Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Wielkie rozczarowanie – rzecz o anonimowości w Internecie

Na początek dygresja. Każdy chyba widział, albo czytał jakiś film czy książkę szpiegowską. Elementem fabuły jest tam zwykle tajne przekazywanie informacji, bo zdobyć pilnie strzeżone dane to oczywiście podstawa, ale jeszcze trzeba je jakoś przekazać swoim mocodawcom i „nie wpaść” przy tym. Są więc w tych filmach/książkach radiostacje, nasłuchy, szyfry, skrzynki i lokale kontaktowe, jakieś przekazywanie teczek pod stołem w barze itd. itp., w każdym razie wiadomo, o co chodzi.
Każdy przeciętnie inteligentny człowiek powinien sobie w tym momencie zadać proste pytanie: po co te wszystkie cudaczne kombinacje? Przecież konstytucja każdego cywilizowanego kraju gwarantuje obywatelom nienaruszalność korespondencji. Czy zamiast tych karkołomnych ewolucji nie prościej napisać list? Albo zwykłą kartkę pocztową z informacją: „Tu J-23 uprzejmie donoszę, że…” opatrzoną podpisem zawierającym imię, nazwisko i inne dane adresowe. Korespondencja jest tajna, a więc takiej wiadomości nikt nie może przeczytać poza adresatem i nadawcą, a gdyby jakiś listonosz, niechcący, fragment przeczytał, to musi natychmiast o nim zapomnieć i zgłosić się do ukarania, za naruszenie konstytucji. W każdym razie, w ten sposób zdobytej informacji w żaden sposób wykorzystać nikomu nie wolno.

Głupie? No oczywiście, że głupie! Jeśli nadal szpiedzy wszelkiej maści przekazują informacje w sposób utajniony, to oznacza tylko, że cała ta tajemnica korespondencji jest iluzją.
A jeśli ktoś wierzy (oj naiwny, naiwny…), że po zjednoczeniu Europy i upadku „komuny” wywiad przestał istnieć, to niech sobie w miejsce szpiegów podstawi przestępców, którzy korespondencyjnie uzgadniają szczegóły skoku na bank.

Internet pojawił się w moim domu wraz z systemem Windows 98, a więc dość dawno temu. Wtedy, zarówno ja, jak i zdecydowana większość moich znajomych, zdawaliśmy sobie świetnie sprawę, że prawdopodobnie Microsoft (i nie tylko) wie, kto używa pirackiego oprogramowania, ale wiedzy tej w żaden sposób nie może wykorzystać przeciwko nam, nie przyznając się jednocześnie – jak w powyższym przykładzie z tradycyjną pocztą – do łamania konstytucji, czy innych przepisów danego kraju.

Korzystaliśmy wtedy powszechnie z Usenetu (grup dyskusyjnych) i wiedzieliśmy, że wszystko, co piszemy zostaje na serwerach – jeśli nie na zawsze, to na bardzo długo. Analogicznie było z pocztą e-mail, forami dyskusyjnymi itd. Były to sprawy tak oczywiste, jak to, że Urząd Skarbowy wie jakie mam dochody i z jakich źródeł, że ZUS wie, na co chorowałem, fryzjerka wie, że mam łupież, sprzedawczyni z pobliskiego sklepu wie, jakie pieczywo lubię, bank wie, co kupuję i gdzie byłem w określonym czasie (płatności kartą, bankomaty), sąsiadka wie, jakiej muzyki słucham, pani na poczcie wie kto pisze do mnie i komu ja odpisuję, NFZ wie, że mi pryszcz na tyłku wyskoczył… Tak można w nieskończoność i to bez podłączenia do Internetu.

Kilka lat później wydarzyło się coś niezrozumiałego – kolejni użytkownicy komputerów nagle i nie wiedzieć na jakiej podstawie uroili sobie, że będą w Internecie anonimowi. Być może (to tylko moja spekulacja) tę naiwną wizję anonimowości zrodziła, jako kuriozalny skutek uboczny, ustawa o ochronie danych osobowych, ale pewności co do tego nie mam.
W każdym razie przekonanie o anonimowości w Internecie jest tak absurdalne, tak dziecięco naiwne, jak poczucie bezpieczeństwa podczas wysyłania meldunków szpiegowskich na kartkach pocztowych z prawdziwym adresem nadawcy.

