Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

E-booki, audiobooki… ślepa uliczka, czy nieodkryty jeszcze potencjał?

„Dziś umarło malarstwo!” – tymi słowy wybitny malarz Paul Delaroche, członek Akademii Francuskiej i profesor w École des Beaux-Arts w Paryżu, skomentował swoje odwiedziny w pracowni Louisa Jacquesa Daguerre'a, gdzie po raz pierwszy zobaczył dagerotypy (choć nie jest to zupełnie ścisłe, Daguerre'a uznaje się za wynalazcę fotografii).
Uznawany za pierwszy w historii film „Wyjście robotników z fabryki” braci Lumiere z 1895 roku miał być początkiem końca teatru i opery.
Sztuki plastyczne, w tym malarstwo, nie umarło po wynalezieniu fotografii. Jak widać. Całkiem nieźle, mimo rozpowszechnienia sztuki filmowej, kin i telewizji, ma się też teatr i opera. Owszem, są to dziedziny sztuki odrobinę elitarne, a nawet cechuje je pewien ekskluzywizm, ale dwieście lat temu też nie były adresowane do fornali i wsiowych parobasów.

Uzbrojony w takie doświadczenia z pobłażliwym uśmiechem słuchałem przepowiedni na temat rychłego upadku księgarń, bibliotek, wydawnictw, bo przecież papierowe książki miały rzekomo trafić na śmietnik historii po zaistnieniu e-booków (stosuję tu dość szeroką definicję książki elektronicznej, nie koncentrując się na tym, czy zaczyna się ona od formatu .doc, czy może dopiero od .pdf).

W każdym razie bardzo szybko okazało się, że różnic jest chyba jednak więcej, niż się wydawało:

• Papier odbija światło natomiast ekran monitora sam jest zwykle źródłem emisji światła. Zmienia to w sposób istotny naturę kolorów i właściwości kontrastów.

• Bardzo przeciętna drukarka laserowa drukuje z rozdzielczością ok. 600 dpi (punktów na cal). Dobrej jakości czasopisma ilustrowane przekraczają 2000 dpi. Mój ostatni monitor kineskopowy (CRT), najzupełniej przeciętny w swojej klasie, wyświetlał 96 punktów na cal. Po rozpowszechnieniu technologii wyświetlaczy ciekłokrystalicznych (LCD) sytuacja nieco się poprawiła, ale chyba nie aż tak, jak tego oczekiwano. Rozmaite czytniki e-booków też sytuacji jak dotąd nie zmieniły w sposób istotny.

• Pozycja, w jakiej czytamy (dotyczy to oczywiście tylko tych niewielu osób w Polsce, które w ogóle książki czytają). Okazuje się, że do pracy przy komputerze, a nawet do grania, przyjmujemy zwykle zupełnie inną pozycję, niż przy czytaniu.

Do zwolenników nowych technologii dotarło wreszcie, że tekst na ekranie monitora czyta się z dużym trudem, co oznacza, że w jednostce czasu jesteśmy w stanie przeczytać mniejszą ilość tekstu, gorzej go rozumiemy, mniej zapamiętujemy i z większym trudem przyswajamy wiedzę przekazaną w ten sposób.

Mam w swojej kolekcji przynajmniej sto e-booków, od podręczników do informatyki po literaturę piękną. Mijają lata, zmieniam komputery i za każdym razem pieczołowicie przenoszę na nowy dysk swoje zbiory. Tylko, że w zasadzie nie wiem, po co. Może z sentymentu? Może szkoda mi tych niewielkich pieniędzy, które kiedyś wydałem? Przecież wiem, że ich czytać nie będę, a więc…? Dwa razy z wielkim zapałem i determinacją podchodziłem do czytania jakichś e-booków z ekranu, ale doprowadziłem dzieło do końca tylko raz i chodziło raczej o broszurę (ok. 70 stron), a nie książkę z prawdziwego zdarzenia. To była mordęga! Delikatnie mówiąc.

