Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Moja "walka z wiatrakami" - Nowe Orange Go - część 2

Przyznam Wam bez bicia, tytuł jest przydługi. Pierwsza jego część to tytuł nowej serii na moim blogu (blagu? :P) opisującej moje zmagania z różnymi firmami. Druga część - o co konkretnie chodziło.

Słowem więc wstępu odnośnie tychże zmagań. Mam pecha, i to sporego. 90% sprzętu, który zakupię, jest fabrycznie uszkodzony lub wadliwy. Praktycznie w ciągu pierwszego miesiąca od zakupu, sporo spośród tych 90% ląduje na reklamacji. Pozostała część to zbyt malutkie "badziewia", żeby się o to martwić.

Co kreuje taki los? Nie mam bladego pojęcia. Po prostu tak jest i tyle. Możliwe, że ja uznaję za wady coś, co inni uznają za zwykłe zużycie lub po prostu umieją przeboleć. U mnie jest zasada: jak coś kupuję, to działa to co najmniej 2 lata bez "uszczerbku na zdrowiu". No i to by było na tyle, nic więcej.

Niniejszy wpis poświęcony jest części drugiej moich zmagań z firmą Orange odnośnie ich usługi typu Pre-Paid - Nowe Orange Go. Wydarzenia te oscylują wokół sytuacji wywołanej brakiem tzw. "idiotoodporności" systemu. Tak, tej samej, której uczą już na zajęciach z Informatyki w Liceum, przy tworzeniu arkuszy Excela, czy pierwszych programów w Pascalu / C. Ogółem, po takiej firmie jak France Telecom, człowiek spodziewałby się bardziej konkretnego podejścia. Kwestią czasu jest więc, kiedy użytkownicy Orange padną ofiarą hakerów, podobnie jak to miało miejsce z firmą Sony.

Rzecz działa się w okresie Marzec - Maj roku pańskiego 2010.

Za: Orange.pl

Mając nagranie, miałem dowód. Niepodważalny wręcz dowód, że wina leżała po stronie operatora, który nie zapewnił należytego zabezpieczenia w systemie - mały błąd mógł bowiem spowodować duże straty dla jednej ze stron.

Niezwłocznie zadzwoniłem do Orange...

...by poinformować o odkryciu i zakończyć sprawę. Było ok. godziny 15:05, odebrał pan Miłosz P. I zaczęła się rozmowa (jak zwykle: spisuję z pamięci, a było to ponad rok temu ;) ):

- Witam, nazywam się B. Krzysztof, dzwonię w sprawie wczorajszego zgłoszenia, które przyjął Pan Andrzej B. ok. godziny 23. Zgłoszenie dotyczyło niezamawianego i niechcianego doładowania konta. W tej sprawie, zgodnie z zaleceniem pana Andrzeja, wysłałem do Państwa mail z prośbą o rozwiązanie problemu. Na pewno ma Pan dostęp do tej wiadomości.
- Tak, tak, widzę. Mógłby pan jednak przedstawić sprawę?
- Oczywiście. Nieznana mi osoba z nieznanego numeru dokonała doładowania na kwotę 10 zł. Doładowanie to spowodowało deaktywację usług obniżających koszty rozmów, a także zwiększenie podstawowe ich ceny. Jest to więc działanie na moją niekorzyść. W dniu dzisiejszym, parę minut temu, zadzwoniłem ze swojego drugiego telefonu do osoby doładowującej i spytałem o co chodzi. Za zgodą rozmówcy połączenie nagrałem i jestem gotów je Państwu udostępnić jako materiał dowodowy - na to również posiadam zgodę.
- Nie, nie, nie trzeba. Czyli mówi Pan, że doładowanie było pomyłkowe?
- Tak, dokładnie. Wynikało z błędnie wpisanego numeru - pomyłka jednej cyfry - przed czym Państwa system nie zabezpiecza.
- Rozumiem. W takim razie dopisuję tutaj do zgłoszenia podane przez Pana szczegóły.
- Czy mam Państwu wysłać tę rozmowę drogą mailową?
- Nie, proszę nie wysyłać. W ciągu 24 godzin skontaktujemy się z Panem celem rozwiązania sprawy.
- O, to świetnie. W takim razie ogromnie Panu dziękuję za pomoc. Życzę miłego dnia!
- Miłego dnia i do usłyszenia.
- Do usłyszenia.

