Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

"My na ten spam z automatu odpisujemy..." - o nauczycielach słów parę z punktu widzenia Trenera SNT

Dzień dobry, Krzysztof Borowiak z tej strony, "Szkoła Nowych Technologii" Microsoft - szkolenia dla uczniów. Czy mogę rozmawiać z opiekunem szkoły, Panem X?
Od listopada zeszłego roku dane mi było dzwonić do szkół z takim zapytaniem. Mówiąc "do szkół", mam tu na myśli 21 placówek oświatowych na poziomie ponadgimnazjalnym. Obszar mojej działalności obejmował okolice Poznania (zasięg: ok. 120 km) oraz... Krakowa (zasięg ok. 60 km). Szkolenia prowadziłem przeważnie z kolegą Staszkiem, o którym pewnie parę razy w niniejszym wpisie wspomnę, tym niemniej, całą organizacją zajmowałem się osobiście. I przyznam Wam szczerze, było ciekawie...

Szkoła Nowych Technologii

Faktem jednak jest, że zacząłem niniejszy wpis niejako "od środka". A gdzie tu początek? Wróćmy może do mojego starego wpisu, Od Sesji do Prelegenta z elementami IT-owymi - część 1 (i ostatnia). W niedoszłej części 2, napisać miałem właśnie o SNT. Ale jako, że tego nie zrobiłem, napiszę o tym tutaj.

SNT to program pilotażowy MS na obszarze RP (wybrano nas z całego świata, yay!), mający na celu m.in. sprawdzenie potencjału młodzieży szkół średnich. Okres trwania pokrywa się z okresem trwania konkursu High School Tech Hero: od 1. listopada 2011 do 31. maja 2012. W ramach programu, szkoła-uczestnik otrzymywała:

  • Darmowe szkolenia dla uczniów od Microsoftu
  • Darmowy dostęp do platformy DreamSpark dla uczniów na okres 12 miesięcy
  • Możliwość wzięcia udziału w konkursie (do wygrania m.in. konsola, smartfon* z WP7, oraz wyposażenie do pracowni robotyki dla szkoły)
  • Darmowe szkolenia dla nauczycieli od WSIP
  • Darmowe konferencje dla dyrekcji
  • Oficjalne zaświadczenie, dyplom i tytuł "Szkoły Nowych Technologii"
Tak, dobrze widzicie. Microsoft rozdaje coś za darmo. I to nie byle co - szkolenia bowiem nie były wcale "czysto promocyjne". Owszem, przyznaję, wszystkie technologie były bliżej lub dalej związane z Microsoftem, a na liście 5 podstawowych tematów, 1 był niejako "promocyjny". Ale co z tego, skoro uczniowie otrzymują oprogramowanie i konkurs, nauczyciele własne szkolenia, a dyrekcja konferencje? Ogólnie, o kwestii pojawienia się na liście "profitów" tych konferencji bym coś napisał, ale nie jestem pewien, czy nie naruszę tym zasad podpisanego z Microsoftem NDA, stąd może lepiej ten temat pominąć :P

Tak czy siak, oferta była "godna". Jak zareagowały szkoły? Początkowo niemrawo, jednak pod koniec terminu zgłoszeń, chętnych nagle przybyło. Spośród wszystkich aplikacji, wyselekcjonowanych zostało ok. 700-800 placówek z całej Polski. Przerosło to dwukrotnie oczekiwania organizatorów projektu, stąd powołano drugi nabór na stanowisko Trenera, poza pierwotnym z września. Ano właśnie, nabór. Nie wspomniałem Wam, kto prowadzi szkolenia w imieniu MS. Już tę kwestię uściślam.