Rozumiem, że dzieci mogą przeczytać z monitora „Naszą szkapę”, czy „Janka Muzykanta”, ale nie spotkałem dotąd osobiście nikogo, kto byłby w stanie przeczytać w ten sposób dzieło formatu choćby Trylogii Sienkiewicza, że o obszerniejszych i poważniejszych nie wspomnę.

Oczywiście e-booka można sobie wydrukować. No, niby tak, ale… kiedy jeszcze miałem drukarkę atramentową i robiłem kalkulację takiego przedsięwzięcia, wyszło mi, że kosztowałoby mnie to co najmniej 20% drożej, niż kupno książki w księgarni. Warto też pamiętać, że w efekcie miałbym stos luźnych kartek, albo niewygodnych w obsłudze, albo wymagających kolejnych nakładów finansowych na bindowanie, czy inną oprawę.

Kolejnym epokowym wynalazkiem wydawał się papier elektroniczny, e-papier, ale jak dotąd (począwszy od LIBRIé, pierwszego chyba komercyjnie dostępnego urządzenia), nadal i wciąż, są to raczej czytniki książek elektronicznych (e-booków), a chwytliwa nazwa to jedynie marketingowy eufemizm.

Minęły lata, na rynku pojawiły się audiobooki, czytane przez profesjonalistów ze znakomitą dykcją, i wydawało się, że to jest wreszcie TO. W każdym razie początkowy entuzjazm był wielki.
Przyniosłem do domu cały stos audiobooków i natychmiast rzuciłem się testować nowy wynalazek. Puściłem pierwszą z brzegu płytę, była to – dobrze pamiętam – „Moskwa Pietuszki” i… po czterech minutach zorientowałem się, że nie wiem, o czym mowa. Puściłem nagranie od początku, później jeszcze raz… tak czy owak gubiłem się najdalej po 20 minutach. Wpadłem wtedy na genialny pomysł, że na początek to ja spróbuję z książką, którą już od dawna dobrze znam, pamiętam, lubię. Tak też zrobiłem i faktycznie, tym razem dopiero po półgodzinie zorientowałem się, że nie śledzę treści i w ogóle myślę o czymś innym.

Zacząłem szukać ludzi, którzy słuchają audiobooków. Nawet trzech znalazłem, i owszem, ale wszyscy trzej przyznawali, że robią to tylko prowadząc auto na dalekich trasach i w zasadzie raczej słuchają książek, które już kiedyś czytali, albo dowcipów, bo dzięki temu konieczność przeniesienia uwagi na coś innego, na przykład sytuację na drodze, nie powoduje, że zupełnie tracą wątek*.

Wtedy dopiero „przypomniało mi się” coś, o czym wiem przecież doskonale od pół wieku: jestem wzrokowcem, zmysłem dominującym jest u mnie wzrok; podobnie jak w przypadku ogromnej większości ludzi. Słuchowców jest bardzo niewielu, zresztą łatwo ich rozpoznać – to ci, którzy na wykładach nie potrzebują robić żadnych notatek. Cała reszta uczy się właściwie dopiero wtedy, gdy czyta swoje, albo cudze, notatki. Wzrokowcom przyswajanie treści ze słuchu przychodzi opornie, z problemami, mają trudności z koncentracją i zrozumieniem, zwłaszcza dłuższych tekstów.
Ja rozumiem specyficzne problemy ludzi niewidzących, dla nich pewnie audiobooki są dobrodziejstwem. Ale czemu ja miałbym się słuchaniem książek dręczyć? Kierowcą tira też nie jestem, więc… no, po co?

