy 1 do 3 zostaną na szczeście papierowe. Ja nie jestem takiej starej daty, ale jestem jednak za książką papierową. Ja wiem, że ebooków dobrze się uzywa i sa fajne jeśli ktoś chce czytać. Natomiast jeśli ktoś nie chce, to hmmmm.... Już dziś readery sa wyposażone w wifi i przeglądarkę, co oznacza, że zamiast czytać o bitwie pod grunwaldem , możemy oglądać śmieszne zdjęcia kotów(!!!). Poczekajmy, za chwilę na readerach będa gry( już są?).
A w klasach 4-6 chciało wam isę uczyć? Mnie nie. A w liceum pilnie siedzieiście na zajęciach? Ja nie :P Dobrze,że nie miałem co robić, bo bym nic z tych zajęć nie wyniósł. Nie mówię,że będzie to miało na 100% negatywny wpływ , ale może mieć moim zdaniem .

Maxi_S   4 #3 30.08.2011 14:24

- Jasiu, przeczytaj nam proszę swoje wypracowanie.
- Nie mogę psze pani, bo bateria mi padła!

Zmiany wprowadzane przez MEN mogą być tematem kolejnego programu w TVN pt. "Szkolne rewolucje". Korzystanie z e-booków jest świetne, ale na studiach, gdzie w zasadzie pracuje się samemu w oparciu o to, co wygrzebie się w bibliotece i necie.

[cytat MaXDemage]
Oczywiście, możemy jęczeć na Ministerstwo, że jego pomysły są o kant czterech liter rozbił, ale trzeba ruszyć tego stetryczałego molocha jakim jest szkolnictwo polskie i trzeba to zrobić szybko. Jęcząc i będąc ostrożnym nigdy tego nie zrobimy.
[/cytat]

A co Twoim zdaniem jest takiego stetryczałego w szkolnictwie? Papierowe książki? Zeszyty? Zamiast wymyślania kosmicznych pomysłów, ministerstwo powinno zająć się takimi problemami jak nowa matura i CKE oraz tym, że większość ludzi po egzaminie dojrzałości nie potrafi bez kalkulatora do 243 dodać 1765, nie odróżnia rombu od trapezu, a o ziomalu Kościuszce na dzielni nie słyszeli, że o pisaniu poprawnie po polsku bez pomocy "sprawdzania pisowni" nie wspomnę. To chyba nie jest takie trudne do zrozumienia, że niemowlakowi daje się do zabawy kolorowe klocki o różnych kształtach i na szczęście żaden "mózgowiec" na razie nie zastąpił ich klockami na ekranie komputera - choć można.
Książki istnieją od tysiącleci pod różną postacią, ale zawsze to był kontakt z konkretną materią a nie urządzeniem. Dziecko chłonie świat wszystkimi zmysłami, a jak dotąd żaden Kindle i inne Pindle nie mają grawerowanych, miękkich okładek, możliwości inkrustacji itp. Kształcenie to nie tylko przekazywanie wiadomości, to również kształtowanie - pewne rzeczy trzeba umieć doceniać. Daj przeciętnemu gimnazjaliście (przepraszam pozostałych) butelkę Romanée Conti, to zaleje bańkę, a na drugi dzień dowiesz się jakiego kaca-giganta wyhodował.

sla17   7 #4 30.08.2011 16:34

Dla mnie system kształcenia nigdy nie był jasny - sam jestem uczniem, tak więc wydawać się może, że będę ględził, że szkoła jest be, nauczyciele niesprawiedliwi i nic nie powinno się tam robić. Nie, lubię poznawać nowe rzeczy, jednakże to, co jest teraz ;)

Już widzę jak w przyszłości wraz ze znajomymi rozmawiam o sposobach powstawania pierwiastków chemicznych, czy też będziemy obliczać objętości stożka ;)
Dla mnie, powinni uczyć o rzeczach ważnych, które przydadzą się w życiu - czyli jakieś nie wiem, chociażby rozpoznawanie grzybów, kwiatów, zwierząt, bezpiecznego zachowania się w trudnych sytuacjach (np. w górach, przy spotkaniu z niedźwiedziem), gdzie co leży, w jakim kraju jest co, a nie jakieś obliczanie długości równoleżników, przyrostów naturalnych i innych ;) Rozpoznawania kształtów, pamięciowego liczenia, ułatwiania sobie życia, myślenia - a nie jakiś całek, funkcji, sinusów i czego tam jeszcze. Większość z obecnych rzeczy, które uczą - nie przydadzą się, dla ludzi którzy się interesują chemią, fizyką czy czymś tam - kółka zajęć pozaszkolnych ;) No i oczywiście historia i języki, warto znać historię - ale bez przesady, aż tak dokładnie się wtajemniczać sądzę, że nie trzeba ;) Języki - polski jak widać mocno kuleje u niektórych, a języki obce też się przydadzą :) Tylko wszystko w przystępnej formie, a nie jak teraz kilka zwrotów w zeszycie i nie wiadomo, jak to wymówić :)

