Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Wściekłe książki - o kupnie e-booków słów kilka

W zapalczywości mojej sprowadzę wicher gwałtowny, spadnie deszcz ulewny na skutek mojego gniewu i grad na skutek mego oburzenia, by wszystko zniszczyć.  I zburzę mur cen, który wydawcy stworzyli, powalę go na ziemię, tak, że ukażą się jego fundamenty i upadnie, a wy płacić będziecie, tyle ile chcecie.

Księga Czytelnika, 13, 13-14.

Nie będę ukrywać, że do napisania tego bloga skłonił mnie wpis Meszuge Kilk! dotyczący platformy e-bookowej Allegro, a przede wszystkim dyskusja w komentarzach na temat cen elektronicznych książek w Polsce.

Nie jest niespodzianką, że znaczna część dostępnych tytułów dostępnych na rynku jest symbolicznie tańsza od edycji papierowej. W niektórych przypadkach papier okazuje się tańszy (i co smutne, nie tylko z tzw. „drugiej ręki”). Dla przykładu, bestseller ostatnich lat – Gra o Tron George'a R.R. Martina kosztuje około 50 zł w stacjonarnych księgarniach (60 zł za wersję z twardą oprawą), gdy cena za e-book plasuje się średnio w okolicach 36-40 zł (choć w takiej Bookotece.pl zapłacimy 49 zł, czyli tyle samo, co za nominalną cenę wydania tradycyjnego i to tylko za jeden format: albo PDF, albo EPUB. To powinno być karalne...). Najtaniej, bo za niecałe 26 złotych zakupimy e-booka w starym, dobrym (chciałoby się napisać – czarodzieju, ale tu byłby problem, bo jest ich przecież dwóch) Gandalfie. W dalszym ciągu dokucza brak dostępu do wielu formatów za jednym razem, ale 50% ceny „papierowej” jest – przynajmniej dla mnie – uczciwą opcją.

Ale nie oszukujmy się – większość znanych tytułów bez promocji kosztuje faktycznie niewiele mniej niż papierowa książka, dlatego często rozważamy, czy taki zakup się po prostu opłaca. Dołożyć 5 złotych i mieć coś fizycznie w domu? Zapłacić 5 złotych mniej, ale tak właściwie niczego nie mając? W końcu papier to papier – widzę, co kupuję. Mogę wybrać dowolny egzemplarz, czasami nawet z kilku różnych wydań od kilku różnych wydawnictw. Tym bardziej, że wydania elektroniczne posiadają czasem takie „babole”, których w życiu nie uświadczylibyśmy w wydaniu papierowym. Ot, choćby szósty tom Królów przeklętych – rozjechane wyrazy, brak dużej litery „R” w całym tekście (co denerwuje tym bardziej, że jeden z głównych bohaterów cyklu ma na imię Robert...)

Badania przeprowadzone przez swiatczytnikow.pl za rok 2012 pokazały, że najchętniej kupujemy e-booki gdy kosztują mniej niż 15 złotych za sztukę, są w multiformacie (jakby naszła nas ochota, żeby zmienić czytnik bez zmartwień, że nie odczyta plików EPUB lub MOBI). A najlepiej – za 9,90. Tak się jakoś utarło w ostatnim czasie, że e-book za 10 złotych to tani e-book. A parafrazując klasyka, tani e-book to dobry e-book, bo tani. :) Pamiętna promocja w eBookpoint (wszystko za 9,90 zł) spowodowała wręcz szaleństwo zakupów. Na ten moment, praktycznie każda platforma e-bookowa przygotowuje promocję na jeden tytuł, który możemy kupić za niecałą dyszkę. Woblink propaguje Środową ZaDyszkę, w Nexto mamy Książkę Dnia, inne księgarnie celują w akcje tematyczne – przeceny na fantastykę, pozycje jednego autora, do wyboru do koloru, trzeba tylko się orientować w tych wszystkich promocjach, a to może zabrać trochę czasu.

