r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Microsoft: piractwo jest jak freemium

Strona główna AktualnościBIZNES

Rzadko zdarza się, by ktoś z kierownictwa firmy produkującej oprogramowanie otwarcie przyznał, że piractwo może być formą promocji produktu. Wczoraj w wywiadzie dla CNBC potwierdził to sam Satya Nadella, obecny CEO Microsoftu, według którego piractwo czasami jest częścią modelu freemium, przynosi więc pewne korzyści.

Strategia freemium istnieje już przynajmniej trzy dekady, choć pojęcie będące połączeniem słów free i premium powstało w 2006 roku. W ostatnich latach ten model sprzedaży wykorzystywany jest na każdym kroku – w aplikacjach, usługach, grach, programach użytkowych… Jej głównym celem jest przekonanie użytkownika do korzystania z produktu, może nawet przyzwyczajenie go do konkretnego rozwiązania, a następnie skuszenie go na płatną opcję (funkcje dodatkowe, wirtualne dobra, większa przestrzeń na dane i tak dalej).

Jako przykład usługi sprzedawanej w modelu freemium Nadella podał OneDrive, który jest darmowy dla użytkowników domowych, ale za wersję biznesową, wykorzystywaną w celach komercyjnych, trzeba zapłacić. Według CEO Microsoftu to naturalna droga do zarabiania na produkcie – należy zbadać, jak jest używany, a następnie wybrać lub dodać funkcje, za które użytkownicy będą skłonni zapłacić. Nadella podkreślał też, że liczy się faktyczne wykorzystanie produktów i nie powinno się oczekiwać, by wszyscy użytkownicy płacili za usługi od chwili założenia konta. Microsoft jest postrzegany jako firma, która zawsze chciała, by płacono jej za usługi czy oprogramowanie, tym bardziej wypowiedź Nadelli nie pasuje do obrazu.

r   e   k   l   a   m   a

Cóż, zawsze mieliśmy freemium – powiedział Nadella. I rzeczywiście, nie brakuje sposobów na zdobycie legalnego oprogramowania Microsoftu za darmo, na przykład w ramach programów edukacyjnych czy jako wersji testowych, oraz że cenowo oferty specjalne są konkurencyjne w wielu branżach. Czasami nasze freemium nazywano też piractwem – dodał.

Wiele osób nie odważyłoby się powiedzieć publicznie tego, co Nadella, gdyż obawiają się, że ich słowa mogłyby być odebrane jak przyzwolenie na nieautoryzowaną dystrybucję oprogramowania czy korzystanie z cracków. Wypowiedź CEO Microsoft potwierdza jednak, że w dzisiejszych czasach zaangażowanie użytkownika jest najważniejsze w przekuwaniu oprogramowania i usług na pieniądze, nawet jeśli trzeba przymknąć oko na piractwo. Microsoft i tak lepiej wychodzi na tym, że ktoś używa pirackiego Windowsa, niż gdyby miał sięgnąć po MacBooka i dał zarobić konkurencji. Jeszcze wyraźniej widać to na przykładzie Office'a, bez którego wiele osób nie potrafi żyć, mimo że zna tylko mały wycinek jego możliwości. Nawet sporadycznie używane pirackie kopie umacniają ten monopol i w końcu przychodzi moment, kiedy klient w końcu decyduje się zapłacić – na przykład kiedy będzie zakładał własną firmę i w obawie przed kontrolą kupi wszelkie programy, jakie wydają mu się potrzebne.

Oczywiście nie oznacza to, że firma zaakceptuje nieautoryzowaną dystrybucję swoich programów i przymknie oko na łamanie zabezpieczeń, zwłaszcza w środowisku biznesowym. W końcu Microsoft jest jednym z aktywniejszych działaczy BSA – organizacji, która zwalcza piractwo wszelkimi możliwymi sposobami. Nierzadko namawia polityków do wprowadzania antypirackich zmian w prawie – na przykład kar za robienie interesów z firmami naruszającymi prawo autorskie. Polaków zaś namawiała do donoszenia na współpracowników.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.