Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Znajomi nieznajomi

- Dokąd idziecie, gdzie się wybieracie? – pytałem wychodzących z domu rodziców.
- Do znajomych, na kawę – padała często odpowiedź – na brydża do znajomych.

Za moich czasów (cokolwiek to znaczy) nie było problemów ze sprecyzowaniem, kto znajomym jest, a kto nie. I jaki to jest poziom znajomości. Oczywiście nie ulegało wątpliwości, że znajomych się zna (teraz to chyba nie jest takie oczywiste) oraz utrzymuje z nimi osobiste kontakty. Zwykle w miarę regularne.

Znajomi, to ludzie, których odwiedzaliśmy (a oni nas) na zaproszenie. Bliscy znajomi mogli wpadać „na kawę” bez zaproszenia. Dalecy znajomi to tacy, których spotykaliśmy u znajomych ale (jeszcze) u nich nie bywaliśmy. Zdarzali się ponadto byli znajomi – ludzie, z którymi kiedyś utrzymywaliśmy kontakty, ale teraz, od dawna już nie. Z dowolnego powodu, choćby ze względu na „pewien niesmak”*, albo dlatego, że wyprowadzili się do innego miasta/państwa i kontakt się urwał.
Przyjaciel to był ktoś, kto mógł przyjść w środku nocy i poprosić o przenocowanie, bo się z żoną pokłócił.

Internet – nie tylko sławetne serwisy społecznościowe – dokonał tu pewnego przewrotu, przewartościował pojęcia. Ale, co najgorsze, zafałszował rzeczywistość.
Znajomi, jak sama nazwa wskazuje, to ludzie, których znamy. Można sobie oczywiście snuć rozmaite teorie na temat określenia „znamy”, ale większość ludzi, jeśli nie cierpią na jakieś zaburzenia, zupełnie tego nie potrzebuje, instynktownie, na wyczucie i bez najmniejszego problemu odróżniając znajomych od nieznajomych.
- Ziomo chce cię dodać do swoich znajomych, czy akceptujesz? – jasne, czemu nie, czemu miałbym komuś robić przykrość? Wprawdzie nie mam pojęcia, kim jest Ziomo, nigdy jej/jego nie spotkałem, ale… co to szkodzi?

Może jednak szkodzi? Bo w ten sposób oszukuję nie tylko innych, to akurat głupstwo, ale przede wszystkim samego siebie. Ależ jestem super! Mam setki i tysiące znajomych! Tyle tylko, że kompletnie nieznajomych… W konsekwencji pojawia się pytanie, jeśli jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Czemu tylu ludzi, tych z setkami znajomych, skarży się na samotność? Choć skarży się zwykle dopiero po nieudanej próbie samobójczej, albo w Monarze… Bo często dopiero taka katastrofa pozwala pozbyć się internetowej iluzji i złudzeń co do zdolności utrzymywania kontaktów realnych, w odróżnieniu do wirtualnych.

Ilu mam znajomych w rozmaitych „miejscach” w Internecie? Nie liczyłem, ale pewnie ok. 1200. Ilu mam znajomych, z którymi spotykam się u mnie, albo u nich, albo przynajmniej w kawiarni? Siedmiu? Ośmiu?

--
* - Chciałem wam bardzo podziękować za wczorajszą imprezę – było naprawdę super!
- Hm… cieszę się, że ci się podobało, ale wolelibyśmy, żebyś nas więcej nie odwiedzał.
- Jak to?! Co się stało?! Przepraszam! Czy coś zrobiłem nie tak?!
- Widzisz, po twoim wyjściu okazało się, że żonie zniknęło 100 złotych.
- Czyś ty oszalał?! Czyżbyś posądzał mnie o kradzież w twoim domu???
- No... nie… zresztą te pieniądze się później znalazły, wpadły za wersalkę, ale widzisz… pewien niesmak jednak pozostał…

Demotywator wart uwagi: Realia 

internet hobby inne

Komentarze

0 nowych
command-dos   17 #1 23.11.2011 11:18

Zacząłeś, jak stary dziad, a chybaś młodszy ode mnie ;) "Za moich czasów..."
"- Hm… cieszę się, że ci się podobało, ale wolelibyśmy, żebyś nas więcej nie odwiedzał." - czy nie mieszkasz gdzieś w pobliżu stolicy? Nie wyobrażam sobie usłyszeć takiego zdania, gdziekolwiek w Polsce, oprócz okolic Warszawy... Nie chcę tu nikogo obrażać i sam zastanawiam się, skąd u mnie takie skojarzenia...
Jeśli chodzi o wpis, to przykro mi, że w ogóle zacząłeś się zastanawiać, kto jest znajomym, a kto nie ;) Na pytanie ilu masz znajomych, wielu pewnie ma, przed swoimi oczami, logo facebook'a, nk, czy innego portalu społecznościowego. Ja, na szczęście, wracam myślami do szkolnych ławek, rozmaitych imprez, auli na studiach, najbliższemu otoczeniu w pracy. Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że po studiach, poziom nawiązywanych znajomości spadł praktycznie do minimum... Więc lata szkolne, szczególnie liceum i studia, są (z mojego doświadczenia) najcenniejszymi latami, jeśli chodzi o nawiązywanie znajomości. Z tego właśnie okresu, mam wszystkich przyjaciół, większość znajomych i dalszych znajomych i co najciekawsze - ten okres wspominam najmilej ;)