Znowu minęło kilka lat. Przez Polskę przetacza się obecnie fala rozczarowania, żalu, zawodu. Ludzie najwyraźniej niezbyt dojrzali, choć w różnym wieku, zachowują się jak zawiedzione dzieci, którym ktoś odbiera wiarę w świętego Mikołaja, albo podwórkowe przekonanie, że jak założą maskę Zorro, to już nikt ich w piaskownicy nie rozpozna. Pryska złudzenie, że w tym Internecie to będzie sobie można zupełnie anonimowo – czytaj: bezkarnie – hasać do woli.

Od zawsze chodzę w butach firmy Dr Martens. Kiedyś wiedzieli o tym sprzedawcy w sklepach z butami, teraz wie także Bill Gates, Sergey Brin i Larry Page. I co z tego? Ano to, że następnym razem zobaczę pewnie na monitorze reklamę „martensów”, a nie na przykład biustonoszy. A to świnie! Jak mogli mi to zrobić?!

W systemie Allegro zapisane są numery moich kont bankowych. No i co w związku z tym? Chyba tylko to, że ktoś może mi wpłacić pieniądze na konto, bo przecież wypłacić bez mojej autoryzacji nie jest w stanie. A jeśli jest, to oznacza, że złamane zostały zabezpieczenia banku i jest to problem banku i jego ubezpieczeń, a nie mój.
A jeśli już mowa o bezpieczeństwie, to bardziej niż skomplikowanych przedsięwzięć hackerskich bałbym się czegoś zdecydowanie prostszego i na naszą miarę – napadu pod bankomatem. Przypadek autentyczny: do pani w średnim wieku stojącej przy bankomacie, podchodzi pan, przykłada nóż do żeber, każe włożyć kartę i wystukać PIN. Ot i cała filozofia!
A bardziej niż kradzieży tożsamości internetowej obawiałbym się zgubienia, albo kradzieży dowodu osobistego – moja żona coś takiego przeżyła, więc wiem, co to jest za heca, kiedy ktoś na cudzy dowód bierze pożyczki, albo robi zakupy na raty.
Oczywiście wszystko to nie znaczy, że w Internecie można i należy zachowywać się zupełnie bezmyślnie i rozdawać wszystkie informacje o sobie każdemu i przy każdej okazji. Albo i bez okazji.

Dostęp do Internetu daje niesamowite korzyści i wygodę. Poza abonamentem, trzeba za to „zapłacić” kolejnym obniżeniem poziomu anonimowości, który i tak od dawna był już właściwie tylko iluzją. Ludzie dorośli i dojrzali zdają sobie sprawę, że zawsze jest coś za coś. Czegoś za nic, oczekują małe dzieci.
Poza tym warto się może zastanowić, co takiego chcemy robić w Internecie, że aż tak bardzo boimy się, lub wstydzimy, ujawnienia swoich poczynań?

Na koniec zwolennikom anonimowości i tajności podpowiem tylko, żeby rozważyli rezygnację z telefonów komórkowych, bo dzięki tym urządzeniom ich operator zawsze wie, gdzie się aktualnie znajdują. I na pewno ich śledzi.
Poza tym wizytówki – dla zachowania anonimowości i bezpieczeństwa radziłbym umieszczać na nich tylko nieprawdziwe, albo utajnione dane, o tak:

 

porady hobby inne

Komentarze

0 nowych
  #1 08.08.2010 10:55

1. Informacje przekazywane przez sieć można szyfrować. Ja wiem, że oprogramowanie zamkniętoźródłowe, co uzależnia użytkownika w dodatku od jednego dostawcy usłu, takiej opcji nie dostarcza, bo to byłoby bez sensu, ale korzystając z komunikatora interentowego i sieci, która mnie do nikogo nie przywiązuje, to mogę szyfrować inforamcje.
2. W przypadku poczty e-mail mogę szyfrować informacje
3. Stworzenie własnego serwera pocztowego nie jest trudne - pozostaje jeszcze ten wynalazek amerykański pod nazwą echelon, ale on nie może być aż tak skuteczny. Początkowo nie istniały serwery POP3, a z SMTP korzystano w roli komunikatora czasu rzeczywistego.
4. Nie wszystkie proxy przekazują mój prawdziwy adres IP - pożądne proxy tego nie robią.
5. Korzystanie z Tor