Czy w takim razie książki elektroniczne i cała koncepcja tego typu publikacji zabrnęła w ślepą uliczkę i jeśli w ogóle przetrwa, to jedynie w jakimś marginalnym zakresie? Bez znaczącego skoku technologicznego wydaje się, że tak właśnie jest. Ja nawet potrafię wyobrazić sobie warunki, jakie musiałyby zostać spełnione, abym wolał książkę elektroniczną od tradycyjnej:
1. Format zbliżony do zwykłej książki, ale o mniejszej masie (wadze, ciężarze). Nie gorsza trwałość i wytrzymałość.
2. „Obsługa” nie bardziej skomplikowana, jak w przypadku tradycyjnego podręcznika z bibliografią, przypisami, indeksem, spisem treści itd.
3. Komfort czytania (czytnik nie męczący wzroku i nie wymagający jakieś specjalnej koncentracji uwagi) co najmniej taki, jak w przypadku książki tradycyjnej, albo lepszy, bo jak ma być taki sam, to po co zmieniać?
4. Cena w znaczący sposób niższa, niż książki tradycyjnej, papierowej.

A kiedy (jeśli!) te warunki zostaną spełnione, a wierzę, że prędzej czy później tak się stanie, to pojawi się kolejny, kto wie, czy nie zaporowy przez następne dziesiątki lat problem: dostępny asortyment. Kto i kiedy jest w stanie wydać przynajmniej pięćdziesiąt tysięcy tytułów?

Załóżmy jednak teoretycznie, że i ta przeszkoda zostanie pokonana. Pozostanie wtedy już tylko jedno pytanie: po co to wszystko robić? Komu i do czego miałaby być potrzeba cała taka gigantyczna operacja? Bo, nie czarujmy się, nie o lasy tu chodzi – druk książek w trzebieniu lasów nad Ukajali ma udział marginalny i zdecydowanie mniejszy od dowolnej administracji państwowej.

--
* Kiedy dyskusja toczy się w większym gronie, zwykle prędzej czy później ktoś wysunie argument, że przecież są ludzie, którzy mają podzielną uwagę. To nie jest prawda. Normalny homo sapiens nie ma zdolności do koncentrowania uwagi na dwóch, lub więcej, rzeczach jednocześnie. Jeśli używam określenia „normalny”, to nie oznacza to, że dla ludzi chorych psychicznie jest to dostępne, nie – po prostu z niektórymi pacjentami psychiatrycznymi kontakt jest tak utrudniony, że po prostu nie sposób tego stwierdzić z całą pewnością, może faktycznie potrafią funkcjonować w dwóch potokach rzeczywistości jednocześnie… W każdym razie tak zwana „podzielna uwaga”, to po prostu zdolność do bardzo szybkiego przenoszenia uwagi z jednego przedmiotu na inny.
 

porady hobby inne

Komentarze

0 nowych
parasite85   7 #1 06.07.2010 12:07

Z audiobook'ami się zgadzam - jak jest dobry lektor, to można jedynie posłuchać książek które już się zna. Jednak nie zgadzam z argumentami przeciwko e-book'om. Formatem i wagą jest zbliżony do tradycyjnej książki, obsługa jest trochę mniej wygodna od tradycyjnych książek (które wystarczy otworzyć i czytać), ale to jest drobna wada a zalet jest dużo:
1) zmniejszenie wycinki lasów (to, że x jest wycinany dla administracji i 0,1x jest wycinany na potrzeby wydruku książek to warto choćby o ten ułamek powalczyć)
2) możesz praktycznie zawsze i wszędzie podróżować z całym swoim księgozbiorem (spróbuj to samo w przypadku tradycyjnych książek)
3) brak półek zawalonych książkami (mniej do sprzątania, do przenoszenia w razie remontu/przeprowadzki)
Te praktyczne argumenty w moim przypadku przeważyły nad tymi przemawiającymi za książkami tradycyjnymi (uwielbiam swoje książki i chciałbym powiększać ich kolekcję, ale miejsce bardzo mi się kurczy, brakuje mi jeszcze zapachu książki podczas czytania). Co do samego czytnika, to przeczytałem już na nim kilka książek (nie broszurek) i czyta się równie wygodnie jak tradycyjną książkę (czytnik nie emituje światła, więc nie męczy wzroku jak monitor - pod tym względem przypomina papierowe wydania)

