Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Czasopisma komputerowe - relikt przeszłości?

Edycja, 16:43 - 18.07.2011r.: Poniższa notka została zamieszczona przed wykonaniem właściwej korekty. Jest to o tyle zamierzone, że niedługo później zamieszczono osobną notkę - "Czasopisma komputerowe - relikt przeszłości? - jak powinna działać kor...", zamiast poprawienia wersji niniejszej. Polecam zapoznanie się z dowolnym z tych dwóch wpisów, po czym porównanie do drugiego. Zapewniam, że choć różnice są niewielkie, odczucie końcowe może się sporo różnić. Fakt zamieszczenia obu wersji jednocześnie proszę uznać za formę protestu, przeciwko niskiemu poziomowi czasopism komputerowych.

Kolejny temat z dziedziny tych "filozoficznych". Długi, i niepodzielony na części. Wybaczcie.

Wcale nie tak dawno, jeden z Blogowiczów, stworzył wpis pt. Komercyjne programy za tanie pieniądze, w którym uzasadniał, że pisma komputerowe warto kupować choćby dla pełnych wersji załączonych aplikacji. Dla mnie jednak, czasopisma komputerowe to pewnego rodzaju relikt przeszłości, trzymający się długimi szponami resztek życia. Dlaczego resztek?

Było sobie pismo
Wróćmy do marca 1991 roku. W tym miesiącu wydany został pierwszy w "Wolnej Polsce" miesięcznik poświęcony tematyce komputerowej: ENTER. Legenda tego tytułu swój koniec znalazła w kwietniu 2007 roku, trwając 16 lat i nigdy nie doczekując się pełnoletności. Mówiąc kolokwialnie, podobnie do amerykańskiego pisma Byte (1975-1998, najbardziej wpływowy magazyn komputerowy wszechczasów), zmarło przedwcześnie.

Dlaczego o tym wspominam? ENTER przez niemal cały swój okres wydawania, był chyba najbardziej wpływowym, polskim czasopismem o tej tematyce. Co więcej, poziom artykułów był bez zastrzeżeń, a zawartość załączanych od pewnego momentu nośników zawsze była atrakcyjna... jednocześnie, gustownie pozostając w cieniu treści magazynu.

Jeśli trzymać się artykułu Enter - koniec legendy, ostatnie dwa numery ENTERa miały "postawić go na nogi" zmieniając podejście na bardziej "endjuzerskie". Niestety, magazyn nie przetrwał...

...ale chwila, moment... co to jest to "endjuzerskie" podejście? Dlaczego właśnie takie?

End-User
Spoglądając na Wikipedię, mamy dwie definicje "użytkownika końcowego", czyli End-User'a (wybaczcie to "spolszczenie").

Wersja polska jest bardzo uboga i spogląda na to kryterium ze stricte polskiego punktu widzenia, powołując się na obowiązujące prawo:

Użytkownik końcowy to podmiot korzystający z publicznie dostępnej usługi telekomunikacyjnej lub żądający świadczenia takiej usługi, dla zaspokojenia własnych potrzeb. Definicja legalna określona w art. 2 pkt. 50 ustawy z dnia 16 lipca 2004 r. Prawo telekomunikacyjne.

Prawo telekomunikacyjne zawiera również szersze określenie. Użytkownikiem jest podmiot korzystający z publicznie dostępnej usługi telekomunikacyjnej lub żądający świadczenia takiej usługi.

Wersja anglojęzyczna jest już znacznie szersza. Opisuje dokładnie to, co mogli mieć na myśli twórcy wyrażenia "endjuzerskie podejście":

Economics and commerce define an end-user as the person who uses a product. The end-user or consumer may differ from the person who purchases the product. For instance, if a zookeeper purchases elephant food the purchaser of the product is different than the end-user (the elephant) of that product.

An end-user of a computer system is someone who operates the computer, as opposed to the developer of the system who creates new functions for end-users.

W tłumaczeniu na polski:

Ekonomia i marketing definiują "użytkownika końcowego" jako osobę, która korzysta z produktu. Użytkownik końcowy, czy też konsument, może różnić się od osoby, która dokonała zakupu. Dla przykładu, jeśli opiekun ZOO zakupi pożywienie dla słoni, wówczas kupujący różni się od użytkownika końcowego (słonia) tego produktu.

Użytkownik końcowy systemu komputerowego, to osoba, która obsługuje komputer, stając naprzeciwko dewelopera, zajmującego się tworzeniem nowych funkcji dla użytkowników końcowych.Za: Tłumaczenie własne.

Podsumowując, użytkownik końcowy to typowy Kowalski, który korzysta z komputera w domu, pracy, itd. Czym zatem jest "endjuzerskie" podejście? Skierowanie pisma nie do deweloperów i osób zaznajomionych z pracą komputera, nie do (pozytywnych oczywiście) fanatyków i amatorów, ale do "zielonych", biednych, zagubionych owieczek, które nie wiedzą, gdzie podziać się w komputerowym światku.

Deska ratunkowa z ostatnim gwoździem do trumny
Wydawałoby się, że to bez sensu. Przecież w roku 2007 było już sporo pism "casualowych" (PC World [Komputer], Komputer Świat, CHIP, PC Format), a i dostęp do Internetu wcale nie był czymś aż tak nowym. Co w ogóle wydawcy ENTERa przyszło do głowy?! Skąd pomysł wejścia w przesycony rynek, rezygnując z, niejako, jedynego pisma skierowanego do innej grupy odbiorców?