*- niech już będzie, że zaakceptuję nazwę "smartfon" :P

Studenci na Umowę o Praktyki

Zasady są proste:
  • Student należy do "Grupy .NET" lub "Grupy IT" działającej przy jego Uczelni / Wydziale
  • Student zgłasza się na bezpłatne praktyki
  • Student odbywa szkolenie w siedzibie Microsoft Polska
  • Student szkoli w placówkach oświatowych ze swojego regionu (min. 20 godzin)
  • Microsoft pokrywa częściowo lub całościowo koszty podróży do szkół spoza obszaru zamieszkania
  • Microsoft ustala z Uczelnią Trenera zaliczenie Obowiązkowych Praktyk poprzez szkolenia w ramach SNT
  • Microsoft zapewnia dostęp do oprogramowania MS Office 2010 Professional na czas współpracy (w ramach usługi Office365)
  • Microsoft zapewnia nagrodę dla osób, które wyrobią ponad 30 godzin szkolenia w postaci myszy MS Touch Mouse oraz zaproszenia na imprezę końcową
20 godzin oznacza przerobienie 5 godzin w 4 szkołach. Ja przerobiłem szkół 21, z czego większą część pół na pół ze Staszkiem. Ogólnie, ja wykonałem więc 64 godziny szkolenia (ponad 3-krotność normy, drugie miejsce w klasyfikacji Trenerów), a Staszek 50 godzin (2,5-krotność normy, trzecie miejsce w klasyfikacji Trenerów). Całkiem sporo, nie sądzicie? W szczególności, że to w sumie w większości praca charytatywna :P Pierwotnie bowiem przewidywane były nagrody dla osób aktywnych, jednak grupa trenerów z pierwszego naboru uznała, że nie ma co prowadzić do wyścigu szczurów, i sprawiła, że niezależnie od starań, każdy aktywny (tj. kto wykona min. 30 godzin) otrzyma mysz. Cóż, podejrzewam, że byłbym jednym z tych co by wyszli z telefonem z WP7 lub z konsolą, jako, że ze Stasiem zajmujemy szczytowe miejsca w rankingu. Ale nie ma co ubolewać - szkoliłem głównie dla przyjemności :) Ważna jest satysfakcja.*

*- Znajdźcie mi jeszcze paru ludzi myślących w ten sposób, tylko spoza SNT. Bo tutaj przyznam, że paru ich jest - chociażby Leszek z pierwszego miejsca w klasyfikacji, ponad 80 godzin szkoleń, czy Michał z pozycji czwartej - 49 godzin. Brawa dla nich!

Tematyka

  • Programowanie dla Windows Phone 7
  • Programowanie dla "Kinect for Windows"
  • HTML5 - podstawy
  • Oprogramowanie WebMatrix i CMS Umbraco
  • Usługi Windows Live
Dodatkowo, jeśli w jakiejś szkole poziom znajomości zagadnień z dziedziny Informatyki "leżał i kwiczał", mogliśmy prowadzić szkolenia np. z Kodu Game Labs, zamiast z WP7 i Kinect'a. Ot, furtka awaryjna.

Najważniejsze jednak jest to, że o każdym z tematów mamy 45 minutową prezentację. Tak, pojedyncza, "godzinna" prelekcja to 45 minut. W rzeczywistości, obowiązywała zasada, że dana prezentacja musi trwać minimalnie 30, zaś maksymalnie 60 minut. W przypadku mojego zespołu, wszystkie prelekcje poza ostatnią trwały w zakresie 45-60 minut, natomiast "Usługi Windows Live", jako najmniej treściwe, bo mówiące o profitach z założenia konta i o obsłudze obecnych tam narzędzi, skracaliśmy do 30 minut. Żeby jednak nie było nieuczciwie, w ramach tej jednostki dodawaliśmy jeszcze informacje o konkursie ("High School Tech Hero") oraz naszej Uczelni, tj. Politechnice Poznańskiej i Wydziale Informatyki.

W niektórych szkołach, zamiast prelekcji, prowadziliśmy warsztaty - ale to już szczegóły :) Tym niemniej, warto zauważyć jedną kwestię - prelekcje i warsztaty, które prowadziliśmy, to ledwie wierzchołek góry lodowej. Tak naprawdę, naszym zadaniem było pokazać uczniom nowe technologie, zapoznać ich z nimi, zainteresować, oraz podać źródła do samodzielnej nauki. Nikt myślący logicznie nie uwierzyłby przecież, że w 45-90 minut jesteśmy w stanie kogoś nauczyć od zera programowania w języku C# dla Windows Phone 7! Nikt poza...

Ogólnie o szkołach

...nauczycielami. W tym miejscu wracamy do poruszonego na początku wątku - szkół i zachowania ich kadr. Przyznam szczerze, że ogólnie nie było tak źle. :) Ot, zdarzali się nauczyciele "normalni", jak też ci nieco pewniejsi siebie i bardziej wymagający. Ci drudzy często liczyli na to, że jesteśmy w stanie zrobić coś więcej niż opisałem wyżej. Naprawdę głupio było mi im tłumaczyć, że nie jestem w stanie ich uczniów nauczyć całego HTML5, wraz z CSS3 i JavaScriptem od zera do milionera w ciągu 90 minutowych warsztatów. Zdarzali się też nauczyciele zrezygnowani i "pozwalający na szkolenie z łaski", bo "a nuże któremuś się to przyda, choć to w sumie wymówka, żeby nie iść na lekcje". Owszem, parę szkół, gdzie odniosłem takie wrażenie, się trafiło. Ale wymieniać ich z nazw nie zamierzam, gdyż wielokrotnie był to po prostu wynik zbiegu okoliczności.