O tym, jak podchodzimy do kupowania (lub nie) treści cyfrowych mówiono na blogach Dobrych Programów wiele razy. I w miarę szybko okazało się, że 9,90 zł dla e-booka to dla wielu, w dalszym ciągu czyste „złodziejstwo” (uwielbiam to słówko, naprawdę). Jak Publio śmie sprzedawać w tej cenie jeden tom Pana Samochodzika (dodając drugi za darmo, swoją drogą, serio), gdy wszystkie dwanaście tomów powinny kosztować tyle razem? Tym bardziej, że na Allegro wydania z lat 80. kosztują przysłowiową złotówkę lub dwie. To my powinniśmy decydować, ile chcemy zapłacić za produkt, nie na odwrót.

Problem jest taki – nie wiem, czy to faktycznie jest problem mentalności czy tak zwanego „Polactwa” (kolejne słowo-wytrych po „złodziejstwie”) - że nie lubimy płacić za coś, co możemy mieć za darmo lub więcej niż musimy. Przekonało się o tym dość boleśnie wydawnictwo Universitas, które w zeszłym roku rozpoczęło (zakończoną już) sprzedaż e-booków w cenie uznaniowej.

Jak to wyglądało? Wydawnictwo przeznaczyło pewną pulę książek (około 20 tytułów), które można było kupić za 1,23 zł (z wliczonym VAT-em). Znaczna część czytelników wpłacała minimalną kwotę, niektórzy prosili o papierową fakturę, koszty wysyłki przekraczały znacznie cenę zakupionej książki... Do tego nie było innych formatów dostępnych niż PDF, co odpychało znaczną część potencjalnych kupujących, a czytających na czytnikach. Po drugie, Universitas jest wydawnictwem naukowym, nie dziwi więc, że zaproponowane tytuły to właśnie książki naukowe i dla wielu zwyczajnie... nudne. Bo tak szczerze, ilu czytelników nie zajmujących się daną dziedziną przyciągnie kilka tomów Słownictwa pism Stefana Żeromskiego? Dla mnie, jako historyczki, znalazło się kilka pozycji wartych zakupu, nawet bez przeceny, PDF mi w takim przypadku nie przeszkadza (dopóki w plikach MOBI czy EPUB nie pojawią się zakodowane numery stron z wydania papierowego i tak muszę udać się do biblioteki po wydanie papierowe, aby umieścić przypis), a jest to wygodne przy pisaniu artykułów czy referatów. Ale ja jestem tą sfiksowaną częścią społeczeństwa, wywlekającą na światło dzienne skandale sprzed wieków, więc się nie liczę.

To może inaczej? Większości z Was pewnie znajoma jest nazwa Humble Bundle, czyli kupowanie pakietów różnych dobroci w wybranej przez siebie cenie. Zaczynało się od gier, przez muzykę, aż w końcu „nadejszła ta wielkopomna chwila”, gdy w sprzedaży pojawiły się e-booki. I to nie byle jakich autorów – 9 października 2012 w sprzedaży ukazał się pakiet, wśród autorów którego znaleźli się tacy twórcy jak Neil Gaiman czy John Scalzi (choć tu trzeba było zapłacić kwotę wyższą od średniej, która była dość płynna). Pozostałe nazwiska były także znane osobom zaznajomionym z amerykańskim rynkiem wydawniczym. Akcja zakończyła się kupnem ponad 84 tysięcy zestawów oraz zyskiem wynoszącym 1,20 mld $ (dane za Wikipedią), ze średnią kwotą zakupu 14,28 $. W trakcie akcji dołączono kolejne tytuły, także tym osobom, które zakupiły już pakiet. Można mówić więc o sukcesie.

