Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

O tym jak stałem się pecetosceptykiem

Dużo w moim życiu zmieniło się gdy po raz pierwszy zrozumiałem potęgę internetu w komórce. Przechwalając się jakoby mogłem nagle w roku 2011 z pomocą marnego Desire podłączyć się do zdalnego pulpitu komputera oddalonego o 300 km od mojego aktualnego miejsca pobytu nie rozumiałem wtedy jak bardzo ważny moment mam przed oczyma. Wtedy to była ekstrawagancja, teraz jest to normatyw. Przeciętny, nieszczególny normatyw.

Zacznijmy jednak od bębnów

W Afryce – kontynencie, a nie państwie, jak niektórzy sądzą – bębny były znakomitym środkiem komunikacji. To co znamy dzisiaj, czyli wybijanie rytmu, usługiwanie muzyce w najważniejszej czynności, było jedynie produktem ubocznym pewnego schematu myśleniowego starych niekoniecznie dzikich bębniarzy. Gdy po raz pierwszy Europejczycy usłyszeli je, zapewne nie mogli wyjść z podziwu i nie rozumieli piękna informacji jakie było zawarte w tych uderzeniach. Aby historię rozpocząć prawidłowo, należy uzmysłowić sobie, że bębny afrykańskie (nie wszystkie, ale większość) to swojego rodzaju internet.

Komunikacja za pomocą uderzeń była możliwa tylko pod warunkiem pewnych uproszczeń. Język który wyewoluował u naszych afrykańskich braci ma dwie cechy, po pierwsze tonalność, po drugie brak pradawnego piśmiennictwa. Tonalność sprawia, że poza samymi słowami, również ton wypowiedzi sugeruje zawartość. Więc akcent na ostatnią sylabę zamiast na pierwsza może zmienić zdanie z „dzień dobry”, na „miło mi Cię pożreć” i tu moglibyśmy zacząć – bo brak pradawnego pisma jest nie tak bardzo istotny w bębniarskim internecie choć trochę tłumaczy. Teraz bowiem musimy sobie wyobrazić, że aby przekazać jedno zdanie z wioski do wioski należy wystukać to na bębnie – można by użyć czegoś w rodzaju alfabetu Morse'a, ale to felerne piśmiennictwo (a dokładniej znany nam dobrze alfabet), którego tu brak, nie pozwalało na wprowadzenie pewnych algorytmów transkodowania informacji na sekwencje znaków. Zdecydowano się więc na pewne uproszczenia (ja tłumacząc też to uproszczę) – uderzamy w bęben tyle razy ile jest sylab i jeśli wyraz ma akcent na ostatnią sylabę, to wtedy uderzamy mocniej.

To powoduje, że mamy pewien enigmatyczny rytm, który pasuje do setek słów i znaczeń (tak, zmierzam gdzieś z tym, poczekajcie). Aby inni słuchacze bębnów mogli zrozumieć o co chodzi, zaczęto więc dodawać kontekst. Więcej słów, po których można było dojść do łatwego wniosku o co chodzi.

Zamiast więc: „nadchodzi wróg” bito w bęben: „ten, który z zachodu niesie nienawiść i zło, przychodzi o świcie z przyjaciółmi”.

Gdzie tu Internet?

Bicie w bębny to jedno, ale natychmiastowa łączność przewodowa z całym światem to drugie. Tylko dlaczego calutki świat na około bije w bębny w moim Internecie, tworząc tyle zbędnego chaosu, którego trzeba wysłuchiwać? Miliony kotełów, piesełów, blogów, blagów, vlogów i wpisów w Wikipedii o makaronie? Może właśnie nie potrafi inaczej przekazywać istotnych informacji? Może po prostu nie ma innych narzędzi.

Podsumowując, gdy Charles Babbage wciąż babrał się z parowym komputerem mogącym robić proste dodawania, za wielką wodą tworzono ciekawe algorytmy komunikacyjne, które niewiele ustępują dzisiejszej wielkiej sieci. I nikt nie potrzebował do tego owego silnika analitycznego – jak Charles nazywał swoje nigdy niezbudowane dzieło.

Komputer to nie jest internet a jeśli jest internet to nie koniecznie jest komputer

… i choć wzdryga mnie za każdym razem jak ludzie mówią, żebym poczekał aż uruchomią Internet a następnie z nonszalancją wciskają przycisk power na swoich wielkich stacjonarnych maszynach, to istnieje już na szczęście podstawowa świadomość wśród ludzi, że tajemnicze bębnienie o wrogach w wersji XXI wiecznej, to coś więcej niż czarna skrzynka przypominającą „tą” legendarną czarną skrzynkę z serialu IT Crowd. Wiedzą też, Ci ludzie, że ta czarna skrzynkach na ich biurkach/podłogach, to tylko okno na świat.

Gdy dostałem swój pierwszy PC – gdzie pierwszy człon tłumaczymy jako personal, tylko w sposób ironiczny – był to okres przed Internetem jaki znamy dzisiaj. Wiem, iż nostalgia lubi u mnie brać górę i okres ten wspominam z wypiekami na twarzy tak jak pierwsze klocki lego, pierwszą grę planszową, czy pierwszą miłość. Spoglądając na kafelki, które leniwie zmieniają swa zawartość zastanawiam się, podobnie jak wy, co ja właściwie na tym komputerze wtedy robiłem. I choć brzmi to absurdalnie – niczym ten kawał o occie na wszystkich półkach sklepowych w Tesco – to jest w tym pewna prawidłowość. Sam już nie potrafię wyobrazić sobie maszyny liczącej bez globalnej sieci.

