Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Symantec, czyli… co różni firmę od działalności gospodarczej pana Kazia?

Teoretycznie wpis do ewidencji działalności gospodarczej w sensie formalno-prawnym tworzy firmę, jednak rozumianą tylko jako nazwa przedsiębiorcy. Chyba nigdzie na świecie – poza byłymi demoludami – nikomu, kto właśnie zarejestrował działalność gospodarczą, nie przyszłoby do głowy twierdzić, że jest właścicielem firmy. Zarejestrowanie działalności zajmuje przeciętnie kilka godzin. Stworzenie firmy – najczęściej wiele lat.

Firma od zarejestrowanej niedawno działalności gospodarczej różni się ugruntowaną i od dawna ustabilizowaną pozycją na rynkach. Firma, to wypracowane przez lata kontakty biznesowe, pewny rynek odbiorców i nabywców, pełny pakiet zamówień, stabilna polityka finansowa, kadrowa…

Firma to Ford, Paramount, Microsoft, Rolex, Dr.Martens, Google, Winiary, Wedel, Adam Opel. W Polsce powolutku staje się firmą na przykład Allegro czy Gołębiewski. Podałem przykłady znane, ale faktem jest, że firma nie musi być rozbudowanym, międzynarodowym kolosem. Bywają niewielkie firmy działające na terenie jednego tylko kraju, landu, stanu, gminy itp. Firmę tworzy nie wielkość, ale jakość, rzetelność, zaufanie, stabilizacja i… czas.

Co jeszcze różni działalność gospodarczą Mirosława Nowaka, albo Jerzego Kowalskiego (firmy „Mirex” i „Jurex”?*) od firmy we właściwym tego słowa znaczeniu? Podejście do klientów; wypracowana polityka, także wobec tych zwyczajnych, detalicznych, nie tylko wielkich, strategicznych i korporacyjnych.

Dwa tygodnie temu miałem okazję kontaktować się z firmą Symantec, która jest właścicielem takich marek, jak Norton Antivirus, Norton Ghost i wielu innych.

Zaczęło się od tego, że kiedy po reinstalacji systemu operacyjnego instalowałem program Norton Internet Security, otrzymałem komunikat, że wyczerpał się limit dostępnych aktywacji tego produktu. Mówiąc delikatnie – krew mnie zalała z wściekłości. Jestem wolnym człowiekiem w wolnym kraju i żaden Symantec nie będzie mi dyktował, ile razy wolno mi zainstalować sobie system, a tym samym oprogramowanie antywirusowe, które, co oczywiste, trzeba następnie aktywować kluczem/numerem produktu. Jak mi się zachce, to mogę coś takiego robić trzy razy dziennie po jedzeniu i nikomu nic do tego – w końcu zapłaciłem! Ziejąc ogniem zadzwoniłem do polskiego oddziału firmy Symantec.

Spokojna, przyjaźnie nastawiona pani (wyraźnie kontrastowało to z moją postawą) sprawdziła zapisy na moim koncie klienta i przyznała, że faktycznie, program jest przewidziany do użytku na trzech komputerach, więc zakłada się, że będzie aktywowany trzy razy. Ja w tym momencie próbuję aktywować go po raz czwarty, więc zadziałały jakieś wewnętrzne zabezpieczenia w Symantecu. Pani dodała też, że jak tylko podam jej klucz produktu, zaraz i od ręki przydzieli mi nowy numer aktywacyjny.
Rozjuszyłem się jeszcze bardziej i zapytałem, jak ona to sobie wyobraża – licencja jest dwuletnia, zostało z niej jeszcze ponad czterysta dni, a ja teraz do końca tego okresu, przy każdej instalacji mam dzwonić na swój koszt do nich i prosić o nowy numer? Chciałem dorzucić jakieś złośliwe insynuacje na temat tajnej umowy z Telekomunikacją Polską SA i dzielenia się zyskami z takich telefonów (połączeń), ale na szczęście się powstrzymałem.

Ostatecznie podałem jej ten klucz produktu, bo i co było robić. Wtedy dowiedziałem się, że klucz jest piracki (skradziony?), nielegalny i zarejestrowany na użytkownika w New Hampshire, USA. Ta wiadomość wprawiła mnie w osłupienie. Uszła ze mnie cała para i po dłuższej chwili milczenia zapytałem tylko bezradnie, co ja mam teraz zrobić w związku z tym? Nie mogłem pozbierać myśli. Nie mieściło mi się w głowie, że można oficjalnie oferować i sprzedawać coś takiego. Właśnie! Oficjalnie, bo przecież nie na targowisku, czy w bramie!

W dalszej rozmowie przyznałem, że na Allegro kupiłem program w wersji ESD (licencja elektroniczna) i klucz licencyjny otrzymałem e-mailem. Po co mi pudełko i dodatkowe koszty wysyłki – tłumaczyłem niezbyt składnie. Pani, nadal uprzejmie i życzliwie wyjaśniła, że według jej rozeznania większość, jeśli nie wszystkie, takie licencje (klucze) sprzedawane na Allegro są nielegalne, pirackie, kradzione, podrobione. Że pewność można mieć co do wersji box, a i to nie zawsze. Najlepiej kupować klucz bezpośrednio od Symanteca.

Jak sytuacja potoczyła się dalej? Bo był też i ciąg dalszy, z którego widać, słychać i czuć, czym różni się… hm… „firma” (np. zarejestrowana niedawno działalność gospodarcza) od prawdziwej FIRMY. Niech to będzie rodzaj zagadki, quizu dla czytelników. Podaję dwie wersje do wyboru i proponuję zgadnąć, która z nich jest prawdziwa i faktycznie dotyczyła firmy Symantec.

1. Zostałem potraktowany nieomalże jak oszust, kanciarz i grożąc mi różnymi śledztwami, dochodzeniami, karami itp., zażądano ode mnie opłaty za program, informując przy tym, że to, że się dałem oszukać na Allegro, to nie jest ich wina ani problem i żebym sobie sam ścigał sprzedawcę i dochodził sprawiedliwości na własną rękę.

2. Zaproponowano mi, abym wykazując, że działałem w dobrej wierze, podesłał im e-mailem kopię faktury, paragonu, czy jakiegoś innego dowodu sprzedaży (zakupu), a kiedy to zrobiłem, sprezentowano mi nowy, oryginalny program ważny jeszcze 365 dni.

I cóż? Na którą wersję stawiacie w przypadku Symanteca? :-)

---* Imiona, nazwiska, nazwy firm, oczywiście zmyślone, przykładowe, bez związku z ewentualnie faktycznie istniejącymi osobami. 

oprogramowanie internet inne

Komentarze

0 nowych
TheUsh   7 #1 17.08.2010 11:16

Ooo, czyżby nr 2? Tego się nie spodziewałem :D

januszek   19 #2 17.08.2010 11:25

Ciekawe - swoją drogą może to być uboczny efekt próby ograniczenia użytkownikom praw do handlu używanym już oprogramowaniem ;)

jurii1991   3 #3 17.08.2010 11:39

Stawiam na numer 2. Wątpię by aż tak Cię potraktowano ;p

luqass   13 #4 17.08.2010 12:19

Tak samo postępuje Microsoft, w przypadku kiedy nieświadomie nabywamy piracką kopie ich oprogramowania mamy szanse na otrzymanie od nich całkowicie za damo nowego windowsa, oczywiście nie chodzi tutaj o ewidentne piraty kupione pod stadionem.

  #5 17.08.2010 12:41

Myślę że mimo wszystko wersja 2 jest prawdziwa...

  #6 17.08.2010 13:18

prawda jest też taka, że jeśli ktoś Ci sprzedał program na Allegro, niby oryginalny, to nawet tamten sprzedawca nie będzie uznany za pirata czy pasera. Miałem sytuację podobną z Adobe Photoshop. Sąd uznał, że program jest piracki, a sprzedawca jest niewinny mimo iż wyłudził ode mnie pieniądze. Kasy nie mam i programu też.
Proponuję sprzedawać nielegalne programy w Allegro bo i tak jesteś niewinny wedle polskiego sądownictwa.

Fanboj O   6 #7 17.08.2010 14:09

Może na wstępie napisz ile złotych taniej kupiłeś pakiecik przez Allegro?
Norma. Ludziska kupują lewe klucze do Kasperskiego za 75 zł, windowsa XP za 100 zł, se7ena z nalepką DELL za 120 zł i wydaje im się, że złoty interes zrobili. Bo taniej, bo z neta.

GL1zdA   11 #8 17.08.2010 14:25

Wersja 2. Swoją drogą, to chyba od dawna w ten sposób funkcjonuje program MS "How to tell".

