r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Muzyka jest dziś zbyt darmowa – artyści wzywają do zaostrzenia prawa

Strona główna AktualnościINTERNET

Miłośnicy muzyki mogą przebierać w legalnie działających serwisach streamingowych i sklepach, które w przystępnej cenie dają dostęp do utworów artystów znanych i mniej znanych. Co jednak z tego, skoro i tak większość internautów szukając muzyki znajduje ją przede wszystkim na YouTube, serwisie wypchanym wszystkim, czego dusza zapragnie, a z którego wykonawcy praktycznie nic nie mają? To w końcu musi się zmienić – przynajmniej uważają tak czołowi artyści, którzy podpisali się pod listem otwartym, wysłanym do amerykańskiego urzędu patentowego.

Chroniony przez amerykańską ustawę DMCA serwis wideo Google'a jest dziś legalnie działającą przystanią fonograficznego piractwa, i to rosnącą szybciej niż jego konkurenci. Nieposiadanie oficjalnego kanału na YouTube jest dla muzyków drogą do braku znaczenia. I o ile z odtworzeń na tych oficjalnych kanałach artyści mają jakieś wpływy z reklam, to łatwość udostępniania cyfrowych treści sprawia, że serwis ten pełen jest utworów udostępnionych z pogwałceniem praw autorskich, często w wysokiej jakości i bez jakichkolwiek reklam.

Wspomniane prawo DMCA (Digital Millenium Copyright Act) daje bowiem operatorom platform internetowych z treściami generowanymi przez użytkowników wolną rękę w takim biznesie – unikają oskarżeń o współudział w piractwie, jeśli tylko zapewnią sprawnie działający mechanizm zgłaszania naruszeń praw autorskich. YouTube i większość jemu podobnych serwisów taki mechanizm oczywiście oferuje – wyklinany przez użytkowników, pozwala łatwo zablokować udostępnione nagrania, obłożyć je reklamami a zyski z ich wyświetlania przekazać uprawnionym właścicielom.

r   e   k   l   a   m   a

Zdaniem sygnatariuszy listu skierowanego do amerykańskeigo urzędu patentowego, rozwiązanie to dziś jest nie do przyjęcia. Muzyczna branża jest przekonana, że serwisy internetowe wyrosły na piraceniu tworzonych przez nią treści, przynosząc wielkie zyski z nielegalnie hostowanej muzyki, wszystko kosztem artystów. W 1998 roku DMCA miało jeszcze jakiś sens, łatwo było artystom i wytwórniom wychwycić przypadki nieuprawnionej dystrybucji muzyki w internetowych serwisach. 18 lat później Internet jest nieporównywalnie większy, każdej sekundy do YouTube'a wgrywane jest wiele godzin nagrań.

Nawet zautomatyzowane systemy do wychwytywania naruszeń, takie jak Content ID, nie potrafią temu zapobiec. Być może nawet operatorzy serwisów nawet nie chcą temu zapobiegać – tylko zyskują na tej szarej strefie internetowej muzyki. Istniejące prawo ma więc szkodzić możliwościom wyżycia artystów z owoców swojej pracy, co za tym idzie prowadzić nawet do wyciszenia następnego pokolenia twórców, jeśli warunki gospodarcze nie pozwolą na kariery muzyczne – i co za tym idzie zagrozić przyszłości samej muzyki.

List, pod którym podpisały się takie persony muzycznego świata jak Christina Aguilera czy deadmau5, budzi jednak zdziwienie wśród analityków branży. Przede wszystkim nie wiadomo, dlaczego został wysłany do urzędu patentowego, nie mającego żadnej władzy zmiany prawa – wszystko, co jego urzędnicy zrobić mogą, to powołać komisję, która zbada istniejące prawo i wyda w tej kwestii swoją opinię.

Jak widać, branże „kreatywne”, do tej pory nie potrafią się odnaleźć w cyfrowym millenium, w którym zerwane zostało połączenie między nośnikiem a informacją. Jak sprzedawać zera i jedynki, gdy koszt ich replikacji jest w praktyce zerowy? Co gorsze, na globalnym rynku muzyki branża muzyczna sama dewaluuje wartość swojej pracy, wydając wciąż nowe i nowe (a przecież jakże wtórne) albumy, mimo że stare wciąż istnieją na rynku – i się nie psują. Winylowa płyta z czasem przestawała się nadawać do użytku, hostowany w chmurze plik FLAC będzie równie dobrze brzmiał za sto lat co i dzisiaj. Oczywiście, jest grono kolekcjonerów, kupujących wydania specjalne albumów za niemałe pieniądze, ale to nisza – przeciętny konsument ani nie ma na tyle dobrego słuchu, by uznać darmową muzykę z YouTube'a za gorszą, ani na tyle grubego portfela, by kupić wszystko, co mu się spodoba.

Kto wie, czy w przyszłości wynaleziony w początkach XX stulecia model biznesowy branży muzycznej – sprzedawanie tanich w produkcji utworów milionom konsumentów na fizycznych nośnikach – będzie musiał odejść do lamusa. I to wcale nie z tego powodu, że zastąpią go przychody ze streamingu, z którego artyści niewiele co mają. Być może muzycy znów będą jak kiedyś musieli żyć wyłącznie z muzyki na koncertach, swoje zdigitalizowane, masowo kopiowane utwory traktując wyłącznie jako narzędzie (auto)promocji.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.