  #2 23.11.2011 12:38

Ja też w tym temacie widzę inną sprawę, bardziej mnie dotykającą, ale również popularną.
Zacząłbym tekst tak samo jak Ty, że znajomości kiedyś były tak ładnie określone i nie było problemu określenia kto jest kim dla mnie.
Teraz wielu ludzi pozostaje w domach, ogranicza swoje znajomości do wirtualnej rzeczywistości. Niektórzy tak robią, bo nie potrafią znaleźć w realu prawdziwych przyjaciół, niektórym się zdaje, że nie mają czasu na życie i wolą spędzać czas w domu, itd. powodów może być masa.
Powstaje wtedy taki światek, gdzie zaprzyjaźniasz się z kimś, kogos widzisz raz na pół roku, jak w ogóle, przeważnie z nim codziennie godzinami piszesz, wymieniasz się wartościami, przeżyciami, smutkami, radościami, próbujecie sobie pomagać i w ogóle niby jest super.
Kiedy powstaje prawdziwy problem? Kiedy chcesz komuś pomóc, pojawia się doza niezrozumienia, albo po prostu... przy spotkaniu. Widzisz człowieka, rozmawiasz z nim, ale w głowie pojawia się takie "ale ja Cię kurde nie znam". Wiem jaki jest jego ulubiony kolor, danie, zwierzę, z kim i w jakich pozycjach uprawiał seks, wszystko wszystko, ale... charakter, uczucia, odczucia, reakcje na bodźce psychiczne i fizyczne, głos prawdziwego śmiechu albo tego udawanego, jakiekolwiek wspomnienia? Gdzie to jest? Nie ma, pustka. Czasem nawet nie wiadomo jak się zachować przy tym kimś. Tego na gadu nie przepiszesz, emotikonka nie przekaże, sercem nie poruszy, ciepła drugiego człowieka nie przetransferuje. Ludzie się znają i kochają, ale podstawy, brak podstaw interpersonalnych potrafią całość zburzyć raz dwa.
Dlatego komunikatory, nawet Skype traktuję jako swego rodzaju dodatek, uzupełnienie, chcesz ze mną szczerze porozmawiać - chodź do mnie, albo przyjdę do Ciebie. Chodźmy gdzieś do klubu się zabawić? Chcesz spokojniej to chodź na ryby, spacer... Nie ma nic lepszego niż czas spędzony w towarzystwie kumpla.
Na Skypie możesz udawać radosnego, ale gdy naciśniesz czerwony przycisk i pociekną łzy smutku nikt ich nie zauważy. A prawdziwy przyjaciel, który przy Tobie spędził lata czasu od razu pozna, że w tym "uśmiechu" jest coś nie tak.

Internet, z jednej strony pozwala podtrzymywać kontakty, na lata, na odległość, ale im dłużej się do tej sztuczności ograniczasz tym trudniej być naprawdę szczęśliwym.

GarrutoSan   4 #3 23.11.2011 12:59

Sposób w jaki redagujesz Swoje wpisy bardzo mi się podoba.

Zauważyłem w tekście jedną "prawdziwą prawdę".
Liczba "znajomych", których "mamy" w internecie nie przekłada się w żaden sposób na liczbę znajomych, których się ma w rzeczywistości.

Na pierwszy rzut oka świadczy o tym fakt, że nikt w domu nie ma kanapy, która pomieści 200-300 osób.

Skromna piątka zawsze się na kanapie zmieści, reszta jakoś na podłodze, pufie..

Ja mam kilkunastu prawdziwych znajomych, kilkudziesięciu takich sobie. Jeszcze więcej takich, co to z widzenia znam.

Nie potrzeba mi wirtualnego pudełka, aby ich posiadać ;-)

dmag   7 #4 23.11.2011 13:24

Meszuge, to chyba Twój pierwszy wpis na blogu, z którym całkowicie się zgadzam. :)

Usuwając w wakacje konto na NK.pl, "pozbyłem się" około setki "znajomych". Czy zerwałem z nimi kontakt? Nie, gdyż prawdziwi znajomi, przyjaciele, bliższa rodzina to osoby, z którymi mam kontakt osobisty i tak naprawdę nigdy nie musieliśmy wymieniać się zaproszeniami na portalu, żeby zachować kontakt - ewentualnie tylko po to, aby wygodnie i szybko obejrzeć zdjęcia wstawione przez znajomych. Pozostałe osoby były tylko znajomymi z widzenia, z ukończonych lata temu szkół, dalszą rodziną, z którymi tak naprawdę nie wymieniałem wiadomości, może tylko z nielicznymi przy okazji życzeń świątecznych. Uważam więc, że niczego nie straciłem, gdyż z kim miałem kontakt, to on pozostał bez zarzutu, a jeśli ktoś bardzo chce się ze mną skontaktować, to zawsze znajdzie sposób.

Wolfgar   7 #5 23.11.2011 13:46

dmag - Usunąłeś konto bo to nie był portal dla Ciebie. Nie masz 50 lat(tak domniemam) i twoi znajomi nie mieszkają teraz w całej Polsce.
Co do tego co napisałeś meszuge. To cóż. Sama prawda. Choć ja już z tego wyrosłem. (tak naprawdę to zrobił mi się bałagan na FB) I w ciągu 10 minut wywaliłem z 15 osób z mojego profilu. Przydało by się dodać pojęcie kolega/koleżanka. To coś pomiędzy znajomym a przyjaciele. Choć oczywiście przyjaciół to na palcach 1 (połowy) ręki można zliczyć.

freeq52   8 #6 23.11.2011 14:19

No cóż... Moja nastoletnia kuzynka ma na swoim profilu blisko tysiąc znajomych. Na moje pytanie - "Czy rzeczywiście utrzymujesz z tymi wszystkimi osobami stały kontakt" odparła "Tak, piszemy do siebie czasem na fejsie".

I to by było na tyle, jeśli chodzi o "znajomych".

Ale ogólnie wydaje mi się, że ten temat dotyka nieco bardziej młodzieży. Jednak już pokolenie 20-30+, ma tych znajomych proporcjonalnie mniej :D Przynajmniej zauważyłem tu o moich ZNAJOMYCH, nie wiem jak jest u Was.

Wpis dobry :)

Meszuge   15 #7 23.11.2011 14:28

@command-dos

Stąd też wniosek, że o przyjaciół i znajomych trzeba dbać, podtrzymywać te znajomości, zwłaszcza po zakończeniu edukacji, bo o nowe nie jest już tak łatwo. O nowe – w realnym świecie, bo o nowe wirtualne jest coraz łatwiej…

@Jajo2 (niezalogowany)

Pamiętaj (to w związku z tymi nieporozumieniami), że kontakt, w którym osoby tylko do siebie piszą, to jakieś 40% porozumienia. Co ciekawe, wprowadzenie VoIP i kamer internetowych nie zmieniło tego w sposób istotny.
Bliskość wymaga osobistego kontaktu – i tyle.

@GarrutoSan

Dziękuję. Na szczęście znajomych nie trzeba gościć wszystkich na raz. :-)

@dmag

I co ja mam w związku z tym zrobić? Zmienić poglądy? :-)
Masz rację – ja też nie mam już konta na NK i w paru innych miejscach też. Ze znajomymi utrzymuję kontakty (osobiste, e-mailowe, telefoniczne, papierowe), a jeśli tego nie robię, to i nie tworzę iluzji w tym temacie.