ebooki? Tak, tylko że znając życie będą kombinacje i utrudnianie życia, zamiast po prostu zapisać w pdf, nie wszyscy nauczyciele będą zadowoleni, gdy na lekcji ktoś odpali laptopa, albo jeszcze lepiej - ustrojstwo znane tablet, gdzie pewnie wielu z nich o takim cudzie nie słyszało ;) No i cena - gdy zastąpią papier e-papierem mam nadzieję, że ceny mocno spadną, a nie będą się utrzymywać na tym samym poziomie :) Przy takich cenach jestem pewny, że kradzież będzie rozwijała się w najlepsze :)

  #5 30.08.2011 17:38

Wróć, błędem jest to że szkoły (głównie na 'poziomie' podstawowym) nalegają by KAŻDY uczeń posiadał komplet podręczników. Nie, przecież nie może być tak że w dwóch klasach będzie te 10-20 książek aby wystarczyła jedna na ławkę (chociaż jakoś z atlasami sobie dają radę), masz nosić albo pożegnaj się z dostatecznym... Ja rozumiem, podręczniki np do języków obcych czy matematyki, no ale do polskiego, gdy wszystkie wymagane teksty literackie są dostępne w internecie? A, tak, tak, zapomniałbym że do wyszukiwania na googlu trza mieć przynajmniej średnie wykształcenie...

Cieszę się tylko że w szkole średniej olewali takie braki, wymagano tylko na matmie i językach (i ewentualne teksty źródłowe na polskim, obojętnie w jakiej wersji)...

  #6 30.08.2011 17:55

Kiedy chodziłem do podstawówki na początku lat 90-tych nie było takich dylematów.

Niczego przydatnego w dorosłym życiu nie nauczyłem się ani w podstawówce, ani w szkole średniej. Dopiero na studiach zetknąłem się z codziennymi problemami samodzielnego życia kiedy dostałem pierwszą w życiu pracę na weekendy jako kelner (hehe mało kto ma ten luksus całkowitego utrzymywania przez rodziców podczas studiowania). Później co roku pracowałem w wakacje wykonując "murzyńskie" prace za grosze, których nikt nie chciał. Oj, jak wtedy smakuje bułka z margaryną i kawałkiem wędliny ;) Polecam każdemu smarkowi (~20 lat) jak najszybsze pójście do pracy, bo nic tak nie uczy pokory i dystansu do życia.

  #7 30.08.2011 18:03

A da się z tymi e-bookami kręcić takie lody jak nauczyciele kręcą, że kupują książki ze zniżką w hurtowni, a potem sprzedają uczniom po wyższych cenach ? Gdzieś o tym czytałem.

floyd   14 #8 30.08.2011 19:32

@polski John Doe, @sla17
Znany liberał Janusz Korwin Mikke wręcz twierdzi, że wykształcenie to dobro wyższego rzędu nie każdemu potrzebne i na które nie każdego powinno być stać. Powszechne i obowiązkowe kształcenie powinno być zlikwidowane, a szkoły powinny być płatne. Jak 100, 200 lat temu wystarczą 4 klasy by nauczyć się czytać i pisać, a potem do terminu - nauka zawodu i szkoła życia.
Oczywiście szkoła życia dla każdego może wyglądać inaczej. Dla jednych będzie to nauka jedzenia suszi bo jak powiedziała p. Młynarska: "Brak umiejętności jedzenia suszi to obciach.", a dla innych radzenie sobie na zmywaku.
Niestety nie jestem liberałem i nie umiem jeść suszi. :)

Jaahquubel_   12 #9 30.08.2011 20:51

@S
Do matematyki to ja przez kilka lat w ogóle nie widziałem podręczników. Czasami przydawał się tylko zbiór zadań, którego i tak można było nie nosić na lekcje. Nauczyciel wszystko tłumaczył, nauczyciel dyktował lub rozdawał napisaną ręcznie i skserowaną pracę domową. Tylko że tak dobrych nauczycieli, jak ten mój od matematyki, to za wielu nie ma.