Ta inna grupa odbiorców znalazła inne medium... postanowili nie czekać na pośrednika w formie miesięcznika, wybrali bezpośrednią komunikację poprzez Internet. Zrezygnowali ze zbędnej korekty, uznali, że są już dość dobrzy. "Users 4 Users", "Użytkownicy dla Użytkowników". I pismo nie miało szans. Zmiana grupy odbiorców jednak nie pomogła - właśnie z powodu przesycenia rynku. I pętla na szyi wydawcy się zacisnęła...

Nadal coś tu jednak nie gra... skoro ENTER upadł przez Internet i przesyt rynku, to dlaczego inne pisma nadal mają się dobrze?

Fabryka "Neo"
Opiszę to na przykładzie PC World'a, którego moja rodzina prenumeruje od wielu lat (zapewne z przyzwyczajenia). Cena sklepowa takiego pisma to 19,90 zł, natomiast cena w prenumeracie nie przekracza 12 zł. Taka różnica bardzo zachęca do zakupu prenumeraty, co z kolei zapewnia stały zastrzyk gotówki wydawcy.

Abstrahując jednak od kosztów. Co reprezentuje sobą PC World? Weźmy numer 8/2011:
Okładka:
"Jak zabezpieczyć komputer, sieć, a nawet smartfon" - "a nawet", no bo to naprawdę niespotykane, zabezpieczyć telefon. Inna sprawa - jaką sieć zabezpieczamy? Internet?
"Czy warto przejść do T-Mobile? - Sprawdzamy ofertę startową, promocje i ceny nowego operatora GSM" - nowego?! To jest Era! To będzie Era! Ta sama infrastruktura, zmienił się tylko właściciel i nazwa! Owszem, oferta też, ale nadal nie odstaje od polskiego standardu...
"Jak za darmo zwiększyć pojemność dysku" - o, to coś ciekawego. Do czasu aż nie przeczytamy podtytułu, z którego wynika, że nie zwiększamy pojemności dysku, lecz "rozszerzamy go" o dodatkowe nośniki...
"Mapy w nawigacjach GPS" - no to już dla mnie całkowita zagadka językowa.
"Windows dla dociekliwych" - czyli jak obsługiwać Windowsa z poziomu... Windowsa. Genialnie.
Mój ulubieniec: "Bankowość na wakacje - Wszystko, co powinieneś wiedzieć o kartach płatniczych i bezpiecznym płaceniu" - no ja dziękuję... bezpieczne płacenie? Mogli się wysilić na mniej potoczne stwierdzenie i użyć wyrazu "transakcja".

Ok, może się czepiam szczegółów... Na pewno w środku będzie lepiej...

Od redakcji:
Pismo komputerowe to nie blog nastolatki. Tutaj korzysta się z poprawnej polszczyzny, gdyż to ma wpływ na czytelników. To, co będą co miesiąc czytać w magazynie, może się w nich zakorzenić. Stąd też korzystanie ze zwrotów typu: "banki i media trąbią wszem i wobec" jest całkowicie niedopuszczalne. Ogłaszają. Informują. Uczą. Przypominają. Ale nie potoczne "trąbią"!

Spis treści:
Ponownie, tylko jeden przykład, gdyż mógłbym to mnożyć. Pierwsza strona spisu, lewa, szczytowa ramka: "Zabezpiecz swoje życie w 12 krokach". Oczywiście, odnosi się to do głównego tytułu z okładki. Tam informowali nas o zabezpieczeniu komputera, sieci domowej i telefonu typu smartfon. Tu o zabezpieczeniu... życia?! I jeszcze dają 100% gwarancji na sukces! Aż mnie korci, żeby ten artykuł przewertować i zabezpieczyć w ten sposób swoje życie! Na bank, takie coś w 100% ochroni mnie przed spadającą z dachu dachówką, lub doniczką z parapetu sąsiada mojej ciotki :P

No nie... dobra... ok, nie robić z siebie debila, dać szansę i nie uprzedzać się na starcie.

Treść magazynu:
W sumie, to poprzednie części nie powinny mieć miejsca. Zamieściłem je tu, aby pokazać popełniane tu i ówdzie błędy, sprowadzające potencjalnego "zielonego" czytelnika do poziomu ameby pod względem językowym. Nie mogę tego inaczej nazwać, jak produkcją "Neo".

Co do treści. Kolejne 6 stron, to 3,5 strony "newsów" z ostatniego miesiąca oraz 2,5 strony reklam. Stosunek 7:5, brawo. Następnie artykuł wcale nie będący "Tematem numeru" - co nieco o mapach z urządzeń GPS (tutaj już zastosowane słowo "urządzenie" - "Nawigacja GPS" to takie "masło maślane" bym rzekł. Oj dobra, wiem, czepiam się). 40 stron, 4 artykuły "dla Kowalskiego" (w tym jeden "reklamowy" o procesorach Intela, które zawsze były opisywane w samych superlatywach przez PC World), 1 suplement i kilka reklam później docieram do tematu "Bankowość na wakacje" zamieszczonego na okładce.

Na początek dowiaduję się o istnieniu mobilnych bankomatów, kart do transakcji zbliżeniowych (zaprezentowane są 3 karty: WBK, ING i mBanku), "cash cars", a także o tym, że, tu cytat, "Wybierając się na wakacje, warto mieć w portfelu nawet kilka kart płatniczych.". Że jak?! Podstawowa zasada bezpieczeństwa mówi, aby nie trzymać pieniędzy, dokumentów i kart płatniczych blisko siebie. Aby nie brać zbędnych rzeczy na wakacje. Jak to się ma do tego zalecenia?