Super, faktycznie. Ale co z tego, skoro to książki w angielskiej wersji językowej. A my jesteśmy w Polsce. Fakt. Jednak i nasi autorzy wypuścili „wściekłe książki” na rynek – i tak powstało BookRage.org. Od wczoraj, przez dwa tygodnie możemy zakupić pakiet książek pięciu polskich twórców szeroko rozumianej fantastyki w dowolnie wybranej przez nas cenie. Ponownie, jeśli zapłacimy cenę wyższa niż średnia (aktualnie około 26 zł), dostaniemy dodatkową pozycję autorstwa Jacka Dukaja. A tego pana chyba nie trzeba przedstawiać. Według szacunków, pakiet normalnie kosztowałby około 150 zł, gdybyśmy chcieli kupić każdą pozycję osobno. Co więcej, są to tytuły niedostępne w wersjach e-bookowych na innych platformach – albo zupełne „świeżynki”, albo zostały wzbogacone o dodatkowe opowiadania. Oczywiście, nadal jest buczenie – że autorzy nie tacy, że jak już to ta grupa, to mogli dać lepsze tytuły, a tak to i złotówki szkoda. Ale wiecie – nie wszystkim dogodzimy. Na ten moment sprzedano już 413 pakietów za kwotę 10, 5 tysiąca złotych (gdy zaczynałam pisać ten blog – blag – kwota zgromadzona na koncie akcji była o tysiąc złotych mniejsza). Co więcej, to od nas zależy, jaki procent kwoty przyznamy twórcom, Fundacji Nowoczesna Polska (odpowiedzialna między innymi za Wolne Lektury) i autorom akcji. Co więcej, możemy spodziewać się kolejnych przedsięwzięć spod znaku BookRage w przyszłości.

Dla tych, którzy lubią kupować taniej książki znanych sobie autorów, przypominam, że dziś kończy się akcja kodowa na Woblinku (Woblink oddaje kasę!) – przy zakupie e-booków za kwotę większą lub równą 30 zł (także książki z promocji), za każde pełne 10 zł otrzymujemy kod rabatowy (w wysokości 10 zł właśnie) do wykorzystania przez miesiąc na wybrane pozycje. Nie może być to książka z promocji oraz cena po zniżce nie może być niższa niż 9,90. 

hobby

Komentarze

0 nowych
MaXDemage   17 #1 28.02.2013 15:02

http://1.bp.blogspot.com/-wGd2NtdnflY/UQ5C3j9bXOI/AAAAAAAAI9U/ErAkjFd5KBY/s1600/...

A tak merytorycznie - wciąż nie mogę ogarnąć jakim cudem Universitas nie wypalił z tą akcją. Jedynym wytłumaczeniem jest "Polaczkowość" - ale z doświadczenia mogę rzecz, że właściciele ebókowych urządzeń są jednak dużo bardziej hojni.

  #2 28.02.2013 16:36

Co do tych 9,99 zł, to taki Amazon potrafi sprzedawać gorące tytuły po 2-3 $ i to na zachodnich rynkach, gdzie ceny nie są tak odczuwalne jak w Polandii. Już nie wspomnę o cenach podobnych do wydań papierowych, które są u nas standardem i jeszcze mają czelność coś mówić o obrzydliwym piractwie (co akurat jest legalne w przypadku pobierania książek).
Wydawcy i dystrybutorzy to najzwyklejsi złodzieje. Dotyczy to również muzyki czy filmów.
Dla autora zostają z ceny tylko jakieś ochłapy.
Warto jeszcze wspomnieć o często skandalicznej jakości sprzedawanych ebooków.

Same akcje typu HIB nie wchodzą w rachubę bez zgody wydawców, którzy mają prawa do tytułów.
Z oczywistych powodów takiej zgody nie wyrażają bo wolą doić czytelników.

Ave5   8 #3 28.02.2013 18:17

Z całkowicie personalnego punktu widzenia osoby, która uwielbia czytać książki: nie kupuję e-booków prawie wcale nie tylko przez ceny, ale też przez to, że nie mam czytnika. Żeby zakup urządzenia mi się zwrócił e-booki musiałyby być niezmiennie tańsze od wydań papierowych (czasem nie są wcale, czasem symbolicznie). Mając czytnik, musiałbym na niego uważać - nie zalać przypadkiem napojem, nie dać go sobie wyciągnąć z plecaka kieszonkowcom, itp. Nie mógłbym też pożyczyć książki znajomym bez czytnika/posiadającym obsługujące inne formaty. Plus czytnik to jednak tylko kawałek elektroniki - w końcu zdechnie.

9,90 za e-booka to cena dobra, zwłaszcza za nowość. Za klasyki czy mało znane czytadła tyle bym nie dał, bo za 203 euro to ja mam w Tartu dowolny tytuł po angielsku, estońsku albo rosyjsku do wyboru.