Ale spróbujmy, odpowiedzmy na pytanie co robiłem. Uruchamiałem gry, jako dzieciak, gówniarz wtedy, głównie chyba o to mi chodziło. Przeglądałem też z wypiekami na twarzy obrazki, które koledzy podrzucali mi na dyskietkach. I jeszcze ten, no… pisałem? Nie przypominam sobie. Rysowałem w paincie! Może raz…

O, pamiętam. Miałem taką płytę CD z multimedialną encyklopedią dla dzieci. Wyglądało to tak jak możecie sobie wyobrazić komputerowy program edukacyjny z lat 90tych: po włożeniu do podstawki na kawę okrągłej błyszczącej płyty pojawiało się straszliwe wycie, klepsydra, a potem cały pulpit był zasłonięty tandetną grafiką, gdzie coś wyjeżdżało, coś było grane, coś można było sprawdzić. Wszystko było na zasadzie: „coś”.

Wielka maszyna, mózg elektronowy, przełom w nauce i jeden z najważniejszych wynalazków ludzkości – na szczęście dla pracowników biurowych komputer zdawał się być i wciąż jest znacznie ciekawszym narzędziem, bo poza tym, że pozwalał na edycję dokumentów przed ich permanentnym wydrukiem, to mógł zapisywać szablony, dokonywać skomplikowanych wyliczeń od ręki, kopiować, wklejać, powielać, wykonywać, odtwarzać, aktualizować, usuwać, wyrzucać, zmieniać, załadować, przybliżyć, złapać, wypalić, zgrać, spakować, rozpakować, zakodować, odblokować, przelać, przesunąć, przeciągnąć i sformatować.

Technologia!

Wracając jednak do moich kolegów z ich sprośnymi dyskietkami, to sieć logistyczna, która polegała na wymianie i obrocie wtórnym była czymś w rodzaju interpersonalnej koleżenskiej sieci, w skrócie "internet" i bez niej komputer byłby tylko blaszaną, ohydną, już nawet nie śnieżno biało, tylko plastikowo-śniadą, puszką do zżerania prądu. Do przeglądnięcia jednak stu zdjęć zabawnych kotów nadawał się doskonale – choć wciąż nie wiem jak sto zdjęć mieściło się onegdaj na półtora mega. Przypomina to trochę te bębny afrykańskie, które z racji ogromnej przestrzeni i łatwości przenoszenia języka na rytmiczne uderzenia były idealnym narzędziem do komunikacji na wielkie i mniejsze odległości i same w sobie nie były niczym specjalnym – ot kawałkiem skóry naciągniętym na drewniane elementy (choć pewnie jakieś specjalne cechy tamtejsze ludy im nadawały, ale pomińmy te aspekty). Można było zawsze z wiadomością o wrogach wysłać posłańca, tak jak można było te przeurocze koty wydrukować, lub nawet narysować odręcznie – tylko że były lepsze do tego narzędzia. Wygodniejsze.

Wygodniejsze – tak, to słowo, jest tu kluczem. Bo tak jak od bębnów wygodniejszy jest telegraf i tak jak od telegrafu wygodniejszy jest telefon po kablu i tak jak od telefonu po kablu wygodniejszy jest telefon komórkowy, tak samo od sieci kolegów noszących dyskietki wygodniejsza była sieć kolegów rozsyłająca pocztą płyty CD, potem dyski przenośne a teraz, najnormalniej w świecie, wygodniejszy jest Internet.

Oczywiście nie urągając biednym komputerom wykorzystywanym przy projektowaniu domów, samochodów, krzeseł, dróg, obliczającym pogodę, podatki, kontrolującym różne aspekty naszego życia gdzie spisują się świetnie i rewelacyjnie, w informowaniu o nadchodzącym z zachodu tym, który niesie nienawiść i zło i przychodzi o świcie z przyjaciółmi jest po prostu średni.

Czarna niezbadana skrzynka Internetu – nieogarniętej sieci komunikacyjnej – może być przekazywana zarówno przez bębny jak i przez kabel do naszych pudeł, tudzież dzisiaj nam bliższych laptopów, ale możemy wyobrazić sobie przecież sprawniejsze i wygodniejsze sposoby. Ot chociażby tablet, czy też smartfon.

Nowoczesność

Dając formę naszym myślom i przekazując je dalej, tworzymy coś co dumnie możemy nazwać informacją. Różne są nasze myśli – tak jak różne są informacje i choć ideą leżąca u podstaw tychże, jest przekazywanie wiedzy dalej dowolną formą, to wiedza ta może mieć różne poziomy potrzebności. Web 1.0 – zbiór informacji, przy którym nie mogliśmy dodawać swoich własnych opinii (w znaczeniu semantycznym, są to również informacje) był taki a nie inny, bo nie mieliśmy odpowiednich narzędzi. Trochę jak z telegrafem Morse’a (tudzież Chappe’a, tudzież Henrego), który mógł wysyłać w ichniejszy internet jedynie krótkie sygnały o zwartym stanie urządzenia na jednym z krańców – dlatego dobrze znany nam alfabet jest stworzony z kresek, kropek i pauz. Gdy rozwinęły się wreszcie narzędzia, głównie lepsze łączą z Internetem, oraz nowe technologie tworzenia stron internetowych, powstała sieć 2.0, która mogła zawierać już kontent generowany przez wszystkich a nie tylko tych co HTML wyssali z mlekiem matki. Komputery wciąż pozostały najlepszym bębnem – ale czy tak jest i dzisiaj?

W telefonach komórkowych, o ile można jeszcze tak o nich mówić, mamy Internet. Nie tylko taki złożony z naszych znajomych, rodzin, współpracowników, do których znamy numery. To także internet informacji wszystkich innych użytkowników Internetu. I pożytkując się cytatem

„Trzy przedmioty były podstawowymi pomiędzy uczestnikami ankiet nie zależnie od kultury i płci: klucze, pieniądze i telefon. (tłumaczenie własne – patrz AD1)”– Jan Chipchase, główny inżynier naukowy w Nokia, zajmujący się wykorzystaniem technologii w różnych kulturach.