  #9 17.08.2010 18:58

Ciekaw jestem strasznie jak to będzie u mnie (niestety też kupiłem na allegro - taka cena ) Modle się by system wytrzymał 2 bez reinstalacji (doświadczenie mi mówi że jest to możliwe żeby Windows wytrzymał tyle, warunek jest taki - nie podłączać do internetu i nie wkładać do napędów nośników nagranych na innym kompie) tylko po co mi wtedy antywirus ??

  #10 17.08.2010 20:09

@k82 windows vista/xp spokojnie mi 2 lata bez reinstalacji wytrzymał, i to przy normalnym używaniu z komputera, więc to jest możliwe i całkiem prawdopodobne, jeżeli świadomie korzystamy z PC

  #11 17.08.2010 22:09

chociaz masz nauczke zeby nie kupowac na allegro.. a jak ktos ma firme to jest kreatywny i domysli sie zeby kupic oprogramowanie z pewnego zrodla

  #12 17.08.2010 22:10

Fajnie, że o tym piszesz może ktoś pomyśli dwa razy zanim zrobi megadil na allegro.

Extraordinarykid   6 #13 17.08.2010 22:33

Opcja numer 3 ;-)

Konsultantka powiedziała:

"Z nieoficjalnych źródeł wiemy, że otrzymał pan oprogramowanie na HotZlocie, dlatego prosimy uprzejmie o niezawracanie nam dupy ;p"

Co do opcji drugiej.
Jak to z tymi fakturami za zapłacenie, skoro pisałeś, że produkt w formie elektronicznej, co by przesyłki nie płacić ?
Możliwe, że opcję drugą zaproponowano, ale uważam, że brak Ci było Panie Meszuge podstaw do jej zrealizowania ;-)

Mogę odstąpić bezpłatnie antywirusa Norton, którego otrzymałem na HotZlocie ;-).
Nie zainstalowałem jeszcze, a jak komuś potrzebny, to dlaczego nie .. ?

hnt   5 #14 17.08.2010 22:41

Domyślam, że to opcja nr 2. Dobrze wiedzieć, że Symantec zrobił coś podobnego do akcji MS. Ciekawe , czy zajmą się sprawą nielegalnej sprzedaży kluczy:)

JanStefan   6 #15 18.08.2010 00:09

Ogólnie wg. mnie to pomyliłeś znaczenie słowa FIRMA, ze słowem MARKA. Oczywiście te dwa słowa są niemalże ze sobą nie rozłączne. Na początku - prowadzenia działalności gospodarczej - firmy, mamy mało znaną MARKĘ. Jeżeli patrzymy, na znaną FIRMĘ to widzimy MARKĘ, za którą kryje się jakość usług czy produktów.
Firmę prowadzimy od zarejestrowania jej w odpowiednich instytucjach, a na MARKĘ musimy sobie zasłużyć, poprzez powszechność, natomiast na DOBRĄ MARKĘ musimy zasłużyć poprzez jakość itd. - by odbiorca był zadowolony.

To tak w skrócie i ogólnie.



Pozdrawiam

JanStefan   6 #16 18.08.2010 00:33

PS
Nie zdziwie się jak dali Ci klucz, w końcu nic na tym nie tracą, a za rok zawsze możesz odnowić licencje :)

MaRa   8 #17 18.08.2010 02:18

Mylisz się kompletnie z tym pojęciem firmy.

Otóż są różne firmy, małe i duże, poważnie traktujące klientów i próbujące oszukać. W Polsce oszustów jest wyjątkowo dużo, bo prowadzący "biznes" często w ogóle nie wiedzą, o co w tym chodzi, to po prostu krętacze i prymitywne chamy. Nie ma kultury biznesu. Nie rozumieją, że jeden zadowolony klient to średnio trzech kolejnych, których namówi, każdy z tych trzech namówi po trzech kolejnych itd. Wolny rynek jest zaledwie dwadzieścia lat.

Ale są małe firmy, kilkuosobowe, zarabiające rocznie miliony. Są też duże, kantujące klientów, choćby ubezpieczeniowe, telekomunikacyjne (naciągające ilość rozmów), pożyczkowe (jedna z nich zaraz zajmuje nieruchomość, jak tylko ktoś spóźni się ze spłatą raty choćby o dzień, bo jest kruczek w umowie). Znam przypadek producenta akumulatora samochodowego, który w przypadku reklamacji naprawiał go pół roku. Gdzie indziej na świecie producenci wiedzą, że zawsze partia produktów może zawierać kilka wadliwych, mają to wliczone w koszty i bez wahania wymieniają w przypadku reklamacji, naprawa po prostu się nie opłaca. A w Polsce producent woli więcej wydać na pracowników obsługujących reklamację niż wart jest produkt.

Różnie bywa.

-----
A na Allegro nie kupuje się programów, większość to piraty. Marża sprzedawcy w zwykłym sklepie jest na tyle niska (kilka-kilkanaście %), że gdzie indziej dużo taniej się nie kupi. Czasem (bardzo rzadko) w supermarketach wyprzedają zapasy, których nie sprzedali, są wyraźniej tańsze (np. kupiłem Nero 9 za 160zł w MM, jak ukazała się wersja 10).

MaRa   8 #18 18.08.2010 02:23

@Sun Pietro - poza kodeksem karnym jest również kodeks cywilny. W przypadku sprawy karnej sąd może uznać, że sprzedawca nie wiedział, ale w przypadku cywilnej nie chodzi o winę, tylko o pokrycie strat wyrządzonych działaniem, nawet nieumyślnym.

Meszuge   16 #19 18.08.2010 07:15

Po kolei. Albo i nie… :-)

Oczywiście prawdziwa jest wersja nr 2. W pewnym sensie podobną „przygodę” miałem z Microsoftem kilka lat temu i też firma stanęła na wysokości zadania.

Czasem firma może być marką, ale nie zawsze i pewnie nawet niezbyt często. I tak na przykład marka Mercedes-Benz jest własnością koncernu (firmy) Daimler AG, marka Rolls-Royce należy do firmy BMW. Wartością może być i marka i firma.

Program kosztował mnie jakieś 40% ceny wersji box z przesyłką. I co z tego? Ktoś może powiedzieć, że powinienem się domyślić… To jest pozostałość z czasów „komuny” – przekonanie, że za wszystko odpowiada klient i ma nawet moralny obowiązek domyślać się tego i owego. Transakcje kupna/sprzedaży (i wiele innych) nie opierają się na domysłach, spekulacjach i przypuszczeniach. Opierają się na przepisach, normach prawnych. Sprzedawca oferując towar zgadza się na warunki regulaminu, a tym samym deklaruje, że towar jest legalny i dopuszczony do sprzedaży.

Inna sprawa to to, że ja sam często sprzedaję na Allegro różne rzeczy za „grosze”. Sprzedaję, bo szkoda mi wyrzucić, bo chcę szybko odzyskać choćby część kasy.
Poza tym nie wierzę, żeby wszystkie oferty kluczy elektronicznych na Allegro (wszystkich programów) były nielegalne.

@Extraordinarykid
Coś pomyliłeś. Ja byłem kupującym, a nie sprzedającym. I na zlocie dawali Nortona 360, a nie NIS, o którym cały czas piszę. I którego pewnie zainstaluję, jak mi się tylko licencja na NIS skończy. A jak Ci niepotrzebny Norton 360, to mi go daj. :-)

W tym przypadku dowodem zakupu była kopia przelewu bankowego i on to właśnie świadczył o tym, że działałem w dobrej wierze i za program zapłaciłem.


Ja jestem Meszuge, a więc mam i mogę mieć jakieś dziwne skojarzenia i właśnie w związku z tym przypominają mi się dwie wypowiedzi dotyczące „wykształciuchów”.
Według pisarza Jarosława Marka Rymkiewicza (2007): „Wykształciuchy to są ci, co wykształcili się zawodowo, ale nie wykształcili się moralnie – są egoistyczni, cyniczni, myślą tylko o własnym interesie”. Według profesora Wolniewicza „wykształciuch” to klasyczny półinteligent – człowiek, którego wykształcenie (dyplom) przekracza jego możliwości intelektualne*.

I tak się zastanawiam, ilu ludzi interesuje się prawem, przepisami, po to tylko, żeby upewnić się, że są „kryci”, że na pewne szwindle mogą sobie pozwolić.
A blogach DP, w tematach poświęconych piractwu, znaleźć można tysiące spekulacji dotyczących interpretacji prawa i przepisów licencyjnych, jakby pojęcia: „moralność” i „uczciwość” w ogóle już nie istniały… Albo jako relikt przeszłości. :-(






* Definicje wykształciuchów pochodzą z „Mitologii domu bez klamek” Łysiaka.