Powtarzam, zapis jest z mojej pamięci, a ona bywa zawodna ;) Może się okazać, że treść tej rozmowy mi się zlała z którąś inną... tak czy siak, ogólny przebieg był bardzo podobny. Zaoferowałem materiał dowodowy, nie chciano go, dodano zgłoszenie, że sprawa została wyjaśniona przez klienta i miałem czekać 24 godziny. Niech więc będzie ten jeden dzień, a że zależało mi na czasie...

Za: 1389blog.com

...24 godziny później...

...zadzwoniłem do Orange ponownie. To była jedna z najzabawniejszych rozmów z Orange, jakie miałem w swoim życiu. Odebrała Pani Maria S., wyraźnie czymś podenerwowana. Na wstępie standardowa formułka, grzeczności, przedstawienie siebie i sprawy. A dalej...

- ...zostałem poinformowany, że odpowiecie Państwo w ciągu 24 godzin, ponieważ jednak nikt nie zadzwonił, postanowiłem sam zadzwonić i spytać się o postępy.
- Ale jak to?!
- No... normalnie, mieliście Państwo rozwiązać ten problem.
- Ale to niemożliwe!
- Słucham?
- Nikt na pewno nie podał Panu takiej informacji, musiał się Pan pomylić!
- Nie do końca rozumiem. Wczoraj, o tej samej godzinie, otrzymałem taką informację, a teraz Pani twierdzi, że nie?
- No ale w systemie nie ma nic takiego!
- No dobrze, to jak to Pani wyjaśni?
- JA NIE ZAMIERZAM NIC PANU WYJAŚNIAĆ!
- Czy mogłaby się Pani uspokoić?
- PRZECIEŻ JA JESTEM SPOKOJNA!
- Krzyczy Pani na mnie, a ja sobie tego nie życzę.
- WCALE NIE KRZYCZĘ!
- Rozumiem. Czyli nie otrzymam żadnej odpowiedzi, i mam czekać na Państwa decyzję drogą mailową, tak?
- TAK! I MOŻE TO BYĆ ZA 2 DNI!
- W takim razie, życzę miłego dnia. Do widzenia.
- DO WIDZENIA!

Uff... ostro, nie? ;) Podejrzewam, że tamtego dnia musiało się stać coś bardzo stresującego, bowiem zazwyczaj pracownicy Orange nie krzyczą. Choć, przyznam szczerze, raz się zdarzyło, że któraś konsultantka - nie dam głowy, czy nie ta sama - wykrzykiwała mojemu tacie do słuchawki, że nie ma możliwości ustawienia jakiejś taryfy, podczas gdy ona była ;) Ale, mniejsza o to. Ja zakładam, że to nie jest jej wina, ani operatora, tylko sytuacji losowej. I przy tym zostańmy.

Tak czy siak, ja nie mogłem normalnie rozmawiać, a Orange nie odpowiadało. Więc chyba mi się nie dziwicie, że dwa dni później zadzwoniłem znowu? Ok, moja strata, wydałem na te telefony więcej pieniędzy (1,22 zł / szt.) niż mogłem stracić ignorując to. Ale tu już nie chodziło o pieniądze. Tu chodziło o to, że zostałem oszukany, a ja tego toleruję...

Odebrał Pan Andrzej G., którego nie omieszkałem poinformować, że w poprzedniej rozmowie zostałem niesłusznie skrzyczany i sobie tego nie życzę. Oczywiście, obiecał wprowadzić tę informację do... tak, systemu ;) Spytałem jak postęp prac. Informacja w dniu poprzednim została przekazana do odpowiedniego działu, analizują sytuację. Odpowiedzi mogę się spodziewać w ciągu ok. tygodnia, nie sądzi, żeby miało to trwać dłużej.