… można założyć, że jest to sieć, którą mamy zawsze przy sobie. Dzięki temu telefon stał się wygodnym narzędziem dającym nam dostęp do owej pajęczyny bez względu na sytuację i położenie. To tak jakby Afrykańczycy mogli zawsze ze sobą nosić bębny. Rewelacyja!

Poranki przestały być smętnymi i cichymi momentami zadumy nad życiem i gdy szykuję się do wyjścia z domu, jedząc śniadanie mogę bez wcześniejszego przygotowania sięgnąć po wiadomości z całego świata. Podczas gdy kiedyś, dawno temu, musiałbym wyjść i kupić gazetę w lokalnym kiosku, teraz potrzebuje jedynie uruchomić telefon. Oczywiście, nie oszukujmy się – nigdy nie wychodziłem po gazetę, gdyż dostęp nie było był wygodny. Ale również nigdy nie uruchomiłem komputera - bo był zbyt głośny i obudził bym małżonkę. Wieczorami natomiast nie muszę siedzieć bezmyślnie przy biurku, z prawą ręką na myszce a lewą podpierającą brodę – konsola oraz podłączenie jej do Internetu daje mi możliwość oglądania zabawnych filmików youtubowych bezpośrednio na ekranie telewizora w salonie, z ukochaną u boku. Wygodniej, szybciej, sprawniej - zresztą równie dobrze mógłbym wziąć do ręki tablet.

I w tym sęk. Komputer przestał być wygodnym narzędziem, nie dlatego, że się zestarzał, czy przyjął abstrakcyjną formę, ale dlatego, że aby umilić sobie czas Internetem informacji można użyć wygodniejszych urządzeń.

Tutaj chciało by się wykorzystać pewne założenia wielkiego Leibniza, który już w 1666 roku potrafił stworzyć podwaliny pod system binarny – gdzie prawda to prawda, a fałsz to fałsz. Bo skoro prawdą jest, że podczas 100% wolnego czasu i mojej interakcji z informacją nie potrzebuję do niczego komputera w formie tak zwanego ognyś PC… to go nie potrzebuje.

Kto to Pecetosceptyk?

Era Post-PC – po dłuższej próbie obcowania jedynie z tabletem zrozumiałem, że daleka droga jeszcze przed nami. Mimo wielu hucznie ogłaszanych schyłków komputerów osobistych, wciąż upatruję w nich zbawcę naszej cywilizacji, bo dowolna praca wymagająca odrobiny efektywności doprowadzi nas do najwygodniejszego narzędzia – czyli zwykłego desktopowego (laptopowego) komputera. Koniec i chciałoby się powiedzieć: kropka. Problemem jest jednak definicja marketingowego hasła PostPC.

Personal Computer – czyli tak zwany komputer personalny, osobisty, mój własny. Taki, który zrozumie mnie i tylko mnie. Przyjęło się – i z wielką szkodą dla nas wszystkich – że tak mówimy na te wielkie czarne (tudzież beżowo-białe) skrzynki siedzące na naszych biurkach, czyli na tak zwane urządzenia liczące ogólnego zastosowania. Gdy ukuto termin PC – już właściwie za czasów Alto od Xeroxa (a nie jak wielu sądzi za czasów IBMa) ciężko było sobie zapewne wyobrazić, iż te machiny (a nawet milion razy mocniejsze) będzie można nosić w kieszeni i sprawić by były bardziej osobiste niż osobiste notatniczki. Dlatego użyto już wtedy tak nadmiarowego sformułowania, które to IBM podchwycił i zgrabnie obrócił w marketingową papkę. Personal! Phi. Prawda jest taka, że dopiero teraz sięgając po inteligentne smartfony, tablety, smartwatche i inne gadżety możemy mówić o prawdziwej erze PC. Teraz, pozostaje zapłakać nam nad nazewnictwem i chłonąć jak gąbka marketingowy shit wielkich korporacji. Żyjemy w erze post, present i future.

Zostawiając jednak nazewnictwo za nami – rozglądając się po sobie nawzajem widzimy pewne następstwa tego, że urządzenia stają się coraz bardziej personal i coraz bardziej small. Dostęp do Internetu stał się dla nas pewną oczywistością (przynajmniej dla większości) i niezbędnym elementem życia, tak jak dostęp do wody i prądu, gdzie pozbywając się któregoś z tych trzech bytów cywilizacyjnych odczuwamy wielki ból. Stajemy się od Internetu uzależnieni, ale czy to znowu tak źle? Czy od bębnów afrykańskich też moglibyśmy się uzależnić – w końcu przenoszą pewną dawkę Informacji podstawowej i zbędnej, która okazuje się niezbędna do normalnego i wygodnego funkcjonowania. Sporne jest oczywiście to, czy normalne w naszym znaczeniu, jest normalne dla kogoś innego – definicja tegoż jest niestety dosyć rozmyta.

Spróbujmy jednak być optymistyczni – powiedzieć sobie, że nie, nie uzależniamy się od internetu pełnego informacji – a łakniemy go w sposób naturalny, jak wodę, czy chleb. Dołączamy go do kolejnego elementu czasu wolnego, edukacyjnego – nie jako zmienną a jako stałą. Constant, na którym możemy polegać. Wykorzystując do dostępu również narzędzia najbardziej optymalne, wygodne (niekoniecznie wydajne). Stajemy w tym momencie w sytuacji gdzie komputer wydaje się być w domu niepotrzebnym zjawiskiem. Smartfon/tablet pozwala nam chłonąć treści w sposób prosty i wygodny – pozwala też tworzyć informacje: słowa pisane, informacje o tym co lubimy, co jemy, co oglądamy, co pijemy, gdzie się znajdujemy, co zrobił nasz kot na facebooku – czyli pozwala tworzyć kolejne elementy Internetu. Nie służy jedynie do odbioru treści jak wielu uważa, ale je również generuje. Z drugiej strony konsole/playboye/playery/chromcasty pozwalają nam chłonąc kolejne treści w tym wypadku gry, filmy, seriale w równie wygodny sposób (nawet bez sieci) i o ile chcemy możemy generować równie dużo informacji o trofeach, naszych statusach, o tym co oglądamy lub nie. To wszystko personalizuje nasze urządzenia i nasze sieci. Nasze Internety.