Później, dowiadujemy się, że banki oferują dwa rodzaje kart: debetową i kredytową. I już w tym rozróżnieniu jest błąd: są karty płaskie (płatnicze i debetowe, rozróżnialne ze względu na dostępność debetu; teoretycznie to to samo), oraz karty wypukłe (czy też wklęsłe, nie pamiętam - innymi słowy: kredytowe). Jednak to nie nazewnictwo jest problemem. Czy ktoś może mi powiedzieć, ile płaci za wypłatę z bankomatu autoryzowanego przez swój bank z pomocą karty płatniczej? Niech zgadnę... 0 zł 0 gr? Cytat z magazynu: "Pierwsza [debetowa - przyp. aut.] umożliwia płacenie za zakupy oraz względnie tanie wybranie gotówki.". Darmowe a względnie tanie - drobna różnica na poziomie merytorycznym, nieprawdaż Redaktorze i pracownicy Korekty? Ale lepsze jest zdanie nieco dalej: "Karta kredytowa ma kilka zalet. Jej wydanie oznacza przyznanie kredytu." - niesamowita zaleta, naprawdę.

Mógłbym jeszcze wiele jadu przelać w treści tej notki na słowa pisane przez autora artykułu. Kowalski po jego przeczytaniu uzna, że karta kredytowa to dobra rzecz, gdyż dostanie od ręki kredyt, którym "nie musi się martwić", a "dodatkowa gotówka może się przydać". Jedna z zasad wyjazdu na wakacje mówi: "nie jedź, jeśli nie masz za co. W ferie zimowe będziesz mógł sprawić sobie 2 razy wygodniejszy wypoczynek z zaoszczędzonych na braku oprocentowania za kredyt pieniędzy".

Niemniej jednak, muszę tutaj pochwalić artykuł za jedno. Na samym końcu znajduje się ramka z informacjami, jak zabezpieczyć swoje karty w trakcie podróży. I w sumie ta cała ramka nadawałaby się na osobny artykuł. Tych 6 punktów jest wręcz cudownie prostych i w swojej prostocie niemal doskonałych. I podczas gdy reszta tekstu to chłam, ta ramka dla Kowalskiego się nadaje. Ale Kowalski jej nie przeczyta - ramka jest szara i schowana w narożniku artykułu.

Reszty artykułu nie sprawdzam... szkoda mi na to nerwów...

Dalszy ciąg treści - temat numeru
Następny artykuł jest tym, czego szukałem - tematem numeru. Sądziłem, wcielając się w rolę "Kowalskiego", co to się na niczym nie zna, że odnajdę tam jakiś samouczek, jak to zrobić, jak obsłużyć tych kilkanaście typów menu routerów, 3 podstawowe systemy operacyjne (Windows XP / Vista / 7, Ubuntu / SUSE Linux, MacOS)... a tu lipa. 12 ogólnikowych punktów "co powinno być zrobione" i przykłady implementacji tych zabezpieczeń. Żadnych samouczków. Kowalski więc weźmie, spróbuje, coś sknoci i się zniechęci, robiąc, powiedzmy, 30 "formata" komputera. Temat numeru ma 6 stron. Tyle samo, ile każdy inny artykuł. Trochę tak... "po łebkach", bym rzekł.

Reszty tego konkretnego numeru pisma nie będę komentował. No, może poza faktem, że prócz sporej liczby reklam (19,90 za coś takiego? CDAction jest znacznie lepsze, ma mniej reklam i sporo wysokiej jakości "pełniaków" na płytach), spotykamy jeszcze gazetkę reklamową OVH.pl, a strony poświęcone prenumeracie nie podają cennika, tylko ceny załączanych gadżetów (a i to błędnie - przedostatnia strona, gadżetem jest tu "Kamera HD", której skreślona cena wynosi 459 zł, natomiast w komentarzu poniżej opis sugeruje, że jest tam napisane 495 zł... gdzie była korekta, kiedy to pisano?!).

Ogółem, mam wrażenie, że Pani Joanna C., pracowniczka sekretariatu, której funkcją jest korekta, najzwyczajniej przenosi artykuł od redaktora do studia, w którym dokonywane są skład i łamanie... Bez obrazy dla niej, ale to jest po prostu... no niedopuszczalne, jak dla mnie. Poważne pismo, spore pieniądze (1/5 ze 100 zł - to są spore pieniądze, szczególnie przy takiej sytuacji w naszym kraju) i takie błędy... Ale to nie wszystko. Po lekturze tego pisma, Kowalski jest ogłupiony i postępuje totalnie irracjonalnie, gdyż wmawiane mu jest, że to jest właśnie podejście poprawne!

Jeszcze mały powrót jednak do pisma - płyta:
- Audiobook "Piaski Armagedonu" - nie znam, nie wypowiadam się. Miło, że jest.
- IObiy Malware Fighter PRO - w życiu nie słyszałem o tym, a rzekoma wartość to 65 zł
- IObit SystemCare Free 4.0.1 - jw., ale co ciekawe, na okładce wyraźnie widnieje wersja PRO, a nie Free...
- Synfig Studio 0.63 - darmówka...
- LibreOffice - "LibreOffice to nowa nazwa pakietu biurowego znanego wcześniej pod nazwą OpenOffice." - pozostawiam to bez komentarza
- TrueCrypt - darmówka
I czym tu się chwalić? To nie jest dla mnie warte złamanego grosza, mam to w Internecie. Owszem, mogę mieć słabsze łącze - wówczas proszę znajomego, z lepszym łączem, daję mu płytę za ok. 1 zł i otrzymuję w zamian następnego dnia pobrane aplikacje w najnowszej wersji!