Fanboj O   6 #20 18.08.2010 08:22

"Program kosztował mnie jakieś 40% ceny wersji box z przesyłką. I co z tego? Ktoś może powiedzieć, że powinienem się domyślić…"
Znasz li takie powiedzonko: nieznajomość prawa nie chroni przed skutkiem jego nieprzestrzegania?
Zawsze można sobie burknąć- a co mnie to obchodzi, przecież są okazje, promocje, a w internecie jest taniej.

"jakby pojęcia: „moralność” i „uczciwość” w ogóle już nie istniały…"
:-) Dopisz jeszcze "wiara w cuda"; "altruizm"; "szczere zaangażowanie w akcje charytatywne"; "asertywność" i "dozwolony użytek". Też są takie frazesy w słowniku. I tylko tam chyba.

"I tak się zastanawiam, ilu ludzi interesuje się prawem, przepisami, po to tylko, żeby upewnić się, że są „kryci”, że na pewne szwindle mogą sobie pozwolić."
Dolicz jeszcze grupę ludzików, którzy tylko chcą zminimalizować ryzyko takich wpadek jak twoja.

"W tym przypadku dowodem zakupu była kopia przelewu bankowego i on to właśnie świadczył o tym, że działałem w dobrej wierze i za program zapłaciłem."
No tak. Na miejscu Symanteca dałbym ci za "dobrą wiarę" dożywotnią licencję na wszystkie produkty, wraz z pudełkami. LoL.

Meszuge   16 #21 18.08.2010 08:38

@Fanboj O

Znam jedno z praw kardynalnych, które brzmi: „ignorantia iuris nocet”. Przy sporej dozie dobrej woli można je podciągnąć pod Twoje powiedzonko.

Traktowanie wszystkich obywateli jak przestępców, albo potencjalnych przestępców, też było dość charakterystyczne… powiedzmy przed rokiem 1989 – żeby nie przywoływać pejoratywnych nazw byłych systemów politycznych. :-)

Ty najwyraźniej nie dostrzegasz, że ja nie naruszyłem żadnego prawa, żadnego przepisu.


Wykładnia określenia „działanie w dobrej wierze” też, jak widzę, jest Ci zupełnie obca.

Meszuge   16 #22 18.08.2010 08:51

@ sebt

1. Program kupiłem od SuperSprzedawcy.

2. Pretensje do Symanteca??? Proponuję, żebyś przeczytał jeszcze raz to, co napisałem.

3. Ja w ogóle nie rozważam kwestii powinności firmy Symantec. Natomiast faktem jest, że nie musieli dawać w prezencie rocznej licencji, a zrobili to. A to z kolei świadczy o pewnym poziomie podejścia do klientów i traktowania ich. Poziomie, który dla polskich przedsiębiorców jest po prostu niepojęty.


Polski handel, usługi (w tym także służba zdrowia) funkcjonują w oparciu o zasadę: „nie zrobimy dla klienta absolutnie nic, ponad to, do czego zmuszają nas przepisy”. Krótkowzroczność takiego podejścia jest oczywista, ale jeszcze jakoś da się czasem zrozumieć. Jednak poparcia klientów dla takiej „filozofii” pojąć nie jestem w stanie.

Meszuge   16 #23 18.08.2010 09:24

@ sebt

Szukanie okazji cenowych i tańszego towaru jest/było naganne tylko z punktu widzenia komunistów. Moja siostra w USA potrafi przejechać wiele mil, żeby zrobić tańsze zakupy. I takie właśnie podejście uważam za normalne i naturalne.

Tobie się nasunęła myśl, że coś musi być nie tak, a mnie się nie nasunęła. I nie musiała. Jednak ważniejsze jest to, że ja - choć urodzony dawno temu – nie traktuję wszystkich wokół tak, jak to mieli w zwyczaju towarzysze, czyli z instynktowną podejrzliwością i wrogością. Powiem więcej – uważam, że myślenie „jak tanio, to na pewno jakiś kant” uważam za patologię, zaburzenie.

Symantec Polska jest oddziałem terenowym, zakładam, że realizuje politykę firmy Symantec Corporation. Podobnie jak Microsoft Polska.

Fanboj O   6 #24 18.08.2010 10:45

"Traktowanie wszystkich obywateli jak przestępców, albo potencjalnych przestępców, też było dość charakterystyczne… powiedzmy przed rokiem 1989"
Jaki to ma związek z kupieniem przez ciebie lewego softu?

"Wykładnia określenia „działanie w dobrej wierze” też, jak widzę, jest Ci zupełnie obca."
Takie życie. Takie podejście. Jak już za coś płacić, to za legala. Jak ktoś za pirata płaci, w dzisiejszych czasach szybkiego internetu, torrentów i rapidS, to można go nazwać róznorako.
Ty jesteś ciekawszym przypadkiem. Próbujesz dorabiać do wpadki ideologie wolności, zniewolenia, socjozaprzeszłości, prawa jednostki do taniej konsumpcji i innych gornolotności.
Mrzonki.
W kraju na P. e-handel software to ciągłe podchody - kto-kogo wykiwa. Lub "przepłacanie" w oficjalnych kanałach dystrybucji. I tyle. Dobra wiara to najwyżej zasługuje na łaskę-ochłap pkt 2).

MaRa   8 #25 18.08.2010 11:11

@Meszuge - nie wszystkie polskie firmy tak traktują swoich klientów. I to paradoksalnie te małe najczęściej mają lepsze podejście od tych dużych. Wiem o kilku takich, w tym jedna, która nawet nie chce mieć swojej strony w internecie, bo ma za dużo klientów i nie wyrabia. Nawet nie ma żadnego oznaczenia od strony ulicy, bo klienci biorą się z namowy poprzednich klientów.

Na Zachodzie przedsiębiorcami z reguły są ludzie zamożni, i to od dziada-pradziada, stąd łatwiej o myślenie perspektywiczne, a kilka groszy w tą lub w tamtą nie robi różnicy. Jednak nawet w USA zdarzają się kanciarze i fachowcy z dwiema lewymi rękami.

Natomiast w przypadku programów, i to tych najnowszych i najpopularniejszych, z reguły nie ma "okazji". To nie chuchy, gdzie sprzedawca ma 40-200% marży i wyprzedaje co mu zostało 20% taniej.

Meszuge   16 #26 18.08.2010 11:36

@Fanboj O
„W kraju na P. e-handel software to ciągłe podchody - kto-kogo wykiwa. Lub "przepłacanie" w oficjalnych kanałach dystrybucji. I tyle”.


Co do tego zgadzamy się w całej rozciągłości. :-)

A teraz pytanie: dlaczego tak jest?
Odpowiedź: bo istnieje społeczna akceptacja, zgoda, przyzwolenie na taki stan rzeczy.

Rozmaici cwaniacy (dla niektórych mogą to być elity, a nawet autorytety moralne) wmawiają Polakom, że takie są koszty budowy kapitalizmu, że tak to musi wyglądać na początku. Bzdura! Prawdziwy kapitalizm budowany był przez purytanów z Biblią w ręce, a – z przepisami czy bez nich – biznesowy model społeczny, wolny rynek itd. powstawały w oparciu o elementarne zasady uczciwości w interesach. Gdyby tak nie było, to w USA, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Holandii i stu innych cywilizowanych krajach mielibyśmy to, co w tej chwili mamy w Polsce: ustrój feudalno-mafijny.


@MaRa

Tak, wiem, że nie wszystkie w Polsce.
Ale przy okazji zastanów się, czy firma, o której piszesz kierowałaby się tak szczytnymi zasadami moralnymi, gdyby nie miała pakietu zamówień na pięć lat do przodu? Gdyby przyszło im decydować: albo zaczniemy kantować, albo… plajta.

Fanboj O   6 #27 18.08.2010 12:01

"Odpowiedź: bo istnieje społeczna akceptacja, zgoda, przyzwolenie na taki stan rzeczy. (...) wmawiają Polakom, że (...)"
Ech wmawiają? A Polacy tak podatni na sugestie, że łykają jak pelikany na hipnozie? Bez przesady z takimi kardynalnymi wnioskami. Tutaj ludziska potrafią sobie radzić z "wmawiaczami" i lawirować po burzliwych wodach konsumpcji. Zważ, że sam ciągle nawiązując do zjawisk pre-1989, być może przyczyniasz się do utrwalania ich we współczesnym społeczeństwie.