10 dni później...

...nadal nie było odpowiedzi. To co? Dzwonimy? Pani Konstancja B. bardzo uprzejmie odpowiedziała, że sprawa jest w toku. Taa... w toku...

Za: Imageshack.us, Soszial.pl, montaż własny

8 marca 2010r.

Zgłoszenie nastąpiło w dniu 9 lutego 2010r., odpowiedź mailowa 8 marca 2010r. Liczymy: luty 2010 miał 28 dni, zatem od zgłoszenia minęło 19 dni. W sumie z marcem, czekałem na odpowiedź 27 dni - 3 dni krócej, niż maksymalny dozwolony ustawowo okres. Najciekawsze, że odpowiedź... nie wnosiła wiele do tematu.

Dziękujemy za korespondencję oraz przekazane dane.

W odpowiedzi informuję, że sprawdziłem sytuację na koncie Pana numeru. Doładowanie zrealizowane w dniu 09.02.2010 r. zostało zrealizowane poprawnie. Operator bierze odpowiedzialność za niewykonanie lub nienależyte wykonanie usługi co w tym przypadku nie miało miejsca. Nie ocenialiśmy równiez celowości realizowanego doładowania.

Mając na uwadze powyższe ustalenia proponujemy zmianę wcześniej obowiązującej stawki na Pana numerze. Jeśli przyjmie Pan takie rozwiązanie zgłoszenia, proszę o wiadomość zwrotną z zachowaniem całości korespondencji.

Pozwoliłem sobie podkreślić co ciekawsze fragmenty wiadomości. Do nich, chronologicznie, się odniosę.

Po pierwsze - doskonale wiem, że doładowanie zostało zrealizowane "poprawnie". Ale tylko "poprawnie" - bowiem tyczy się to punktu widzenia operatora i wykonywanych operacji automatycznych. Jednak z punktu widzenia prowadzącego laboratoria na studiach informatycznych, któremu ja bym taki system przedstawił na zaliczenie z przedmiotu, system działa błędnie. Doładowano konto komuś, kto doładowania nie chciał. Brak zabezpieczenia. "2.0, Panie Pomarańczko!".

Po drugie - jak można nie oceniać celowości doładowania, gdy to właśnie to jest podstawą reklamacji? Cytuję tytuł maila: "Reklamacja - Zgłoszenie nadużycia - Działanie na niekorzyść poprzez system doładowań". Czytanie ze zrozumieniem nie boli... chociaż w sumie, w dzisiejszym społeczeństwie, nauczy... khem... uczyciele nie zapewniają wpojenia tej podstawowej umiejętności...

Po trzecie - teraz mam rozterkę. Może to ja nie umiem czytać ze zrozumieniem? Co ma znaczyć "proponujemy zmianę wcześniej obowiązującej stawki"? Której? Za połączenia, czy sms-y? Tej za 50 zł, tej za 25 zł, czy jakiejś innej? Sprzed roku, czy ostatniej? I na jaką? Miałem stawki obowiązujące przy doładowaniu za 50 zł, to dokonają korekty i wszystkie połączenia ma mieć policzone od nowa przy stawkach za 10 zł? I co z usługą "Minuty za Minuty"?

Przy punkcie trzecim, tak mniej więcej wyglądało moje rozumowanie. Owszem, założyłem, że może chodzić o "przywrócenie poprzednich stawek", jednak przy tak jednoznacznie niepasującym do tego opisu stwierdzeniu nie mogłem dać im wolnej ręki - mogli to przecież wykorzystać przeciwko mnie, i jeszcze podeprzeć się słowami: "przecież zezwolił!". 38 minut później skleciłem więc maila z prośbą o wyjaśnienie tego jednego, ostatniego zdania.

Uprzejmie dziękuję za odpowiedź. Niemniej jednak, zanim wyrażę zgodę na proponowane przez Państwa rozwiązanie reklamacji, proszę o uściślenie pojęcia "proponujemy zmianę wcześniej obowiązującej stawki". Jednocześnie pragnę przypomnieć, iż do chwili dokonania feralnego doładowania, na moim koncie aktywna była usługa "Minuty za Minuty" dla kwoty 50 zł. Jej wyłączenie również było przedmiotem reklamacji.