Pytanie pozostaje otwarte – jak stałem się pecetosceptykiem?

Właściwie to się nie stałem – nigdy nim nawet nie byłem. Byłem raczej blaszako-sceptykiem, próbując znaleźć wygodniejsze do pracy narzędzia. Te jeszcze nie powstały, ale jeśli tylko ograniczyć wymagania i zrezygnować z przymusu efektywnej pracy a postawić na efektywne wykorzystywanie wolnego czasu – okazuje się, że ta, tak zwana era post PC ma się całkiem dobrze. Choć wiemy już wszyscy, że ani ona post, ani ona PC.

Nie dziwi mnie więc popularność smartfonów, tabletów, konsol i im podobnych urządzeń – bo łakniemy wygody i na pewno nie jest to nasze ostatnie słowo w tej kwestii. Nie dziwi mnie też obrona ogromnych puszek pełnych podzespołów zagracających biurka i pokoje, bo i one mają swoje ważne zadania. Dziwi mnie to, że próbuje się je porównać i nadać im te same wymiary ocen. Bo to trochę jak z telegrafem i tymi bębnami z początku. Niby każda z tych form niosła informację (ba, mogła nieść nawet tą samą!), ale trudno je ze sobą porównać.

I tyle

A skoro już wróciliśmy do afrykańskich bębnów niosących wiadomość tonalną obarczoną sporą nadwyżką zbędnej informacji, chciałbym jeszcze uzmysłowić wam jedną ważną rzecz… [ciąg dalszy niedługo]

AD 1 ORG: „Three objects were considered essential across all participants, cultures and genders: keys, money and mobile phone.”

 

inne

Komentarze

0 nowych
Fanboj O   6 #1 25.02.2014 21:46

Nie ma szans na główną. Jest zarezerwowana na sponsorowane blogi "na zlecenie".

eimi REDAKCJA  16 #2 25.02.2014 22:51

Dlaczego? Mi się bardzo spodobał ten wpis, w pełni zasługuje na główną.

KeraVX   5 #3 25.02.2014 23:00

Główna musi być ;) Wpis ciekawy i przyjemnie się czytało.

jasieczek   6 #4 26.02.2014 00:11

Słowotok naszpikowany błędami np http://sjp.pwn.pl/slownik/2490868/normatyw http://sjp.pl/indykuje Pora na leczenie!

floyd   14 #5 26.02.2014 00:14

Zawsze się dziwiłem, że tyle ludzi kupuje komputery pomimo tego, że wkorzystuje ich możliwości w zaledwie kilku procentach. To prawda, że większości wystarczyły by te unowocześnione 'afrykańskie bębny' do komunikacji i wyrażania swych poglądów w tematach na których znają się wszyscy czyli np.takich jak polityka czy kwestie obyczajowe.
Jest też znacznie mniejsza grupa użytkowników komputerów których fascynują możliwości tego sprzetu. Ludzi którzy pragną być aktywnymi jego użytkownikami, a nie tylko biernymi jak w przypadku użytkowania telewizora.
Komputer umożliwia tzw. myślenie i działalność twórczą, niepowtarzalną. Chyba nie muszę tutaj dawać przykładów takiej działalności bo możliwości jest zbyt wiele.
W związku z powyższym nie mam nic przeciwko temu aby przy komputerach pozostali tylko ci co są w stanie wykorzystać jego możliwości i których to bawi.

Axles   16 #6 26.02.2014 08:09

Długi wpis, na prawdę za długi, zwłaszcza z rana, ale mnie również się podoba i uważam, że głównej nie powstydziłby się.

Over   9 #7 26.02.2014 08:12

Faktycznie trochę przydługawy, z rana nie chce się czytać :)

MinkDragon   6 #8 26.02.2014 08:55

@Over - złej baletnicy przeszkadza i rąbek przy spódnicy. A jeśli Max zwyczajnie nie trolluje, to będzie i więcej tekstu. :)

@Max - wbrew pozorom ten telegraf i bębny można bardzo łatwo ze sobą porównać - ale zależy to od tego czy skupisz się na ich roli jako, powiedzmy, nośnikach informacji w ogóle (i tu wchodzą kwestie antrropologiczno-historyczne, jak rola informacji dla poszczególnych osób, etc.), czy bardziej interesuje Cię problematyka techniczna, gdzie porównanie będzie rozpatrywane raczej w kategoriach rozwoju i postępu.

MaXDemage   17 #9 26.02.2014 09:33

@MinkDragon
Oczywiście głównie interesuje mnie aspekt technologiczny i wygoda o czym już kilkukrotnie w tekście wspomniałem. Tutaj widać jak na dłoni różnice. Gorzej jeśli chodzi o antropologiczne aspkety - tam jest już grząski temat bo poza rolą dla osób, musimy zastanowić się chyba nad samą informacją, kontekstem kulturowym i rozpatrywać to w innych wymiarach, gdzie w zależności od kąta patrzenia możemy otrzymać albo podobne mechanizmy przenoszenia informacji między odległymi punktami i skupić się na codzienności, albo zgoła odmienne biorąc pod uwagę to jak mocno zwarte ze strefą duchową były bębny mimo bycia wykorzystywanymi na co dzień. Dyskusja na wiele godzin... oj...