  #2 08.08.2010 10:59

Wniosek(patrz wyżej na poprzedni mój post):
Internet może być anonimowy, ale normalny człowiek jak zwykle ma to gdzieś i zwala na kogoś, że to on powinien mu zapewnić. Jeżeli mu udowodnisz, że ten ktoś się nie stara, to ta osoba zacznie tupać nuszkami i udawać, że zrobiłeś mu krzywdę. Podobnie jest z bezpieczeństwem. Nikt z normalnych ludzi tym tematem się nie interesuje, ale w przypadku pokazania mu, jak bardzo jest zagrożony, to odda Cię na policję, ześ kryminalista jakiś. Kiedy ty będziesz musieć się tłumaczyć ze swojego zachowania, to tamta osoba znowu poczuje się bezpiecznie.

Żyjemy po prostu w tak dziwnych czasach, w których ludzie wierzą m.in w bezpieczeństwo własne, bo jakieś informacje na ich temat umyślnie utajniono. Wszyscy ludzie jakoś chcą, by ich nianczono.

command-dos   18 #3 08.08.2010 11:58

@meszuge - chyba się pomyliłeś... Mylisz tu reklamę firmy Kowalskiego z jego prywatnością. Załóż w domu kamerki i uruchom witrynę ze streaming'iem z nich - wtedy porozmawiamy. Są pewne rzeczy, którymi Kowalski ma się ochotę podzielić z innymi, a są takie, które wolałby zachować dla siebie. Zamykasz dom, czy zapraszasz tam każdego? Poza tym wstydem byłoby dla mnie samego, jeśli o urodzinach żony, czy dzieci musiałoby mi przypominać, np. google. Rozumiem, że (wszystkie) fotki z Twoich imprez i wakacji można sobie pooglądać w udostępnionym katalogu bez hasła w sieci wifi typu open... Jasne nie należy popadać w paranoję, ale nie przeginajmy także w drugą stronę...

trux   11 #4 08.08.2010 12:22

Brak anonimowości w internecie to mit.
Mam tu na myśli takie sieci jak tor i freenet.
Treści w nich zamieszczane są gwarantem anonimowości, bo w normalnym internecie nie mogło by to mieć miejsca.

"Na koniec zwolennikom anonimowości i tajności podpowiem tylko, żeby rozważyli rezygnację z telefonów komórkowych, bo dzięki tym urządzeniom ich operator zawsze wie, gdzie się aktualnie znajdują."

Wystarczy tylko zmieniać telefony wraz z kartami sim, oraz telefonować tam gdzie jest dużo ludzi...
To praktyki powszechnie znane w pewnych środowiskach :)

Xelosu   4 #5 08.08.2010 13:24

Ustawa o ochronie danych osobowych nie ma nam gwarantować anonimowości tylko pełną kontrolę nad naszymi osobistymi danymi.
Idąc twoimi przykładami, to ja wybieram która fryzjerka będzie wiedziała, że mam łupież. A jeśli żadna mi nie odpowiada, mogę strzyc się sam w domu. Ja wybieram czy chce korzystać z allegro czy nie, ja wybieram czy chce mieć konto internetowe czy nie i w końcu, to ja wybieram czy chce ujawniać mój email, GG itp. czy nie.

Problemy pojawiają się wtedy kiedy informacje prywatne są zbierane przez program czy korporacje bez mojej zgody i najczęściej wiedzy.

Inna kwestą jest to że niektórym się wydaje, że wystarczy pisać na forum jako konikpolny95 i już nikt nie zdoła go powiązać z konkretnym Jasiem Kowalskim. Myślę że te przeświadczenia biorą się z braku wyobraźni oraz wiedzy.

Extraordinarykid   6 #6 08.08.2010 14:56

@ Xelosu

Rozumiem, że takich decyzji jesteś w stanie dokonać w domu, bez skorzystania z poszczególnych usług ?

Nawet, jak jakaś fryzjerka nie będzie Ci odpowiadać, to już i tak będzie wiedziała, że masz łupież, bo u niej byłeś (chyba, że potrafisz z domu ocenić, kto Cię najlepiej ostrzyże, wtedy jesteś mistrzu)..
Zabijesz ją ?
Podobnie jest z wieloma internetowymi instytucjami.
Przykładem jest Facebook i każdy, kto się z niego wypisał wie jak to działa.