MinkDragon   6 #4 28.02.2013 20:04

@ MaXDemage - chyba z dwóch powodów. Raz, że ich oferta nie była skierowana do właścicieli czytników ze względu na format (ok, mamy Calibre, ale nie wszystkim chce się w to bawić), dwa - ze swojej dość dużej oferty wybrali tytuły dość niszowe, choć spokojnie mogli wybierać z prac bardziej popularnonaukowych niż stricte naukowych.

@ bastardo - jeśli spojrzysz na polski rynek pod kątem zmian, które zaszły w nim w ostatnim roku, naprawdę zobaczysz pozytywne zmiany. Amazon faktycznie zdaje sobie sprawę, jak napędzać sprzedaż e-booków. Choćby pamiętając o tym, jak można przywiązać do siebie klienta - czy przez zakup ich czytnika, czy przez organizowane promocje. Są w stanie "stracić" na jednej rzeczy, bo zdają sobie sprawę, że zadowolony klient do nich wróci. Z drugiej strony, nie zawsze wydania elektroniczne u nich są znacząco tańsze od tych papierowych. Jak już pisałam, sytuacja w Polsce moim zdaniem zmienia się na lepsze - wydawnictwa zlikwidowały zabezpieczenia DRM (co nadal jest popularne we Francji czy w Niemczech), pojawia się sprzedaż książki papierowej i e-booka zarazem (tu, choć ciężko przyznać, układ w stronę "kulturowego supermarketu" i jego platformy Virtualo.pl), 2/3 nowości papierowych dostaje od razu (lub kilka dni przed premierą) swojego e-booka, coraz częściej mamy do czynienia z dużymi przecenami. Wiele rzeczy można oczywiście poprawić, ale sytuacja nie wygląda źle.

@ Ave5 - a tam, bajdurzysz. :) Jak mój narzeczony sprawił mi w zeszłym roku w prezencie noworocznym Kindla, też podchodziłam do niego jak pies do jeża. Że to drogie, że absolutnie nieopłacalne, że książką nie pachnie... A Kundelka dostałam z jednego prostego powodu - przerażała go ilość książek, którą do domu znosiłam i tempo, w jakim zapchałam świeżo kupiony przez niego regał. Bał się, można powiedzieć, że pójdę w ślady mojego ojca i zrobię z naszego wspólnego mieszkania graciarnię książek. :) W tym tygodniu kupiłam tacie czytnik z Prestigio z ekranem Pearl za 300 zł... Nie jest to może Kundel, ale na jego potrzeby starczy. Na kupnie elektronicznej "Polityki" oszczędzam rocznie około 50 zł, a więc 1/6 ceny czytnika. Przez rok, tylko na Woblinku, kupiłam 56 książek, praktycznie nigdy nie płacąc więcej niż 15 zł za sztukę. A jest wśród nich i Eco, i Davies. Jedynym wyjątkiem, o którym pamiętam, był "Trafny wybór" Rowling - za 19,90 w przedpremierze. Przerzucenie się na e-booki zwróciło się dwukrotnie - opłaciło mi czytnik oraz zostawiło miejsce na te książki, które muszę mieć w wersji papierowej. Z Kindlem bez problemu idę do wanny, czyta się wygodniej niż papierową książkę (w co kiedyś nie byłam w stanie uwierzyć), nie ruszam się bez niego z domu (zawsze jest w torebce jako jedna z 4 rzeczy, które muszę mieć przy sobie - klucze, portfel, telefon). Co do pożyczania - biorąc pod uwagę, w jakim stanie ludzie zwracają mi pożyczone książki, nie czuję się winna, że nie pożyczę im czytnika, a nawet czuję ulgę, że ktoś mi ich już nie zmaltretuje. A jeśli chciałabym komuś e-booka "pożyczyć", praktycznie każda księgarnia daje nam kilka licencji - mogę jedną odstąpić, jeśli będę miała ochotę.