@reszta
Dziękuje za dobre słowa na początek dnia. ;>

Vidivarius   13 #10 26.02.2014 10:19

@MaXDemage
Fajny tekst - wcale nie za długi :) Powaga!
Muszę jednak nieco wziąć w obronę Xeroxa i jego PC.
Należy pamiętać, że istotny jest kontekst. Użyta wtedy nazwa była jak najbardziej adekwatna. Stworzono elektroniczne maszyny przetwarzając dane, które dawało się przenosić i postawić na biurku. To był postęp w stosunku do wcześniejszych maszyn zajmujących przestrzeń liczoną w metrach kwadratowych. Zgadzam się natomiast z tym, że dziś PC to nie tylko blaszak, a przede wszystkim te jednostki obliczeniowe noszone w kieszeniach - smartfony - o mocy obliczeniowej jaka się nie śniła twórcom pierwszych PC-ów. Należy jednak pamiętać, że za jakieś 50 (??) lat jednostki obliczeniowe osiągną rozmiary paznokcia u małego palca, powiększając przy tym swoją moc obliczeniową. Będą wszczepiane pod skórę, co w pełni nada im prawo do nazywania się PC. Wtedy też ktoś odkopie ten wpis i się zacznie zastanawiać jak można było nieporęczne smartfony i tablety nazywać PC-tami.

eimi REDAKCJA  16 #11 26.02.2014 10:33

Jeśli komuś takie wpisy wydają się za długie, to dwa rozwiązania: przełączyć się na Twittera, albo nauczyć się efektywnie czytać.

@Vidvarius: każdy interfejs użytkownika ma swoje konsekwencje dla umysłu wchodzącego z nim w interakcje. Jest dobry powód, dla którego rozkwit powieści jako formy literackiej dokonał się w XIX wieku. To maszyna do pisania.

Kontakt z przestrzenią słowa przez klawiaturę jest zupełnie inny, niż przez pióro. Póki ludzie będą mieli dłonie i palce, będą w pewnych sytuacjach korzystali z klawiatur.

Co zrobią postludzie, to już zupełnie inna bajka, no ale krety nie zastanawiają się na sztuką człowieka :D

MaXDemage   17 #12 26.02.2014 11:15

@eimi
Jednym z natchnień na ten wpis był anonimowy komentarz gdzieś w internecie w temacie odnośnie tego, że telefonem jest trudno coś stworzyć i można z niego korzystać jedynie w celu pochłaniania treści. A brzmiał on mniej więcej tak:
"Czyż wciśnięcie like na facebooku pod słitfocią mojej znajomej nie jest wygenerowaniem treści? To jest właśnie web 3.0. Informacja bez słów."

Nie musimy czekać na postludzi - już dzisiaj potrafimy porozumiewać się w odmienny sposób w internecie likeów, shaerów, twittów. My już jesteśmy postludźmi.

Vidivarius   13 #13 26.02.2014 11:42

@eimi
Pozostaje mi się z tobą zgodzić. Niemniej jednostka obliczeniowa, a interfejs pozwalający się z nią komunikować to jednak nie są rzeczy tożsame, co nie przeszkadza im być ściśle ze sobą powiązanymi.

@eimi @MaXDemage
Bardzo ciekawa dyskusja. Co jednak rozumiecie przez pojęcie "postludzie"? Próbowałem sobie wyobrazić co możecie mieć na myśli ale jakoś zbyt wiele jest możliwości wzajemnie się wykluczających.
Należało by również zdefiniować "człowieka" w omawianym kontekście, aby móc określić postczłowieka.
Człowiek to istota mająca możliwość wymiany abstrakcyjnych treści z innym osobnikiem (pomijam tu kanały komunikacji). Nie abstrakcyjne treści wymieniają między sobą zwierzęta (trwają badania nad komunikacją ssaków morskich). Zatem wymiana jako taka nie czyni z nas ludzi - musi byś w przekazie złożoność, abstrakcja. Czy w związku z tym postczłowieka rozumiecie jako istotę przekazującą proste, nieabstrakcyjne treści? Tak jak pies merdający ogonem na widok kiełbasy, postczłowiek wciska "lubię to" na Fejsie?

januszek   18 #14 26.02.2014 12:22

Odbębnił bym coś ale póki co przetwarzam coś Ty tu Maxie wybębnił ;)

saturno   9 #15 26.02.2014 12:41

@Axles| 26.02.2014 8:09
//Długi wpis, na prawdę za długi,//

E tam.
Ja uwielbiam takie wpisy, bo jeszcze zanim zacznę dobrze czytać już kończę.
Nie cierpię byle co byle tylko dużo!

MaXDemage   17 #16 26.02.2014 13:05

@Vidivarius
Dlaczego tak dyskredytujesz naciśnięcie "Lubię to". To nie jest tylko informacja o tym, że coś lubimy, o nie. Ona ma kontekst - czyj wpis lubimy, o czym on jest, moment w którym nacisnęliśmy że go lubimy. To wszystko przenosi za sobą potężne dawki informacji które możemy interpretować w różny sposób. Tak jak z felernymi bębnami - samo polubienie czegoś jest niczym te trzy stuknięcia o niskim tonie i jedno o wysokim. Może ono oznaczać że coś lubimy, ale jeśli nacisnęliśmy przycisk lubię to w 10 sekund po tym jak nasza koleżanka wstawiła zdjęcie swych nóg można wywnioskować, że ją stalkujemy i mamy względem niej dziwne zamiary ;)

Można przez to trochę pofolgować swej wyobraźni i uznać, że cofnęliśmy się do bębnów... ale to mogło by być zbyt mocne.

Waka   7 #17 26.02.2014 16:36

Nie rozumiem jednego. Skoro większość ludzi wykorzystuje ułamek możliwości komputera to czemu ma się przesiadać na urządzenie post-PC? By wykorzystywać ułamek możliwości tableta? Przecież to nie ma sensu, teraz elektronika jest tania i łatwo dostępna, dlatego też użytkownicy mogą wybrać bez problemu urządzenie, które najbardziej im odpowiada. We większości przypadków będzie to PC, nikt raczej nie stwierdzi, że weźmie tableta, bo pecet ich przerasta.