Nie ma czegoś takiego, jak anonimowość, a nawet sposoby podane przez trux'a się nie sprawdzają - przekonali się o tym moi sąsiedzi z niedojrzałym mózgiem.

Prawdą jest to, co napisał Meszuge.
Prędzej ktoś Cię dźgnie na ulicy, niż wykradnie Ci dane z komputera.
Zamiast włamywać Ci się do notebooka, poczekają, aż z nim będziesz wracał z pracy.

Meszuge   16 #7 08.08.2010 15:33

To chyba na jakiejś kontynuacji „Czterdziestolatka” pokazany był numer z kradzieżą samochodu. Nowa fura, full zabezpieczeń, autoalarmy, sygnalizator w breloczku z kluczami. Facet siedzi w lokalu i wtem ten sygnalizator się odzywa. Natychmiast wypada na ulicę i patrzy, a na masce jego auta siedzi oprych i się huśta, co oczywiście wzbudza alarm. Do właściciela samochodu podchodzi jeszcze kilku oprychów i zwięźle sugerują: „proszę oddać kluczyki, dowód rejestracyjny i podać kod do alarmu, bo jak nie, to zastrzelimy”.

Anonimowość i prywatność to nie jest jedno i to samo, tym niemniej, jeśli chcę z komputera i Internetu korzystać na szeroką skalę, to z uszczerbkiem na jednym i drugim muszę się liczyć.
Na szczęście korzystanie z nich obowiązkowe (jeszcze) nie jest. :-)

command-dos   18 #8 08.08.2010 17:51

tutaj coś piszą o trudności byciu anonimowym w internecie i co może nieść ze sobą brak anonimowości: http://nt.interia.pl/internet/wiadomosci/news/szpiegowanie-internetowa-zyla-zlot...
Mnie osobiście przeszkadza, jak serwis wie lepiej ode mnie, co chce, np. oglądać - ostatnio w youtube, jak wejdę, to nie wiem dlaczego, proponują mi obejrzenie jakiegoś fragmentu z F1 ;)

Meszuge   16 #9 08.08.2010 18:29

@command-dos

W tym artykule piszą: „Po jakimś czasie, na podstawie całego zestawu odwiedzanych przez nas stron, możliwe jest orientacyjne określenie naszego wieku, płci czy posiadania dzieci” i oczywiście na czytelniku robi to niesamowite wrażenie.
A ja się pytam, całkiem poważnie zresztą: NO I CO Z TEGO???

Moją płeć, orientacyjny wiek oraz potomstwo zna pół osiedla i wszyscy sąsiedzi! Dużo więcej i dokładniejszych informacji posiada kilkanaście urzędów i instytucji. Tylko, że z nimi się już oswoiliśmy, przyzwyczailiśmy się, że wiedzą i wreszcie przestaliśmy na to zwracać uwagę. Internet jest nowszy od nich wszystkich i jeszcze na maluczkich robi to wrażenie.

Na podstawie odwiedzanych przeze mnie stron firma internetowa domyśli się, że mam syna nastolatka. I w związku z tym podsuną mi reklamę ciuchów dla nastolatków. I co, stała się jakaś tragedia? Wolałbym losowo wybraną reklamę, na przykład niemowlęcych śpioszków, albo kijów golfowych?

A pisałem w jednym z artykułów, że posiadanie komputera nie zwalnia od myślenia…

Xelosu   4 #10 08.08.2010 19:32

@Extraordinarykid
Ja nie tylko jestem w stanie, ale podejmuje takie decyzje na co dzień. Nikt się nie urodził z wbudowaną bazą danych, a mimo to już od dziecka jesteśmy w stanie podejmować decyzje.
Kompletnie nie rozumiem do czego Ty pijesz. Zawsze cokolwiek nie zrobisz, czy będziesz słuchał radio ZET czy RMF FM to jest to twoja decyzja. I podejmujesz ją mimo, że nie posiadasz danych na temat tego jaką piosenkę usłyszysz o 14:07.
Może się okazać, że w zasięgu masz tylko radio Maryja i co z tego i tak to ty decydujesz czy chcesz go słuchać czy nie.