W związku z powyższym, jeszcze raz zwracam się z uprzejmą prośbą o wyszczególnienie, jakie stawki i usługi proponujecie Państwo w ramach rozwiązania reklamacji, oraz jaki będzie termin realizacji tego zlecenia.

Sami oceńcie klarowność mojej wypowiedzi - być może piszę nie po Polsku i trzeba było zatrudnić tłumacza? Pytam, ponieważ na odpowiedź czekałem... i czekałem... i czekałem... ba, po 9 dniach nawet drugiego maila skleciłem!

Czara goryczy się przepełnia

Zwracam się z uprzejmą prośbą o niezwłoczne przesłanie wyjaśnień, o które Państwa prosiłem w mailu z dnia 8 marca 2010r. (przesłanego do Państwa już po 30 minutach od otrzymania Państwa odpowiedzi na reklamację z dnia 9 lutego 2010r.). Nie jest to kolejna reklamacja, ani odwołanie od decyzji, i z tej przyczyny nie powinno podlegać regulaminowemu okresowi rozpatrzenia w ciągu 30 dni. Odpowiedź winna być udzielona niezwłocznie.

Jednocześnie, w odniesieniu do Państwa informacji o nierozpatrywaniu wątku celowości doładowania, dziwi mnie fakt zawarcia jej w Państwa odpowiedzi. Sprawa celowości została przeze mnie rozwiązana w dniu następnym od złożenia reklamacji, o czym natychmiast poinformowałem telefonicznie Pana Miłosza P(...) z Biura Obsługi Klienta (doładowanie zostało dokonane nieumyślnie, poprzez pomyłkę jednej cyfry w numerze odbiorcy). Taki bieg wydarzeń wskazuje operatora jako winnego nienależytego zabezpieczenia usługi doładowań zdalnych telefonów osób trzecich. Można domniemywać, że operator świadomie dopuścił się niedopatrzenia na niekorzyść klientów, w celu czerpania zysków ze zwiększonych stawek połączeń w ofercie malejącej i wynikających z nich dodatkowych doładowań.

Niezrozumiałym jest dla mnie fakt tak jawnego przedłużania przez Państwa postępowania reklamacyjnego w niniejszej sprawie. Otrzymali Państwo zestaw faktów i realną do spełnienia prośbę o przeniesienie doładowania na inny numer telefonu w Orange. Zwrócili Państwo niejednoznaczną odpowiedź w ramach rozwiązania reklamacji. Na prośbę o wyjaśnienie jednego zdania z owej odpowiedzi potrzebujecie Państwo już ponad tygodnia. Nadmieniam, że upłynęła już ponad 1/3 okresu doładowania mojego konta, w trakcie którego nie mogę normalnie korzystać ze swojego telefonu.

Ponawiam zatem prośbę o odwrotne przesłanie odpowiedzi na moje zapytanie z dnia 8 marca 2010r. odnośnie rozwiązania reklamacji z dnia 9 lutego 2010r.

Dla nieobeznanych z nomenklaturą - "odwrotne przesłanie odpowiedzi" znaczy tyle, co "zróbcie to tak, jakby to było na wczoraj". Mniej więcej. Myślicie, że to podziałało?

Miarka się przebrała

Dzień 23 marca 2010r. - brak odpowiedzi. Postanowiłem podjąć działania ostateczne, bezapelacyjnie "ciężkie działa", a zarazem chyba jedyne możliwe już do zastosowania środki.

Jakie? O tym dowiecie się w części trzeciej, po HotZlocie. Póki co - to bodaj ostatni wpis w tym tygodniu. Z tego względu: pozdrawiam wszystkich ;) Do uczestników Zlotu: do zobaczenia na HotZlocie!

