r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Media o polskiej nauce i technice: cyfrowa ramka i leczenie paraliżu są warte tyle samo uwagi?

Strona główna AktualnościBLOG

Na naszym rodzimym podwórku IT tydzień zaczął się… ciekawie. Media Agory poinformowały o przedsięwzięciu Mateusza Kusznierewicza, który pozyskał licznych partnerów, by wprowadzić na rynek zdalnie sterowaną, androidową ramkę na zdjęcia, o jakże polskiej nazwie Zoom.me. Za Agorą szybko o sprawie napisały serwisy *web, przyznając temu osiągnięciu techniki (czy też, jak niektórzy uporczywie mówią – nowych technologii) poczesne miejsce na swoich łamach. Ja szczerze mówiąc – sprawę przespałem. Nie miałem wcześniej pojęcia, kim jest pan Kusznierewicz (koledzy w redakcji zachowywali się tak, jakby nieznajomość jego osoby była poważnym towarzyskim faux pas, na równi z nieznajomością twierdzenia Banacha o rozkładzie kuli). Nie bardzo też rozumiałem sens całego przedsięwzięcia, tak techniczny jak i biznesowy. Być może nie jestem więc moralnie uprawniony do wypowiadania się o stanie polskiej nauki i techniki? A jednak dorzucę swoje dwa grosze. Mimo wszystko – optymistyczne.

Jesteśmy ofiarami intelektualnej pauperyzacji mediów i społeczeństwa. Podejmowane tematy powinny być proste, by były klikalne – takim założeniem kieruje się większość wydawców. Starsi Czytelnicy mogą jeszcze pamiętać znakomitą Wiedzę i Życie z czasów PRL, wydawane na gazetowym papierze czasopismo, którego poziom artykułów był odwrotnie proporcjonalny do spektakularności szaty graficznej. Wiedza i Życie przetrwała zmianę ustroju, drastycznie zmieniając jednak swoją formę. Miejsce filozoficznej refleksji nad nauką i kulturą zastąpiły duże, kolorowe zdjęcia. Adaptuj się lub giń, zasady darwinizmu kulturowego pozwoliły pismu przetrwać w nowym, wymagającym czegoś innego świecie.

Nie wiem, czy kiedykolwiek kierunek zmian w formule mediów ulegnie zmianie. Zmiany szaty graficznej wiodących polskich portali pokazują, że w najbliższych latach nie ma co na to liczyć. Duże zdjęcia, proste historie – to recepta na sukces. Długie felietony na trudne tematy – już niekoniecznie. Każdy przecież rozumie fotograficzną ramkę na zdjęcia, każdy przecież zna p. Kusznierewicza. O wiele mniej osób cokolwiek wie o transplantologii i funkcjonowaniu systemu nerwowego. Nie będę czarował – ja też wiem więcej o ramkach fotograficznych z Androidem niż o tych zagadnieniach, egzamin z fizjologii zwierząt zdałem z trudem na dostateczny. Ale czasem warto uzupełnić swoje braki, szczególnie, że chodzi o jedno z największych osiągnięć polskiej techniki ostatnich lat. Jeśli na to spojrzeć z pewnej perspektywy, jak najbardziej techniki IT.

r   e   k   l   a   m   a

Wyłączność na tę historię zapewniło sobie brytyjskie BBC, nawiązując bezpośredni kontakt i z pacjentem i z ludźmi, którzy przywrócili mu zdrowie. Zespół polskich i brytyjskich badaczy zdołał otóż przywrócić, przynajmniej w ograniczonym stopniu, sprawność ruchową u człowieka, który został sparaliżowany w wyniku ataku nożownika. Przedstawiona w najnowszym numerze naukowego periodyku Cell Transplantation technika transplantacyjna nie ma precedensu w światowej literaturze przedmiotu. Co prawda koncepcja wykorzystania komórek nabłonka węchowego może pozwolić na regenerację układu nerwowego, znana jest od kilku lat, ale od tej wiedzy do terapii było daleko.

Pacjent, dziś 40-letni mężczyzna, został sparaliżowany w 2010 roku od klatki piersiowej w dół, wskutek otrzymania wielu ciosów nożem. Przez dwa lata po ratującej mu życie operacji, mimo intensywnej fizjoterapii, jego stan nie polepszał się. Dzisiaj jest w stanie chodzić z pomocą podpór – a jego pierwsze kroki stojący na czele pracującego nad sprawą zespołu neurologów prof. Geoff Raisman określił jako robiące większe wrażenie, niż pierwsze kroki człowieka na Księżycu.

Jak tego dokonano? Sięgnięto po komórki nabłonka węchowego (OEC). W pierwszej operacji, przeprowadzonej w Zakładzie Rehabilitacji Leczniczej „Akson” we Wrocławiu, chirurdzy usunęli jedną z opuszek węchowych pacjenta, by wykorzystać ją do hodowli komórek in vitro. Dwa tygodnie później było ich około pół miliona, bardzo mało w porównaniu do potrzeb. Neurolodzy zdecydowali się jednak na przeszczepienie tej ilości w miejsce przecięcia rdzenia kręgowego. Wymagało to łącznie setki iniekcji, nad i pod miejscem uszkodzenia.

W następnym etapie pobrano z kostki pacjenta cztery cienkie pasma tkanki nerwowej, umieszczając je w ośmiomilimetrowej „wyrwie” rdzenia. Zdaniem badaczy, obecność komórek nabłonka węchowego pozwoliła zrosnąć się włóknom nerwowym, wypełnić lukę w rdzeniu. Intensywna rehabilitacja pod okiem fizjoterapeutów przyniosła efekty już po trzech miesiącach – pacjent poczuł mięśniowe napięcie w udzie. Sześć miesięcy po operacji już chodził wsparty o poręcze. Badania tomograficzne potwierdzają – wyrwa w rdzeniu kręgowym została wypełniona. Dziś pacjent jest w stanie wyjść o kulach poza centrum rehabilitacji, odzyskał też czucie w podbrzuszu. Dr Paweł Tabakow mówi, że na naszych oczach rzeczywistością staje się to, co uznawano długo za niemożliwość.

To nie jest jedyny wypadek znaczącego wkładu Polaków w technikę i naukę. Ze względu na tematykę na pewno doczeka się rozgłosu – ot na poziomie cyfrowej ramki. W strumieniu newsów z dużymi zdjęciami wszystko zostaje zrównane. Cykl życia informacji, czy to o sprawach wielkich, czy małych, jest w zasadzie podobny. Czy pomoga to kwestii postępu naukowo-technicznego? Byłbym tu sceptykiem. Media serwujące treści w oczekiwanej przez rynek formie nie działają już tak, jak popularnonaukowe magazyny z czasów PRL. Etos inżyniera czy naukowca jest dziś niczym w porównaniu do etosu przedsiębiorcy, celebryty czy sportowca. Technika sama z siebie się nie obroni – chyba że towarzyszy jej jakiś skandal, lub postać znanego celebryty.

Mogę się oczywiście mylić. Być może to, co oferują media szerokiego, jak i węższego nurtu, uważacie za wystarczające, by pobudzać Waszą ciekawość, by zainteresować poszczególnymi dziedzinami nauki i techniki. Ale jak mówią przedstawiciele starszych pokoleń, w latach 60 i 70 zeszłego stulecia nasz kraj w rankingu naukowych osiągnięć stał znacznie wyżej niż dzisiaj. Czy jakiś udział w tym mogli mieć dziennikarze naukowi i techniczni, popularyzujący wiedzę wśród „zwykłych” obywateli PRL?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.