r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Mr. Robot propaguje piractwo? uTorrent ulokowany w odcinku serialu

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Serial Mr. Robot wzbudził spore zainteresowanie widzów nie tylko za sprawą niezłego scenariusza, daleko wykraczającego poza schematyczne hollywoodzkie historyjki o hakerach, ale też za sprawą względnego realizmu technicznego – jakoś miło jest oglądać w akcji narzędzia i metody, które znamy z naszego świata. Do tej pory mówiło się w serialu przede wszystkim o hakerach, haktywistach, programistach i innych nerdach – ostatni odcinek jednak poruszył też społeczność internetowych piratów, a to za sprawą debiutu na małym ekranie jednego z najpopularniejszych klientów sieci BitTorrent – µTorrenta.

Otwierająca scena czwartego odcinka drugiego sezonu – eps2.2_init1.asec – bez żadnej zapowiedzi prowadzi nas prosto na ekran komputera naszego protagonisty, Elliota Aldersona. Widzimy jakiś uniksowy pulpit, najpewniej MATE, ze znaną z Ubuntu stylizacją Radiance – a na tym uruchomionego klienta µTorrent 3.2.1. Dość osobliwe, biorąc pod uwagę, że kliencka wersja tej aplikacji nigdy nie pojawiła się oficjalnie na Linuksie (choć wspierana jest poprzez Wine).

W samym µTorrencie możemy zobaczyć, jak nasz bohater udostępnia świeżo pobraną kopię filmu z 1984 roku, „Careful Massacre of the Bourgeoisie”, a potem przegląda swoje zasoby filmów, przygotowanych do strumieniowania przez serwer Plexa. Widać, że Elliot jest fanem starego kina – znajdziemy tu takie klasyki jak „Obywatel Kane”, „Mechaniczna Pomarańcza” czy „Chungking Express”. O co jednak chodzi z tą „Masakrą burżuazji”?

r   e   k   l   a   m   a

Najprawdopodobniej to jednocześnie żart i ukryty przekaz w stronę widzów, odnoszący się do geoblokowania treści. Kopie filmu o takim tytule znajdziemy na YouTube, tyle że to podróbki, skrywające opowieść o zablokowaniu dystrybucji na mocy praw autorskich. Oficjalna strona filmu blokuje możliwość obejrzenia każdemu spoza USA, ale nawet jeśli skorzystamy z VPN-a z wyjściem w Stanach Zjednoczonych, też to już niczego nie da, zobaczymy statyczny odtwarzacz. Przez chwilę jednak faktycznie było w Sieci dostępne kilka sekund nagrania fatalnej jakości – zamaskowany mężczyzna we fraku i w cylindrze, prawdopodobnie na jakimś cmentarzu. A później szum. Poszukiwania ukrytego przekazu trwają.

Społeczność warezowej doceniła tymczasem fakt, że scenarzyści wykorzystali nazwy realnych grup releaserskich, w filmotece Elliota nazwy filmów opatrzone są sufiksami takich scenowych wydawców jak YiFY, RARBG, VliS – czyste piractwo, na pewno nieprzypadkowe. W zasadzie zdziwienie wywołała jedynie aplikacja, z której protagonista korzystał. Serwis TorrentFreak cytuje jednego z filmowych piratów, mówiącego, że trudno mu uwierzyć, że główny bohater, profesjonalny haker, korzysta z niewolnego, zamkniętego oprogramowania do pobierania i strumieniowania filmów. I faktycznie, zestawienie tego z linuksowym desktopem wydaje się naprawdę dziwne.

Mimo tej osobliwości trudno zaprzeczyć, że scenarzyści robią dobrą robotę. Nikt się w tym serialu nigdy nie włamywał emacsem przez sendmaila. Wyjaśnienia tej osobliwości są dwa: albo potrzebowano jakiegoś rozpoznawalnego klienta BitTorrent z „torrent” w nazwie, albo też mamy do czynienia ze zwykłym lokowaniem produktu, za które wydawca µTorrenta zapłacił.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.