borzole   4 #2 06.07.2010 12:30

E-book jest dziś w topornym formacie na topornym wyświetlaczu. Jednak to tylko kwestia czasu i ceny.
Z tym wzrokowcem to prawda. Ja się osobiście gubię, gdy przesuwam tekst płynnie w dół. Lepiej mi się czyta przerzucając strony, akapity, "bloki". Gubię się też, gdy nie wiem na której stronie jestem. Oczywiście nie mówię o czytaniu powieści, która jest ciurkiem napisana, ale o książkach z których mam się czegoś nauczyć, gdzie trzeba "przewracać stronę" do tyłu i w przód, by coś sprawdzić, skojarzyć fakty.
Dzisiaj wciąż jest dostępne b. dużo książek w PDF formaty A4~B4 jak do druku. To jakaś kompletna pomyłka, bo monitor jest przecież szerszy w poziomie. Jedynie "dragonia.pl" wpadła na to by przekręcić stronę i dopasować do monitora. Z drugiej strony cały czas pokutują z PDF, zamiast pójść w stronę czegoś takie jak DocBook.
Osobiście nie narzekam, jeśli tylko się nie gubię.

Meszuge   15 #3 06.07.2010 12:39

@borzole

Oczywiście masz rację. W odróżnieniu od większości publikacji drukowanych na papierze, ekran ma orientację poziomą. Wymusza to nieco inną organizację elementów, a zwłaszcza tekstu na stronie. Tym bardziej, że coraz częściej spotyka się monitory panoramiczne, co ze względów multimedialnych (filmy) ma swoje uzasadnienie.

@parasite85

Audiobooki, pomijając specyficzne problemy osób niepełnosprawnych, to w ogóle jakieś grube nieporozumienie. Oczywiście IMHO. :-)
Ja czytam szybciej, niż lektor, ale jak dla mnie on nadal czyta zbyt szybko - niby to paradoks, ale tak właśnie jest.

filozof   9 #4 06.07.2010 13:12

"Owszem, są to dziedziny sztuki odrobinę elitarne, a nawet cechuje je pewien ekskluzywizm, ale dwieście lat temu też nie były adresowane do fornali i wsiowych parobasów."
Przepraszam, że się czepiam, ale mimo wszystko 200 lat temu teatr nie był aż tak elitarny jak teraz. Jeśli "wsiowe parobasy" nie chodziły do teatru, to dlatego, że po prostu znaczyli tyle, co nic. Były jednak teatry objazdowe i uliczne - z tego mogli korzystać wszyscy, a korzystały głównie niższe warstwy społeczeństwa.

Ciekawe, ile osób wie, że do teatru Shakespeare'a chodził cały przekrój mieszczaństwa: od tych najbiedniejszych roboli z pobliskiego portu, których stać było na bilet "stojący", aż po tych najbogatszych, którzy rozsadzali się w lożach (sceny nie widzieli prawie wcale, za to ich widzieli wszyscy). ;)

Dość dygresji. Bardzo trafny artykuł - ja również nie jestem w stanie czytać dłuższych tekstów z monitora, a tym bardziej ich słuchać... Być może uda się stworzyć takie urządzenia, które byłyby skuteczne i relatywnie tanie. A korzyści podał parasite85 - szczególnie trafił do mnie ten o podróży. Nie byłbym już skazany w pociągu na książkę, którą wziąłem (ta czasami okazuje się kiepska albo zbyt krótka na długą podróż). Nie byłoby też potrzebne drukowanie tekstów, których potrzebujemy niejako jednorazowo (jak np. notatki do egzaminu). Korzyść byłaby ogromna, choć - będę przy tym trwać - e-książka nigdy nie zastąpi książki.

