Była sobie kózka mała,
I tak sobie gdzieś meczała,
Przyszła obok kózka dwa,
Za przykładem w "mek" i ta!
Teraz meczą kózki dwie,
Bródka w bródkę: meee, meee, meee.
Przyszła wreszcie kózka trzecia,
Zobaczyła i...
...i właśnie.
I ta trzecia kózka zdecydowała, że tak być nie może. No jak to tak? Dwie kózki meczą tak samo?! Toż to wbrew wszelkiemu prawu! Wbrew wszelkiej idei! Poszła więc do kilku innych, starszych kóz, coby obmyślić plan. "Nie wolno meczeć tak samo" - mówił zapis - "każda koza ma prawo do własnego meczenia, każda koza ma prawo do obrony własnego sposobu meczenia, niezależnie, czy inne wiedzą, że ona meczy w ten sposób!". Poszły z tym do wszystkich kóz, które oczywiście zaczęły to rozpatrywać.
Gdy nasze dwie małe kózki się o tym dowiedziały, pierwsza z nich momentalnie przystała do drużyny kózki trzeciej. "Faktycznie" - myślała - "mogę na tym wyjść zyskownie! Będę jedyna w swoim rodzaju!".
W tym czasie, samotna kózka druga okazała się wcale nie być taką samotną.