@Wolfgar

Przyjaciół jest oczywiście najmniej. Za to pojawia się nowa kategoria: znajomy internetowy, znajoma z Internetu – ktoś, kogo nigdy nie widziałem, ale korespondujemy ze sobą przez jakiś czas, bo mamy na przykład podobne zainteresowania (yerba mate, koty itp.). Znajomości te zdychają prędzej czy później, bo znajomość bez osobistego kontaktu, przynajmniej raz na jakiś czas, nie ma przed sobą przyszłości.

@freeq52

Myślę, że wielu starszych też uległo, przynajmniej na jakiś czas, magii internetowych znajomości liczonych na setki.

Meszuge   15 #8 23.11.2011 14:42

@Zbigniew2003

Dokładnie tak! I z czasem okazuje się, że przerobić współpracowników na przyjaciół to się raczej nie da... :-(
A przynajmniej bardzo, bardzo rzadko udaje.

freeq52   8 #9 23.11.2011 14:51

@Meszuge

Fakt, gdy NK miała swoje wielkie dni, to i wtedy nieco starszym lekko odbiło. Ale wydaje mi się, że i szybciej się wykruszyli :D

Meszuge   15 #10 23.11.2011 15:11

@freeq52

Widzisz, żebyśmy się dobrze zrozumieli – idea sama w sobie nie jest zła. Można było po latach nawiązać kontakt z dawnymi kumplami z klasy, którzy gdzieś się rozproszyli, ale… Ale jeśli po jakimś czasie nie przełożyło się to na spotkania osobiste, to takie znajomość znowu zdechły i może nawet bardziej definitywnie, niż przed „spotkaniem” na NK. Bo wcześniej, to sobie można było snuć marzenia, o tym, jak to będzie fajnie, kiedy się odnajdziemy. Teraz marzenia się rozwiały...

freeq52   8 #11 23.11.2011 15:58

@Meszuge

Zgodzę się z Tobą. Do tego dodałbym fakt, że o ile na początku NK była portalem, który podobał się wszystkim - począwszy od zwariowanych nastolatek, gromadzących tysiące pokemonów, a na statecznych paniach, chcących zobaczyć, co tam słychać u Romana, z którym chodziła do klasy 20 lat wcześniej, tak to się z czasem skończyło. Zbyt dużo przekombinowania i z czasem NK stało się pornofotką, z jakimś gwiazdkami, plusikami, pierdołami za 5zł. Oczywiście jest to raczej typowy przykład dla tej strony - kiedyś nasza-klasa, dziś już tylko nk - miejsce spotkań. Również pomysł, który początkowo wydawał się fajny, został diametralnie zmieniony.

  #12 23.11.2011 16:06

Może to nie ma związku zbytnio z FB i NK ale teraz określenie "przyjaciel" jest nadużywane i bardzo dużo osób używa tego określenia w stosunku do osób z którymi zwyczajnie spotka się raz na miesiąc lecz jeśli przyjdzie co do czego to tamte osoby się ulatniają – nie ma ich.

Meszuge   15 #13 23.11.2011 16:33

@bartek46op

I co, dziwisz się? Jeśli znajomi są tylko wirtualni, to nic dziwnego, że każdy spotkany osobiście natychmiast awansuje na przyjaciela. :-)


Tyle tylko, że później tym większe rozczarowania... :-(

  #14 23.11.2011 17:33

Pierwszy raz widzę tak dobry artykuł. Zupełnie odwrotnie do Sala Samobójców, którą obejrzysz pierwszy raz i Ci się spodoba, później wolałbyś sobie te dzieło filmowe odpuścić.

C-dur   4 #15 23.11.2011 20:03

Tekst na poziomie zbuntowanej nastolatki, który idealnie wpisuje się w potrzeby i prądy myślowe ludzi w początkowych etapach dojrzewania. Zero merytorycznej treści, kompletne banały napisane w sposób sztampowy bez żadnej próby indywidualnego spojrzenia i ujęcia tematu. Ale cóż - w końcu to meszuge. Z resztą kto wie - może to kolejny eksperyment przeprowadzany na poziomie dla nas niedosięgłym.

@Zbigniew2003

Janerka, o ile pamiętam, powiedział coś nieco innego. Że jak był młody to jemu mówiono, że życie po trzydziestce nie ma sensu. I teraz (w momencie pisania tekstu był już po trzydziestce) stwierdza, że była to prawda. Niby to samo, a jednak nie, bo pokazuje także, że, w kontekście przemijania, ludziom ciężko jest uwierzyć w coś czego nie doświadczyli. I to nawet bardziej pasuje do tego wpisu. Bo czytam tu wypowiedzi ludzi (zapewne bardzo młodych), którym wydaje się, że są wyjątkowi, niezwykle świadomi i tak będą pielęgnować swoje znajomości, że te pozostaną trwałe na zawsze. Tymczasem rzeczywistość nie jest taka prosta. Zawirowania i koleje losu potrafią zrobić bardzo wiele, do tego ludzie najzwyczajniej się zmieniają, zaczynają mieć inne potrzeby, ideały, zainteresowania itp. I nie widzę absolutnie nic złego w tym, że ludzie szukają nowych znajomości w sieci. Oczywiście nic nie zastąpi fizycznego kontaktu, ale nie demonizujmy sprawy, a pisanie o oszukiwaniu innych i samego siebie to kompletna bzdura. Tak się składa, że nie spotkałem nigdy osoby, która by miała podejście takie jakie jest krytykowane w tekście. Wszyscy zdawali sobie doskonale sprawę z odmienności znajomości fejsbukowych od normalnych. Mam wrażenie, że osób należących do pierwszej grupy jest tak naprawdę szalenie mało. To tylko co niektórzy twierdzą, że jest ich masa, a to tylko po to by sobie samym poprawić humor, pokazać jacy są uświadomieni i od tej masy mądrzejsi.

  #16 23.11.2011 20:10

@C-dur | 23.11.2011 20:03
A co z ludźmi "po 30", którzy w ogóle nie szukają znajomości?

  #17 23.11.2011 20:16

"To tylko co niektórzy twierdzą, że jest ich masa, a to tylko po to by sobie samym poprawić humor, pokazać jacy są uświadomieni i od tej masy mądrzejsi."

Kup kartę Plusa i aktywuj usługę funskan - gwarantuję, że spotkasz tam mnóstwo idiotycznej młodzieży, która szuka tylko osoby "do popisania sms". Pewna, mała część była dość "normalna", by nie uciekać w "pisanie sms", ale jednak nigdy nie proponowali spotkań, w dodatku żądając co inny, ale każdy rozmówca to zdjęcie.