FaUst   11 #5 28.02.2013 20:10

@Ave5
Zacznij czytać Dukaja i po tygodniowym noszeniu "Lodu" pod pachę, lub w plecaku zrozumiesz jak wygodny jest czytnik :)

  #6 28.02.2013 21:27

@MinkDragon
Oczywiście zdaję sobie sprawę z poprawy, ale jeszcze sporo pozostało do zrobienia.
Można już sporo kupić fajnych tytułów (w promocjach) za 10-15 zł. Wydałem więcej niż 20 tylko za Dukaja. Głównie Woblink i czasem Publio.
Ale to tylko promocje. Standardowy rynek ebooków jest w Polsce nadal beznadziejny.

Najwięcej jednak kupiłem w Amazonie, jednak ceny są tam często lepsze.

@Ave5
Tylko tak ci się wydaje ;)
Zakup się zwraca, jeśli dużo czytasz i będziesz rozsądnie kupował. A wygoda jest nieporównywalna. Z obsługą formatów to tez nie jest jakiś problem.
PS Na co kieszonkowcowi czytnik? To nie tablet. Nie wiesz, że tacy ludzie się boją książek?:D

MasteROOT   4 #7 28.02.2013 21:51

Jak dla mnie cena 9,90/9,99zł za ebook'a to w znakomitej większości cena idealna. Oczywiście cena trochę większa niż 9,90zł też nie jest zła tylko, żeby nie było to kilka złotych taniej niż wersja papierowa bo jak człowiek widzi coś takiego to trochę go odrzuca (zresztą jak świadomość tego, że na ebooki jest 23% VAT). No i oczywiście najlepiej, żeby to wyglądało tak jak w ebookpoint bo tam dostajemy PDF, ePUB i mobi. Wiem, że to może trochę wysokie wymagania, ale na pewno przy czymś takim chętniej bym kupował ebooki w okresach, w których miałbym "grubszy portfel" (wiecie jak to jest ze studenckim budżetem :P).
Osobiście bardzo chętnie zobaczyłbym całą serię porządnie zrobionych ebook'ów o detektywie Harry'm Hole autorstwa Jo Nesbo ;)

  #8 01.03.2013 16:15

@FaUst
Dukaja przeczytałem wszystko, co Wydawnictwo Literackie wydało w twardych oprawach, właśnie nosząc książki w plecaku. Nie zmienia to faktu, że "Lód" to nie książka do czytania po kawałku przez godzinną jazdę pociągiem, chociaż ja tak właśnie ją czytałem.

Sam jakoś nie mogę się przekonać do książek elektronicznych i czytników. Pół roku temu byłem bliski kupienia Kindle'a, ale koniec końców nie kupiłem, a całe wolne miejsce na mojej półce z książkami zajęła kolekcja Lema z Gazety Wyborczej ;-) Chociaż teraz, jak już miejsca nie mam, to zamiast kompletować wydania Dicka z Rebisu, może powinienem zająć się kupnem czytnika...

  #9 01.03.2013 16:58

@MasteROOT
Problem polega na tym, że raczej nie ma ebooków po 9,99 (poza jakimiś odpadami).
Ta cena lub (częściej) wyższa pojawia się tylko w różnego rodzaju promocjach. Dobre i to, ale trzeba sobie taką okazję upolować.

Problem polega na tym, że standardowa cena jest porównywalna z wydaniem papierowym.

  #10 01.03.2013 17:39

@MasteROOT
Problem polega na tym, że raczej nie ma ebooków po 9,99 (poza jakimiś odpadami).
Ta cena lub (częściej) wyższa pojawia się tylko w różnego rodzaju promocjach. Dobre i to, ale trzeba sobie taką okazję upolować.

Problem polega na tym, że standardowa cena jest porównywalna z wydaniem papierowym.

MinkDragon   6 #11 01.03.2013 21:16

@ bastardo - w sumie myślimy więc dość podobnie. :) Zmieniło się na lepsze, ale tak naprawdę to początek zmian (oby) na lepsze. Z drugiej strony - ilość książek kupionych przez mnie na samych promocjach i tak mocno zapchała mi czytnik i nie jestem w stanie czytać wszystkiego na bieżąco. Nie mam problemu z kupowaniem książek na Amazonie - na szczęście, angielski nie stanowi dla mnie problemu, staram się przeglądać na bieżąco "darmochę", albo kilku dolarowe przeceny. Niestety, bardzo często książki, które mnie interesują z oferty Amazonu są niewiele tańsze od wydań papierowych, czasem nawet droższe... Ale fakt faktem, dzięki wersji mobi byłam w stanie przeczytać "The History of Hobbit", bo nie było mnie stać na zakup wydania papierowego za 200 zł. A i tak kosztowało mnie to 60 zł. Ale cóż, tak strasznie zależało mi na tej książce!