Decyzje mogą być podejmowane nie tylko na podstawie konkretnych danych, ale i na zasadzie przyzwyczajeń, przeczucia, nastroju, itp. itd.

Jeśli Ty żeby iść do fryzjera potrzebujesz przejrzeć google i skonsultować się na 5 forach internetowych, to jest UWAGA, też twoja decyzja.

"Przykładem jest Facebook i każdy, kto się z niego wypisał wie jak to działa."
To jest akurat sztandarowy przykład na to co ja powiedziałem.
Nie ma tak, że każdy od urodzenia ma konto na facebooku, tylko ktoś musi sobie je założyć, więc sam decyduje o tym że podaje takiej instytucji swoje dane. Potem to można mieć tylko pretensje do siebie, że nie doczytało się EULA jak się rejestrowało.

To jest wszystko obszar decyzji, bardziej lub mniej świadomych, ale własnych.
Natomiast jeśli moja przeglądarka czy jakikolwiek inny program potajemnie(to słowo jest tu kluczowe) zbiera o mnie informacje to jest to już niedopuszczalne.

Chodzi mi właśnie o to rozgraniczenie, bo o ile anonimowość jest reliktem przeszłości, to prywatność nim nie jest.

command-dos   18 #11 08.08.2010 19:40

@Meszuge - oczywiście, posiadanie komputera nie zwalnia z myślenia, ale o tym wiem ja, Ty i kilku innych, a kilkaset nie... Teraz wyobraź sobie, że serwisy, które odwiedza Kowalski, mają wiedzę na temat jego poglądów politycznych. Teraz przeciwnicy tych poglądów związani przez reklamę z tym serwisem, będą tak manipulować danymi, żeby Kowalski zmienił zdanie - myślisz, że każdy Kowalski będzie twardo stał przy swoim i nie wyłączy w końcu myślenia? Jest wiele rzeczy w reklamach, o których pojęcie ma wąskie grono specjalistów, a które znakomicie wpływają na decyzję Kowalskiego - zacznie się manipulacja na dużą skalę. I dalej będziesz wiedział o tym, Ty, ja i kilku innych, a setki będą robić to, co im te reklamy powiedzą. Tutaj jest moim zdaniem zagrożenie. Na razie takie rzeczy na co dzień można zaobserwować w supermarketach, gdzie odpowiednio ułożone produkty (np. pieczywo zawsze na końcu supermarketu), przeceny, a nawet muzyka (dużo ludzi, szybsza muza - skłania do szybszych zakupów i sprawniejszego przejścia przez kasy; mało ludzi, wolna muza - sprawia, że sobie spacerujemy i oglądamy produkty, na które normalnie nie zwrócilibyśmy uwagi) ma wpływ na to, jaki będzie utarg na koniec dnia. I znowu wiem o tym ja, może Ty i kilku innych, a reszta robi zakupy pod dyktando psychologów i twórców reklam - myślisz, że to nie działa? Całe społeczeństwo będzie zmanipulowane, wybory wygrywać będą ci, co będą mieli więcej kasy, ludzie będą kupować produkty firm, które będą miały więcej kasy, ludzie będą korzystać z usług firm, które będą miały więcej kasy - ci malutcy wyginą jak dinozaury. Zresztą, na przykładzie systemów operacyjnych to widać - przyzwyczaiłem się być tym jednym procentem ;) Ja widzę pewne zagrożenie...

  #12 08.08.2010 20:10

Niestety nie napisales nic nowego ani odkrywczego panie Meszuge... Jesli chcesz miec prywanosc to wylácz kompa i wprowac sie na pustynie, ale tam pewnie tez zyjá jacys nomadzi wiec kiszka...

Meszuge   16 #13 08.08.2010 20:52

@command-dos

I co miałoby być lekarstwem? Centralne zarządzanie? Interwencjonizm państwowy? Takie metody też już przerabialiśmy. Nie od dziś zresztą wiadomo, że na zgraję baranów wystarczy skinąć palcem i pójdą radośnie pobekując na dokładkę. Jednak ja miałem na myśli (jako odbiorców) raczej ludzi na nieco wyższym poziomie, a za takich uważam czytelników DP i jeszcze paru wybranych portali.