Ja na przykład nie łykam twojego tekstu. Zastanawiam się po co go napisałeś? Na początku myślałem, że to kolejne wynurzenia na temat "rynkowej ułomności polskiego społeczeństwa; wyższości pozycji konsumenta w krajach cywilizowanych; ciężkiego losu rodaka-troglodyty genetycznie skażonego socjalizmem".
Potem mnie natknęło, że to tylko laurka dla Symanteca jest. Artykuł wdzięcznościowy. Nawet powielony 2x.

Meszuge   16 #28 18.08.2010 12:06

@Fanboj O
"Potem mnie natknęło, że..."

No widzisz! I już wszystko jasne, zrozumiałe, kolejny spisek zdemaskowany. :-)

Fanboj O   6 #29 18.08.2010 12:56

Nawet nie spisek, tylko reklama podprogowa :-)

JanStefan   6 #30 18.08.2010 13:33

"Czasem firma może być marką, ale nie zawsze i pewnie nawet niezbyt często. I tak na przykład marka Mercedes-Benz jest własnością koncernu (firmy) Daimler AG, marka Rolls-Royce należy do firmy BMW. Wartością może być i marka i firma."
FIRMA to FIRMA, a MARKA to MARKA... Jak już to firma, może posiadać określoną MARKĘ (połączoną z produktem). Co do reszty się zgodzę, chociaż bym trochę uszczegółowił, iż firma Daimler AG produkuje samochody Mercedes-Benz, a te mają określoną MARKĘ, bo tak naprawdę o MARCE świadczą produkty i usługi, o czym wspomniałem wcześniej. Czyli podsumowując to są różne rzeczy, które jednak zawsze stoją koło siebie.

Radek68   18 #31 18.08.2010 20:18

Witam Cię Meszuge!
W pokoju "Zamku na Skale" rozmawialiśmy dokładnie o tym! Ja byłem za kupowaniem softu BOX, razem z licencją i kluczem, a Ty udowadniałeś mi, że kupujesz na Allegro klucze aktywacyjne przesyłane e-mailem i de facto (i de iure) jesteś w zgodzie z prawem. Nie wziąłeś pod uwagę tego, że możesz w łatwy sposób zostać oszukamy.

Stąd moja wersja Windowsa w szarym pudełku (OEM), Offica w plastikowym (BOX), Pandy w kartonowym (BOX) itd.


P.S.
Wcale to nie znaczy, że popieram politykę producentów softu -

"Płać nam za prawo używania, my jednak za nic nie odpowiadamy." - wystarczy dobrze przeczytać EULĘ.

"Płać za pomoc techniczną, choć problemy wynikają z błędów naszego programu" - Microsoft w rozmowie z konsultantem - dotyczyło wersji MS Office 2007 SB BOX - zbyt dużo problemów zgłosiłem. Wszystkie wynikały z błędów w sofcie.

Kiedyś wysnułem porównanie producenta (ot, choćby Microsoft) softu do producenta samochodów.

Wyobrażacie sobie licencję na samochód pisaną w tym duchu?
"Producent za nic nie odpowiada. Samochód czasem skręca w lewo (bez przyczyny), czasem w prawo. Zdarza się, że hamuje bez przyczyny. Zwalnia. Producent za to nie odpowiada."

O czasy....

Pozdrawiam Cię.

Meszuge   16 #32 18.08.2010 21:20

@Radek68

Pamiętam, a jakże! :-)

Nie jestem pewien, czy uda mi się to dobrze wyjaśnić, ale… ja nadal i wciąż uważam, że w kupowaniu taniej, w szukaniu okazji cenowych, promocji, angebotów, przecen, nie ma zupełnie nic złego. Wydarzenie z NIS, które opisałem, niczego w tym względzie nie zmienia. Nie zrobiłem nic złego, ani co do samego faktu, ani co do litery prawa.
Allegro działa legalnie w oparciu o określone przepisy. Dokładnie tak samo działa sklep komputerowy sto metrów od mojego domu. Nie mam żadnego powodu zakładać, albo chociaż podejrzewać, że towar tam oferowany pochodzi z nielegalnego źródła. Nie mam też żadnego prawa domagać się od sprzedawcy (w sklepie czy na Allegro) okazania jakichś dokumentów, na podstawie których on towar kupił. Uprawnienia klienta tak daleko nie sięgają.

Ale to nadal nie o to chodzi. Problem polega na obarczaniu winą, czy odpowiedzialnością za oszustwo – ofiar oszustwa. A my – mam tu na myśli większość Polaków – mamy coś takiego wpojone przez wychowanie, nieomalże wdrukowane w psychikę.

Oszustwo to tylko jeden z przykładów i może nawet najmniej spektakularny. Spróbujmy z innym. Pewnego razu moja kuzynka wróciła ze spaceru z płaczem, bo pewien pan rozchylił płaszcz, machał… hm… straszył itd. Co zrobiła jej matka? Wydarła mordę na dziecko wrzeszcząc: „Po coś lazła do tego parku?! Teraz masz, co chciałaś!”. W myśl polskiego rozumowania, winna była ta dziewczynka, a nie zboczeniec. To się w głowie nie mieści!

Setki moich znajomych uważają za zupełnie oczywiste, że…
a) włamali ci się do auta – twoja wina, po coś zostawiał tam radio i aparat fotograficzny?
b) ksiądz molestował twojego syna – twoja wina, po co go wysyłałeś na religię, kiedy wiadomo, że księża…?
c) włamali ci się do domu – twoja wina, trzeba sobie było sprawić specjalne, kosztowne drzwi.
d) napadli cię pod nocnym sklepem – twoja wina, tylko kretyni wychodzą w nocy z domu.
e) wykorzystali cię niecnie w pracy – twoja wina, po coś poszła do roboty w Biedronce?

Nadal upieram się, że jest to pozostałość po „komunie”, czyli systemie, w którym państwo i jego policje (mam tu na myśli raczej starogreckie znaczenie tego słowa) nie odpowiadały za nic. „Komuny” dawno nie ma, a to zaburzone myślenie trwa w najlepsze, przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Radek! Takie myślenie to patologia, dewiacja. Wiesz dlaczego? Bo rodzi jak najbardziej realne poczucie bezkarności. Bo to jest zgoda, przyzwolenie na przestępstwa.
Mądrzy ludzie mówią, że nic tak nie rozzuchwala zła, jak obojętność dobrych ludzi...

Ale też nie o tym był mój artykuł. Chodziło w nim raczej o zmiany, zmiany na lepsze, które powolutku zaczynają się u nas pojawiać. W dalszym ciągu w Polsce normalne i zrozumiałe byłoby podejście numer 1 (patrz pytania do czytelników). Reakcja numer 2 jest tak rzadka i sporadyczna, że uznałem, że warto o niej napisać i ją promować.

  #33 18.08.2010 22:56

Z wywodów Autora wynika, ze całkiem naturalną rzeczą jest, ze gdy na Allegro spotkam okazję w postaci samochodu, normalnie kosztującego sto tysięcy, za powiedzmy, 40 tysiączków, to mam brać to w ciemno. Bez zastanawiania się.
Gratuluję Autorowi optymizmu. I życzę na przyszłość więcej wspaniałomyślnych FIRM pokroju Symanteca.

Niegrzeczne to będzie z mojej strony ale jakoś ośmielam się wątpić w prawdziwość tej opowieści.
Bo taka operacja jaką opisuje Autor spowodowałaby spore straty. Jeśli zalegalizowano klucz Autorowi, to czemu nie zalegalizować innym?
Przy zakupie nowego towaru za jego 40 % rynkowej wartości każdemu kupującemu powinno zaświecić się w głowie przynajmniej żółta lampka. Należy umieć odróżnić okazję od kantu. To się przydaje w życiu. Nie każda firma jest tak wspaniałomyślna( naiwna? lub zdesperowana?).

Meszuge   16 #34 19.08.2010 07:59

@Kaptah drugi (niezalogowany)
„…gdy na Allegro spotkam okazję w postaci samochodu, normalnie kosztującego sto tysięcy, za powiedzmy, 40 tysiączków, to mam brać to w ciemno. Bez zastanawiania się”.

Dlaczego bez zastanowienia? Muszę zwykle chwilę pomyśleć, ile jeszcze dni zostało do pierwszego i czy w związku z takim zakupem starczy mi na chleb. Ale poza tym – tak. Z okazji należy korzystać. Oczywiście, jeśli są zgodne z prawem.
Do dziś chodzą legendy o tym, jak na Allegro facet sprzedał jacht za 1,00 złotych.
Ja jestem wolnym człowiekiem w wolnym kraju. Swoje rzeczy mogę oferować do sprzedaży za dowolną kwotę. Oczywiście mogę się też pomylić. Każdy ma prawo do błędu i… prawo do ponoszenia konsekwencji swoich błędów.