przemo_li   11 #5 06.07.2010 13:24

W tekscie i komentarzach troszkę się pomieszały zalety i wady czytania ebooków na kompach i ereaderach. Do zalet tych ostatnich można zaliczyć mobilność (do pewnych granic) w tym możliwość kupna książek w dowolnym miejscu bez odwiedzania księgarni (czyli np. w pociągu gdy staną w łysym polu bo tory naprawiają i postuj potrwa 4h), ale i ma te wady, że nie wszystkie formaty ebooków działają wszędzie oraz drm, który przeszkadza gdy ma się kilka ereaderów

  #6 06.07.2010 13:41

@przemo_li:
Eeee... może jeszcze tak z 10 razy? :D


Z artykułem w pełni się zgadzam. Lubię czytać, choć niezbyt często wpada mi w ręce coś, co naprawdę mnie przyciągnie i odrzuci od wszystkich pozostałych zajęć. Wiem natomiast, że czytanie książki papierowej, tradycyjnej, to komfort nieporównywalnie większy od czytania czegokolwiek na komputerze czy telefonie (o zgrozo, czytać książkę na malutkim ekraniku...). Inny klimat, zupełnie inne odczucia, poza tym nic nie rozprasza uwagi, a więc i wyobraźnia działa tak jak powinna - a ona potrafi zdziałać więcej niż telewizor 3d i zestaw głośników 7.1.

Meszuge   15 #7 06.07.2010 14:15

@przemo_li
Mobilność czytnika e-booków to niewątpliwie zaleta; dla niektórych. Kiedy jednak próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio wybrałem się z książką na przykład na ławkę w parku, to… to mi się nie udaje – ludzka pamięć tak daleko nie sięga. Czemu miałbym zakładać, że z czytnikiem będzie inaczej?

Właśnie przed chwilą sprawdzałem ofertę tych urządzeń na Allegro. Owszem, starsze modele z mocno okrojonymi możliwościami można kupić już za jakieś 800 złotych. Nowe, dobrej jakości, kosztują ponad 2000. To jest po prostu nieporozumienie.

fiesta   14 #8 06.07.2010 17:09

Jakie nieporozumienie, za nowinki techniczne zawsze się płaci krocie. W miarę upowszechnienia bardzo szybko tanieją do pułapu dostępnego dla przeciętnego zjadacza chleba nawet w Polsce :)

Blotny   7 #9 06.07.2010 17:46

E-booki faktycznie są toporne, ale nie zgodzę się w sprawie audiobooków. Wolę leżąc przed snem książki słuchać wyobrażając sobie treść, aniżeli czytać. Może faktycznie jest po części słuchowcem.

abogdziewicz   3 #10 06.07.2010 22:08

Jak się z książki nie nauczy, to żaden e-book nie pomoże.

Extraordinarykid   6 #11 07.07.2010 05:47

W pełni się zgadzam.

Osobiście nie zamienię książki drukowanej na żaden inny, elektroniczny format.

Słuchanie audiobooka, to katorga jest w stopniu najwyższym.
Czytanie e-booków z kolei męczy oczy tak, że szkoda się za to brać.

Co do rozwoju asortymentu wśród e-booków, jestem przekonany, że główną rolę odegrać mogliby fani, pasjonaci poszczególnych gatunków, autorów czy po prostu kilku wybranych z życia tytułów.

Jedyne czego ja osobiście sobie i innym życzę, to literatura specjalistyczna w formie elektronicznej - e-book.
Raz po raz spotykam się z sytuacją, kiedy na uczelnię potrzeba książkę, której nie ma w bibliotece ( a jak jest, to ktoś już ją potrzebował ), książka jest starej daty, więc w księgarni już nie ma, a na allegro jak sobie ktoś zażyczy cenę, to nic tylko się napić ..

Tak czy inaczej dla mnie książka drukowana to jedyna rzecz, która nigdy nie straci na wartości i zawsze, bez względu na stan zużycia, będzie pobudzała wyobraźnię tak samo.
I zawsze lepiej niż jakiekolwiek jej siostry, elektronicznego pochodzenia.

Dziękuję za uwagę.

