r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Mp3 z sieci - próba uporządkowania dyskusji cz. 2

Strona główna Aktualności

Z poprzedniego odcinka wiemy, że wolno nam (chyba nam wolno - patrz wątek filozoficzny) ściągnąć mp3 czy filmy, nie wolno nam rozpowszechniać. W przypadku programów komputerowych nie wolno ani tego, ani tego.

Zanim odpowiemy co nam grozi jak złamiemy prawo, podkreślmy raz jeszcze: w przypadku mp3 muszą nam udowodnić, że rozpowszechnialiśmy pliki. Da się to zrobić, poprzez namierzenie naszego adresu ip i śledzenie ruchu (czyli co wysyłamy), ale jest to czynność męcząca, poza tym namierzający musi mieć prawo żądania od providera (dostawcy internetu) informacji kto się kryje za danym ip (inaczej namierzający będzie wiedział że ktoś wysyła kawałek Guns N'Roses z adresu xxx.xxx.xx.xx ale nie będzie wiedział kto jest "właścicielem" tego adresu). Takie prawo żądania ma - w skrócie - tylko policja. Praw tych nie ma autor ani producent - osoby takie musiałyby iść do sądu lub prokuratora z prośbą, aby takie organy zadały odpowiednie pytanie providerowi. Co się da zrobić. Tak czy inaczej procedura kłopotliwa i będzie miała raczej medialny wydźwięk niż masowy charakter (zważywszy na ilość osób korzystających z peer-to-peer).

W przypadku programów komputerowych sytuacja jest prostsza - jak się znajdzie nielegalny program, mamy kłopoty. Nie ma dozwolonego użytku, tak więc nie można mieć kopii (poza kopią bezpieczeństwa, jak mamy też oryginał). Kontrola w domu jest zawsze groźna w przypadku trzymania nielegalnego softu, w przypadku mp3, oprócz kontroli, muszą mieć namierzony ruch z naszego komputera.

Dla dalszych rozważań warto zdać sobie sprawę, że w przypadku naruszenia praw autorskich mamy do czynienia z dwoma niezależnymi ścieżkami - prawem karnym (policja, prokuratura) oraz prawem cywilnym (producent, autor). W zakresie tego pierwszego będą nas karać za złamanie przepisów karnych, grozi nam więzienie, ograniczenie wolności (np. zakaz opuszczania kraju) lub grzywna. To drugie zajmie się roszczeniem odszkodowawczym, czyli autor może żądać od nas pieniędzy za naruszenie jego praw.

Kto może kontrolować? Policja. Tylko i wyłącznie (pomijam ABW czy CBA, bo oni raczej piratami się nie będą zajmować). Praw do tego nie ma ani producent, ani żaden "kontroler". Jak ktoś taki się zmaterializuje, znaczy się oszust - dzwonić na policję. Teoretycznie może do nas przyjść przedstawiciel autora czy producenta i poprosić o prawo kontroli - ale nie mamy obowiązku go wpuścić. Policja powinna mieć nakaz od prokuratora, ale nie musi, są sytuacje kiedy może wejść "na blachę". Tak więc policję zawsze grzecznie wpuszczamy. Nikogo innego.

Co może policja? Może skontrolować nam komputer, może też go zatrzymać. Nie może nałożyć nam żadnych kar, mandatów, ani niczego takiego. Jak takie żądanie się pojawia, znaczy oszuści, znów powiadamiamy stosowne organy. Teoretycznie może się zdarzyć (choć formalnie nie powinno), że z policją przyjdzie przedstawiciel producenta (np. z organizacji BSA) i zaproponuje nam ugodę - płacimy x złotych za to, że producent nie będzie nas ścigać. Taka ugoda ma znaczenie w zakresie prawa cywilnego, a nie karnego (z jednym wyjątkiem opisanym poniżej). Jak się zgodzimy nie grozi nam roszczenie odszkodowawcze w sądzie cywilnym, ale nie oznacza to końca kłopotów z prawem karnym.

Jak policja już nam zarekwirowała komputer (może, nie musi) czeka nas wizyta u prokuratora. W zależności od kwalifikacji naszych czynów (można wymyślić kilka zarzutów z różnych artykułów kodeksu karnego i prawa autorskiego) grozi nam grzywna lub do 2 - 5 lat więzienia (vide np. art. 116 i 117 prawa autorskiego). Jeśli nie zarabiamy na rozpowszechnianiu utworów, jest to nasz pierwszy raz, ryzyko więzienia jest niewielkie. Mogą sprawę warunkowo umorzyć, mogą skazać na więzienie z zawieszeniem (okres próby), mogą dać grzywnę. Sama procedura jest jednak wyjątkowo niemiła i szczerze polecam unikanie takich zdarzeń. Co ważne - znacząca część przestępstw związanych z naruszeniem praw autorskich w internecie jest ścigana na wniosek pokrzywdzonego - czyli jak dogadamy się z autorem i zapłacimy mu odszkodowanie (to ten wyjątek), warto wynegocjować, aby wniosku o ściganie nas nie składał.

Sprawa karna nie jest - jak wspomniałem - jedyna. Może czekać nas też proces cywilny. Zdenerwowany autor czy producent może nas pozwać do sądu cywilnego i zażądać odszkodowania. W praktyce najprawdopodobniej zażąda na podstawie art. 79 prawa autorskiego "potrójnej wysokości stosownego wynagrodzenia z chwili jego dochodzenia" czyli mówiąc po ludzku trzy razy tyle, ile normalnie musielibyśmy zapłacić (może też zażądać jeszcze ekstra podwójnego wynagrodzenia na tzw. fundusz promocji twórczości, ale to poboczny wątek). Z odszkodowaniem jest jednak pewien problem. Pamiętajmy, że ściąganie jest - przynajmniej tak zakładamy - legalne, nielegalne jest rozpowszechnianie. Producent mógłby więc teoretycznie żądać trzykrotności opłaty licencyjnej za Rozpowszechnianie utworu, czyli trzy razy tyle, ile musielibyśmy mu zapłacić, by nam dał zgodę na umieszczenie pliku w Internecie. A są to kwoty niebotycznie wyższe od ceny "kupna" mp3 w sieci. Procesów w Polsce na tym poziomie nie znam (chyba ich nie było, śledzę w miarę dokładnie), więc trudno się wypowiedzieć jak będzie wyglądać praktyka.


Podsumowanie


Bez wątpienia wolno nam, w ramach dozwolonego użytku osobistego, kopiować muzykę czy filmy z legalnie nabytego nośnika na inny nośnik, wolno nam też zrobić z płyty mp3 i mieć na komputerze. Wolno nam pożyczać takie utwory, ale tylko rodzinie i bliskim znajomym (stosunkowi towarzyskiemu :).

Raczej wolno, acz tu już pojawiają się wątpliwości i odmienne opinie - ściągnąć z internetu rozpowszechniony utwór (nigdy program komputerowy).

Nie wolno nam rozpowszechniać utworów (uwaga na peer-to-peer). Nigdy (chyba że pozwala nam na to licencja) nie wolno kopiować czy pożyczać programów komputerowych.

Do domu może wejść nam tylko policja. Karną sankcję finansową (grzywnę) może wymierzyć tylko sąd - nie ma żadnych mandatów czy cenników za "nielegalne" mp3. Ale jest cywilne odszkodowanie - jak nie zawrzemy ugody z producentem (autorem), wysokość wyznaczy sąd.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.