Inny numer

Może kopię leżącego, ale... numer 5/2011: "Darmowy kod dostępu RAPIDSHARE (...) POBIERAJ filmy, muzykę, zdjęcia, programy i gry!". Czy tylko mi to wygląda na zachęcanie do piractwa?

Ten sam numer, strona 56, "10 największych porażek komputeryzacji". Z ukłonem dla webnulla, cytuję punkt 6: "Linux i oprogramowanie open source". Na dobitkę, fragment tekstu: "Poza tym [brak przecinka - przyp. aut.] Linux także może się zawiesić, a posługiwanie się nim jest wciąż dużo trudniejsze.". No świetny argument, aby uczynić z niego porażkę.

Ten sam artykuł, ciekawostka: niezależny akcelerator grafiki 3D, który zapoczątkował montowanie takowego natywnie w kartach graficznych, jest uznany jako sukces, natomiast akcelerator fizyki, którego projekty zapoczątkowały erę obliczeń fizyki za pomocą karty graficznej, został już uznany za porażkę. I to pomimo, że i akceleratory 3D i akceleratory fizyki podzieliły swój los - upadły.

Ogłupiania ciąg dalszy

Zgodnie z tym co napisałem, PC World, podobnie jak inne tej klasy pisma, produkuje nam pokolenie "Neo". Oszołamia. I zamiast być pismem branżowym, skierowanym do ludzi o "oczko wyżej ponad średnią", jest kierowany do zwykłych end-user'ów, ale nie po to, żeby uczyć, lecz co gorsza - ogłupiać ich. Nie tylko poprzez ukryte w całym piśmie błędy, ale także przez bezsensowne artykuły. Co ciekawsze, pismo to w większości nie jest już pisane przez Polaków - jest ono przepisywane z wersji zagranicznych, i to w sporej mierze. Przepisywane, w dodatku niepoprawnie, i to od wielu lat. PC World jest zeszytem ucznia, który nie odrobił zadania domowego i przed lekcją, na kolanie przepisuje to, co napisał kolega, tylko "trochę bardziej po swojemu", a przez to jeszcze bardziej bez sensu... Z innymi tytułami wcale nie jest inaczej...

No dobrze. Problem w tym, że powyżej zawarta jest potężna krytyka względem pisma. A gdzie ten przepis na sukces?

Przepis na sukces - coś z niczego, nic ciekawego
To jest właśnie ta tajemnicza recepta. Stworzyć coś z niczego. Napisać coś, co jest nieciekawe, nudne, i bezsensowne. Stworzyć chłam, którym można karmić pospólstwo. Bezsensowny zbitek jeszcze bardziej pozbawionych sensu porad, doprowadzających do dalszego kupna "wspaniałego pisma". A jakby akurat poziom okazał się za niski - "tadaaaam" - oto jest płyta z "pełniakami"!

Przepisem na sukces jest napisać łatwo-przyswajalny tekst, o zerowym poziomie merytorycznym, który przeciętnemu, niezorientowanemu end-user'owi wyda się bardzo treściwy i cudowny. Co więcej, jeśli zamieścimy tam jeszcze zwroty potoczne i błędy (gramatyczne, interpunkcyjne i inne językowe), taki użytkownik końcowy uzna to za wersję jak najbardziej poprawną i będzie ją szerzył!

I nie, nie mam paranoi... no, może lekką... :P

Czasopisma komputerowe - relikt przeszłości?
Tak. Zdecydowanie tak. Zawartość płyt nie rekompensuje już miernego poziomu artykułów, a ich treści w większości dostępne są za darmo w Internecie, gdyż stamtąd pochodzą. Celem oszczędności, korekta przykładowego pisma (PC World) wykonywana jest przez sekretarkę (tak wynika ze stopki redakcyjnej), która jak widać - nie spisuje się za dobrze. Pisma komputerowe odeszły do lamusa, a trzymają się rynku już tylko "z przyzwyczajenia" stałych czytelników i głupotą nowych. Gdybym w dniu dzisiejszym był pracownikiem biurowym, lat 40-kilka, po godzinnym przeszkoleniu przez wyznaczoną osobę, i wziąłbym takie pismo do rąk, celem nauczenia się czegoś nowego... nauczyłbym się wszystkiego tego, czego powinienem był uniknąć...

Od upadku ENTERa, praktycznie żaden magazyn nie podjął starej misji. Żaden magazyn nie sprostał. W zamian, otrzymujemy chłam, który generuje nam nowe, głupie społeczeństwo. Brawo, dyrektorzy, kierownicy i redaktorzy naczelni. Znaleźliście kurę znoszącą złote jaja. Szkoda tylko, że puste w środku, a i złoto jakieś takie matowe...

A tak mniej z przymrużeniem oka...
...to owszem, marudzę. Ale mam już serdecznie dość tego chłamu, który zalewa sklepowe półki. Co z tego, że nie muszę go kupować, skoro nawet jeśli tego nie zrobię, to i tak później muszę takiej przykładowej znajomej tłumaczyć, że pobrany z RapidShare'a na kodzie z PC World'a system Windows XP Black Edition nie jest legalny, a ten kod to wcale nie jest kupon na darmowe zakupy w jakimś dziwnym sklepie w Internecie... I że zamiast PhotoShop'a z "tych torentów", może korzystać z GIMP'a, Paint.NET i wielu innych... Że oprócz MS Office, są też bratnie OpenOffice i LibreOffice...