„Gratuluję Autorowi optymizmu”.
Optymizmu? Nie wiem, czemu poczuł się Pan upoważniony do obrzucania mnie wyzwiskami. Optymizm to dość paskudna wada charakteru.


„…jakoś ośmielam się wątpić w prawdziwość tej opowieści”.
Na szczęście Pana wierzenia, to nie mój problem.

„Jeśli zalegalizowano klucz Autorowi, to czemu nie zalegalizować innym?”
Nie mam zielonego pojęcia. Może nikt w takiej sytuacji się dotąd nie znalazł? A może w podobnej sytuacji nie odważył się kontaktować z firmą? Albo może nie miał dowodu zakupu? Albo nie był – jak ja – od wielu lat klientem firmy? Co mnie to zresztą obchodzi? Opisałem pewne zdarzenie, żeby pokazać, że jak się gra uczciwie, to czasem można zostać też potraktowanym uczciwie, a nawet życzliwie.


„Przy zakupie nowego towaru za jego 40 % rynkowej wartości każdemu kupującemu powinno zaświecić się w głowie przynajmniej żółta lampka”.
To jest właśnie podstawowy element myślenia sprzed dwudziestu lat. Oszukali cię? Ty jesteś winien! Ty powinieneś… Tobie powinno… Ty nie pomyślałeś…


To jest kapitalna sztuczka dzięki której władzy udało się – jak widać skutecznie – zamaskować własną nieudolność, indolencję (a może i coś gorszego): NIE POTRAFIMY CIĘ OCHRONIĆ, A WIĘC WINĘ PRZERZUCIMY NA CIEBIE.

Ci, którzy w tym kraju planują spędzić jeszcze kilkadziesiąt lat, warto żeby pamiętali, że ZGODA NA ZŁO ZAWSZE RODZI ZŁO.

  #35 19.08.2010 08:54

@Meszuge
Nie chce mi się w nieskończoność odbijać piłeczki.
Powiem tylko tyle, ze 40 procentowa przecena towaru jest możliwa. Tylko warto się zastanowić, kto i dlaczego tak robi. Bo jeśli rzecz nabywamy w pokątnym źródle może(nie musi) czekać nas niespodzianka.
Pan pisze dużo o odpowiedzialności. Dlatego powtarzam, że ja wiem z doświadczenia, że bardzo często odpowiadamy za naszą wiarę w cuda. Rzadko spotykamy na naszej drodze tak miłosierne firmy, jak Symantec.
Co do samej opisanej sytuacji. Osobiście nie lubię, nie tyle Symanteca, co jego produktów. Mam wrażenie, że tekst ma na celu ocieplić wizerunek firmy. Jeśli nabył Pan soft za jego 40% wartości, to od razu można było założyć, że coś jest nie tak.Wolność, wolny rynek nie zwalnia z myślenia. Bo o takiej przecenie produktu, to Symantec chyba trąbiłby w mediach na prawo i lewo.

Meszuge   16 #36 19.08.2010 10:22

W księgarni należącej do sieci Matras kupiłem „Encyklopedię mafii amerykańskiej” Carla Sifakisa za 15,00 złotych. Książka była nowa, bez żadnych wad; twarda oprawa, 570 stron. Zresztą cały ich stos był w takiej właśnie cenie. Jej cena katalogowa i drukowana na okładce to 69,00 złotych. To oznacza, że zapłaciłem za nią nieco ponad 21%.

Co powinienem zrobić w tej sytuacji? Nie kupić, bo to na pewno jakieś oszustwo, albo sprzedają kradzione? Wezwać policję? Domagać się okazania dowodu dostawy (i tak by mi nie pokazali)?

Takie zachowania uważałbym za przejaw manii prześladowczej, albo innej choroby psychicznej.

MaRa   8 #37 19.08.2010 12:06

@Meszuge - z książkami to jest zupełnie inna sytuacja niż z programami. Koszt nośnika i pudełka jest pomijalny (1-2zł?), płaci się za licencję, czyli prawo do korzystania. Książki nadrukowane a nie sprzedane leżą w magazynach, co generuje koszty, dlatego wydawcom opłaca się sprzedać je za każdą cenę, byle by oczyścić magazyny. Analogicznie, stare czasopisma można nawet dostać za darmo, jeśli ktoś ma odpowiednie dojścia. Z drukiem jest też taka sprawa, że powielenie tego (nielegalne kopie) kosztuje, i to sporo. Mogą być pirackie książki, ale bardzo rzadko, tylko w przypadku bestsellerów, które utrzymują cenę (nowy Harry Potter itp.).
Natomiast producenci oprogramowania, szczególnie najwięksi (Microsoft, Adobe, Symantec, Corel, Nero) nie mają żadnego interesu w stosowaniu promocji cenowych. Ceny w hurtowniach się utrzymują, marże sprzedawców są minimalne, a przecież nikt nie będzie sprzedawał dużo taniej niż kupił. Płyt tłoczy się tyle, ile akurat potrzeba, a jak zostanie nadmiar po wyjściu nowej wersji to prościej starsze zmielić, niż wyprzedawać okazyjnie. W marketach można to zaobserwować - kiedy pojawia się nowsza wersja, to starsza znika i są pudełka z nowszą, więc są jakieś układy z producentami. Bardzo rzadko można ujrzeć "promocje", chyba tylko wtedy, kiedy supermarket przeszacował zapotrzebowanie albo chce przyciągnąć klientów, którzy przy okazji zrobią inne zakupy. W hurtowniach też zawsze są najnowsze wersje, a ceny zmieniają się wraz z kursami dolara. Może jakiś sklep komputerowy chcieć pozbyć się niesprzedanego programu, ale to są pojedyncze sztuki (1-2), nie 50, nie 1000.

Do czego zmierzam - producenci programów bardzo rzadko stosują promocje cenowe na swoje produkty, a jeśli już, to robią to oficjalnie i jest o tym głośno (np. Office Home za 199zł czy Professional za 650zł). Konkurencja na rynku sprawia, że marże sprzedawców są minimalne (niektórzy zawyżają ceny, jak MediaMarkt). Nie ma więc takiej możliwości, by gdzieś kupić znacznie taniej (>10%) niż cena sugerowana przez producenta czy średnia cena rynkowa, trzeba tylko uważać by nie przepłacić. A powielenie jest proste.

Wyprzedaże są głównie w przypadku ubrań, kiedy sklep chce pozbyć się starego i nie modnego już towaru. Ale jeśli ktoś kupuje znacznie taniej coś markowego na straganie czy od anonimowego sprzedawcy w internecie, to trzeba uważać.

Natomiast pomiędzy majątkiem a skłonnością do oszustwa nie ma jakiś wyraźnych korelacji. Niektórzy są krętaczami, inni uczciwi, to jakaś cecha wrodzona. Są duże firmy oszukujące klientów, są małe i uczciwe, jest też na odwrót. Krętacze nie rozumieją, że oszukiwanie klientów nie sprawdza się w dłuższej perspektywie. Akurat w Polsce czasem się sprawdza, bo klienci patrzą głównie na cenę, kupią byle co, byle by taniej, byle by kupić zanim inni wykupią, a później się pomyśli.

MaRa   8 #38 19.08.2010 12:17

A już tłumaczę, dlaczego Symantec i inni producenci oprogramowania dają za darmo licencję, kiedy pokaże sie dowód zakupu pirackiego programu:

1) Ich to nic nie kosztuje.
2) Zwiększa wiarygodność firmy w oczach klienta.
3) Na dowodzie zakupu są dane sprzedawcy. A sprzedaż pirackich programów jest przestępstwem, za które grozi 5 lat więzienia i odszkodowanie dla producenta. Na pewno sprawa już trafiła do prokuratury, a sprzedawca ma przeszukiwany komputer. Nawet jeśli dane sprzedawcy są sfałszowane, to prokuratura może uzyskać informacje od Allegro (adres, na który zostało założone konto i zweryfikowane, numery IP komputerów, z których się logował, historia transakcji i dane pozostałych klientów itd.)

  #39 19.08.2010 13:39

Swego czasu chciałem kupić program antywirusowy Panda. Wybór padł na jeden ze sklepów. Mieli cenę około 20 złotych mniejszą niż przeciętna. I to był mój błąd. Sklep w ogóle nie miał zamiaru zrealizować zamówienia. Liczył najwyraźniej jedynie, że dokonam przelewu i będę cierpliwie czekał na towar. JA zmówiłem za zaliczeniem i straciłem tylko czas.
Konsument musi wykazać się odrobiną zdrowego rozsądku. Jakimś wyczuciem rynku. Okazje są możliwe. Ale nie każde. Za naiwność się płaci.
Naprawdę, jak czytam wywody Autora o naturalności superokazji, nie mogę się powstrzymać od uśmiechu.
Oczywiście jego postulat o cywilizowanym traktowaniu swoich klientów jest jak najbardziej słuszny. Ale bądźmy realistami. Ja w opisanej sytuacji nie oczekiwałbym rekompensaty. Klient nie może oczekiwać, że ktoś będzie go niańczył.

