r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Monitoring na odwrót: jak bezpiecznie nagrywać niebezpieczne sytuacje?

Strona główna AktualnościBEZPIECZEŃSTWO

W przestrzeni miejskiej czyha wiele zagrożeń – i w imię walki z tymi zagrożeniami, miasta zaczęły wypełniać się systemami monitoringu, mającymi uczynić je bezpieczniejszymi. Pomijając zagrożenia dla prywatności, jakie ten trend ze sobą przyniósł, widać jednak, że nie zawsze możemy na monitoring liczyć. Kamer nie ma i nie będzie w każdym zakątku, a jeśli będą, to czy na pewno w razie problemów uzyskamy dostęp do ich nagrań? Odnotowywane na całym świecie przypadki brutalności służb mundurowych wobec obywateli wielokrotnie pokazywały, że w takich sytuacjach liczyć można tylko na siebie.

Jako że jednak dziś praktycznie każdy nosi przy sobie kieszonkowy komputerek z kamerką i modułem łączności bezprzewodowej (dla niepoznaki zwany telefonem), liczenie na siebie przestało być takie trudne. Pojawiło się sporo aplikacji, które w niebezpiecznych sytuacjach mogą uratować nam skórę, albo przynajmniej później pomóc w dochodzeniu sprawiedliwości.

Czy wolno nam nagrywać?

Zanim przyjrzymy się bliżej osobistym narzędziom do monitoringu, warto zastanowić się nad prawnym, ale też psychologicznym aspektem ich użycia. Nie działamy bowiem w takiej sytuacji w jakimś abstrakcyjnym świecie reguł prawnych, lecz konfrontujemy się z drugim człowiekiem, najczęściej uzbrojonym, mającym wsparcie swoich towarzyszy. Wyczucie sytuacji jest więc bardzo ważne – automatyczne rozpoczynanie nagrywania wszystkich czynności podejmowanych przez umundurowane służby może często doprowadzić do zaostrzenia sytuacji, nierzadko kończąc się przysłowiowym nabiciem sobie guza.

r   e   k   l   a   m   a

Pamiętajmy jednak, że ustawodawca wyraźnie stwierdził, że w trakcie tych czynności funkcjonariusze także podlegają prawnym ograniczeniom i mają obowiązek respektowania godności ludzkiej, przestrzegania i ochrony praw człowieka, zachowując się zgodnie z procedurą, podczas której m.in. muszą ujawnić swoją tożsamość (imię, nazwisko i stopień) w sposób umożliwiający jej odnotowanie, przedstawić przyczynę podjęcia czynności i podstawę prawną takiego działania. Po zakończeniu tych czynności funkcjonariusz zobowiązany jest poinformować o prawie zażalenia na podjętą czynność do właściwego miejscowo prokuratora. Szczegółowo kwestie tę reguluje rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie postępowania przy wykonywaniu niektórych uprawnień policjantów z dnia 29 września 2015 r. Jeśli więc uważamy, że dochodzi do naruszenia naszych praw (podczas np. zatrzymania, wylegitymowania czy przeszukania), możemy zaryzykować rozpoczęcie nagrania sytuacji.

Oczywiście mówimy o rejestrowaniu funkcjonariuszy policji w trakcie i w związku z podejmowanymi czynnościami służbowymi, a jednocześnie dokonywanym w sposób, który nie będzie stanowił uniemożliwienia, czy choćby utrudnienia wykonywania czynności służbowych, w przeciwnym bowiem razie możemy spotkać się z dodatkową reakcją służb mundurowych, pod pretekstem właśnie utrudniania realizacji obowiązków służbowych funkcjonariusza.

Warto pamiętać, że żyjemy w Polsce, i popularne w Sieci poradniki dotyczące zachowania wobec służb mundurowych nie mają u nas większego sensu. Na pewno nie ma sensu próbowanie odmówienia okazania dokumentów – co prawda w doktrynie prawnej mówi się, że jeśli nie ma podstawy prawnej do wylegitymowania, to obywatel może odmówić podania swoich danych osobowych, ale w praktyce zawsze jakaś podstawa prawna może się znaleźć, a odmowa wylegitymowania to wykroczenie z art. 65 k.w., za które możemy zostać zatrzymani i ukarani grzywną. Natomiast rozsądne jest, gdy w toku czynności funkcjonariusza policji zostaniemy poddani kontroli osobistej, zażądać sporządzenia protokołu z czynności – co szczegółowo regulują przepisy wykonawcze do ustawy o Policji. Art. 15 tej ustawy określa zakres uprawnień policjantów, natomiast szczegółowo sposób ich realizacji oraz obowiązki z tym związane określa rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie postępowania przy wykonywaniu niektórych uprawnień policjantów z dnia 29 września 2015 r.: kwestia podania swoich danych przez funkcjonariusza, dokumentowania legitymowania, przeprowadzania kontroli osobistej itd.)