Swego czasu „zrobiłem” kurs zaawansowanych technik sprzedaży. Uczyłem się setek rzeczy, na przykład, jak upuścić długopis, żeby podniósł go ten, kto chciałbym żeby podpisał umowę. Paleta sztuczek i psychomanipulacji jest przeogromna, ale ludzie rozsądni i trzeźwo myślący – tu znów odwołam się do pewnego poziomu czytelników DP – umieją chyba weryfikować informacje, które do nich napływają? I zdają sobie sprawę, że trzeba to robić.

command-dos   18 #14 08.08.2010 21:03

@Meszuge - lekarstwem może okazać się uświadamianie. Przecież ja wcale nie mówię, że nie korzystam z serwisów google, można mnie również znaleźć na facebook'u, mam swojego bloga, gdzie od czasu do czasu wypisuję jakieś głupotki, jestem zarejestrowany na kilku forach, itd - ale jestem świadomy tego co robię i jakie mogą być tego konsekwencje. Nie mniej jednak, w dzisiejszych czasach trudno rozpoznać artykuł sponsorowany od normalnego, więc do wyciągania wniosków, jak na drodze - obowiązuje zasada ograniczonego zaufania i myślenie...

Meszuge   16 #15 08.08.2010 21:13

@ command-dos
"...jestem świadomy tego co robię i jakie mogą być tego konsekwencje".

No i o to właśnie cały czas chodzi. :-)

A nie o jakieś bzdurne polowanie na czarownice i ekscytowanie się zwykłymi, prostymi rzeczami.
Kontakty Skype każdego użytkownika tego programu są gromadzone na serwerach Skype. Czy ktoś mnie pytał o zgodę? A czy ja pytałem o zgodę ludzi, których w te kontakty wpisałem (chodzi o numery telefonów)?
Mój telefon co pewien czas komunikuje się z jakimś odbiornikiem u operatora – czy ktoś to ze mną uzgadniał, uzyskał moją zgodę?


A czy konsultowano ze mną listę urzędników NFZ, którzy będą mieli dostęp do moich akt?

command-dos   18 #16 08.08.2010 21:32

@Meszuge - "No i o to właśnie cały czas chodzi. :-)" - ja wiem o co Ci chodzi ;) trzeba to tylko pokazać większej liczbie odbiorców, a DP jest idealne do tego celu, bo zapewne widziałeś, jak wysoko stoi ten serwis w google ;) Cieszę się, że wyskrobałeś ten wpis: ciekawy temat, rzeczowa dyskusja, no i jakieś konkretne wnioski. Na dodatek, myśląc że przeczyta to jakieś 1500 osób, a każda może przekazać to kolejnym 2, to aż uśmiech sam się pojawia na twarzy :) świadomość rośnie.
P.S. Choć nie byłem za dobry z j.polskiego, to przypomina mi się Kartoteka Tadka Różewicza - to były lata 1958...

januszek   19 #17 09.08.2010 07:57

@Meszuge: rozumiem, że jesteś w stanie podać prawdziwe imiona, nazwiska, oraz numery kont wszystkich tu komentujących? ;)

Extraordinarykid   6 #18 09.08.2010 20:31

@Xelosu

Nie chodziło mi o konsultowanie, ale dobieranie za pomocą prób i błędów.
Sam nie wiesz, gdzie jest dobrze, skoro nie byłeś.
Zapytasz innych, to tak, jakbyś się konsultował na forum.

Przeczucie powie Ci, że ta fryzjerka jest lepsza od tej ?
Jak nie pójdziesz do obu, to się nigdy nie dowiesz, a przeczucie stanie się tylko domniemaniem, o którym wiemy co się mówi.

"bo o ile anonimowość jest reliktem przeszłości, to prywatność nim nie jest."

Prawda.

Jednak to pierwsze musi w jakiś sposób zostać zachowane, aby móc osiągnąć drugie.

"Natomiast jeśli moja przeglądarka czy jakikolwiek inny program potajemnie(to słowo jest tu kluczowe) zbiera o mnie informacje to jest to już niedopuszczalne."

Potajemnie, to znaczy jak ?
Skoro potajemnie, to skąd wiesz, że to robi ?

A może to robi zgodnie z EULA i jak to w EULA bywa, "nie wykorzystują tych danych do niczego" ?