I jak tu żyć, gdy kłody pod nogi rzucają ci, którzy chwalą się, że pomagają maluczkim... Ech... 

Komentarze

0 nowych
skandyn   9 #1 17.07.2011 18:42

Pierwszym miesięcznikiem komputerowym był:

http://retrosfetro.blogspot.com/2009/02/by-sobie-bajtek.html

Pozdrawiam.

webnull   9 #2 17.07.2011 18:58

Zgadzam się z Tobą, dzisiejsze czasopisma są mało warte, nieobiektywne i pisane przez laików dla laików. Jednak to wciąż są ludzie i wpadki zawsze będą.

NRN   9 #3 17.07.2011 18:59

Źle się wyraziłem. Poprawię w artykule.

Tak gwoli ścisłości, w okresie kiedy startował ENTER, Bajtek był kwartalnikiem (90-91) ;)

NRN   9 #4 17.07.2011 19:04

A tak poza tym - do 89 roku, Bajtek nie był samodzielnym pismem, lecz dodatkiem. W 90 był kwartalnikiem i dopiero w 91 roku ustabilizowała się jego sytuacja. Można więc śmiało powiedzieć, że pierwszym, "popeerelowskim" pismem-miesięcznikiem był ENTER ;)

Ale nie zaprzeczam, powinienem był o Bajtku też wspomnieć... tylko ile stóp pergaminu miałby wówczas ten artykuł...

MaXDemage   17 #5 17.07.2011 19:08

Odpowiem ci tak - swego czasu wyszło bardzo fajne czasopismo dla fanów gier komputerowych. Było to lat temu dwa, może trzy. Ich przepis na sukces był odwrotny od Twojego ;p Czyli chcieli pisać dobrze o nowościach, troche o retro. Wciąż przewijał się aspekt wystawiania ocen, które rzadko kiedy oddają idee recenzji. Nie mniej czasopismo upadło natychmiast. Natychmiast! (No dobra wydało 5 numerów - nie udało mi się zdobyć wszystkich).

Na rynku nie ma miejsca na dobre czasopisma celujące w grupę osób interesująca się komputerami - gdyż ta grupa korzysta wyłącznie z internetu.

Czasopisma komputerowe i te z grami komputerowymi - poza niechlubnymi wyjątkami kupowania ich dla pełnych gier i programów - są skierowane wyłącznie do zwykłych ludzi (casuali - jak to się teraz mówi). Którzy po przyjściu do domu z pracy/szkoły nie maja ochoty siedzieć kilka godzin w internecie i czytać portale tematyczne.
Dodatkowo czasopisma te nie ogłupiają - one dostosowują swój poziom do społeczeństwa ogłupionego już innymi mediami, choć to jest w sumie zamknięte kółko ;p

Czy wyginą - kiedyś, na pewno nie przez najbliższe 5-10 lat. Taka forma a nie inna sprawuje się dobrze, wydawnictwa będą więc walczyły rękami i nogami o każdy grosz - bo nie oszukujmy się chodzi o kasę. A dobre pisanie z sensem kasy nie przynosi (przynajmniej jeśli chcemy to pisanie drukować w formie miesięcznika dla ogółu).

Koniec i kropka.

PS. Mam _płaską_ kartę kredytową i co Ty na to NRN? :> Z tego co wiem to banki teraz rozróżniają kilkanaście rodzajów kart typu debetowe, kredytowe, przedpłacone, wirtualne itd itp. Ale i ja mogę się mylić.

PS2. Podobnie jak 99,999% społeczeństwa na ziemi nie korzystam z GG.... pogódź się z tym ;p Zapytaj o gtak lub steam ;>

NRN   9 #6 17.07.2011 19:37

A kto mówi o GG? :P GTalk korzysta z Jabbera (dobrze pamiętam?) tak samo jak AQQ :P Inna bajka, że Twojego maila nie znam, a pewnie nie korzystasz z maxdemage [małpka] dobreprogramy.im :P

Co do kart:
- Karty przedpłacone (pre-paid), tzw. wirtualne - zastępują karty kredytowe w płatnościach za pośrednictwem Internetu
- Nakładki / wirtualne karty kredytowe - wirtualne numery dla kart kredytowych, zabezpieczające oryginalne dane przy niepewnych transakcjach
- Karty wypukłe - kredytowe, tłumaczyć nie trzeba chyba
- Karty wypukłe - z opóźnioną spłatą - prawie jak kredytowa, ale bez oprocentowania. Po prostu wszystkie transakcje są rozliczane co określony czas, np. 2 miesiące. Przykładem takiej karty są karty członkowskie Dinners Club
- Karty płaskie - debetowe, czyli z limitem zadłużenia
- Karty płaskie - płatnicze, czyli bez limitu zadłużenia
Płatnicze i debetowe często nazywane są tylko i wyłącznie debetowymi (ang. debit), jednak w Polsce je rozróżniamy ;)

PS Ja nie mówię, że się nie mylę, przekazuję to, co wiem. A nikt nie powiedział, że moja wiedza jest tą najlepszą, nie? :D Wiec jak ktoś ma inną teorię, lub ma lepsze źródła - poproszę o skorygowanie mnie ;)

skandyn   9 #7 17.07.2011 19:55

Nie ważne w jakich czasach magazyn Bajtek był wydawany. Najważniejsze, że był pierwszą gazetą komputerową, którą bardzo miło wspominam. Co do Twojego tekstu to trochę bałałajki opisujesz. Na bieżąco czytam gazety komputerowe i z tego co widzę, to najpierw są nowości ze świata informatyki na papierze, a dopiero później w Internecie. Co więcej, posądzanie redaktorów gazet komputerowych o brak kompetencji w tym co robią jest kiepskie w Twoim wykonaniu. Moim zdaniem pracują tam bardzo dobrzy fachowcy. Że ktoś tam, coś tam na komputerze potrafi to już wszystkie rozumy pozjadał.