Przede wszystkim wyjaśnijmy sobie samą kwestię legalności nagrywania rozmów z przedstawicielem służb mundurowych podejmującym interwencję. W kodeksie karnym znajdziemy „antyhakerski” art. 267, który jasno mówi o odpowiedzialności karnej związanej z wykorzystaniem szeroko rozumianych urządzeń podsłuchowych – jednak jedynie w odniesieniu do informacji, które chcielibyśmy uzyskać, a do których nie jesteśmy uprawnieni. Nagrywanie rozmów, których jesteśmy uczestnikiem, a wręcz adresatem, nie spełnia zatem znamion przestępstwa, o którym mowa we wspomnianym artykule. Nie ma tu więc mowy o odpowiedzialności karnej. Wciąż jednak nagranie rozmowy bez uzyskania zgody rozmówcy, w szczególności dokonywane potajemnie, może wiązać się z potencjalną odpowiedzialnością cywilną – prawnicy wspominają tu o niezwykle szerokim co do interpretacji art. 23 kodeksu cywilnego, mówiącego o ochronie dóbr osobistych człowieka (w tym prawie do swobody i ochrony komunikowania się). Wydaje się jednak, że nagrywanie rozmów w celu przedstawienia ich jako dowodu przed sądem, nie powinno być jednak za takie naruszenie dóbr osobistych uznane, szczególnie gdy dotyczy czynności podejmowanych przez funkcjonariuszy służb mundurowych.

Z innego punktu widzenia, tj. nie związanego z kwestią ewentualnego naruszenia dóbr osobistych warto wskazać, że zdarzają się jednak w praktyce sytuacje, w których podczas sporów cywilno-prawnych, z czysto procesowego punktu widzenia, tak pozyskany materiał nie będzie mógł zostać wykorzystany jako dowód w sprawie. Przykładowo w wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 18 marca 2010 r. (sygn. Akt: I ACa 10/2010) wskazano, że okoliczność, że powódka nigdy nie wyraziła zgody na nagranie przedmiotowej rozmowy i nie została uprzedzona, że rozmowa będzie nagrana, zaś pozwana nie wspomniała przed przystąpieniem do nagrania, iż zapis rozmowy będzie wykorzystany w procesie stanowi naruszenie art. 227, 233 i 328 Kpc dyskwalifikując tym samym tak pozyskane dowody, aczkolwiek nie jest to stanowisko przeważające i w praktyce dowody z takich nagrań są dopuszczalne.

Czym innym jest jednak kwestia samego nagrywania (rejestrowania) działań funkcjonariuszy policji podejmujących czynności służbowe, co nie jest w żaden sposób wprost uregulowane, a tym bardziej zakazane w przepisach prawa, a czym innym jest ewentualne dzielenie się takimi nagraniami z innymi osobami.

W tym wszystkim jest bowiem pewien haczyk. Na wielu stronach internetowych możemy spotkać się z twierdzeniem, że dopuszczalne jest w Polsce fotografowanie, nagrywanie i filmowanie osób pełniących funkcję publiczne, w tym policjantów, strażników miejskich, wojskowych i urzędników, oraz rozpowszechnianie takich materiałów, np. w Internecie. Wniosek taki ma być wyprowadzony z art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, gdzie wyczytać można, że zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych.

Z kolei kodeks karny mówi (art. 115 § 13), że funkcjonariuszem publicznym jest funkcjonariusz organu powołanego do ochrony bezpieczeństwa publicznego, zaś za osobę pełniącą funkcję publiczną uznać można (art. 115 § 19) funkcjonariusza publicznego, członka organu samorządowego, czy osobę zatrudnioną w jednostce organizacyjnej dysponującej środkami publicznymi.

Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych mówi jednak w powołanym przepisie o dopuszczalności rozpowszechniania, (bez odrębnej zgody osoby, której wizerunek zostałby upubliczniony), a nie samego nagrywania (co nie jest zakazane). Co jednak istotne powołany przepis zezwala na rozpowszechniania wizerunku nie każdego funkcjonariusza publicznego, lecz jedynie osoby powszechnie znanej, a ponadto w sytuacji, gdy taki wizerunek wykonano w związku z pełnioną funkcja publiczną.

Niewątpliwie funkcjonariusza policji wykonującego swoje obowiązki służbowe można uznać za osobę pełniącą funkcję publiczna, o tyle trudno uznać szeregowego strażnika miejskiego czy policjanta za osobę powszechnie znaną, co wskazuje na to, że powołany przepis art. 81 ustawy o prawie autorskim nie może stanowić podstawy do swobodnego rozpowszechniania utrwalonego podczas interwencji wizerunku funkcjonariusza policji. Nie ma też podstaw do automatycznego przenoszenia definicji z przepisów prawa karnego do definicje z ustawy o prawie autorskim. Na gruncie jednak ustawy o prawie autorskim za ugruntowane przyjmuje się stanowisko, że do kategorii osób publicznych, o których mowa w art. 81 ust. 2 pkt 1 u.p.a.p.p., należą zarówno osoby sprawujące funkcje publiczne, jak i osoby, które nie pełniąc ich, odgrywają rolę w różnych dziedzinach życia publicznego, takich jak polityka, życie społeczne, kultura, sztuka, a pośród nich, aktywni w tych ostatnich dziedzinach, cieszący się znacznym zainteresowaniem publiczności i mediów artyści, gwiazdy rozrywki (np. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 27 września 2013 r. sygn. akt: I CSK 739/12). Należy więc stwierdzić, że regulacji dotyczących samego nagrywania funkcjonariuszy publicznych w ustawie o prawie autorskim po prostu nie ma.

Tak samo jednak nie ma w polskim prawie żadnych podstaw prawnych do tego, by funkcjonariusz dokonujący czynności służbowych podejmował względem nagrywających go jakieś szczególne działania, na czele z zatrzymaniem sprzętu wykorzystanego do nagrania, chyba że działania nagrywającego miałyby prowadzić do uniemożliwienia lub utrudnienia wykonywania obowiązków służbowych. Jeśli zaś uważa, że nagranie wiązało się z naruszeniem jego dóbr osobistych, to zgodnie z prawem zostaje mu jedynie tak samo jak każdemu innemu obywatelowi pozew cywilny, w którym to na nim spoczywa ciężar udowodnienia, że samo nagrywanie (ale nie publiczne rozpowszechnianie) podejmowanych przez niego czynności było naruszeniem tego, o czym mówi art. 23 kc, co w przypadku podejmowania służbowych wydaje się bardzo wątpliwe.

Co jednak z rozpowszechnianiem takiego nagrania? Tutaj trzeba pamiętać, że ustawa o prawie autorskim wprowadza generalnie ochronę rozpowszechniania wizerunku danej osoby (o ile osoba taka nie wyraziła na to zgody), nie definiując jednak, czym ten wizerunek miałby być (tak to już z jakością logiczną praw stanowionych jest). W dyskusjach, które toczą się na forach fotograficznych wspomina się często o wyroku Sądu Najwyższego z 2009 roku, w którego uzasadnieniu możemy przeczytać, że wizerunek oznacza obraz fizyczny człowieka jako przedstawienie jego postaci, a zwłaszcza twarzy, w rozumieniu przenośnym może jednak odnosić się także do takich cech człowieka, których ujawnienie umożliwia jego identyfikację.

Nasza analiza została skonsultowana z radcą prawnym Dominikiem Rojewskim, wprowadziliśmy w jej wyniku formalne uściślenia.

Tak więc jeśli zdecydujemy się rozpowszechniać publicznie utrwalone wcześniej nagrania funkcjonariuszy, należy pamiętać, by wcześniej poddać je edycji, anonimizując przynajmniej twarze nagrywanych funkcjonariuszy – to powinno zapewnić bezpieczeństwo prawne. Oczywiście przedstawienie sądowi nagrania w jego oryginalnej formie za publiczne rozpowszechnienie wizerunku uznane być nie może.