Jaahquubel_   12 #10 30.08.2011 21:27

@sla17
"myślenia - a nie jakiś całek, funkcji, sinusów i czego tam jeszcze"
Całek w programie to nie ma od ładnych paru lat. Żeby nauczyć myślenia, to trzeba dać coś, o czym można myśleć. I tu się przydaje matematyka. Oczywiście, zawsze można się spierać co do konkretnego programu.

"Większość z obecnych rzeczy, które uczą - nie przydadzą się"
I tak i nie.
W tej chwili mamy w Polsce za mało inżynierów.
Uczyłem matematyki studentów pierwszego roku na kierunku inżynierskim. Aby dostać się na te konkretne studia, nie było trzeba nawet zdawać matury z matematyki. Na kolokwium dałem zadania, które spisałem ze swojego zeszytu z trzeciej klasy liceum (czteroklasowego jeszcze), bo tak bardzo się zmienił program w szkole. W jeden semestr musieli się nauczyć tyle, co ja w liceum przez przynajmniej dwa lata + bardziej zaawansowane rzeczy z ciągów i całki, które sam miałem dopiero na studiach.
A w szkole jednak łatwiej się nauczyć - mniej teorii, więcej zadań. Dwie lekcje teorii i dwa tygodnie trzaskania zadań. Potem jeszcze powtórzenie przed sprawdzianem. Na studiach zaś, dwie godziny wykładu, dwie godziny ćwiczeń i jedziemy dalej, a jak nie umiesz to się doucz.
Oczywiście, można dopiero na studiach uczyć wiedzy ukierunkowanej, ale po pierwsze, po co nam wtedy wykształcenie średnie ogólne, a po drugie, dyplom ukończenia studiów znaczyłby jeszcze mniej, niż teraz.

sla17   7 #11 30.08.2011 22:07

Każdy patrzy inaczej - ja ze strony osoby, która musi się uczyć wszystkiego - w sumie racja, trochę źle się wyraziłem - chodziło mi o szkołę podstawową i gimnazjum, dopiero potem każdy wybrałby swój kierunek, bynajmniej ja tak to widzę ;) Dopiero w szkole średniej wybrać to, co chce się robić w przyszłości - i kształcić się w tym kierunku, rozwijając oczywiście wiedzę z polskiego/historii i języki obce, języki, języki (a, wspominałem o językach?) Wiedza, która przyda się w przyszłości, w zawodzie, który będziemy chcieli wykonywać, wiedza o kraju, o jego historii i dziedzictwie - żeby potem nie było takich kwiatków, co to nie wiedzą, iloma słowami różni się obecny hymn od oryginału, no i języki obce. Żyjemy w takich czasach, że język jest potrzebny - angielski najbardziej, bo jest takim dominującym językiem i się nim porozumieć wszędzie praktycznie da. Niemiecki, Francuski, Hiszpański, Włoski czy coś mniej popularnego - Węgierski, Chorwacki, tutaj już nie wnikam bo co bardziej przydatnego nie wiem, kto co chce się uczyć też nie wiem - osobiście chociażby do popularnego teraz niemieckiego (odkąd jest obowiązkowy 2 język obcy) wolałbym np. francuski, czy też coś mniej popularnego i poza jednym krajem raczej nieprzydatnym - węgierskim ;) No ale każdy woli co innego ;)
No i dopiero potem studia, gdzie kontynuuje się to, co zaczęło się w szkole średniej - kształcenie w konkretnym kierunku ;)

matio   5 #12 30.08.2011 23:57

@up - to było by zbyt piękne żeby było prawdziwe. Chodząc do szkoły odnosiłem bardzo podobne wrażenie sla17.

Winters4TW   6 #13 31.08.2011 04:54

Ostatni dzień wakacji, a Ci o szkole...

997   5 #14 31.08.2011 07:53

Szkoła to fajna rzecz ale jak to w życiu bywa - zrozumiecie to jak już ją skończycie ;)
Ja sobie troszkę nie wyobrażam wejścia w życie tego pomysłu. Oczywiście wiadomo, że chodzi o kasę bo prawdopodobnie oficjalnie uznany przez MEN zostanie tylko jeden producent sprzętu. Ten producent będzie robił masówkę przystosowaną dla dzieci, która będzie musiała spełniać szereg wymagań bezpieczeństwa, zdrowia i innych, przez co koszt wzrośnie. Gwarancja? Pewnie rok w porywach dwa. Zepsuje się takie ustrojstwo jednemu czy drugiemu i jak będą funkcjonować?
Fajnie, że technika itd. ale jednak trzeba by to bardziej przemyśleć.