I jeszcze jedno pytanie - co z ludźmi - młodymi i starszymi, którym się po prostu coś uroiło i popełniają pewne błędy? Czy według Ciebie są oni "godni uwagi"?

C-dur   4 #18 23.11.2011 20:21

Ludzie po 30, którzy nie szukają w ogóle znajomości, nie podpadają w żaden sposób pod ten wpis, bo to jest wpis o szukaniu, gromadzeniu znajomych.

C-dur   4 #19 23.11.2011 20:30

Nie twierdzę, że ludzie nie szukają znajomości internetowych czy SMSowych. Tyle, że czego to dowodzi? Część z tych ludzi robi to na zasadzie dodatku, ciekawostki, mody i doskonale zdaje sobie sprawę z odmienności takich znajomości od tych "prawdziwych". Część robi to bo jest w realu po prostu samotna (uwierz mi, każdemu to się może zdarzyć i wcale nie z jego winy). Ci też doskonale zdają sobie sprawę z ułomności tego typu znajomości, ale chyba lepsze to niż nic? Przed laty była moda na korespondencję listowną z rówieśnikami z innych krajów. I co? To też było oszukiwanie siebie i innych? Przecież każdy wiedział, że jest to inna forma znajomości.

Meszuge   15 #20 23.11.2011 20:31

A co ma do tego wiek???

C-dur   4 #21 23.11.2011 20:47

Do czego? Do znajomości? Jeśli nie wiesz jaka jest relacja pomiędzy wiekiem a łatwością nawiązywania znajomości oraz tym jak silne one są, to nie dziwię się dlaczego napisałeś takie bzdety. A poza tym ktoś tu zdaje się napisał:

"Stąd też wniosek, że o przyjaciół i znajomych trzeba dbać, podtrzymywać te znajomości, zwłaszcza po zakończeniu edukacji, bo o nowe nie jest już tak łatwo".

To nie ma nic wspólnego z wiekiem? I zgoda, trzeba dbać. Tylko czasami koleje losu mogą i w takim wypadku wszystko rozwalić, a jak sam napisałeś - w realnym świecie o nowe już nie tak łatwo. Więc może lepiej mieć internetowe niż żadne? A o tym, że ludzie zdają sobie sprawę z ułomności tych pierwszych możesz być spokojny. Nikt nikogo i siebie nie oszukuje.

Ogólnie cały wpis to totalne banały z błędnymi wnioskami.

Meszuge   15 #22 23.11.2011 21:18

@C-dur
„Więc może lepiej mieć internetowe niż żadne?”

Nie, nie lepiej. Pozornie i do czasu posiadanie nieznajomych znajomych usypia potrzebę zadbania o to, by w realnym życiu mieć znajomych znajomych.
Ale najważniejsza sprawa to to, że nikt nikomu nie stawia takiego wyboru: albo będziesz miał znajomych wirtualnych, albo żadnych.

Tu nie tyle o wiek chodzi i nie o wieku pisałem, ale o zakończeniu edukacji (choć czasem można używać takiego skrótu myślowego). Chodzi o pewne możliwości, które owszem, często z wiekiem są związane, ale nie przywiązane na stałe, a więc przede wszystkim o szkołę – dowolnego szczebla.

Tym niemniej stara zasada mówi, że kto chce – szuka sposobów, kto nie chce – szuka powodów.

Ludzie dorośli, którzy dawno już szkoły pokończyli, jeśli szukają sposobów na wzbogacenie swojego życia o nowych znajomych, nie zasiadają przed monitorem, ale zapisują się na jakiś kurs, na studia, do szkoły tańca, gdziekolwiek, gdzie mają okazję zrealizować swoje potrzeby – zrealizować realnie.

„Ogólnie cały wpis to totalne banały z błędnymi wnioskami” – to oczywiście Twoje prywatne zdanie. Wynikające zapewne z tego, że odbiera Ci on komfort gromadzenia wirtualnych znajomości i iluzoryczną satysfakcję, jaką z nich czerpiesz. :-)

sla17   7 #23 23.11.2011 21:24

Gdy mówię, że mam 20 osób na liście na komunikatorze to wszyscy się śmieją i przekrzykują się kto ma więcej ludzi (po 70, po 100, po 300, po 500 nawet) - gdy się pytam, z iloma naprawdę utrzymuje kontakt i z iloma rozmawia to często słyszę jakieś wykręcanie się.
20 osób, mógłbym jeszcze uszczuplić tą listę, ale nie widzę takiej potrzeby - kontakt utrzymuję - często z 4, może 5 osobami z tej listy, trochę rzadziej piszę z kolejnymi 7 - reszta albo leży, bo się przyda albo od czasu do czasu ;) I kilka osób podtrzymuję kontakt poza komunikatorem internetowym ;)

Ktoś wspomniał o Sali Samobójców... a fe, jeden z gorszych filmów, jakie widziałem ;P

  #24 23.11.2011 21:39

@sla17 | 23.11.2011 21:24
A gdy ja mówię, że nie używam komunikatora "w pełni", bo najzwyczajniej w świecie nie jest mi to potrzebne, i jeśli sięgnąć pamięcią to nie było mi nigdy potrzebne, to skutkiem tego jest to, że ludzie zaczynają uważać mnie za totalnego idiotę.

"Ktoś wspomniał o Sali Samobójców... a fe, jeden z gorszych filmów, jakie widziałem ;P"

Dlaczego gorszy?