Narzędzia ochronne

W sklepach z aplikacjami mobilnymi znajdziemy sporo gotowych narzędzi, które mogą zwiększyć osobiste bezpieczeństwo, czy to przez wysłanie alarmowej wiadomości z naszą wskazaną przez GPS lokalizacją do zaufanej osoby, wezwanie pomocy, czy też właśnie przez dyskretne rozpoczęcie nagrywania tego, co się dzieje. Ich wartość w naszych warunkach bywa jednak różna. Czym więc warto się zainteresować?

bSafe

Jednym z najlepszych (i darmowych) narzędzi do osobistego bezpieczeństwa jest bSafe. Pozwala nam na powiadomienie członków naszej „sieci bezpieczeństwa” o tym, gdzie obecnie jesteśmy, czy też zainscenizowanie fałszywego połączenia telefoniczne, dzięki któremu być może wykręcimy się z niezręcznej sytuacji.

Kluczową funkcją jest jednak wezwanie pomocy. W razie problemów jednym dotknięciem możemy uaktywnić głośny alarm, któremu towarzyszy ostrzegawczy komunikat o powiadomieniu naszych „strażników”, lub też alarm cichy, bez takiego komunikatu. W obu wypadkach jednak aplikacja uaktywni kamerę, rozpoczynając nagrywanie tego, co się dzieje i wybierze połączenie, tak by osoba po drugiej stronie mogła wszystko usłyszeć. Nagranie jest automatycznie przekazywane na serwer bsafe, dzięki czemu nawet jeśli napastnik zabierze nam smartfon, chcąc skasować wideo, i tak nic mu to nie da – nasi „strażnicy” otrzymali już powiadomienia z linkami do pobrania klipu.

Sporą zaletą aplikacji jest możliwość włączenia timera, który uaktywni nagrywanie po określonym czasie, chyba że wcześniej go zdezaktywujemy. Dzięki temu wyczuwając, że szykuje się coś złego, możemy schować smartfon np. do zewnętrznej kieszeni kurtki, tak by tylko kamerka wystawała, wiedząc że i tak o problemach zostanie powiadomiony kto trzeba. Jej głównym minusem jest to, że nasi „strażnicy” też muszą sobie bSafe w telefonach zainstalować, zakładając przy tym kompletny profil. Wiele osób będzie zawiedzionych tym, że wśród dostępnych języków interfejsu użytkownika nie ma języka polskiego.

bSafe: wersja na Androida.

geavi

Ta interesująca aplikacja pozwala na uruchomienie nagrywania wideo w rozdzielczości HD, działając w tle, dzięki czemu możemy w tym czasie robić inne, pozornie niewinne rzeczy (w rodzaju przeglądania Facebooka czy rozmawiania przez telefon). Nagrane filmy zostają połączone z naszą ustaloną przez GPS lokalizacją i mogą zostać udostępnione przez e-maila, Facebooka, Twittera, SMS-a czy dowolną inną platformę.

Jeśli uaktywnimy płatne konto, filmy będą automatycznie wgrywane na serwery geavi – podstawowe konto 500 MB kosztuje około 5 zł miesięcznie. Wgrane tam materiały nie mogą być skasowane ani zmodyfikowane przez 10 dni, co gwarantować ma ich nienaruszalność i wartość jako dowodów.

geavi: wersja na Androida.

Cell 411

Ta ciekawa „mikrospołeczna platforma do reagowania na sytuacje kryzysowe” ma znacznie więcej zastosowań, niż tylko powiadamianie o napadach. Możemy w niej tworzyć komórki samopomocy – ludzi, z którymi ramię w ramię poradzimy sobie z rozmaitymi problemami, takimi jak awaria samochodu, nagły problem zdrowotny, włamanie, czy aresztowanie przez policję. Co ciekawe, w „trybie patrolowym” pozwala na odbieranie powiadomień (wraz z z lokalizacją ustaloną przez GPS) od wszystkich użytkowników z okolicy (określamy promień naszej interwencji), co czyni aplikację tę bardzo dobrym narzędziem dla wszelkiej maści patroli obywatelskich.

Oczywiście możemy też za pomocą Cella 411 udokumentować to, co się dzieje – jednym dotknięciem robiąc zdjęcie lub włączając nagrywanie wideo. Dostajemy możliwość udostępnienia go zarówno wśród członków naszej komórki samopomocy, jak i globalnego wysłania, tak by odebrać mógł to każdy, kto z aplikacji korzysta w trybie patrolowym.