Pozdrawiam.

Banan   10 #8 17.07.2011 19:59

Kiedyś kupowałem miesięcznik NEXT. Ostatni pojawił się w sierpniu 2009 roku. W niektórych miejscach swojego wpisu może za bardzo się czepiasz. Ale na pewno ci przyznaje racje. Moi koledzy jak kupują taki np. PC Format to tylko po to by uzyskać jakiś program zawarty na płytce do niego dołączonej. Lecz dawno nic mi o tym nie wspominali widocznie i dla nich już tam nie ma nic ciekawego.

Shaki81 MODERATOR BLOGA  37 #9 17.07.2011 20:00

No to pojechałeś po całej linii z tym magazynem. Obawiam się, że trochę przesadziłeś i możesz być pociągnięty do odpowiedzialności za swoje swoje słowa. Wymieniasz konkretne nazwiska nie wiedząc do końca czym ta osoba zajmuje się w piśmie a to pochodzi pod zniesławienie, ale nie o to mi chodzi.
Przez cały wpis generalizujesz o upadku pism komputerowych tylko na podstawie jednego tytułu. Jeśli obrałeś sobie taki temat trzeba było zapoznać się chociaż z jeszcze jednym lub dwoma tytułami z branży. Co do upadku pisma "Enter" - to szybko się obudziłeś :) toż to już ponad 4 lata jak tej pozycji nie ma na rynku. Prawo rynku - jedne pozycje się pojawiają, a inne znikają, tego nie zmienisz.
Ja osobiście prenumeruje CHIP'a od dobrych kilku lat i dalej sobie go chwalę. Co prawda płyty z czasopisma mnie nie interesują, ale samo pismo od lat trzyma podobny, odpowiedni dla mnie poziom i zapewne będę dalej go kupował. Narzekasz na reklamy. Przecież reklamy są teraz wszędzie, czy to radio, telewizja czy internet, tak więc nie rozumiem tej kwestii. Co do poziomu merytorycznego co poniektórych redaktorów pism z branży IT to można by napisać książkę. Zdarzają się lepsi i gorsi i tyle.
Na koniec – krytykujesz czasopismo, za które płacisz, więc po co wydajesz swoje ciężko zarobione pieniądze na coś co Ci się nie podoba? Jak dla mnie trochę dziwne.

Jednakże nie chciałbym, abyś odebrał to jako krytykę Twojej osoby, ale tak odbieram Twój wpis. A na zakończenie powiem Ci, że zgadzam się z Twoją tezą, że czas papierowych czasopism z branży IT powoli się kończy, ale jeszcze z 5-10 lat takie pisma będą się pojawiać.

NRN   9 #10 17.07.2011 20:08

@skandyn, możesz mieć rację, że za bardzo się czepiam, ale dziwi mnie, że zarzucasz mi "pozjadanie wszystkich rozumów". Język polski znam ja, znasz go i Ty. Tak samo z tym "zabezpieczeniem życia", czy ciągłymi pomyłkami w składzie (najzabawniejszy był jeden z numerów z 2010 roku, gdzie tytuły pozostały w odpowiednich miejscach, natomiast treści artykułów się przemieszały między dwiema sąsiednimi stronami). Chcesz mi powiedzieć, że to jest "wysoki poziom"?

Parę lat temu zamieścili artykuł o instalacji jednej z dystrybucji Linuxa. Próbowałem zrobić to zgodnie z tą instrukcją - z tym, że chciałem korzystać z bootloadera Windowsa. Tak więc zgodnie z artykułem, utworzyłem partycję ext3, odznaczyłem pole "chcę korzystać z bootloadera załączonego do systemu" i zonk. Linux gdzieś przepadł. Chyba każdy wie co się stało - ale jak widać, autor artykułu zupełnie o tym zapomniał, i nie napisał, że w tej sytuacji lepiej skorzystać z systemu plików FAT32...

Skandyn, może i sprawdziłem to pismo odrobinę nadgorliwie, ale nie możesz mi zarzucić tego, co próbujesz.

NRN   9 #11 17.07.2011 20:10

@Shaki81, "Wymieniasz konkretne nazwiska nie wiedząc do końca czym ta osoba zajmuje się w piśmie a to pochodzi pod zniesławienie, ale nie o to mi chodzi." - Zacytowałem fragment stopki redakcyjnej - imię, nazwisko, funkcja. Odniosłem się do wykonanej pracy, określiłem wykonane dzieło. Opisałem możliwą sytuację, która mogła być przyczyną takiego wyniku pracy. Gdzie tu miejsce na zniesławienie?

NRN   9 #12 17.07.2011 20:15

Kurcze, trzeci komentarz pod rząd, nie doczytałem wcześniejszych. Wiem, nieładnie tak "nabijać".

Odniosłem się do PCW, gdyż gości w moim domu. Nie kupuję go ja - inny członek rodziny. Wracając jednak do pism: z ENTERa skorzystałem jako wstępu, gdyż było to pismo, które do mnie trafiało, i które zawsze miło zaskakiwało. Komputer ŚWIAT jest typowym poradnikiem dla początkujących, i to mu się chwali, jednak poziom tekstów niekiedy jest poniżej średniej. PC Format mnie zniechęcił na podobnej zasadzie co PCW. A jeszcze w ok. 2002 roku bronił bym co najmniej PCW zębami i pazurami.