Vighter   1 #12 07.07.2010 08:02

>
E tam... Ja "Potop" jakoś przeczytałem na ekranie, bo w bibliotece nie mieli... :P
Hm... Muszę stwierdzić (jak kilku innych Komentatorów przede mną), że prawdziwej książki nic nie jest w stanie zastąpić - te szeleszczące kartki, zapach nowiutkich kartek... Jednak z alternatywnych sposobów również korzystam - ebooki można mieć ze sobą (w domu na kompie, wrzuci się na maila i można poczytać, np: w pracy) i na pewno mniej ważą, niż góra książek. Podobnie jest z audiobookami - mimo iż czasami zdarza mi się "wyłączyć" podczas słuchania, to tak samo mam przy czytaniu książki. Więc nie jest to zbytni problem, tym bardziej, że jednak podświadomość coś niecoś rejestruje...;) Tak więc myślę, że w głównej mierze zależy to od danego człowieka i jego podejścia.

parasite85   7 #13 07.07.2010 08:07

@Meszuge
Kupiłem Onyx Boox 60 z możliwością połączenia WiFi, dotykowym ekranem, co chwile aktualizowanym softem, etui i ładowarką w zestawie za 1500 zł. Nie jest to mało, ale nie ponad 2 tys.

  #14 07.07.2010 19:39

zgadzam się z autorem wpisu całkowicie. Coś byłyby w stanie zmienić czytniki ale za takie urządzenie jestem w stanie wydać góra 500 złotych - teraz jest absolutnie za drogo.

  #15 08.07.2010 09:58

"Lato z kryminałem" w Polityce.

Canaris1978   6 #16 08.07.2010 18:40

Zgadzam się z autorem felietonu. W życiu miałem szczęście przeczytać setki albo i tysiące książek i jestem przekonany, że nic nigdy nie zastąpi książki drukowanej. No chyba, ze ogólny intelekt populacji będzie w dalszym ciągu drastycznie spadał co w dalszym ciągu będzie się odbijało na czytelnictwie wśród dzieci i młodzieży. Bądźmy jednak optymistami i chyba aż tak źle nie będzie;)))
E-booki jednak również mają prawo bytu i pewne niewątpliwe zalety:
- zajmują niewiele miejsca
- niezwykle łatwo znaleźć w nich dowolną treść, fragment książki
- w razie potrzeby dużo łatwiej skopiować konkretny fragment aniżeli przepisywać z tradycyjnej książki
Zdecydowanie jeśli chodzi o tradycyjne czytelnictwo dla przyjemności lub celów edukacyjnych wygra książka szczególnie w przypadku dłuższych form.
Jeśli chodzi o krótkie formy, poszukiwanie konkretnych informacji, próba cytowania fragmentu we własnej pracy to tutaj przoduje e-book. Z całą pewnością pomimo, że książki nie znikną to e-booki również znajdą odpowiednie miejsce w konkretnych zastosowaniach. Wzajemnie będą się uzupełniały. Co do audiobooków to przede wszystkim jest to wspaniała (i często jedyna) forma dla ludzi pewną niepełnosprawnością ale i większość z nas czasem lubi chociażby do poduszki posłuchać ulubionej powieści.
Pozdrawiam wszystkich czytelników:)

quadro555   6 #18 09.07.2010 09:46

Kilka e-booków przeczytałem na laptopie ,ale w porównaniu z papierowym wydaniem to była mordęga .Czytałem je tylko dlatego,że nie mogłem dostać
"papierowych" ,ale czasu straciłem 2 razy więcej niż przy klasycznej wersji.Co do audiobooków to gdybym miał dostęp do takich perełek jak w radiowej jedynce kiedyś były ..... To słuchałbym . Czytany tekst przez zawodowego aktora naprawdę potrafi pobudzić wyobraźnię .