sla17   7 #25 23.11.2011 22:22

Dlaczego gorszy? Tak się wiele osób rozpisywało, jaki to świetny film, a to nic tylko wymyślona historyjka o rozpuszczonym dzieciaku, który zamienia się w emo, potem zamyka się na x czasu w pokoiku, żeby grać w durną gierkę z jakąś waćpanną, która chce się zabić. Przepraszam, ale rodzice dosyć niezaradni, przecież nie był "normalnym" i pstryk z dnia na dzień zaczął się ciąć i ubierać tak, jak się ubierał - tak, tak, ten gejowski filmik, ale - nie wiem, w życiu bym czegoś takiego nie zrobił, przecież musiał widzieć jakich ma znajomych, gdy ja widzę, że to nie moje towarzystwo to nie idę z nimi na imprezkę. Potem sobie nie chodzi do szkoły, bo ma takie widzimisię - dodatkowo, że to była klasa do matury, czyli musiałby mieć z 18-19 lat - a ja myślałem, że w takie bunty i przebieranki bawią się 14-16 latki ;) Potem zamyka się w pokoju, na miejscu tych rodziców "urwałbym od internetu", otworzyłbym drzwi - jak nie mieli żadnego zapasowego klucza to pozostaje z kopa w drzwi i poważnie sobie porozmawiać. Tak, wiem, rodzice byli zajęci sobą, ale znowu nie zaczął olewać szkołę, ciąć się, zamykać i ubierać jak na prawdziwego emosa przystało nie robi z siebie z dnia na dzień, a nie wierzę że nigdy nie ma jednego chociażby popołudnia np. w niedzielę - przecież to nie robodzice, co pracują 24/7/365 :) Zapowiadało się świetnie, ale niestety zawiodłem się.
@sebt - to ty, to autor, to ja, to kilka innych tutaj wypowiadających się osób. Szczególnie 10-20 lat bawi się w takie kolekcjonowanie znajomych, żeby się dowartościować. Oczywiście absolutnie nie wrzucam wszystkich do jednego wora, ale staram się ukazać grupę, w której jest najwięcej zbieraczy. Wiem, że jest masa młodych ludzi, którzy mają gdzieś ile mają znajomych ;)
Mnie denerwuje facebookomania - polub na "fejsie" (brrrr, nienawidzę tego określenia), więcej na facebooku, telefon z nielimitowanym facebookiem, telefony z f-button (htc chacha chyba ma takie coś), facebook to, tamto. Niestety, wiele osób beztrosko powierza swoje dane, lokalizacje - a gdy raz komuś albo dwóm osobom powiedziałem, że zbierają dane i że może to się kiedyś odbić potrafiły tylko hejtować - z jednej strony to smutne, ale z drugiej cieszy mnie ta no można takby stwierdzić dosyć wąska grupa osób, które dbają o swoją prywatność (ale znowu bez przesady, żeby wychodząc na ulicę zakrywać się kominiarką, bo kamera monitoringu nas uwieczni) ;)

C-dur   4 #26 23.11.2011 22:47

@Meszuge
"Nie, nie lepiej. Pozornie i do czasu posiadanie nieznajomych znajomych usypia potrzebę zadbania o to, by w realnym życiu mieć znajomych znajomych."

Nie, nie usypia. To tylko twoje pseudonaukowe rojenia.

"Ale najważniejsza sprawa to to, że nikt nikomu nie stawia takiego wyboru: albo będziesz miał znajomych wirtualnych, albo żadnych. "

Sytuacja czasami niestety stawia. A nawet jeśli nie stawia, to można mieć i takich i takich, bo najważniejsze jest to, że ludzie doskonale widzą różnicę pomiędzy znajomymi wirtualnymi a tymi prawdziwymi, w związku z czym nikt nikogo i siebie nie oszukuje.

@Meszuge
"Ludzie dorośli, którzy dawno już szkoły pokończyli, jeśli szukają sposobów na wzbogacenie swojego życia o nowych znajomych, nie zasiadają przed monitorem, ale zapisują się na jakiś kurs, na studia, do szkoły tańca, gdziekolwiek, gdzie mają okazję zrealizować swoje potrzeby – zrealizować realnie"

Niezłe. :) Znowu teoretyczny bełkot bez pokrycia w praktyce. Może do emerytów z odchowanymi dawno dziećmi się to stosuje.

@Meszuge
"Wynikające zapewne z tego, że odbiera Ci on komfort gromadzenia wirtualnych znajomości i iluzoryczną satysfakcję, jaką z nich czerpiesz. :-)"

Znajomi na dobrychprogramach: Meszuge - 16, C-dur - 0. Muszę Cię zmartwić, ale liczba moich wirtualnych znajomych jest równa liczbie moich znajomych na portalu dobreprogramy. Taki bidny jestem. :)

Powtarzam. Nie spotkałem ani jednaj osoby, która stawiała by znajomości wirtualne tak samo wysoko jak te prawdziwe. Nie spotkałem ani jednej osoby, u której posiadanie znajomych wirtualnych usypiało by potrzebę posiadania i spotykania znajomych "rzeczywistych". Jestem pewien, że Ty też ich nie spotkałeś. Po prostu sobie ich wykalkulowałeś, żeby napisać ten bzdetny wpis, który wpisuje się w tradycję miągliwo-moralizatorskich wpisów na społecznych konsekwencji rozwoju technologicznego. Kiedyś niektórzy siedzieli godzinami w książkach i było to ogólnie uznane za pozytywne. Słowo uzależnienie w tym kontekście nawet raz nie padło. Siedzą w internecie to od razu uzależnienie i patologia. Kiedyś korespondowano listownie z ludźmi, których się nie spotykało osobiście, uznawane było za pozytywną otwartość, ciekawość, chęć poszerzenia horyzontów i zdobycia doświadczeń. Korespondowanie przez internet to oszukiwanie innych i siebie. A internet to w ogóle był tylko dla pedofili, przestępców, handlarzy nielegalnym towarem i mówiono, że nikt normalny tam nie siedzi, tylko grzecznie ogląda TV i czyta gazety. A w momencie masowego pojawienia się magnetowidów glindzono, że to katastrofa bo zabija kontakty towarzyskie. Wszystkie te teorie szybko okazują się być wyssane z palca i znikają wraz z pojawieniem się nowej pożywki.

Powiem Ci tak. Jak ktoś chce coś przekazać ludziom, to pisze książkę lub idzie do gazety i tam publikuje pod swoim nazwiskiem. Może też pracować naukowo. Ważne żeby REALIZOWAŁ SIĘ REALNIE. A anonimowe pisanie głupkowatych ("bo mnie się tak wydaje") blogów na portalu gdzie może się zarejestrować każdy i nie ma żadnej selekcji wpisów, ma się do tego jak znajomości wirtualne do tych prawdziwych w Twojej teorii. Motywacje ludzi, którzy wypisują takie koszmarne bzdety niczym tak naprawdę się nie różnią i w niczym nie są lepsze od motywacji ludzi szukających wirtualnych znajomości. Ktoś chce mieć dużą liczbą internetowych znajomych, ktoś inny - internetowych "publikacji".

Swoje zdanie powtórzę jeszcze raz. Znajomości wirtualne są uzupełnieniem znajomości prawdziwych, dodatkową opcją wynikającą z rozwoju technologicznego. Nie ma w nich nic złego, nie wpływają w większym stopniu na potrzebę posiadania znajomości prawdziwych. Dopóki ludzie będą mieli zagwarantowane wczesne doświadczenia w realu w postaci przedszkoli, szkół, uczelni itp. sytuacja się nie zmieni.