  #15 31.08.2011 08:44

> znany liberał Janusz Korwin Mikke wręcz twierdzi,
> że wykształcenie to dobro wyższego rzędu nie każdemu
> potrzebne i na które nie każdego powinno być stać.
To nie tak. Ludzi, którzy nie chcą być piekarzami, nie bierze się do piekarni!
> jak powiedziała p. Młynarska: "Brak umiejętności jedzenia
> suszi to obciach."
Przydałaby się cięta riposta jak oleksego o bezie jedzonej łyżeczką XD

Saracen   6 #16 31.08.2011 10:37

Dlaczego ten pomysł tak Ci się podoba? Elektroniczne podręczniki sprawią, że młodzież będzie czytaj jeszcze mniej niż do tej pory.

Rozdawanie laptopów dzieciom, ePodręczniki - to nie poprawi poziomu nauczania. Młodzież trzeba zachęcić do nauki nie poprzez elektroniczne gadżety.

Saracen   6 #17 31.08.2011 10:48

A ludzie, którzy mówię, że w podstawce, liceum niczego przydatnego w życiu się nie nauczyli, że dopiero na studiach itd. wyrastają najczęściej na ignorantów, którzy nie wiedza gdzie, czym różni się volt od wata, kwas od zasady albo żyły od tętnic.

Wiem, że informatyk nie musi wiedzieć kto napisał np. "Zbrodni i karę", ale nie róbmy z siebie narodu ciemniaków. Przecież sami wyśmiewamy się tępych amerykanów, którzy nie wiedza gdzie leży Irak.

I jeszcze raz: żeby mieć wiedzę, trzeba słuchać, patrzeć i czytać. ePodręczniki nie sprawią, że nagle wszyscy zaczną je czytać.
Ja osobiście za Chiny Ludowe nie chciałbym uczyć z czegoś takiego.

MaXDemage   17 #18 31.08.2011 11:49

Dlaczego jestem zwolennikiem ePodreczników? Faktycznie chyba tego brakuje w mym wpisie. Pieje peony i stawiam im pomniki, ale czemu jestem za?

Osoby korzystające z czytników eBooków pokroju kindle (wykorzystujących ePapier) odpowiedzą Ci bez dwóch zdań, że jest to 100 razy bardziej wygodne. Oczywiście tracimy zapach papieru, możliwość podziwiania cudownych okładek, wykwintną paginację żywą, przyjemny dotyk papieru gdy przewracamy kartkę siedząc wygodnie w fotelu. Ale powiedzcie mi czy kiedyś czytaliście w ten sposób podręcznik. Nie, niestety wg mnie podręcznik szkolny to rodzaj narzędzia i nikt na niego nie patrzy przez pryzmat przyjemności z czytania.

A eksiązki czyta się dużo łatwiej i wygodniej. Nie męczy oczu (mowa o ePapierze) i wytrzymałość baterii liczymy nie w godzinach, a ilości przerzuconych stron. Więc starcza na długo.

ePodręcznik nie poprawi, ani nie pogorszy poziomu nauczania i w sumie to nie jest jego cel! Należy mieć to na uwadze. On ma tylko ulżyć kieszeni rodziców i plecom dzieciaków. Poziom nauczania zależy głównie od nauczycieli a dopiero w drugiej kolejności od podręczników. Które w gruncie rzeczy będą te same, a to, że mniej kolorowe obrazki będą. O ile w geografii, biologii i chemii to może być problem, ale czy podręczniki do reszty przedmiotów potrzebują kolorów?

@reszta
Odniosę się również do kwestii uczenia w szkole. Jestem zdania iż żaden poziom nauczania nie jest zły (z wyjątkiem niepotrzebnego wprowadzenia gimnazjów). Co jest złe to pęd do pustej wiedzy - dlaczego każdy musi iść do liceum podczas gdy w szkole zawodowej uzyskał by porządny zawód? Dlaczego każdy musi iść na studia, po których pracują w Macu i narzekają na to, że tyle lat uczyli się a nic z tego nie mają? (nie ujmując Maco-wcą, bo to że mnie mile obsługują i ciężko pracują doceniam).
Błędem jest zbytnie naburmuszenie naszego narodu gdzie każdy musi mieć wyższe wykształcenie. Mówi się o tym od kilku lat, a i tak ciemna wiara lezie na te pierdzielone studia.