Vidivarius   13 #18 26.02.2014 17:32

@MaXDemage
"Dlaczego tak dyskredytujesz naciśnięcie "Lubię to"."
Ani nie dyskredytuję, ani nie wyświęcam. To jedynie propozycja interpretacji, a bardziej pytanie do was o definicję postczłowieka. Jak sam zauważyłeś "lubię to" niesie ze sobą ładunek emocjonalny, ale i jakąś treść adekwatną do rzeczy "polubionej". Pytanie tylko brzmi, czy jest w tym coś z abstrakcyjnego pojmowania świata, coś więcej niż zwykły wyraz prostych emocji, które jak zauważyłem inne istoty też okazują. Bo to właśnie "coś więcej" ponad proste komunikaty czyni z nasz ludzi.
Faktem jest, że daje się zauważać w społeczeństwie wtórny analfabetyzm, szerzący się coraz bardziej. Ludzie komunikują się coraz krótszymi zdaniami, słowami, symbolami, ikonami. Oczywiście stosowanie skrótów i symboli samo w sobie nie jest niczym złym, ale w nadmiarze i stosowane w miejscach gdzie wymaga się więcej słów, jest nieporozumieniem. Rośnie nam społeczeństwo "obrazkowe". Taka komunikacja pozostawia spory margines interpretacyjny. I o ile w poezji taki zabieg jest nawet wskazany to na innych polach życia już nie koniecznie.

januszek   18 #19 26.02.2014 18:33

@Vidivarius: Ludzie od dawna (bardzo dawna) komunikują się krótkimi komunikatami. Niektórym wystarcza mruknięcie... ;)

Vidivarius   13 #20 26.02.2014 18:51

@januszek
"Niektórym wystarcza mruknięcie..." Niektórym nawet spojrzenie
Zaiste - trudno się nie zgodzić. Mówię jednak o tendencji. Od czasów oświecenia rośnie odsetek ludzi umiejących czytać i pisać. A tymczasem dzięki postępowi technicznemu życie przyspiesza, Internet i telewizja (a może i nie) "promują" proste formy komunikacji - i tu jest ten wtórny analfabetyzm - ludzie umiejący czytać i pisać coraz częściej spłycają swój przekaz do znaczków, ikonek, obrazów.

januszek   18 #21 26.02.2014 19:49

@Vidivarius - ;)

MaXDemage   17 #22 27.02.2014 09:05

@Vidivarius
Czasem sam psiocze na współczesną młodzież i krzyczę głośno: stop wtórnemu analfabetyzmowi.
Z drugiej strony, co to jest wtórny analfabetyzm. Kiedyś dawno dawno temu nie było słowa pisanego i wszystkie informacje przekazywało się drogą słowną. Dzięki temu powstała kultura pieśni - Iliada, Odyseja - te cudne twory zostały spisane setki lat po tym jak pierwsze ich wersje raczyły domostwa i gospody w formie oratorskiej. Czy pismo zniszczyło te dzieła? Czy nadało im nową formę.

W tamtych czasach już nawet Platon mocno dyskutował z formą piśmienną - bo oto ludzie mogli odciążyć swoje głowy ciągłym zapamiętywaniem - krzyczano głośno o tym, że ludzie będą tylko głupsi. A czy tak się stało? Wiemy już że nie.

Tak samo jestem lekko sceptyczny jeśli chodzi o głoszenie postulatów typu: wtórny analfabetyzm. Po prostu żyjemy w momencie w którym dochodzi do transformacji i albo jesteśmy w starym świecie, albo zaczynamy dostrzegać nowe niesamowite możliwości nowego świata.

xomo_pl   20 #23 27.02.2014 09:25

""Czyż wciśnięcie like na facebooku pod słitfocią mojej znajomej nie jest wygenerowaniem treści? To jest właśnie web 3.0. Informacja bez słów.""

nie, nie jest wygenerowaniem treści ale co najwyżej jej skomentowaniem i to na dość "płytkim" poziomie...

MaXDemage   17 #24 27.02.2014 09:56

@zomo_prl
Dlaczego?
Po pierwsze - owszem możemy się czepiać znaczenia słów. Do kliknięcia lepiej pasuje słowo "komentarz" (uwaga na temat kogoś lub czegoś, najczęściej krytyczna lub złośliwa, za SJP). Ale słowo treść pasuje również, zarówno ideowo jak i semantycznie (treść - to, co stanowi istotę, sens czegoś, za SJP). A taki _komentarz_ jest pewną istotą, ma pewien sens. Ma kontekst. Wg mnie to Ty niestety _spłycasz_ wartość tej akcji. Owszem, w większości wykorzystywana jest do błahych celów, do lajkowania zdjęć kotów, do zbierania pseudofanów.

Pismo - które niegdyś było dostępne dla tylko wybranych, najmądrzejszych jest dzisiaj czymś w miarę powszechnym i każdy może go używać jak chce. Czy uważasz że pismo jest płytkie bo służy do pisania komentarzy na onecie? Czy może uważasz że pismo ma głębie bo służy do tworzenia taki dzieł jak Pan Tadeusz ;p ?