Spis treści:Nowe Orange Go - Część 1Nowe Orange Go - Część 2Nowe Orange Go - Część 3Nowe Orange Go - Część 4 

Komentarze

0 nowych
MaXDemage   17 #1 02.07.2011 18:48

Koment do pierwszej linijki - BLAGU! Yess. Nie ja jeden ;> Dzisaj DP jutro, cały świat!

MaXDemage   17 #2 02.07.2011 18:54

Koment do reszty wpisu - wielkie firmy, ech~ cóż, nic tylko liczyć na to, że mi się to nie trafi.

przemo_li   11 #3 02.07.2011 21:37

Za to, że ktoś na Ciebie nakrzyczy podczas dzwonienia na infolinie czy inną linię (samo)pomocy, może pójść do sądu :) I też jest podstawą do reklamacji.

Operator ___MUSI___ takie rozmowy nagrywać/rejestrować/przechowywać, więc powinieneś też wysłać maila z prośbą o przesłanie zapisu tej rozmowy. Troszkę ostudziło by to zapędy Orage, a może nawet rozwiązało problem.

Przy okazji działa to też w drugą stronę. Jeśli "klient" krzyczy to konsultant może się rozłączyć.

Za to nie może się pierwszy rozłączyć, jeśli "klient" dobrze się zachowuje. I rozłączenie się gdy my się jeszcze nie rozłączyliśmy też jest podstawą do roszczeń (w końcu mogłeś jeszcze chcieć coś ważnego powiedzieć). Dlatego konsultantom się wpaja, że to "klient" się rozłącza pierwszy.

Wiem bo pracowałem na słuchawkach przez chwilkę.

NRN   9 #4 03.07.2011 02:00

@przemo_li, powiadasz, że za takie coś można do sądu? No proszę... tego nie wiedziałem ;)

Reflektuje ktoś na wpis o całkiem nieudanej reklamacji w sklepie RAM.net, oraz o mojej opinii o nim? Jak tak, to wcisnę go jako następnego po serii z Orange ^^

Anonimito   5 #5 03.07.2011 03:34

Ja generalnie dodam, że prawidłowo powinno się to zakończyć wycofaniem całej operacji po stronie Orange, tj. zwrot 10 PLN do nierozważnego nadawcy, przywrócenie Minuty za Minuty, rekompensata za telefony do BOK.

Natomiast kompletnie nie zgadzam się z zarzutem idiotoodporności systemu, ponieważ system nie ma myśleć za użytkownika. Tu jest ewidentny błąd czynnika ludzkiego, czyli osoby, która błędnie wklepała numer do doładowania. System powinien pozwolić na wycofanie operacji, ale nie powinien uniemożliwiać jej wykonania, bo mimo (pozornej!) absurdalności ktoś może po prostu takie doładowanie 50 zł + 10 zł chcieć wykonać i strata usługi Minuty za Minuty go nie obchodzi. Równie dobrze zablokowanie takiej opcji mogłoby być podstawą do reklamacji braku możliwości wykonania doładowania mniejszego niż 50 zł, czyli narzucenia ceny doładowania po aktywacji usługi Minuty za Minuty do momentu jej wykorzystania (bo do tego sytuacja by się przecież sprowadzała). Byłoby to śliskie nawet od strony prawnej (umowa świadczenia usług z operatorem zapewne takiej opcji nie zakłada).

System nie ma ani myśleć za użytkownika ani poprawiać jego błędów, ponieważ system nie wie, czy użytkownik tego doładowania chce, czy uważa, że jest na nim stratny i go nie chce. System nie ma za zadanie analizowanie intencji użytkownika.

NRN   9 #6 03.07.2011 03:47

@Anonimito, a kto tu mówi o myśleniu systemu za użytkownika? Moje rozwiązanie, proponowane Orange, było znacznie prostsze i oparte o powszechnie stosowane przy usłudze Przelew SMS.

Usługa Przelew SMS działa następująco:
0. (opcjonalne) Użytkownik 1 prosi o doładowanie Użytkownika 2 za pomocą specjalnego SMS-a
1. Użytkownik 2 wykonuje Przelew SMS za pomocą specjalnego SMS-a na wybraną przez siebie kwotę
2. Użytkownik 2 ma 15 minut na wycofanie usługi. W tym czasie jest powiadamiany o numerze telefonu który zostanie doładowany.
3. Użytkownik 1 otrzymuje doładowanie po 15 minutach. Stawki się nie zmieniają niezależnie od taryfy.