Meszuge   16 #19 10.08.2010 07:13

@Extraordinarykid

Masz rację. Nie czytając umów licencyjnych, sami pozbawiamy się pewnych informacji i... praw.
Ignorantia iuris nocet, jak mawiają mądrzy ludzie od tysięcy lat.



Czasem wydaje mi się, że chodzi o zwykły egocentryzm – jako warci śledzenia czujemy się ważniejsi… :-)

Xelosu   4 #20 10.08.2010 18:35

@Extraordinarykid
Ciężko się z tobą rozmawia bo nie rozumiesz nigdy sedna sprawy ;p

Ja nigdzie nie mówiłem, ze szukam najlepszej fryzjerki na świecie.. ba nawet nie mówiłem, że szukam dobrej. Ja tylko powiedziałem, że to ja decyduje do której pójdę.
To że świadomie podejmuje własne decyzje, to nie oznacza, że te decyzje zawsze są trafne.

"Potajemnie, to znaczy jak ?"
OMG.. zajrzyj do słownika.

"Skoro potajemnie, to skąd wiesz, że to robi ?"
Ile ty masz lat, 10? No sorry, ale poziom tego pytania jest żenujący.

"A może to robi zgodnie z EULA(..)"
Ty jednak rzeczywiście nie wiesz co to znaczy potajemnie. I tu dochodzę do sedna. Jak możesz prowadzić ze mną dyskusję skoro nawet nie rozumiesz co napisałem?

@Meszuge
"@Extraordinarykid

Masz rację. Nie czytając umów licencyjnych, sami pozbawiamy się pewnych informacji i... praw."

Szkoda tylko, że to ja użyłem tego jako argumentu 8 postów wcześniej:
"Potem to można mieć tylko pretensje do siebie, że nie doczytało się EULA jak się rejestrowało."

Meszuge   16 #21 18.08.2010 07:34

@Xelosu

Szkoda? Czemu szkoda? :-)

  #22 20.08.2010 09:56

Ciekawy artykuł.
Mnie kiedyś znajomy odradził korzystania z Tor'a dlatego, że jest wykorzystywany mój adres IP.
Anonimowość w internecie jest iluzoryczna. Wydaje się oczywiście, że zależy dla kogo. Czyim przedmiotem zainteresowania jesteśmy. Bo jeśli np jakiegoś wywiadu, to i wyrafinowane środki bezpieczeństwa na nic się zdadzą. Wydaje się, że przed sąsiadem skutecznie ukryjemy się stosując nick. Ale jeśli sąsiad jest specem w zakresie inwigilacji i ma stosowne narzędzia- możemy się zdziwić;)
Ktoś napisał, że mamy większe szanse zastać okradzionym raczej pod bankomatem, niż przez internet. I chyba ma rację. Przez internet mogą nas okraść, ale podejrzewam, ze potrzeba do tego sporo wiedzy, oprogramowania i zachodu i byle kto tego nie zrobi.
I na koniec napiszę moje refleksje nad softem. Otóż kiedyś zastanawiałem się czy np Allplayer nie zbiera o mnie danych. co dzień ów program łączy się z internetem(nie tylko on). Przecież może mieć moduł, który zbiera info czy i jakie mam filmy na dysku, skąd pobrane itp. A już idealnym narzędziem do zbierania danych, co mam na dyskach mogą być(nie wiem czy są, ale uważam, ze nie jest to nie możliwe) strony do skanowania i programy antywirusowe. Nie sądzę by było trudno dodać moduł, który poza wirusami będzie odnotowywał coś jeszcze.

Meszuge   16 #23 10.12.2011 06:31

@Gracham (niezalogowany)

Anonimowość i prywatność w sieci powoli staje się niepojętym dziwactwem, jakąś nienormalną zachcianką. :-)

  #24 23.09.2015 10:20

Czy jesteś w żadnych problemów finansowych? Czy potrzebujesz pożyczki na rozpoczęcie działalności gospodarczej lub zapłacić rachunki? Dajemy pożyczki dla osób, które potrzebują pomocy. Zgłoś się poprzez e-mail: elenanino07@gmail.com

Dziękuję i Bóg błogosławi
Pani Elena

Meszuge   16 #25 23.09.2015 17:14

@Panna. Elena (niezalogowany): Nie potrzebuję pożyczki - potrzebuję darowizny!