C-dur   4 #27 23.11.2011 23:02

Trochę stylistyka, gramatyka i ortografia mi nie wyszły. Miało być:

"...miągliwo-moralizatorskich wpisów na TEMAT społecznych konsekwencji..."

"...Kiedyś KORESPONDOWANIE listownie z ludźmi..."

Meszuge   15 #28 24.11.2011 05:16

@sebt

A mógłbyś wskazać te błędy? Nigdy nie jest za późno, by się czegoś nauczyć…



@C-dur
„Nie spotkałem ani jednaj osoby, która stawiała by znajomości wirtualne tak samo wysoko jak te prawdziwe”

Ależ oczywiście, że nie, bo i gdzie miałbyś ich spotkać, jeśli wirtualnych znajomych masz zero? :-)
Ale w takim razie nie wiem po co zabierasz głos w dyskusji, o temacie której nie masz pojęcia?
Zastanawia mnie też Twoja agresja, napastliwość i wyzwiska. Jeśli dorosły człowiek wrzeszczy i tupie nóżkami ze złości, to coś tu jest nie w porządku…

januszek   18 #29 24.11.2011 06:48

Ja po prostu nie dodaję do zbioru znajomy w Sieci osób, których nie znam osobiście. Nie potrafię też zrozumieć potrzeby oflagowywania jako "znajomych" obcych ludzi - ale pewny jestem, że problem leży po stronie flagującego ;)

Meszuge   15 #30 24.11.2011 07:51

@januszek

Ja jakoś nie potrafię się na to zdobyć. Jak pisałem w tekście - po prostu nie chciałbym robić komuś przykrości. Może właśnie dlatego, że go nie znam, albo znam bardzo mało.
Pewnie jestem wrażliwy na wyrost, co? :-)

SnajperskY   4 #31 24.11.2011 09:33

Wczoraj podszedłem do wpisu, który miał być krótką recenzją tabletu Asus Transformer. Okazał się totalnym kiczem w stylu Joli Rutowicz, ale o mniejszej sile rażenia. Typowy krzyk o uwagę.

Przeczytałem Twój, dwukrotnie, ale nie dokopałem się do jakiegokolwiek jasnego przesłania. Komentarze są tylko potwierdzeniem. O co Ci chodzi? Co chciałeś powiedzieć? Może następnym razem określ się konkretniej, aby uniknąć zbędnych dywagacji w komentarzach. Chyba, że to kolejny generator komentarzy. Nie wiem...

[...]
Czemu tylu ludzi, tych z setkami znajomych, skarży się na samotność? Choć skarży się zwykle dopiero po nieudanej próbie samobójczej, albo w Monarze…
[...]

Ilu ludzi, że aż tylu? Skąd masz te dane?

Skoro nie widzę żadnych źródeł, na których się opierałeś to obawiam się, że kolega C-dur ma rację.

[...]
Ale w takim razie nie wiem po co zabierasz głos w dyskusji, o temacie której nie masz pojęcia?
[...]

Jeżeli uważasz, że Ty masz pojęcie to niestety nie udało Ci się tego przemycić w tekście. Chyba, że chciałeś pokazać, że masz pojęcie o swoich przemyśleniach.

[...]
Internet – nie tylko sławetne serwisy społecznościowe – dokonał tu pewnego przewrotu, przewartościował pojęcia. Ale, co najgorsze, zafałszował rzeczywistość.
[...]

Nie zauważasz, że rzeczywistość nie zatrzymała się w miejscu. C-dur jasno Ci to zasygnalizował. Twoja rzeczywistość zatrzymała się kilka lat temu i nie dopuszczasz do myśli, że mimo woli płynie dalej? Buntujesz się? Ale przecież bierzesz w niej udział. Ponownie...Nie wiem, ciężko cokolwiek konkretnego wywnioskować. Ale kolejny komentarz masz :)

A to zakończenie to jakieś osobiste doświadczenie? Jak to się ma do tekstu? Ni przypiął, ni przyłatał.

Meszuge   15 #32 24.11.2011 09:44

@SnajperskY
„Przeczytałem Twój, dwukrotnie, ale nie dokopałem się do jakiegokolwiek jasnego przesłania”.

Zawsze możesz spróbować raz jeszcze. Tyle, że tym razem ze zrozumieniem. :-)

januszek   18 #33 24.11.2011 10:04

@Meszuge: Kilka sesji z profesjonalnym psychologiem i Twój problem powinien zostać rozwiązany ;)

Meszuge   15 #34 24.11.2011 10:26

@januszek

Pewnie tak, ale... słyszałem, że oni robią ludziom pranie mózgu, lobotomię, podają amytal sodu i inne takie, więc trochę się boję. :-)

SnajperskY   4 #35 24.11.2011 10:46

[...]
Ale w takim razie nie wiem po co zabierasz głos w dyskusji, o temacie której nie masz pojęcia?
[...]

[...]
Tyle, że tym razem ze zrozumieniem.
[...]

Brawo. Banały, będące dowodem na brak umiejętności jasnego przekazania swoich myśli. Paradoksalnie, umiejętności zatracanej na fali postępu technologicznego, o której (między innymi) mowa we wpisie. O ironio...

Coby nie marnować czasu pozwolę sobie na cytat:

[...]
Tekst na poziomie zbuntowanej nastolatki, który idealnie wpisuje się w potrzeby i prądy myślowe ludzi w początkowych etapach dojrzewania. Zero merytorycznej treści, kompletne banały napisane w sposób sztampowy bez żadnej próby indywidualnego spojrzenia i ujęcia tematu.
[...]

Kolejny wpis z cyklu "Uważam, że...", opierający się na własnych przemyśleniach pod przykrywką jakiś pseudo-faktów typu:

[...]
Czemu tylu ludzi, tych z setkami znajomych, skarży się na samotność? Choć skarży się zwykle dopiero po nieudanej próbie samobójczej, albo w Monarze…
[...]

Zauważyłeś prawdziwy dramat na szeroką skalę, szkoda, że wyimaginowany.

Popracuj jeszcze na znakiem rozpoznawczym. Podpowiem, że kolorowe kucyki są już zajęte :)

C-dur   4 #36 24.11.2011 12:15

@Meszuge
"Ależ oczywiście, że nie, bo i gdzie miałbyś ich spotkać, jeśli wirtualnych znajomych masz zero? :-) "

Są trzy opcje:

a) miałem wirtualnych znajomych
b) mam znajomych w realu, którzy mają wirtualnych znajomych i widzę jak traktują oba typy znajomości
c) oba

Nie musisz odpowiadać. :) Ale teksty o tym, że nie mam w ogóle pojęcia o temacie sobie daruj. Naprawdę widać, że są strasznie naciągane i dopasowywane do chwilowych potrzeb (jak wszytko w Twoim wpisie).