Aplikacja jest bardzo amerykocentryczna (zawiera m.in. nieprzydatne u nas porady dotyczące kontaktów z policją), ale działa – i jeśli znacie angielski w stopniu choć podstawowym, może sprawdzić się bardzo dobrze.

Cell 411: wersja na Androida.

Periscope

Periscope jest popularnym narzędziem do transmisji wideo online, które już nie raz wykorzystano do dokumentowania aktywności funkcjonariuszy. Powstało zresztą z inspiracji zamieszkami w Turcji – jego twórca pomyślał, że chciałby o pewnych rzeczach nie tylko przeczytać na Twitterze, ale też zobaczyć je na żywo.

Powiązany z Twitterem Periscope pozwala udostępnić nagranie albo publicznie, albo wybranym osobom – śledzić strumień może ich nawet 8 tysięcy. Wideo może być upublicznione także przez Twittera i Facebooka (po uprzednim połączeniu konta Twittera z Facebookiem).

Periscope: wersja na Androida | wersja na iOS.

I am getting arrested

Prościej się już nie da: aplikacja ta pozwala nam zdefiniować wiadomość alarmową i listę numerów telefonicznych do powiadomienia. Jednym kliknięciem roześlemy alarmowego SMS-a do wszystkich. To już taka aplikacja ostatniej szansy, która zadziała nawet w warunkach, gdy tylko sieć 2G jest dostępna.

I am getting arrested: wersja na Androida.

Kitestring

To nie aplikacja mobilna, ale serwis webowy, i to działający na odwrót, niż aplikacje do alarmowania. Po założeniu konta w serwisie i wprowadzeniu danych zaufanej osoby (w darmowej wersji możemy zdefiniować tak tylko jedną osobę) dostajemy możliwość określenia czasu swojego wyjścia z domu i spodziewanego powrotu. Po pewnym czasie Kitestring wyśle nam SMS-a z pytaniem, jak nam idzie. Mamy 5 minut na odpowiedź – jeśli w tym czasie nie odpowiemy, do naszego zaufanego człowieka zostanie wysłany alarmowy SMS.

Ciekawostką jest możliwość zdefiniowania hasła, które musimy użyć w odpowiedzi, by została ona uznana za poprawną. Dzięki temu, jeśli napastnik przejąłby kontrolę nad telefonem, nie będzie mógł powstrzymac Kitestringa przed wysłaniem alarmowej wiadomości.

Kitestring dostępny jest pod adresem www.kitestring.io.

Polski akcent: SafeWatch

Ta napisana przez studentów z Gdańska aplikacja nie jest jeszcze dostępna dla szerszej publiczności, ma jednak kilka zalet, które mogą uczynić z niej hit. Przede wszystkim ma działać nie tylko na smartfonach, ale też na smartzegarkach. Jej celem jest bowiem możliwość wezwania pomocy w możliwie jak najbardziej dyskretny sposób.

Użytkownik za pomocą wcześniej zdefiniowanego gestu może wezwać pomoc – na policję przekazana zostanie wiadomość głosowa, do bliskiej zaś osoby wysłane dodatkowe powiadomienia. Informacje o lokalizacji trafiają zaś na serwer i są widoczne dla policyjnego dyspozytora poprzez specjalną stronę.

SafeWatch póki co znajduje się w fazie alfa, ale jego twórcy już zdobyli uznanie w międzynarodowym konkursie AIS Student Chapter Competition, zdobywając tam trzecie miejsce. Miejmy nadzieję, że już niebawem wprowadzą SafeWatch na rynek.

Najważniejsze: zdrowy rozsądek

Oczywiście pamiętajcie, że żadna aplikacja nie wytworzy magicznego pola siłowego, które ocali was przed razami. W razie problemów możemy jedynie radzić, byście nie drażnili przeważających liczebnie napastników, zachowywali się w miarę możliwości spokojnie, nie odpowiadali na ewentualne wyzwiska, kuksańce, a nawet ciosy. Jeśli napastnicy zażądają oddania smartfonu – oddajcie go. Jeśli zażądają odblokowania – odblokujcie go. Waszym celem jest wyjść z opresji w miarę cało, a nie silić się na bohaterstwo. Dzięki wspomnianym aplikacjom nagranie i tak bowiem znajdzie się poza zasięgiem napastników.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.