MantisGhost   4 #19 09.07.2010 11:54

Do boomu na E-booki już naprawdę niewiele czasu :). Nie ukrywajmy to jest przyszłość:

1. E- czytników jest już troszkę taki kindle na przykład a w tym roku już wyszły pierwsze kolorowe. Cały czas dopracowują te technologie i niedługo będziemy mieli zbliżony albo taki sam wygląd jak kartka papieru no i e-papier nie emituje światła oraz taki czytnik będzie mógł działać na jednym ładowaniu bardzo długo.
2. Tak jak pisano wcześniej można będzie ze sobą nosić setki tysięcy książek na raz a nie góra trzy.
3. Książki elektroniczne powinny być tańsze
4. Zużycie papieru zmaleje

Wady to nie ukrywajmy:
Nowe rozgałęzienie piractwa :) chociaż pewnie nie tak ekstremalne jak teraz mamy. Chyba że twórcy nadal będą tacy pazerni na kasę, nic się nie nauczą i będą walić wywindowane ceny za książki czego nie rozumiem. Bo przecież wystarczy zmniejszyć cenę to więcej ludzi kupi a im więcej kupi tym więcej zarobimy.

Powiedzmy sobie szczerze dużo ludzi nie czyta bo ich po prostu nie stać. Książki u nas kosztują krocie. No niby są biblioteki ale nie raz nie oferują tego co byśmy chcieli szczególnie w mniejszych miejscowościach.

MaRa   7 #20 09.07.2010 20:36

Ja jestem zdecydowanie za e-bookami!!!
Fizyczna książka ma dwie zasadnicze wady:
1) zajmuje miejsce. Przy kilkudziesięciu-kilkuset książkach ma to ogromne znaczenie, gdyż mało kto dysponuje pałacykiem, w którym mógłby urządzić biblioteczkę.
2) trudność w znalezieniu określonego fragmentu czy cytatu. Parę razy miałem sytuację, że potrzebny był mi jakiś cytat, wiedziałem w której książce, ale wśród kilkuset stron to nie idzie odnaleźć.

Oczywiście komputer się nie nadaje do czytania. Najlepszy byłby jakiś przenośny czytnik z e-papierem (brak świecenia i poboru prądu przy wyświetlaniu statycznego obrazu). Tylko jakoś nikomu nie jest spieszno z wprowadzeniem na rynek, a to co jest, jest drogie i mało funkcjonalne - wymaga korzystania z e-booków zakupionych na określonej stronie.

Powinien być jakiś standard książek (choćby nawet PDF), jakiś standardowy czytnik. A do tego formatu dostępne wszystko, co już nie jest objęte prawami autorskimi - a zebrało się tego sporo przez ostatnie tysięcy lat.

MantisGhost   4 #21 10.07.2010 02:57

MaRa masz tutaj tylko przykład :)
http://www.sonystyle.com/webapp/wcs/stores/servlet/CategoryDisplay?catalogId=105...

A najlepiej to wejdź tutaj o :
http://www.sonystyle.com/webapp/wcs/stores/servlet/ProductDisplay?catalogId=1055...

Obsługuje pdf, txt, doc, rtf i ebuk ma wejście na kratę pamięci memory stick duo. Czegóż chcieć więcej na dzień dzisiejszy. No tego urządzenia cena jest zaporowa ale chyba warto

  #22 10.07.2010 11:55

Ja na czytnik elektronicznej książki zamieniłem telefon komórkowy SE K550i (program ReadManiac). Minusem była mała ilość tekstu, ale jednocześnie byłem wstanie jednym spojrzeniem "zaliczyć" jego porcję; tak naprawdę minusem była konieczność częstego naciskania przycisku ; ).
Potem, nauczony zdobytym doświadczeniem (kilka lżejszych tytułów) wymieniłem telefon z myślą o czytaniu książek na Nokię 5530 XM (fantastyczny program ZXReader, bardzo dobre możliwości konfiguracji).
Od tego czasu czytam wszędzie - w tramwaju, w dłuższej kolejce. Regulowaną jasnością ekranu ograniczam efekty zmęczenia wzroku (praktycznie do zera).
Wadą jest potrzeba konwersji książek do formatu .txt (a może nawet nie? program ma wiele opcji i chyba obsługuje wiele podstawowych formatów ebooków, ale nie jestem w tym obyty).