I zanim zawtórujesz, że z lajków nie można stworzyć Pana Tadeusza... masz rację. Można pewne jednak stworzyć coś innego, może jeszcze po prostu nie wiemy co.

januszek   18 #25 27.02.2014 10:50

@Max: :-)

MaXDemage   17 #26 27.02.2014 10:53

@januszek
Na Ciebie można zawsze liczyć ;]

januszek   18 #27 27.02.2014 11:10

@Max: ;P

Vidivarius   13 #28 27.02.2014 11:30

@MaXDemage
W nawiązaniu do twego komentarza do wypowiedzi @zomo_prl.
Nie mogę się z tobą zgodzić. W mojej ocenie trudno "lika" nazwać jakąś treścią. Niemniej różnice zdań w tej sprawie są jak najbardziej uzasadnione. Jeśli przyjmie się postmodernistyczny punkt widzenia na tę sprawę to jak najbardziej za treść można to uznać. Niemniej mi postmodernistyczne pojmowanie świata nie bardzo odpowiada - stąd mój pogląd. Postmodernizm zaciera różnice. Ciekawie jął to J.Kaczmarski:
"Wszystkie mody, wszystkie style,
Równie piękne są i tyle,
Lub jak chcesz równie szkaradne,
Konsekwencje tego żadne"
Zatem jeden zagorzały postmodernista stwierdzi, że "lubię to" jest głęboką treścią, drugi postmodernista stwierdzi, że to płytkie i w konsekwencji wzajemnie się ze sobą zgodzą.
Oczywiście to uproszczony obraz postmodernizmu.

"Tak samo jestem lekko sceptyczny jeśli chodzi o głoszenie postulatów typu: wtórny analfabetyzm. Po prostu żyjemy w momencie w którym dochodzi do transformacji i albo jesteśmy w starym świecie, albo zaczynamy dostrzegać nowe niesamowite możliwości nowego świata."
Nie neguję przemian technicznych i niosących za sobą zmian społecznych. Jednak każdy kij ma dwa końce. Chodzi o spłycanie przekazu, który to sposób dominuje. Odbiorcy chłoną głównie obrazy (wiadomo, jeden obraz za 10000 słów) ale wszystkiego nie da się tak przedstawić. W każdym razie społeczeństwo oducza się odbioru złożonych treści, czytania ze zrozumieniem - i to jest właśnie ten analfabetyzm wtórny.
Oczywiście rozumiem potrzebę istnienia komunikacji uproszczonej, niemniej jednak nie z każdej mąki będzie dobry chleb.

januszek   18 #29 27.02.2014 12:45

@Vidivarius: Czy dobrze rozumiem, że postawiłeś tezę, że wraz z postępem ludzie stają się coraz głupsi?

MaXDemage   17 #30 27.02.2014 13:17

@Vidivarius:
A ja dołożę zdanie do pytania januszka: kiedy w takim razie byliśmy najmądrzejsi?

Vidivarius   13 #31 27.02.2014 13:53

@MaXDemage @januszek
Może rzeczywiście tak można moją wypowiedź odebrać - moja wina.
Rzecz w tym, że niektóre technologie dają ludziom możliwość szybkiej komunikacji, a człowiek z natury jest leniwy. To też z szybkością komunikacji następuje skrócenie przekazu, jego zeschematyzowanie, zredukowanie do symboli. A te, jak wiadomo, im prostsze i niesformalizowane pozostawiają spore niedomówienia. A wysyłanie takich komunikatów nie wymaga wielkiej staranności nad przemyśleniem komunikatu.
Sam postęp jako taki nie ogłupia ludzi, tak samo jak wynalezienie amfetaminy nie zabija, To człowiek używając narzędzi nadaje im pewną wartość kulturową. Np. żywe dyskusje nad tym czy internet (narzędzie) jest dobrym czy złym. To ludzie używając go nadają mu sens i koloryt, dobry lub zły. Można użyć go tak do szczytnych jak i plugawych celów.
Jako gatunek stajemy się coraz mądrzejsi. Tyle, że duże grupy ludzi, którzy jeszcze do niedawna (mówię tu w perspektywie kilku pokoleń) wkładali więcej wysiłku we wzajemną komunikację (praca, korespondencja, spotkania, itp), dziś często dzięki technologim ograniczają się do wysłania SMS-a o przykładowej treści: "OK :) thx". I żeby była jasność, nie widzę w tym nic złego - to tylko narzędzie (jeden ze sposobów komunikacji), rzecz idzie o częstotliwość. Gdy komunikacja odbywa się tylko obrazami, ludzie się odzwyczajają od czytania (w szerokim kontekście) ze zrozumieniem. Przykładem niech będą narzekania pod tym tekstem, "że za długi".

januszek   18 #32 27.02.2014 14:21

@Vidivarius: Moim zdaniem mądrość polega m.in. na umiejętności wyjaśnienia trudnego problemu w prosty sposób. Napisałeś dłuuuuuuuuuugi komentarz, po lekturze, którego nie wiem o co Ci chodzi ;)

Vidivarius   13 #33 27.02.2014 14:46

@MaXDemage @januszek
Zatem odpowiem inaczej :)
"Czy dobrze rozumiem, że postawiłeś tezę, że wraz z postępem ludzie stają się coraz głupsi?"
Nie, źle mnie rozumiesz.

"A ja dołożę zdanie do pytania januszka: kiedy w takim razie byliśmy najmądrzejsi?"
Teraz jesteśmy (jako ludzkość)

Szersze rozwinięcie powyżej
"Moim zdaniem mądrość polega m.in. na umiejętności wyjaśnienia trudnego problemu w prosty sposób."
Złożoność wypowiedzi jest wprost proporcjonalna do złożoności tematu. Parę linijek wyżej odpowiedziałem wam najkrócej jak się da. W wyższym poście po prostu odpowiedziałem szerzej wraz z uzasadnieniem.