Jakby to miało wyglądać przy zdalnym doładowaniu?
1. Użytkownik 1 doładowuje konto Użytkownika 2 za pomocą Automatycznego Biura Obsługi Klienta
2. System (tutaj: Automatyczne Biuro Obsługi Klienta) podaje informacje które zostały wprowadzone i prosi o ich potwierdzenie
3. System wysyła do Użytkownika 2 SMS-a, z pytaniem czy znany jest mu numer telefonu oraz czy przyjmie doładowanie na daną kwotę.
4. Użytkownik 2, z pomocą kodów błyskawicznych zawartych w wiadomości (które wystarczy zaznaczyć i wybrać funkcję połączenia) może przyjąć lub odrzucić połączenie.
5. W przypadku przyjęcia, doładowanie zostaje dokonane. W przypadku odrzucenia, doładowanie zostaje odrzucone. Przy braku reakcji przez 24h, doładowanie jest automatycznie odrzucane.
6. W przypadku odrzucenia, 14-cyfrowy kod doładowujący pozostaje nadal ważny i możliwy do wykorzystania.

Chodzi więc o dwustopniowe zabezpieczenie z użyciem człowieka jako pośrednika:
- Zabezpieczenie 1: potwierdzenie danych (tego nie ma - wpisuje się raz numer, raz kod, zatwierdza krzyżykiem "i po sprawie")
- Zabezpieczenie 2: potwierdzenie chęci otrzymania doładowania (tego nie ma, i powyżej są tego efekty).

Bez dodania zabezpieczenia 2, wyobraź sobie sytuację, gdzie pracownicy Orange losowo doładowują telefony komórkowe kwotą 10 zł, powodując nagły wzrost cen połączeń u niektórych użytkowników. Byliby całkowicie bezkarni. A sytuacja taka jest w dniu dzisiejszym możliwa i nikt im nie może tego zabronić - przecież dają nam 10 zł gratis! Co z tego, że tracimy zniżki...

Tak więc Anonimito, akapity drugi i trzeci są całkowicie pozbawione sensu, gdyż analizujesz w nich sytuację nie od tej strony, od której powinieneś. Natomiast co do tego, jak powinna się zakończyć reklamacja - owszem, takie samo odniosłem wrażenie. I powinno to nastąpić już po pierwszym telefonie, choćby po to, żeby zapobiec bałaganowi. Ale tak się nie stało - i o tym opowiem w części 3, lub, jeśli się nie zmieszczę, w 4 ;)

Anonimito   5 #7 03.07.2011 04:12

Tak także da się to załatwić, ale sprawę banalnego doładowania, które czasami ktoś może chcieć wykonać szybko, bo potrzebuje kasę na koncie natychmiast sprowadzasz do rangi co najmniej przelewu bankowego zagranicznego z kodami SWIFT, IBAN etc. ;) Zaletą doładowania via SMS jest jego szybkość. Jakby to miało wyglądać tak, że mam jeszcze potwierdzać potwierdzenie potwierdzenia, to już szybciej zaloguję się np.: na mBank i doładuję tam ;)
Zamiast tego powinna być po prostu łatwa procedura pozwalająca na wycofanie niechcianego doładowania do nadawcy, najlepiej z poziomu BOK. Logicznie rzecz biorąc jeśli doładowanie następuje, to odbiorca zwykle o tym wie. Dlatego przeciętny odbiorca nie cofałby prawidłowych doładowań (bo po co?) a błędne - mógłby, jeśliby uważał, że są szkodliwe, załóżmy w ciągu 24h od zdarzenia. Prostsze, bez karkołomnych systemów potwierdzania i adekwatne do skali problemu (po raz pierwszy coś takiego czytam, z czego wnioskuję, że przypadki błędnych doładowań są rzadkie i miałeś po prostu niebywałego pecha).
Pracownicy Orange: gdyby robiono to losowo - wcześniej, czy później liczba użytkowników dotkniętych problemem byłaby wystarczająca, aby podejrzewać przekręt i sprawa w dobie Internetu zostałaby rozdmuchana do takich rozmiarów, że winnych by namierzono. Nie wiem jednak czemu zaraz zakładasz, że operator chce Cię złośliwie przekręcić na kasę i jest oszustem. Orange swoje za uszami ma, ale jeśli już masowe wałki robią, to jednak w granicach prawa ;) Akurat Orange jest w tym mistrzem, wszak uczy się od najzatwardzialszego monopolisty - TP :)
W każdym razie życzę powodzenia, bo oczywiście czepiam się detali, natomiast ogólnie masz rację i gdyby Orange było bardziej elastyczne, to sprawę załatwiliby po pierwszym telefonie - tak powinno się to skończyć.
PS: Do dobreprogramy.pl: enter w tekście w polu komentarzy moim zdaniem powinien jednak wstawiać jeden "br", nie dwa - byłoby bardziej WYSIWYG (albo to zasługa Opery 11.50?)