Pozdrawiam ; )

  #23 10.07.2010 12:52

fotografia slubna warszawa, fotografia slubna gdansk, fotografia slubna otwock
http://pl.wikipedia.org/

Meszuge   15 #24 15.07.2010 20:44

@ speepeGurdy

Myślałem, myślałem, myślałem, ale... nic nie wymyśliłem. Zdradź tajemnicę, o co tu chodzi?

  #25 03.08.2010 10:15

Ja osobiście mam blog a audiobookach . Myślę że słuchanie jest lepsze niż czytanie choćby nawet e-booków , a zwłaszcza po długim dniu pracy lub w samochodzie. Można usiąść i spokojnie posłuchać , a przede wszystkim dać wypocząć oczom.
Zapraszam na mojego bloga o audiobookach - http://***** oraz na mój sklep z audiobookami-
http://****

  #26 04.08.2010 09:44

ja tam slucham non stop audiobookow, mam ich ok 25gb, i do tego przerabiam sobie e-booki sztucznym lektorem znanej polskiej firmy ;) tak to jest wyzwanie ale z racji tego ze zamiatam ulice (londynskie - tak przy okazji) to swietnie to daje cos tam, w kazdym razie lepiej niz nic, a co do skupienia sie do kwestia przyzwyczajenia, niestety nie moge z nerwow na dupie usiedziec przy zwyklej ksiazce, choc staram sie ...

Meszuge   15 #27 12.08.2010 15:59

No cóż... chyba lepiej książek słuchać, niż w ogóle stracić z nimi kontakt.

  #28 15.09.2010 17:51

Wraz z rosnącą popularnością cyfrowych produktów, pojawił się prosty sposób na szybkie i przyjemne przyswajanie literatury i lektur, które każdy znać powinien.
Szczególnie zainteresowani tą formą będą zapewne uczniowie, którzy raczej niechętnie podchodzą do konieczności brnięcia przez setki stron lektur. Nawet jeśli są to najważniejsze arcydzieła literatury światowej.

Polecam więcej artykułów na ten temat. Znalazłam kilka na blogu

http://bookiaudio.blogspot.com/2010/04/8-mitow-o-audiobookach.html



  #29 16.09.2010 12:33

Aż dwa razy popatrzyłem na datę opublikowania tekstu.. Myślałem, że jest sprzed 3 lat.. Ale nie - lipiec 2010
BEZ WZGLÉDU na to co myßlicie - ebooki wygrywajá
Zajrzyjcie do Amazona
640 tys tytuoów!!!!
a sprzedaz ebooków - wiéksza niz paiperowych ksiáaek
al

  #30 12.04.2011 21:56

Od jakiegoś miesiąca jestem posiadaczem czytnika Kindle3, i muszę przyznać, że jestem nim zachwycony. Czyta się bardzo dobrze (ja tak, czy owak używam do czytania okularów), w formacie mobi wielkość czcionki jest skalowana i nie ma konieczności przewijania poziomego (jak w pdf), strony przerzuca się jednym przyciskiem, każda książka otwiera się zawsze w miejscu, gdzie się ostatni raz skończyło, wzrok absolutnie się nie męczy (jak przy czytaniu z ekranu komputera), można ściągnąć za darmo ( albo niedrogo) mnóstwo klasyki i nie tylko (czytam też po angielsku i w Amazonie jest tego naprawdę dużo) no i wożę ze sobą sporą bibliotekę bez potrzeby zatrudniania firmy spedycyjnej...
Aha, naładowałem baterię tuż po nabyciu czytnika...i zapomniałem, że jest jakaś bateria, a on ciągle działa.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

Meszuge   15 #31 10.12.2011 06:38

@LS

Okulary? A nie wystarczy zmiana wielkości czcionki?