Wracając do ENTERa - chciałem go tutaj wykorzystać, jako coś w stylu spisania Apokalipsy przez św. Jana - zapowiedź klęski. Upadło dobre pismo, pozostały te gorsze, ale i one padną. I tyle.

Ave5   8 #13 17.07.2011 20:54

"
Parę lat temu zamieścili artykuł o instalacji jednej z dystrybucji Linuxa. Próbowałem zrobić to zgodnie z tą instrukcją - z tym, że chciałem korzystać z bootloadera Windowsa. Tak więc zgodnie z artykułem, utworzyłem partycję ext3, odznaczyłem pole "chcę korzystać z bootloadera załączonego do systemu" i zonk. Linux gdzieś przepadł. Chyba każdy wie co się stało - ale jak widać, autor artykułu zupełnie o tym zapomniał, i nie napisał, że w tej sytuacji lepiej skorzystać z systemu plików FAT32... "

O ile się nie mylę, bootloader windowsa sam z siebie nie pozwala na multi-booty z różnymi systemami jak Lilo czy Grub. A nawet gdyby pozwalał, to chyba logiczne że nie na systemie plików którego win nie obsługuje. W dodatku to czysta fanaberia - Grub nie wpływa na windowsa, więc po co kombinować?

Linux gdzieś przepadł, bo nie było żadnego bootloadera go obsługującego.

NRN   9 #14 17.07.2011 21:15

@Ave5, w życiu bym na to nie wpadł -.- Wiesz, zwróć uwagę, że ja to napisałem z perspektywy czasu.

MaXDemage   17 #15 18.07.2011 07:40

@NRN nie korzystam z maxdemage@dobreprogramy.im i owszem.... ale korzysta, z dużo bardziej logicznej i domyślnej wersji tegoż adresu gdzie zamiast dp.im jest gmail.com ;p
Nie po to wymyślałem sobie tak oryginalną ksywke aby ją upiększać cyferkami i podkreślnikami w mailu :D

webnull   9 #16 18.07.2011 11:33

@Shaki81 | 17.07.2011 20:00
Przesadzasz. Gość nie wymienił imienia i nazwiska także sprawa ma się inaczej niż myślisz.
Każdy ma prawo do krytyki czegoś komercyjnego pod warunkiem, że nie są to puste wyzwiska. Czy mogę dziś krzyknąć "Nasz prezydent nie nadaje się na prezydenta, powinien pracować w stodole i doić krowy"? Tak mogę, to nie jest bezpośrednie wyzwisko, a krytyka. Nie nazwałem prezydenta "po imieniu", stwierdziłem, że on się z jakiś powodów na swoje stanowisko nie nadaje tak jak to zrobił NRN z czasopismami komputerowymi i ich sekretarkami.

NRN   9 #17 18.07.2011 11:37

@webnull, wymieniłem z imienia i nazwiska, jednak później usunąłem nazwisko - brzydko tak brzmiało tykanie kogoś po nazwisku. Natomiast Ty z prezydentem odrobinę przesadziłeś - bardziej poprawne byłoby stwierdzenie, że "W mojej opinii więcej pożytku by było, gdyby zajął się aktywnie np. rolnictwem" - brzmiałoby to mniej obraźliwie :)

Niemniej, poza kwestiami edukacji i prawa, ja o polityce wypowiadać się nie zamierzam - dyskusja mogłaby drastycznie zmienić swój poziom na inny, niż przeze mnie zamierzony...

  #18 18.07.2011 12:07

Czy teraz są jakieś pisma dla ludzi interesujących się komputerami? Daawno temu kupowałem KŚ, jednak z powodu chłamu jaki tam się znajdował zacząłem kupować PC Format i w sumie od dłuższego czasu przeglądam tylko pierwsze strony z nowinkami. Czy są jakieś specjalistyczne pisma? Może KŚ Ekspert lub CHIP?

Druedain   13 #19 18.07.2011 12:15

Z czasopismami prawie żadnego styku nie miałem. Dość dobrze wspominam jeden numer Komputer Świat Ekspert, który kupiłem w zeszłym roku, ale ani dokładnie treści nie pamiętam, ani dokładnej daty przytoczyć nie umiem.

Co do treści artykułu, to tak, czepiasz się w wielu miejscach (MaxDemage Ci wypunktował kwestie kart płatniczych, urządzenie GPS zaś nie sprawia, że już nie ma masła maślanego, a czepiając się dalej można by jeszcze dodać, że nawigacja nie musi z GPS korzystać), ale w innych są uwagi, z którymi bym się zgodził.

Ostatnio poseł Kalisz jako prawnik gdzieś się wypowiadał, że mówienie „prezydent do dureń” jest oceną, a mówienie „prezydent działa na zlecenie innego państwa” już jest pomówieniem, za które grozi kara. Prawnik, ponieważ o poziomie człowieka będzie świadczyć jego język, a to ma więcej wspólnego z etyką niż prawem.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że nie tylko czasopisma papierowe znikają. Niedawno został zamknięty portal HeiseOnLine, na którym pojawiały się artykuły na bardzo wysokim poziomie merytorycznym mimo tego, że temat był bardzo mało popularny (kilkustronicowe opisy nowości w kolejnych jądrach Linuksa, kilkustronicowy opis akcji Anonimowych obnażający hipokryzję władz USA). Obecnie strona http://www.heise-online.pl/ przekierowuje na anglojęzyczną stronę http://www.h-online.com/ .