@Meszuge
"Zastanawia mnie też Twoja agresja, napastliwość i wyzwiska."

A gdzie to niby jest? :) Wszystko co napisałem skierowane jest do konkretnych Twoich argumentów. Nie ma żadnej personalnej wstawki, żadnego wulgaryzmu. Jeśli uważasz, że powiedzenie komuś, że gada głupoty, pisze bzdury i coś sobie w danym temacie uroił to "agresja, napastliwość i wyzwiska", to gratuluję. :) Ciekawe jak wyglądają Twoje dyskusje w realu? Wszyscy siedzą cicho, piją herbatkę i potakują prelegentowi? To chyba w jakiejś grupie specjalnej troski. :) [o widzisz, tu pozwoliłem sobie na małą złośliwość].

Chciałbym się odnieść jeszcze do tego:

@Meszuge
"Czemu tylu ludzi, tych z setkami znajomych, skarży się na samotność"

Bo problem leży w nich. Gdyby nie mieli dostępu do sieci też byliby samotni. Myślisz, że przed pojawieniem się Internetu, problem samotności wśród ludzi nie istniał? Tak samo byli ludzie samotni, nieprzystosowani, nieumiejący budować trwałych relacji. I tak samo były poradnie, które im pomagały. To jest rozumowanie typu: Ludzie są samotni. Korzystają z Internetu. Wniosek? Są samotni bo korzystają z Internetu. Równie dobrze można powiedzieć: Ludzie są samotni. Piją herbatę. Wniosek? Są samotni bo piją herbatę.

Tak w ogóle, to nie warto komentować wpisów o takim poziomie, nawet jeśli ma się coś do powiedzenia w temacie. Niechybnie bym ten "głęboki" wytwór olał, ale została przywołana w komentarzach postać Lecha Janerki, którego bardzo lubię. Na dodatek sam parę razy cytowałem właśnie te słowa i pamiętam jak je przeczytałem w pierwszej połowie lat 90 (w "Tylko Rocku" bodajże). No i mnie skusiło. ;)

Meszuge   15 #37 24.11.2011 13:37

@C-dur
"Nie musisz odpowiadać. :)"

No i całe szczęście.

@SnajperskY
"Popracuj jeszcze na znakiem rozpoznawczym".

Dobrze.

Meszuge   15 #38 24.11.2011 14:24

@Zbigniew2003
"...powodów samotności (moim zdaniem) jest tyle w śród ludzi, ilu ich samych na planecie ziemia".

I to są właśnie banały.

C-dur   4 #39 24.11.2011 23:05

@Meszuge
"I to są właśnie banały."

Ale przynajmniej, w odróżnieniu od Twoich banalnych i naciąganych wypocin, jest to prawda. Meszuge oszukujesz siebie i innych. :) Siebie, bo wydaje Ci się, że Twoja "publicystyka" ma jakąś wartość. Innych, bo wypisujesz wyssane z palca bzdury.

@Zbigniew2003

Pierwsza płyta Klausa to jest to. ;)

  #40 24.11.2011 23:15
Meszuge   15 #41 25.11.2011 06:13

@C-dur |

Nie, to są po prostu romantyczne (romantyzm na poziomie panien służących ubiegłego wieku) bzdury, ale nie chciałem sprawiać przykrości Zbigniew2003 i nazwałem to banałami.

„…powodów samotności jest tyle w śród ludzi, ilu ich samych na planecie ziemia” – jeśli takie kocopoły uważasz za PRAWDĘ, to jest z Tobą gorzej, niż się wydawało.

Zresztą… w czym problem, już widać: Ty nie potrzebujesz internetowych znajomych – wystarczy, że masz internetowych wrogów. To takie samo zaburzenie, tyle, że o innym zwrocie.

Meszuge   15 #42 25.11.2011 09:07

Oczywiście – kolekcjonowanie znajomych nieznajomych może stanowić swego rodzaju hobby. I wszystko jest w porządku, dopóki nie zaburza to oceny rzeczywistości. To trochę tak, jak z filatelistami – zbieranie znaczków jest OK., ale jeśli komuś zacznie się roić, że zna miasta i państwa, z których listy zostały wysłane, to już zaburzenie. :-)

C-dur   4 #43 25.11.2011 12:20

@Meszuge
"To trochę tak, jak z filatelistami – zbieranie znaczków jest OK., ale jeśli komuś zacznie się roić, że zna miasta i państwa, z których listy zostały wysłane, to już zaburzenie. :-)"

Kolejny adekwatny przykład. :) Jaki odsetek filatelistów ma takie objawy? Oczywiście może się to zdarzyć, ale będzie świadczyło o poważnej chorobie, której przyczyn nie można szukać w fakcie kolekcjonowania znaczków i która rozwinęłaby się tak czy inaczej.

To co napisał Zbigniew2003 jest oczywiście ogólnikowym truizmem, ale tego typu wypowiedzi z języka potocznego nie mają znaczenia dosłownego i funkcjonują na specyficznych, symbolicznych zasadach. A i tak ciężko byłoby pokazać, że jest to nieprawda. Natomiast wskazać naciągnięcia w Twoich wywodach jest dość prosto, one wręcz bija po oczach. :)

Meszuge, gdybym chciał się dostosować do Twojego poziomu to bym już dawno napisał coś w stylu: Meszuge krytykuje wirtualne znajomości. Wniosek? Meszuge jest za zlikwidowaniem Internetu. Twój wpis i komentarze opierają się na takich manipulacjach. Ludzie korzystający z sieci czują się samotni. Wniosek? Są samotni, bo korzystają z sieci. Ludzie mający dużo znajomych wirtualnych są samotni w realu. Wniosek? Znajomości wirtualne osłabiają potrzebę posiadania "prawdziwych" znajomych. C-dur nie ma znajomości wirtualnych. Wniosek? C-dur nigdy w żaden sposób nie spotkał się z tym zjawiskiem. C-dur krytykuje mój wpis. Wniosek? C-dur kolekcjonuje wrogów. Wiem że możesz tak do końca świata i jeden dzień dłużej, ale to jest naprawdę żenujące. Na dodatek całość powstała na zasadzie: napisałem co mi tam ślina na język przyniosła, ale to wy mi musicie udowodnić, że tak nie jest. Nie wiem, może Ty należysz do tej nielicznej grupy blogerów, którym wydaje się, że jak coś tam wyssaja z palca i napiszą, to tak jest? Ale to już niestety zaburzenie mój drogi.