Fanboj O   6 #40 19.08.2010 15:22

"I to był mój błąd."
@Kaptah drugi

Już to zdanie zostanie pochwycone przez Meszuge- socjologa dewiacji potransformacyjnej, jako dowód na twoje skalane komunizmem jestestwo. Nawet jeśli masz 14 lat :-)

"NIE POTRAFIMY CIĘ OCHRONIĆ, A WIĘC WINĘ PRZERZUCIMY NA CIEBIE."
"To jest właśnie podstawowy element myślenia sprzed dwudziestu lat."
@ Meszuge

Skąd u ciebie taki fetysz szukania w człowieku współczesnym wad wywodzących się z minionego systemu? Dlaczego takie zachowania nie miałyby wynikać ze 123 lat zaborów, przerżniętych wojen i powstań, zranionej duszy wielkich sarmatów- zmarginalizowanych i wciśniętych geopolitycznie między dwa mocarstwa, potomków chłopów pańszczyźnianych bogobojnych i czapkujących przed panem i bojących się wejrzeć na jego majestat?
Przecież takie wydarzenia muszą do dziś wpływać na zachowanie słowiańskiego konsumenta, a ty ograniczasz się wyłącznie do komunizmu?

Meszuge   16 #41 19.08.2010 15:31

@MaRa

No przecież o to cały czas chodzi! :-)
Wszystkie trzy punkty wymienione przez Ciebie trafiają w sedno. Zwłaszcza i szczególnie drugi. Natomiast nie jestem pewien dalszego rozwoju sytuacji, czyli, czy faktycznie Symantec będzie ścigał sprzedawcę, ale to już nie moja sprawa.


@ Kaptah drugi (niezalogowany)

Ja też nie oczekiwałem, żadnej rekompensaty od Symanteca, bo w tej sytuacji Symantec nie był mi nic winien. Firma zrobiła coś ponad to, co bezwzględnie musi i to właśnie jest godne pochwały.




Czy konsument (klient, nabywca) MUSI wykazywać się zdrowym rozsądkiem i wyczuciem rynku? Nie, nie musi. Nigdzie, w żadnych przepisach takich obowiązków klienta nie wymieniono. Pewne ograniczenia i zasady obowiązują natomiast sprzedawcę. Wolno mu na przykład sprzedawać tylko towar „legalny”. Za towar odpowiada sprzedawca, a nie kupujący – bez względu na to, co się komu na ten temat roi.



Oczywiście nie byłoby sensu polemizować, gdyby transakcja miała miejsce w bramie, za śmietnikiem, albo na targowisku. Ale jeśli chodzi o miejsce, to też mamy bardzo ciekawe doświadczenia i dziwne podejście. Kupując towar w sklepie nie znam nazwiska właściciela ani jego adresu. Wynajmując lokal i rozpoczynając działalność sprzedawca (właściciel interesu) nie musiał nigdzie składać oświadczenia, deklaracji, że będzie sprzedawał tylko i wyłącznie towary „legalne” (używam tego określenia, jako pewnego skrótu myślowego).
Kupując na Allegro, czy w innym serwisie aukcyjnym, takie dane posiadamy, a potencjalny sprzedawca musiał najpierw wyrazić zgodę, zaakceptować regulamin i zadeklarować, że nie będzie oferował towarów zabronionych (regulaminem, bądź innymi przepisami).
A mimo to większe zaufanie mamy do sklepu niż do serwisu w Internecie.

Czyżby instynktowna niechęć, obawa, nieufność ludzi prostych wobec tego, czego nie rozumieją, na czym się nie znają?
Moja babka opowiadała, że pół wieku temu mnóstwo ludzi wolało kupować od chłopów na targowiskach, wprost z wozu. Do sklepów i innych takich miastowych wymysłów nie mieli zaufania.

A za pakiet Office 2007 zapłaciłem w Media Markt 169,00 złotych.


@ Fanboj O

Bo mnie interesuje psychologia; zwłaszcza analiza transakcyjna. Po prostu. :-)

Myślę, że trudno byłoby doszukać się i wyodrębnić dzisiaj, w zachowaniu współczesnych Polaków, te elementy, które wynikają na przykład z wygranej bitwy pod Grunwaldem.

  #42 19.08.2010 16:24

@Szanowny Panie Meszuge

"Czy konsument (klient, nabywca) MUSI wykazywać się zdrowym rozsądkiem i wyczuciem rynku? " Nie, nie musi. Zgadzam się jak najbardziej.
Dam taki przykład okazji cenowej. Magazyn Play, gra Splinter Cell. Ta sama gar w pudełku cena około 25 PLN. Gra z magazynem 9.99. Okazja? Okazja! A mimo wszystko haczyk był. Gdybym nie był sknerą miałbym klucz i mógł grać w sieci. A ze uwierzyłem w "moc kapitalizmu"- nie mam i z sieciowych zmagań nici!
Ja wiem jedno- każdy chce zarobić. I jest to jak najbardziej naturalna rzecz.
I na zakończenie dyskusji, jednak pozostanę przy swoim. I nadal, jeśli np pijaczek spod budki z piwem, zaproponuje mi najnowszy model mercedesa w okazyjnej cenie, ja skorzystam jednak ze swojej ostatniej szarej komórki(mimo, że jako konsument nie muszę, muszę tylko móc zapłacić) i sprawdzę, czy to jego mercedes.

StawikPiast   11 #43 19.08.2010 17:54

i to jest wlasnie dbanie o klienta, cos czego polskie firemki jeszcze sie za bardzo nie nauczyly. Dla przykladu podam ze np mialem spiecie z telewizja N i stwierdzili ze wprawdzie ich sprzedawca mnie oklamam ale oni maja to gdzies i plac kliencie. W normalnej firmie jak tutaj opisywany Symantec uslyszal bym przeprosiny i sprawa byla by rozwiazana odrazu. a tak N-ce uprzykrzam zycie i caly cos im zglaszam (juz tak bardziej dla chcecy zeby sie napracowac musieli) a do tego stracili klienta. A wystarczylo przeprosic i mieli by zadowolonego klienta na jeszcze wiele lat.

  #44 19.08.2010 18:51

Ekstra, że to opisałeś. Niestety niewiele firm zachowałoby się w takim przypadku tak z klasą.

  #45 19.08.2010 23:35

A do kogo masz autorze pretensje?? Symantec jest właścicielem softu, wiec może dyktować warunki jakie chce. A jak Ci się nie podoba to nie używaj.
A oprogramowania to się na allegro nie kupuje, bo za dużo jest tam krętaczy.

Meszuge   16 #46 20.08.2010 10:51

@kwirynus
„A do kogo masz autorze pretensje??”

A wiesz, że to jest dobre pytanie. I po głębokim namyśle dochodzę do wniosku, że możliwości są trzy:

a) Mimo, że jestem pi…, no… powiedzmy… autorem setek artykułów, ja nie umiem pisać, a przynajmniej nie tak, żeby być rozumianym. I jeśli tak jest, to pretensję mogę mieć tylko do siebie.

b) Druga ewentualność jest taka, że pomimo ogromnych starań dzieci i młodzieży, nauczyciele nie są w stanie nauczyć ich tak zwanego czytania ze zrozumieniem, a jeśli tak, to pretensję mam do szkolnictwa w naszym pięknym kraju.

c) A trzecia… Trzecia opcja jest tak potworna, że ja się aż boję o niej pisać. Fuj, fuj! A kysz! Zgiń, przepadnij!

  #47 20.08.2010 13:50

@Meszuge
No i po co te Twoje głupie złośliwości względem mojej osoby?? Może wg. twojej oceny nie przeczytałem ze zrozumieniem tego co napisałeś, ale czytam twój wpis i widzę, że masz pretensje do Symanteca o to że są takie trudności z aktywacją twojego produktu. Akurat, ta pani z którą rozmawiałeś, musiała mówić to co jej kazali.
Wiesz kiedyś jak używałem Nero 9 to trzeba było w niektórych aplikacjach aktywować patenty innych firm. No i w pewnym momencie przekroczyłem dozwoloną liczbę aktywacji. Miałem dwa wyjścia. Albo zadzwonić do nich na jeden z zagranicznych numerów, albo napisać maila w języku angielskim z numerem licencji. No i napisałem i mi odblokowali. Nie spodobało mi się to i przestałem tego używać, jak i całego Windowsa.
Skoro mają taką politykę to ich sprawa. Mogę się do tego dostosować lub nie i nie piszę blogów obwiniając tą firmę o to że utrudniają życie. I proszę bez złośliwych docinków, bo to jest prostackie.