Ok, fakt, jeden taki przykład muszę dać, aby nie wypaść gołosłownie. W jednej ze szkół na południe od Krakowa, po długiej, kilkuset kilometrowej podróży z Poznania, dowiedzieliśmy się, że uczniów nie będzie zbyt wielu, gdyż... w szkole odbywa się tego dnia "Dzień Sportu". No cóż, szkoda, że dowiedzieliśmy się o tym od Sekretariatu w dniu szkolenia, a nie od Dyrektora, z którym się umawialiśmy parę tygodni wcześniej. Tak, czy siak, szkolenie przeprowadziliśmy dla całkiem aktywnej, choć skromnej grupy uczennic. I było naprawdę miło, a dziewczyny szybko łapały temat :)

Smutek, żal i przykrość

Skupiając się jednak na tym, co było dla szkoleń charakterystyczne - to te właśnie uczucia zdarzało się nam odczuwać dość często. Na szczęście, nie mogę powiedzieć, że najczęściej :)

Spróbujcie wyjaśnić fakt, jakim jest to, że nauczyciel-opiekun opuszcza placówkę przed zakończeniem szkoleń, gdyż "skończył godziny pracy". Ja rozumiem, rodzina, dzieci, życie prywatne... ale jak się jest nauczycielem, jak się z kimś umawia szkolenie, to jest się nim całym sobą, i dba się o uczniów. Opiekuje się nimi, a nie zostawia pod opieką zupełnie obcego człowieka, a co gorsza, studenta na praktykach. I co, ja mam brać odpowiedzialność za czyjąś, całkowicie obcą mi klasę? Za 15-30 osób, na które nie mam nawet tak prostego "haka" jak możliwość wpisania minusa, jedynki lub nagany do dziennika? Zwracam uwagę, że bycie nauczycielem to praca 24/7, ciężka, wymagająca i wyniszczająca, ale przynosząca ogromną satysfakcję, gdy uczniowie wykazują postępy. Coś o tym wiem, bo Trener to też forma nauczyciela, choć niezupełna (więcej o tym napiszę dalej). Mam jednak wrażenie, że takie podejście do tego zawodu jest rzadkością.

Innym przykładem utrapienia, były niektóre grupy uczniowskie. Wyobraźcie sobie: mówicie nowinki dotyczące Kinecta, skaczecie przed sensorem, aby rozbawić słuchaczy i zainteresować ich tematem, próbujecie, aby prezentacja zapadła im w pamięć, a tu nagle jedna z uczennic otwiera plecak i zaczyna rozpylać po sali ogromne ilości perfum o silnej woni wanilii. Powodzenia w powstrzymywaniu kichnięcia :) A wyjaśnienie zachowania? "Ot, tak jakoś". W sumie, prawdziwie zabawne było, gdy ta sama uczennica, na pytanie: "co jest kluczem do sukcesu dla kogoś rozwijającego się w dziedzinie Informatyki?" odpowiedziała z głosem pełnym niemal świętego przekonania o poprawności swojej odpowiedzi: "Łóżko?". I bynajmniej nie chodziło o sen, co potwierdziła chwilę później. Cóż, myślałby kto, że trening, pisanie kodu i ciągła nauka... :P

Takich przykładów mógłbym mnożyć. Przedstawię Wam jednak jeszcze tylko dwa inne, w mojej opinii najważniejsze. Oba tyczą się nauczycieli, o dziwo, z tego samego miasta na literę S.. Zbieg okoliczności?

Przykład 1: Nauczyciel niedowiarek

Szkoliłem swego czasu w jednej ze szkół w rzeczonej miejscowości. Tematyka szkolenia: Google SketchUp 8, edycja darmowa. Ot, podstawy tworzenia brył, brył obrotowych, oraz budowa prostego domku z wyposażeniem wnętrza własnej roboty. Na koniec, eksport. Dodatkowo, troszkę teorii na temat grafiki 3D. Całość trwała ok. 3 godzin, wliczając w to prelekcję oraz warsztaty. To, co zauważyłem, to gigantyczna wręcz aktywność uczniów. Ba, niektórzy wykazywali nawet dość zaawansowaną znajomość tej aplikacji. Żyć nie umierać, nie sądzicie? I wszystko byłoby super, gdyby nie ich nauczyciel.

Spytałem opiekuna szkoły dla tego konkretnego szkolenia, dlaczego nie zgłoszono placówki do udziału w SNT. Otrzymałem zaskakującą dla mnie, i wręcz żenującą odpowiedź, że uczniowie w tej szkole są nieaktywni, niechętni do zadań ponadprogramowych, a ogólnie to nikt tu nie ma takiej wiedzy, żeby w ogóle słuchać o nowych technologiach. Chwila, to co ja, jakichś innych uczniów widziałem? Jakoś mi się nie chce wierzyć. Tym bardziej, dziwi takie podejście nauczyciela, gdy szkoła narzeka na brak dofinansowania unijnego, i w efekcie brak szkoleń dodatkowych, poza tymi darmowymi. SNT BYŁO DARMOWE! Ale przecież dla tych uczniów to za wiele, nauczyciel wie lepiej...