Anonimito   5 #8 03.07.2011 04:23

Błąd - oczywiście miałem na myśli nie przy doładowaniu SMS, tylko zdalnym, noc nie sprzyja myśleniu ;) Ale reszta bez zmian, czyli metoda cofania doładowań rozwiązałaby problem, bo potwierdzenia spowodowałyby utrudnienie dla większości osób kosztem zabezpieczenia się przed pojedynczymi przypadkami.

Sorry za błąd ;)

NRN   9 #9 03.07.2011 13:02

@Anonimito, wyśpij się ;) Masz rację, chodziło o doładowanie zdalne, ale naraz mówiłem, że nie mam na myśli zabezpieczenia opisanego przez Ciebie, tylko te "oparte o Przelew SMS" ;)

Przyznaję, trochę to utrudnia, ale w mojej opinii warto, jeśli ma to nas zabezpieczyć. Skoro na Przelew SMS nikt nie narzeka, to dlaczego miałby na zwykłe zdalne doładowanie?

BTW. Jak to wygląda w innych sieciach? Bo może złożyć pozew o możliwość działania na niekorzyść przez niezabezpieczoną furtkę w systemie? :D

NRN   9 #10 03.07.2011 13:06

@Anonimito, Dwa entery wstawiają :P

@Anonimito w dalszym ciągu, nie zauważyłem poprzedniego komentarza. Owszem, fajna byłaby metoda z BOK, ale ona... wymaga nakładu finansowego w wysokości 1,23 zł, co może być sporym wydatkiem dla niektórych. Poza tym, łatwiej wybrać opcję w SMS-ie i kliknąć "zieloną słuchawkę" jako potwierdzenie, niż dzwonić do kogoś, podawać PUK, podawać numer telefonu i tłumaczyć że coś tam blablabla itp. :P

Ave5   8 #11 03.07.2011 16:01

Ten numer z enigmatyczną odpowiedzią na pytanie jest niestety często stosowany, absolutne mistrzostwo w tym mają niektórzy sprzedawcy na Allegro. Nie wiem czy to z powodu braku czasu/weny/chęci/umiejętności złożenia klarownej odpowiedzi, czy ze sprytu, ale 99% moich zapytań o przedmioty skutkuje odpowiedziami wywołującymi więcej pytań :)

wampir_   3 #12 04.07.2011 11:06

@NRN
"Reflektuje ktoś na wpis o całkiem nieudanej reklamacji w sklepie RAM.net, oraz o mojej opinii o nim?"

Oczywiście, że tak. Twoje wpisy są bardzo interesujące - można się też trochę nauczyć lub zastanowić jak w takich trudnych przypadkach postępować.