steemm   10 #20 18.07.2011 13:07

T-mobile jest właścicielem sieci ERA od kilku ładnych lat ;)

MaRa   7 #21 18.07.2011 13:15

Zwrot "nawigacja GPS" to nie jest masło maślane.
Nawigacja to urządzenie do nawigacji, a GPS to sieć satelitów. Istnieją nawigacje (urządzenia nawigacyjne) NIE korzystające z GPS - w początku lat dziewięćdziesiątych Blaupunkt produkował nawigacje samochodowe TravelPilot bez GPSa, korzystały z żyroskopów, podobnie jak nawigacje samolotów (przepisy zakazują nawigacji samolotów pasażerskich z satelitów GPS, gdyż nie jest to pewny system). Niektóre współczesne fabryczne nawigacje samochodowe też dodatkowo posiadają żyroskopy (działają np. w tunelach, parkingach podziemnych, pomiędzy gęstymi zabudowaniami).
Istnieją inne sieci satelitów nawigacyjnych, jak rosyjski Glonas i europejski Galileo.
Na statkach od dziesięcioleci korzysta się z nawigacji radiowej (Loran, Decca).
Nie każdy też odbiornik GPS służy do nawigacji, istnieją zegary korzystające z sygnału GPS, kompasy, lokalizatory itd.

Czasopisma komputerowe mają przyszłość, choć za kilka lat zapewne całkowicie przejdą z formy drukowanej na elektroniczną, do użycia z jakimś czytnikiem. To samo spotka książki. Na razie nie ma jakiś standardów na rynku czytników, samych czytników, oraz jest silny opór wydawców (łatwość powielania i rozpowszechniania tekstów w sieci).

Wymienione czasopisma są przeznaczone dla początkujących i średnio zaawansowanych użytkowników komputerów. Cóż z tego, że są liczne strony z newsami, ale one z reguły powielają jedne od drugich papkę informacyjną.

Natomiast dla zaawansowanych użytkowników komputerów i profesjonalistów są zupełnie inne czasopisma. Treści obydwu typów nie można mieszać w jednym czasopiśmie, bo początkujący połowy by nie zrozumieli i się zniechęcili, a zaawansowani nie chcą banalnych informacji.

Co do reklam, to chyba nie widziałeś czasopism zagranicznych, w tym amerykańskich. Tam potrafi być kilkadziesiąt stron z reklamami. Dodatkowe kartki nie powodują wzrostu ceny, gdyż to reklamodawcy za nie płacą, jeszcze redakcja dodatkowo zarabia. Kogo reklamy nie interesują, po prostu tam nie zagląda.

Odnośnie czepiania się zwrotów językowych - to nie są pisma dla polonistów. Język jest też tworem bardzo plastycznym i pojemnym. W zależności od rejonu i środowiska potrafi bardzo się różnić. Żyjemy też w czasach kreatywności, powielanie schematów było w innej epoce.
Nie ma już tak i nigdy nie będzie, że wszyscy mówią w podobny sposób, ubierają się w podobny sposób, myślą w podobny sposób, w to samo wierzą. Ta schematyczność hamowała rozwój ludzkości, ale się skończyła.

NRN   9 #22 18.07.2011 14:02

Zapraszam wszystkich uczestników dyskusji do nowej wersji powyższej notki - http://www.dobreprogramy.pl/NRN/Czasopisma-komputerowe-relikt-przeszlosci-jak-po...

Celem utworzenia "nowej wersji" było pokazanie, jak sporo może różnić tekst sprzed korekty merytoryczno-językowej, z tym poddanym takiej korekcie. Od razu zaznaczam, że na pewno nie ustrzegłem się wszystkich błędów i pomyłek - koniec końców, sam poprawiałem własny tekst, a jednocześnie to tylko "pojedynczy przebieg", podczas gdy korekta powinna być wieloetapowa.

djfoxer   17 #23 18.07.2011 14:06

Znowu :P Najpierw piszesz, a dopiero potem myś... :P Z wpisem o HotZlocie też korektę dałeś i w sumie tekst był o czym innym, a komentarze zupełnie o czym innym :P RFN litości! :P

floyd   14 #24 18.07.2011 14:13

@Skandyn
Pozwolę sobie zwrócić uwagę, że rówieśnikiem Bajtka był dodatek do Żołnierza Wolności o nazwie iks (informatyka, komputery, systemy) ukazujący się też od 1 stycznia 1986 roku.
http://forum.dobreebooki.pl/viewtopic.php?f=54&t=1754
Nie były to jednak czasopisma dla "zwykłego Kowalskiego'', ale dla zapaleńców komputerowych i można z nich było nauczyć się nawet asemblera. :)

NRN   9 #25 18.07.2011 14:19

@djfoxer, tam sytuacja była inna. Tam doszło do totalnego nie zrozumienia sensu wpisu, stąd wolałem go skrócić, ale pozostawić część "właściwą". Tutaj natomiast z premedytacją napisałem osobną wersję po korekcie, aby pokazać, jak wielka różnica może nastąpić w trakcie poprawiania artykułu. Działanie całkowicie zamierzone i planowane już przy tworzeniu wersji pierwotnej (tylko nie byłem pewien, czy będzie sens to robić ;) Po komentarzach jednak stwierdziłem, że tak :P ).

januszek   18 #26 19.07.2011 20:34

Przeczytałem dziś coś co wydaje mi się niezwykle barwną ilustracją opisywanego tu problemu: http://www.spidersweb.pl/2011/07/nie-zadzieraj-z-google-bo-cie-wytnie.html