Tak naprawdę zagadnienie wpływu rozwoju nowych form komunikacji i jego wpływu na tradycyjnie pojmowane więzi i przyjaźnie jest ciekawe. Tylko, że to trzeba przeprowadzić lub powołać się na jakieś badania, pokazać statystyki, uwzględnić kontekst socjologiczny itp. A teksty w stylu "Ja, Meszuge powiadam wam..." to można co najwyżej między bajki włożyć.

Meszuge   15 #44 25.11.2011 12:59

@C-dur

Widzę, że przynajmniej próbujesz ludzkim głosem, więc… OK.

„Tylko, że to trzeba przeprowadzić lub powołać się na jakieś badania, pokazać statystyki, uwzględnić kontekst socjologiczny itp.”

I tu jest pewien problem. Czy trzeba? A jeśli faktycznie trzeba, to gdzie trzeba? Temat jest niewątpliwie ciekawy, ale opracowany w taki sposób, jaki proponujesz, absolutnie nie mieściłby się w ramach prywatnego, osobistego bloga szeregowego użytkownika DP.

Przeczytasz blogowy wpis, który będzie miał 240 tysięcy znaków?

Możemy sobie chcieć, żeby było, albo profesjonalnie i zawodowo, albo wcale, ale kogo obchodzą nasze zachcianki? Kto czytałby takie opracowanie, nawet gdybym je zrobił? Kogo, albo ilu z użytkowników DP, coś takiego (statystyki, kontekst socjologiczny, wyniki specjalnych badań itd.) by zainteresowało?

Jeśli chcesz, to sobie w blogowisku DP twórz profesjonalne teksty dla zaawansowanych – nic mi do tego. Ja pozostanę przy swoich, popularnych podejściach do tematu.
Jeśli pozwolisz… :-)

C-dur   4 #45 25.11.2011 16:25

Meszuge, z grubsza są trzy rodzaje blogów. Pierwszy to rodzaj dziennika, w którym autorzy piszą o sobie. Co robili, jaki film im się podobał ostatnio, w jakim są nastroju itp. To nie ma większego waloru obiektywnego, ale jest ciekawe dla znajomych, rodziny, więc jest OK. Drugi rodzaj, to taki, w którym ktoś ma wiedzę na jakiś temat i się nią dzieli. Może to być przykładowo zestawienie programów w jakiejś kategorii z opisem ich podstawowych cech, opis konkretnego urządzenia itp. Nie musi to być pisane językiem naukowym z przypisami, ważne żeby przekazywało jakieś obiektywne i merytoryczne treści. Trzeci rodzaj to blogi, których autorzy nie mają żadnej wiedzy, niczego na poparcie swoich słów, za to swoje wymyślone bzdety przedstawiają jako fakty. I to nie jest OK, a właśnie do tej grupy należy Twój wpis.

Myślę, że mocno nie doceniasz użytkowników tego portalu. Wielu z nich zainteresowałyby statystyki i wyniki badań i kontekst socjologiczny (oczywiście podane w podstawowej i przystępnej formie). Nie równaj wszystkich poziomem do siebie. Z resztą można się było spodziewać takiej odpowiedzi z Twojej strony. Ona się idealnie wpisuje w te przykłady, które wcześniej podałem. C-dur napisał, że dobrze by było oprzeć wnioski i rozważania o jakieś dane, o coś merytorycznego. Wniosek? Musiałaby to być praca naukowa na 240 tysiące znaków. :)

Z mojej strony EOT.

Meszuge   15 #46 25.11.2011 21:54

@C-dur

Ja rozumiem, że Tobie wydaje się, że są trzy rodzaje blogów. Ja mam zupełnie inne zdanie na ten temat.

Ale faktycznie - dosyć już tego dobrego. EOT.

  #47 25.11.2011 23:08

"Trzeci rodzaj to blogi, których autorzy nie mają żadnej wiedzy, niczego na poparcie swoich słów, za to swoje wymyślone bzdety przedstawiają jako fakty."

EOT EOT'em, ale ja mam pytanie - dużo jest takich blogów?

marson1   12 #48 27.11.2011 12:27

Popieram wpis, dlatego jestem chyba jednym z ostatnich dinozaurów, który nie ma FB ani NK, popieram przedmowcow, z tymi co chce miec kontakt to mam telefon do danej osoby, jesli ktos nie umie juz dzis odnalezc sie bez znajomosci internetowych to ten ktos ma problem. Smieszy mnie fakt, ze znam ludzi, ktorzy mnie namawiaja..."No zaloz FB, na moje pytanie... czemu?... No bo ja mam i kazdy ma... wiec dlaczego ty nie masz? Tlumacze czlowiekowi, ze przeciez my mozemy sie spotkac, pogadac w realu, w razie potrzeby napisac smsa czy zadzwonic na telefon ale inni nie...

Meszuge   15 #49 29.11.2011 15:37

@margo.net

Nie, nie każdy, kto ma konto na fejsbóku… Oczywiście, że nie każdy. I rzecz jasna nie chodzi tu o sytuację, w której inaczej się nie da. Interesuje mnie raczej pewna tendencja, trend, kierunek powoli zachodzących zmian.
Kolega wyemigrował go Gwatemali i spotkania raczej nie wchodzą w grę? OK. Ale kiedy dochodzę do wniosku, że po co mam się wybierać do innej dzielnicy tego samego miasta, jeśli mogę zobaczyć, co on aktualnie robi w jakimś portalu i ewentualnie „porozmawiać” na GG, to już zaczyna być odrobinę nienormalnie.

Meszuge   15 #50 30.11.2011 20:21

Dowcip polega na tym, że ja znam. Za czasów, gdy jeszcze miałem konto na naszej klasie, kilka osób, nadal mieszkających w tym samym mieście, proponowało mi jakieś wirtualne spotkania, czatowanie itp. Delikatnie odmówiłem, choć oczywiście komunikuję się za pomocą Skype z rodziną, mieszkającą w różnych krajach Europy i Ameryki.

  #51 06.01.2012 17:02

To jest fajny program mówię wam kto go odwiedza jest mądry, a kto nie odwiedza jest osioł bez rogów! (!)