Poza tym bardzo dobrze się je czyta, więc dopóki masz tematy i chęci - nie ograniczaj się :)

Odniosę się jeszcze do sytuacji - trudność z jej załatwieniem może polegać na tym, że możliwości rozwiązania tego problemu i wykonania pewnych operacji na kontach abonentów nikt nie przewidział. Może nawet należało je dopiero wdrożyć, a wszyscy udawali przed Tobą, że sprawa będzie lada moment załatwiona. Mówiąc krótko, pracownicy Orange, którzy się zajmowali sprawą nie mieli możliwości zmiany stawek za połączenie (chociaż usługi na pewno mogą włączać / wyłączać). Ale to tylko taka moja niezbyt przekonująca hipoteza ;)

To oczywiście nie zmienia faktu, że winny jest operator - czy dlatego, że nie przewidział takiej sytuacji więc nie mógł jej załatwić, czy dlatego, że z niezrozumiałych względów nie chciał.

Banan   10 #13 04.07.2011 13:39

Chcemy więcej, chcemy więcej !!! Już się nie mogę doczekać części 3 =P

Jaahquubel_   12 #14 04.07.2011 16:26

Dotąd omijałem twoje wpisy z tej serii, ale po przeczytaniu wpisów o Orange, obiecuję poprawę.

  #15 04.07.2011 19:40

Proste zabezpieczenie, czy zgadzasz się na odbiór doładowania?.... rozwiązałem problem nie do przeskoczenia dla Orange ;P

MaRa   7 #16 05.07.2011 14:32

Inteligencja wiąże się z przewidywaniem konsekwencji własnych działań. Widocznie komuś po stronie Orange zabrakło inteligencji i nie przewidział skutków takiej taryfy. Albo przewidział i to było celowe. Bo jeśli nie było celowe, to Orange powinno pozytywnie rozpatrzeć reklamację i wprowadzić poprawkę w systemie.

  #17 05.07.2011 17:49

W sumie na RAM.neta to reflektujemy... nie przepadam za tym sklepem, więc chętnie się pośmieje ;p

PLI52KA   4 #18 05.07.2011 19:02

Jeszcze jeden, jeszcze jeden! ja również czekam na 3 część :]

  #19 05.07.2011 19:41

10 dni później...
...nadal nie było odpowiedzi. To co? Dzwonimy? Pani Konstancja XXXX bardzo uprzejmie odpowiedziała, że sprawa jest w toku. Taa... w toku... - skasuj nazwisko tej konsultantki.

NRN   9 #20 07.07.2011 14:25

@r, bardzo dziękuję :)

CZARNY15   4 #21 08.07.2011 19:07

"Tu chodziło o to, że zostałem oszukany, a ja tego toleruję..."
Też czekam na trzecią część :)

MaRa   7 #22 10.07.2011 23:34

Ja ostatnio składam reklamację w TakTaku, w zależności od skutku prawdopodobnie opiszę sytuację.

Ogólnie wygląda tak - miałem już jakieś środki na karcie, załadowałem za 50 zł, wygadałem za 6 zł, wysłałem SMSów za 2 zł, do tego może doszło 9zł za "internet bez ograniczeń" (100MB/miesiąc, później ograniczenie przepustowości). Proste sumowanie pokazuje, że zużyłem maks. 20zł (nie zgaduję, według bilingów). A zostało... 15 zł.

Zaglądam do bilingów, a tu pozycje typu: 3KB pobrane za kwotę 5.81zł, 0B pobrane za kwotę 4,35zł, 662KB za kwotę 0zł itd.
A płacę ryczałtem, te 9zł.
Wygląda to tak, jakby "zapominali", że płacę ryczałtem i naliczali opłatę (zresztą wyssaną z palca). Później chcą potrącić za internet 9zł, ale nie mają z czego, więc naliczają opłaty za transmisję według cennika.
Potem sobie "przypominają", że powinno być ryczałtem, więc zwracają sprzed tego potrącenia 9zł którego nie mogli pobrać. Kiedy już zwrócą, to i tak po terminie próby pobrania 9zł opcja internetu nie była aktywna, bo nie była opłacona, więc liczą jak za zwykłą transmisję, przy okazji potrącając sobie opłatę z tego co zwrócili za niesłuszne naliczenie.