Meszuge   16 #48 20.08.2010 15:20

@Kwirynus

To nie specjalnie do Ciebie. Zauważ jednak, że tylko Ty i Sebt sugerujecie, że ja mam jakieś pretensje do Symanteca. Yetis pisze o zachowaniu z klasą, StawikPiast o dbaniu o klienta, i ja z nimi nie polemizuje; MaRa pisał o zwiększaniu wiarygodności firmy w oczach klienta i ja mu przytaknąłem…

JA NIE MAM PRETENSJI ANI ŻALU DO FIRMY SYMANTEC!!!
Mój artykuł chwali ich postawę! Mnie się Symantec podoba!

:-) :-) :-)

  #49 20.08.2010 19:30

FIRMA to ziomki z zasadami
Na koncertach nie jesteśmy sami!

Meszuge   16 #50 21.08.2010 08:49

@sebt

Bo wtedy jeszcze nie wiedziałem, że numer jest „felerny”. Bo jestem leniwy, a tu żądali ode mnie zrobienia czegoś. Bo był to sposób na rozładowanie irytacji wynikającej z zajścia.

Meszuge   16 #51 21.08.2010 08:51

@jp
"... ziomki z zasadami..."

??? Obawiam się, że chyba jednak nie do końca rozumiem. :-(

JanStefan   6 #52 21.08.2010 17:54

O ile się nie mylę, masz prawo wiedzieć, z jakiego źródła pochodzi towar, zwłaszcza jeżeli wydaje Ci się on podejrzany - zaniżona cena. To uniknąć może oskarżeń o paserstwo, bo weź np. pod uwagę dział budownictwa! Jak jakaś firma zakupi towar, to musi znać jego pochodzenie, dostać atesty itd. Tutaj masz te same prawa, chociaż prawo nie przewiduje by ktoś dał Ci atest chociażby na pomidora, ale masz prawo wiedzieć skąd pochodzi - dlatego są naklejki z napisem np. Hiszpania

JanStefan   6 #53 21.08.2010 17:55

ps a czasami jest dokładny adres pochodzenia, z jakiego gospodarswa rolnego :)

Meszuge   16 #54 21.08.2010 18:17

@JanStefan

Co najwyżej dotyczy to "Made in..." a i to nie zawsze. Bo źródło pochodzenia towaru jest, albo może być, chronioną tajemnicą handlową/firmową.

Bardzo często zapominamy o tym, że człowiek jest niewinny dopóki nie udowodni mu się winy - to raz, a dwa, że nikt nie ma absolutnie żadnego obowiązku udowadniać swojej niewinności - to jemu, ewentualnie, trzeba dowieść winę.

W praktyce oznacza to, że swoje podejrzenia, choćby uzasadnione, to ja mogę sobie w... wsadzić. Sprzedawca niczego nie ma obowiązku mi udowadniać, a w szczególności legalnego pochodzenia towaru. To ja, lub organy ścigania, mają mu udowodnić, że towar nie pochodzi z legalnego źródła.

  #55 21.08.2010 20:39

@ Pnie Meszuge, to co mnie irytuje w Pańskich wywodach, to to, że pod niebiosa pochwala Pan podejście do klienta FIRMY przez duże "F" ( w tym przypadku Symanteca), ale po soft poleciał pan do pana Kazia właśnie, bo tanio.
Symantec zalegalizował Panu soft- świetnie.
Nie zmienia to jednak mojego podejścia, wydaje mi się zdrowego i rozsądnego, że nie każda okazja jest uczciwa. Po towar poszedł Pan tam gdzie tanio, bez wnikania, by tak rzec w szczegóły. A prawda jest taka, że Symantec uratował Pańskie pupsko, właściwie z miłosierdzia.

Meszuge   16 #56 21.08.2010 21:15

@ Kaptah drugi (niezalogowany)

Uratował? A niby przed czym??? :-)

Nie myliłbym też miłosierdzia, z polityką i strategią korporacji. :-)

  #57 21.08.2010 22:11

Polityka i strategia korporacji, jest polityką i strategią korporacji. Pan i tak następnym razem pójdzie do pana Kazia, bo u niego taniej. I jeśli znowu, nie daj Boże, trafi pan na dziwny soft, znowu poleci pan ze skargą do korporacji. Że źli ludzie Pana oszukali. A za pańskie skargi zapłacą realiści, którzy wiedzą, że cudów nie ma. I oczywiście nie omieszka się Pan pochwalić i wychwalać pod niebiosa polityki firmy. Za którą ktoś płaci. Podpowiem- uczciwi jej klienci, którzy znają, choć jak Pan twierdzi nie muszą, realia rynku. Dziwi mnie Pański tupet. Dużo pisze Pan o rozsądku, a zdaje się nie dostrzegać, że uczciwy człowiek, by mieć z czego żyć, nie może zejść poniżej pewnych kosztów. A jeśli schodzi, to warto się zastanowić dlaczego.
Ale jak znam życie Pan i tak pozostanie przy swoim.

  #58 21.08.2010 22:48

@Meszuge
Nie tylko ja niby źle odebrałem ten wpis widać. Każda firma ma swoją politykę, a jeżeli nie chcesz się dostosować i jesteś leniwy to droga wolna. I wg. mnie twój tytuł i treść jest bardzo nietrafiona. Po prostu wylałeś swoje żale.

  #59 21.08.2010 22:50

Ten anonim nade mną to ja. Przepraszam ale w ferworze dyskusji zapomniałem się podpisać.
Panie Meszuge, aby było więcej firm, które Pan wychwala, klient musi zwracać uwagę nie tylko na cenę. Ale na na przykład serwis, wsparcie, gwarancje itp. A to kosztuje. Dlatego ludzie, czy firmy pokroju pana Kazia były są i będą. Dziś taki handluje softem Symanteca, a jutro pietruszką. Jemu nie zależy na marce. Bo zawsze znajdzie klientów, którzy polecą na cenę i jeszcze będą się tym chwalić. I, jak Pan, iść w zaparte, że nie muszą myśleć. Pan daruje, ale ja nadal uważam, że jeśli ktoś ma odrobinę wyobraźni, to wie, mniej więcej, co ile może kosztować, by było legalnie albo w przyzwoitym standardzie lub jakości.

Meszuge   16 #60 21.08.2010 22:51

@anonim

Konsekwencje polityki firmy X, ponosi firma X. Jeśli firma X nie jest na przykład jednoosobową spółką skarbu państwa, to jest cudacznym, na wpół komunistycznym tworem, jakich mnóstwo w Polsce.

Ja nie jestem od tego, żeby domyślać się, podejrzewać, kombinować, sprawdzać, wykrywać, ujawniać… Od tego, żeby nie było kanciarzy, ja płacę podatki. Nie pamiętam, ile wynoszą ostatnie wyliczenia, ale sądzę, że nie mniej, niż 75%. Płacę i wymagam! I to jest też coś, czego mieszkańcy tego kraju może się kiedyś nauczą.

Widzę, że uporem maniaka czyta pan coś, czego nie napisałem. Nigdzie w moim tekście nie ma mowy o lataniu na skargę do korporacjo, bo źli ludzie… Dzwoniłem do Symantecu, nawet dość poirytowany, bo okazało się, że kolejną, czwartą aktywację produktu muszę przeprowadzić przez telefon, a nie – jak zwykle – przez Internet.
Gdybym się miał ochotę poskarżyć, w tym przypadku chodziłoby o oszustwo, to zrobiłbym to we właściwym miejscu, to jest w prokuraturze.

Meszuge   16 #61 21.08.2010 23:10

@Kaptah drugi (niezalogowany)

Co do anonima, to oczywiście domyśliłem się. Nie ma sprawy. :-)

„Jemu nie zależy na marce. Bo zawsze znajdzie klientów, którzy polecą na cenę i jeszcze będą się tym chwalić. I, jak Pan, iść w zaparte, że nie muszą myśleć. Pan daruje, ale ja nadal uważam, że jeśli ktoś ma odrobinę wyobraźni, to wie, mniej więcej, co ile może kosztować, by było legalnie albo w przyzwoitym standardzie lub jakości”.

To wszystko brzmi pozornie bardzo dobrze. Poprawnie. Logicznie. Nie wiem tylko, czy zauważa Pan jedną rzecz: nadal i wciąż przerzuca Pan pewne zobowiązania na klienta. Bo klient ma znać kalkulację i zdawać sobie sprawę, ile co powinno kosztować. Nie. Nie ma takiego obowiązku i w tej kwestii raczej nie uda nam się porozumieć.