@ MasterROOT - większość dużych księgarni e-bookowych w Polsce sprzedaje już multiformat, powoli staje się to standardem na szczęście. Zgadzam się, że 23 % VAT na e-booki to jedna wielka pomyłka, ale wystarczy spojrzeć na Francję,, w której VAT obniżono do bodajże 15 %, ale już się do niej przyczepiła Komisja Europejska i żąda podwyżki... Co prawda, wspomina, że w przyszłym roku (albo w 2015, nie pamiętam już dokładnie, przepraszam) powinna ukazać się ogólnounijna dyrektywa, zmieniająca tę sytuację. Pytanie tylko, czy na lepsze?

@ Krzysiek_jeden - jeśli zadecydujesz się na zakup czytnika, znajdź taki, który ma ekran dobrej jakości. Na tym nie warto oszczędzać. A ze swojego przykładu (wczoraj liczyłam) - zakup Kindle'a oszczędził mi w ciągu roku ponad 100 książek na półce. :)

  #12 01.03.2013 23:57

@MinkDragon
Zgadza się - myślę podobnie. Te wszystkie zmiany są efektem narzekań i nacisków czytelników.
Jeszcze daleka droga, ale jestem optymistą.
Ja kupiłem mojego ulubionego Kurta Vonneguta $13.93 za 7 ksiżek :) Podobnie Follett, Dick, Jones.

Poza tym chyba mniej błędów (literówek) w wydaniach angielskich. Tu też pole do dalszej poprawy dla polskich wydawców bo czasem jest tragedia. Na szczęście coraz rzadziej.

MasteROOT   4 #13 02.03.2013 10:06

Historię z VATem już czytałem. Paradoksalnie na dwa kraje chcą nałożyć karę za obniżenie VATu na ebooki, a zarazem sami twierdzą że VAT na ebooki jest za duży i trzeba by go obniżyć.

@bastardo, wiem że takie ceny to raczej w promocjach itd., no ale jak mam płacić za ebooka 85-90% ceny zwykłej książki to mnie skręca bo o ile wiem że tutaj się liczy przede wszystkim wartość intelektualna to o tyle jako student nie jestem sobie w stanie pozwolić na takie zakupy przy świadomości że wyłożyłem dodatkową kasę na Kindle. Myślę że gdyby standardowo ebook kosztował 50% ceny papierowego wydania to byłbym skłonny zapłacić za większość książek nawet poza promocjami. Ja jestem osobą która z natury lubi "nagradzać" trud autorów poprzez zakup ich twórczości, ale w granicach zdrowego rozsądku i bez narażania swojego budżetu na szwank ;)

kijan   2 #14 10.03.2013 11:29

Jako ciekawostkę odnośnie polowania na e-booki chciałbym podać nowo uruchomiony serwis który daje możliwość łapania promocji na ebooki :)

http://upolujebooka.pl - nowa porównywarka cen e-booków, ceny e-booków są nawet do 90% tańsze jak jest jakaś super promocja. Najlepsze jest to, że nie trzeba codziennie sprawdzać promocji, wystarczy zaznaczyć książkę, a e-mail o promocji do nas dotrze jak będzie przecena.

  #15 18.01.2016 15:28

Ja sam jako pisarz (wydający de facto własnym nakładem przez rozpisani.pl ) z żalem stwierdzam, że ludzie za e-booka płacić wiele nie chcą. Mam wrażenie, że mimo wszystko nie jest to tutaj aż tak popularne, jak na Zachodzie, a przynajmniej w kwestii ceny i "ile zapłacisz". No ale to już mój wybór, nie chciałem wersji drukowanej, więc liczę się z tym, że zysk będzie inny.