Kompetencje nauczycieli, płace w budżetówce, finanse na szkołę, chęć do nauki dzieciaków i sytuacja w której naburmuszony rodzic może doprowadzić do wyrzucenia nauczyciela ze szkoły, za to, że postawiło jego dziecku jedynkę za brak zadania domowego pominę. Po prostu pominę.

WODZU   16 #19 31.08.2011 20:06

@Maxi_S
Święte słowa... Szkoda tylko, że obserwując poczynania jakiegokolwiek ministerstwa, mam wrażenie, że zależy im na wychowaniu bandy kretynów, którzy za najniższa krajową będą budować dobrobyt nielicznych magnatów, płacąc podatki i karmiąc się badziewiem od najtańszego dostawcy, aby nie dożyć wieku emerytalnego, bo to przecież obciążenie dla państwa (celowo z małej litery).

Maxi_S   4 #20 01.09.2011 00:58

[cytat "MaXDemage"]
Osoby korzystające z czytników eBooków pokroju kindle (wykorzystujących ePapier) odpowiedzą Ci bez dwóch zdań, że jest to 100 razy bardziej wygodne.
[/cytat]

No, powiedzmy kwestia gustu. Dla mnie to dobre jako "erzac książki". Podobnie jak rzesza melomanów płaci niemałe pieniądze by na żywo wysłuchać koncertu noworocznego w Wiedniu. W sumie można w *.mp3, no nie?

[cytat "MaXDemage"]
Nie, niestety wg mnie podręcznik szkolny to rodzaj narzędzia i nikt na niego nie patrzy przez pryzmat przyjemności z czytania.
[/cytat]

Max, ale po co w ogóle jakiś czytnik, e-book itp. Przecież są już sposoby sprawdzone - w szkole rzutnik i ekran, do domu konspekt albo (powiedzmy) PDF na pendrajwie (zakładając że większość ma komputery).

Uzupełniając moją poprzednią wypowiedź dodam, że:
- podręcznik pozwala na łatwiejsze zaznaczanie i komentowanie tekstu, szybkie tworzenie zakładek otwieranych jednym palcem,
- do podręcznika mogę wkleić np. kawałek sznurka sizalowego, konopnego czy z tworzywa sztucznego, aby dziecko mogło go dotknąć i nauczyć się rozróżniać,
- tzw. zeszyty ćwiczeń zawierające krzyżówki, kolorowanki itp. dają możliwość rozwoju umiejętności posługiwania się piórem, ołówkiem, kredką (>90% tekstów tworzonych "ręcznie" przez młodych ludzi jest słabo lub w ogóle nieczytelnych),
- podręcznik rzucony, zalany, podeptany itp. w większości przypadków zachowuje możliwość dalszego korzystania z niego. Jak wyobrażasz to sobie w przypadku czytnika?

[cytat "MaXDemage"]
Poziom nauczania zależy głównie od nauczycieli a dopiero w drugiej kolejności od podręczników.
[/cytat]

Błąd. Poziom nauczania zależy od tzw. sylabusa czy minimum programowego, które najczęściej określone jest tak, że chyba sam autor nie wiedział o czym pisze. Trudno narzekać na nauczycieli, skoro ci młodzi zostali stworzeni przez podobny system.

[cytat "MaXDemage"]
Co jest złe to pęd do pustej wiedzy - dlaczego każdy musi iść do liceum podczas gdy w szkole zawodowej uzyskał by porządny zawód? Dlaczego każdy musi iść na studia, po których pracują w Macu i narzekają na to, że tyle lat uczyli się a nic z tego nie mają?
[/cytat]

Bo po tych studiach obiecywano im gruszki na wierzbie. Poza tym w naszym społeczeństwie nie ma wpojonego szacunku do wykonywanej pracy, co przejawia się zarówno w płacach i traktowaniu pracowników, jak i w ogólnie pojętym wizerunku (stereotypowym) grup zawodowych. Młodzi chcą być kimś, robić karierę (i trudno im tego odmawiać), a skoro system (nowa matura) i uczelnie prześcigające się w bonusach im to umożliwiają, to dlaczego mają nie skorzystać? Tyle że szef może być jeden na wielu pracowników. I robi się jak w teatrze, gdzie nie da się wszystkim sprzedać miejsc w pierwszym rzędzie.

[cytat "MaXDemage"]
Mówi się o tym od kilku lat, a i tak ciemna wiara lezie na te pierdzielone studia.
[/cytat]

No właśnie: mówi się. A jaką daje się alternatywę? Samozatrudnienie z wszelkimi "ułatwieniami" ze strony państwa? Pracę za granicą? Rejestrację w PUP-ie?