Nie uważam też, żeby to obowiązkiem klienta było dbanie o markę wyrobu, dobre imię firmy, renomę itd. Jak już wyżej pisałem, konsekwencje polityki firmy X, ponosi firma X. W tym konkretnym przypadku Symantec zadbał o swoją markę i nic więcej. Jest to postępowanie całkowicie normalne, naturalne i nawet oczekiwane w USA, ale u nas nadal nowe i dziwne. Dlatego zwróciłem na nie uwagę.


Extraordinarykid   6 #62 22.08.2010 16:33

Taka polityka, którą zastosowano w stosunku do Pana, Panie meszuge, nie ma szans na dłuższą metę.

Ja już widzę w tym sposób zarobku oszustów.

Wystarczy zakupić nielegalna kopię oprogramowania z nielegalnym kluczem licencyjnym.
Następnie dzwonimy do firmy, udajemy zaskoczenie i płaczemy..
I co teraz ?

Firmy maja każdemu dawać darmowego antywirusa, bo jak nie, to imię ich firmy zostanie okryte hańbą ?

Dla mnie nie jest dziwne, że firma potrafi okazać komuś dobre serce.
Przykładowo tak McDonalds dał mi kiedyś dokładnie taki sam zestaw jaki zamówiłem, a który roztrzaskał mi się o podłogę, ponieważ dwa stopnie były zrobione z takich samych płytek, jak całe ściany, zlało mi się to w jedno i potknąłem się ..

Ale czy każdemu teraz trzeba dać zestaw ?
Usunąć schody ?
Liczyć na inteligencję i rozwagę ludzi ?
Czy może powiesić kartkę "uwaga stopień" ?

Firma Symantec nie różni się niczym od firmy Pana Janka.
Firma Symantec może sobie po prostu pozwolić na taki gest, podczas gdy Pan Janek ma na utrzymaniu dom, rodzinę i opłaty za wszystko.

Meszuge   16 #63 22.08.2010 18:43

@ Extraordinarykid
"Ja już widzę w tym sposób zarobku oszustów".


Ja też. Jedynym problemem, jaki musieliby pokonać jest konieczność posiadania dowodu zakupu programu. Gdybym takowego nie posiadał, nici byłyby z aktywacji.

Extraordinarykid   6 #64 23.08.2010 06:31

Dowód zakupu, to nie problem.
Jeszcze kilka lat temu, w Katowicach, nieopodal giełdy komputerowej, jeden człowiek sprzedawał oprogramowanie Windows za 25 zł - legalne - jak twierdził.
Dawał paragon do złudzenia przypominający prawdziwy, z tym, że farba schodziła po godzinie noszenia w kieszeni.
Pamiętam to, bo sąsiedzi się nacięli i dzwonili na policję z naszego telefonu, gdyż nie mieli wtedy swojego.

Także wydrukować jakiś paragon z firmy na Pana Zdzisia i udawać, że się to kupiło.

Technologia zawsze jest krok za oszustem, bo to człowiek ją tworzy ;-)

Meszuge   16 #65 23.08.2010 07:21

Transakcje płatne przelewem, przy pomocy kart kredytowych, albo debetowych, faktury - choćby imienne... Oczywiście nie stanowią jakiegoś stuprocentowego zabezpieczenia, ale to już coś. Nie można przecież "dać się zwariować" czy popadać w typowo polską paranoję.

Wiesz na czym polega polska paranoja? Na przykład: nikt nic nie robi w mieście dla obniżenia liczby bezdomnych, ale za to w centrum zlikwidowano ławki, bo jak bezdomni tam nie śpią, to można udawać, że nie istnieją.

infoR_96   4 #66 23.08.2010 18:50

Opowieść bardzo ciekawa. Jednak pamiętajmy, że zawsze trzeba uważać przy takich zakupach. Różne są sytuacje, a jeśli decydujemy się na kupno no to tylko w sklepie komputerowym, choć pewnie tutaj spotkam się z odpowiedziami, że i tutaj mogą być wadliwe klucze, jednak ja pozostaje tutaj przy tym stanowisku. Uważam, że ludzie czasem przesadzają z wygodą. Zamiast zamawiać przez internet, zwłaszcza przez allegro to nie lepiej najpierw poszukać w mieście? a jak już to istnieją jeszcze sklepy internetowe, gdzie mamy podany adres firmy, telefon itp.
pozdrawiam. proszę nie powoływać się w odpowiedziach na mój wiek.

Meszuge   16 #67 23.08.2010 20:00

@ infoR_96

Wiek? A co ma wiek do rzeczy? Pleść głupoty można w każdym wieku, ale napisać coś rozsądnego mając lat kilkanaście, to już sztuka. A poza tym, skąd ja mam wiedzieć, ile Ty masz lat?
Piszesz z sensem, więc odpisuję.

Kiedy zaczynałem na Allegro, był to serwis aukcyjny, na którym ludzie sprzedawali głównie to, co było im zbędne. Nietrafione prezenty, ciuchy, z których wyrośli, filmy, które im się znudziły itd.
Później szefowie Allegro zmienili politykę (pisali zresztą o tym całkiem oficjalnie), dążąc do tego, by Allegro stało się czymś w rodzaju pasażu handlowego. Powolutku ten plan jest realizowany. Coraz mniej aukcji, coraz więcej ofert Kup Teraz, coraz częściej sprzedający są zawodowymi handlarzami. Poza kontami (bywa, że wieloma) na Allegro, mają też sklepy internetowe, a bywa że i tradycyjne. Prosty przykład: materkowp.com i konto „kinum” na Allegro to ta sama firma. Czemu miałoby być bezpieczniejsze kupowanie w materkowie, niż u kinum?

Kawał życia przepracowałem w handlu. Wiem, że żeby „zniknąć” sklep, na przykład komputerowy, wystarczy kilka godzin. Podjeżdża auto, ładuje się na nie resztę towaru i kilka co cenniejszych mebli i… koniec zabawy. W pustym lokalu zostaje trochę śmieci i połamane krzesło. Jeszcze szybciej można zlikwidować sklep internetowy. Natomiast zamykanie i likwidacja konta na Allegro, to żmudna i długa procedura.

Przekonanie, że „bezpieczne, bo murowane”, jest w tej chwili taką samą iluzją, jak „świeże, bo z targowiska”. :-)

  #68 23.08.2010 20:22

Niestety allegro nie jest miejscem bezpiecznych zakupów przynajmniej oprogramowania jak widać na Twoim przykładzie. Na uwagę zasługuję zachowanie Symanteca nie dość, że mają naprawdę przyzwoite produkty to dodatkowo dużym plusem jest podejście do klienta - oby więcej takich zachowań.

  #69 23.08.2010 22:18

Zgadzam sie z Garepa - uwazam ze potraktowano nadzwyczaj przyzwoicie..szczerze mowiac zwyczajna polska firma olala by Ciebie - skoro kupujesz w nieautoryzowanym sklepie to samo sobieś winien. Ale tu widac jednak nieco wyzsze standadry za co slowa uznania dla Symanteca.

Meszuge   16 #70 24.08.2010 08:00

@gerapa, lorebi

Ano, właśnie o to zachowanie Symanteca chodzi. I o różnicę w podejściu do klienta. Obawiam się, że nasi przedsiębiorcy wypadają w takim porównaniu dość blado.
Ale może za jakieś 40-70 lat i my nauczymy się życzliwości wobec tych, dzięki którym mamy pieniądze na chleb.

  #71 25.08.2010 11:29

Jestem zszokowany takim działaniem firm Symantec i Microsoft. Jestem także zszokowany polskim sądownictwem, ale do tego akurat już zdążyłem przywyknąć. Hmm może sąsiad mi wystruga z drewna Lamborghini, ja mu za niego zapłacę (przelewem, żeby mieć dowód), a potem zadzwonię do Lamborghini, żeby mi przedłużyli gwarancję. Okażę się, że padłem ofiarą oszustwa i dostanę nowiuśkie Lambo z nową gwarancją. Życie jak w Madrycie.

Meszuge   16 #72 25.08.2010 15:07

@szoken

Nie dziwię się – wielu ludzi w Polsce przeżywa szok stykając się z wymierną życzliwością. Wymierną i mierzalną, powtarzam, w odróżnieniu od tej, do której się powoli przyzwyczajamy, to jest wymuszonej nakazem szefa i sprowadzającej się jedynie do wykrztuszenia przez sprzedawcę ze sztucznym uśmiechem na ustach pytania: „w czym mogę pomóc?”.