Podtrzymuję swój pogląd - dyskusja bardzo ciekawa.

januszek   18 #34 27.02.2014 15:12

@Vidivarius: Wszystko ok ale jaki konkretnie jest Twój pogląd w omawianej kwestii? ;) Rozwinę: są ludzie, jest technologia i bardzo szybki jej postęp. I co? :)

Vidivarius   13 #35 27.02.2014 16:36

@januszek
Powtórzę się, w nieco inny jak mniemam sposób ;)
Niewłaściwie spożytkowana technologia nazbyt człowieka rozleniwia, tak fizycznie jak i intelektualnie.
Dzięki technologii ludzie folgują (bo mogą) lenistwu. Spada aktywność fizyczna, intelektualna i społeczna.
Przykłady: coraz tańsze środki komunikacji (samochody itp) powodują mniej ruchu, przeżywamy przygodę w "telewizji" zamiast się ruszyć i przeżyć coś na prawdę, utrzymujemy kontakty przez komunikatory zamiast się spotkać ze znajomymi w realu, piszemy do bliskich "Cze", "Thx :)" zamiast poświęcić im więcej zaangażowania, połykamy z internetu i telewizji "obrazy" zamiast poświęcić nieco więcej zaangażowania słowu pisanemu (wzbogacającemu intelektualnie) itd, itp.
To oczywiście przykłady skrajne i nie zawsze tego typu zachowania są złe. Złe jest to, że dla coraz większego grona osób stają się jedynymi, a przynajmniej pierwszorzędnymi.
Przypominam, że ten wątek dyskusji zaczął się od mojego pytania do @eimi @MaXDemage o ich definicję "postczłowieka", o którym pisali. Definicji ich nie otrzymałem, ale przedstawiłem własną propozycję do której również się nie odnieśli (Broń Boże to żadna wymówka). Cała dalsza dyskusja między nami dotyczy mojej propozycji definicji "postczłowieka" i jego zachowań.

januszek   18 #36 27.02.2014 17:10

@Vidivarius: W traktacie "De Medicina" z I wieku p.n.e. Aulus Cornelius Celsus zalecał "ćwiczenia fizyczne" i "racjonalną dietę", jako najpewniejsze do zachowania dobrej kondycji. To tak apropo tego, że "mniejsza ruchliwość" to dla nas efekt rozwoju technologii... ;)

Vidivarius   13 #37 27.02.2014 17:24

@januszek
Mam nadzieję, że nie potraktowałeś moich słów jako pean moralizatorski :P
Co do starożytnych i nieco późniejszych autorów - należy pamiętać do kogo kierowali swoje słowa. Do ludzi o równym mu statusie, czyli do zdecydowanej mniejszości społeczeństwa Imperium Romanum (czasy Pax Romana), do tych co opływając w dostatki i najnowsze zdobycze techniki komunikacyjnej (lektyki ;) ) rozleniwiali swe ciała, służące/niewolnice szorowały im plecy podczas kąpieli (he he godne pozazdroszczenia), nalewały wina do pucharów (wino akurat mieli słabe) - jak śpiewał Gintrowski "trawią dni i noce na biustach kurtyzan, lub piszą podręczniki miłosnego kunsztu". Znamienne jest to, że ów starożytny pisarz nie zająknął się nad ubogością duchową i intelektualną :) (swojej grupy społecznej).

januszek   18 #38 27.02.2014 17:26

@Vidivarius: Nie zgadzam się z nazywaniem Gintrowskiego "starożytnym pisarzem" ;)

Vidivarius   13 #39 27.02.2014 18:20

@januszek
Ups! :)
Wiesz ocb.

januszek   18 #40 27.02.2014 20:45

@Vidivarius: Kumam czaczę ;) I o to kaman, yes? ;)

  #41 27.02.2014 20:50

Tak ogólnie ludzie to łykają co im marketingowcy podają teraz jest era post pc . To jest jak z tym pytaniem w internecie które często spotykam na różnych forach " jaki jest wasze ulubione piwo " . Ulubione oznacza oczywiście najlepsze i tak najlepsze piwo to w 95% przypadków to piwo reklamowane w telewizji ... w każdym kraju inna firma heee....

Weźmy ostanie targi MWC 2014 wszyscy oczekiwali nowego galaxy 5 podsycane marketingiem oczekiwania ukierunkowane były tylko na ten model jak to się skończyło każdy może se poczytać ......
Najciekawsze że nawet fachowe portale nie zauważyły iż prawdziwą rewolucją od samiego jest Tizen na ich referencyjnym modelu samrtfona który to moim zdaniem na obecnym etapie przebija androida jako os.
Jestem pewny jakby sammi otwierał targi tym modelem referencyjnym to by wszyscy o nim pisali ..............

ps
Sam już nie kupie blaszaka a coś w rodzaju picopc microatx lub hdmi micropc na arm .

  #42 28.02.2014 07:47

Jak zwykle ile ludzi type opinii. Ja specjalnie kupilem niedawno duży komputer, bo taki jest dla mnie najwygodniejszy, takze do zabawy. A smarkfon? Tylko w terenie albo do kibla ;) A w lozku sie spi albo przytula :)

MaXDemage   17 #43 28.02.2014 08:57

@Vidivarius
Definicja post człowieka... hmmm....
#postczłowiek, #obczajto, #otokaman, #wiemcotohasztagi
Tudzież zerknij na tego kwejka - > kwejk.pl/postczłowiek
Tudzież obczaj ten vlog -> youtube.com/postczłowiek

A o co chodzi dokładnie... postczłowiek zrozumie ;)

Tomaszek19914   5 #44 12.04.2014 11:31

Tylko się uczyć tworzenie postów. Gratuluję pomysłu. Pozdrawiam

Geog   3 #45 10.10.2014 13:09

Gdybym umiał, napisałbym "dlaczego zostałem smartfonosceptykiem". Gdybym miał to skompresować w stopniu maksymalnym, artykuł brzmiałby tak: nasze smartfony ani są specjalnie smart, ani też funkcje "fon" są tak rozbudowane, aby zasłużyć na bycie zaszczytnym członem nazwy urządzenia. Są to co najwyżej minitablety z poboczną funkcją prowadzenia rozmów.

PS: piszesz bardzo ciekawe artykuły. Gratuluję.

Autor edytował komentarz.