Przykład 2: Nauczyciel "hejter"

Historia, która zdarzyła mi się parę dni temu. Ponownie, jakaś szkoła w tej samej miejscowości. Pierwszy telefon, zgłasza się Sekretarka. Na szczęście nie automatyczna, żywa :P Przedstawiam się tak, jak na początku niniejszego wpisu, wyjaśniam, że zastępuję koleżankę Monikę, która kontaktowała się już wcześniej. I już pierwsze zaskoczenie: "jaką koleżankę Monikę?". I nikt nic nie wie. Dziwne, zważywszy, że Monika wspomniała o wstępnie poczynionych ustaleniach... Ostatecznie, po paru minutach produkowania się, zostałem przełączony do V-ce Dyrektor szkoły. Zostałem przyjęty ciepło i w miarę wysłuchany (ponownie się parę minut produkowałem), jednak z pewnych "przyczyn osobistych" zostałem "spławiony" i zaproszony do kontaktu mailowego. Odpowiedź miałem dostać dnia następnego. Jak myślicie, dostałem? :P Jeśli w to uwierzyliście, to najwyższa pora przejrzeć na oczy. Jesteśmy przecież w Polsce...

Po dwóch dniach, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami z sekretariatem, skontaktowałem się ponownie. Po trzech próbach w końcu trafiłem na Nauczyciela-Opiekuna szkoły w ramach SNT. Nauczyciela, który nie miał bladego pojęcia, że tym opiekunem jest! Dopiero ja uświadomiłem go, że do tej roli został zgłoszony. I tu ciekawostka, bo z moich (nieoficjalnych niestety) źródeł wynika, że Dyrekcja szkoły wzięła udział w konferencji dla dyrektorów, a Nauczyciele w szkoleniach dla kadry nauczycielskiej. Jak więc Pan Opiekun wymigał się od wiedzy, czym jest SNT? Nie mam bladego pojęcia. Szkoda mi tylko jego uczniów.

Najciekawszy jest jednak fakt, że gdy usłyszał słowo "Microsoft", zadziałało to niczym "Windows" na 14-letniego fanatyka otwartego oprogramowania. Nie, nie mam tu na myśli webnulla, tudzież Banana, broń Boże, bo chłopaki mają swoje pasje, swój sposób pisania, i idzie im nieźle. No dobra, ten pierwszy czasem mocniej człowiekowi dowali, ale wciąż, poziom merytoryczny jakiś sobą reprezentuje. A ja mam tu na myśli takiego "typowego", niedorośniętego "hejtera", który uważa system Windows za "zło konieczne" i w ogóle sieje strach i zamęt wśród niezorientowanych w temacie użytkowników.

Ogólnie, dostało mi się od oszustów, nieuczciwej promocji, oraz prania mózgów młodzieży. Oskarżono mnie o bycie winnym, że serwer IIS nie działa prawidłowo na szkolnych maszynach (sic!), oraz poinformowany, że w całej szkole stosuje się rozwiązania otwartoźródłowe, bo Windows nie daje rady (i to też pewnie moja wina). Ba, "wszyscy uczniowie korzystają w domach z Linuxa!" - usłyszałem. Prędzej mi kaktus na dłoni wyrośnie, niż uwierzę, że kilkuset uczniów korzysta TYLKO z rozwiązań otwartoźródłowych dlatego, że są one promowane z dużym naciskiem przez szkołę. Kto tu komu pierze mózg, co?

Ale najgorsze było podejście tego nauczyciela względem tzw. okazji, czyli darmowych szkoleń, które za cenę drobnej promocji, niosą za sobą dość sporą wiedzę merytoryczną dla uczniów. Spytałem go bowiem, dlaczego przy takim podejściu zgłoszono szkołę do programu prowadzonego właśnie przez firmę Microsoft.

My na co dzień dostajemy 5-10 tego rodzaju SPAM-u [?!], już odruchowo na to odpowiadamy twierdząco, a to i tak się rozmywa i nic z tego nie wychodzi. Ot się klika, wpisuje, i czeka aż wygaśnie.
Ok, czyli zgłaszają szkołę do WSZYSTKIEGO "bo tak", zajmują cenne miejsca, które zająć mogliby uczniowie z innych, chętnych do współpracy placówek, po czym zostawiają sprawę, aż sama wygaśnie. Rzekłbym, że to fachowy trolling, ale nie chcę tu nikogo broń Boże obrażać. Po prostu aż z żalu człowieka skręca, że tacy ludzie decydują o edukacji naszego społeczeństwa.

Radość, satysfakcja i uśmiech od ucha do ucha

Trochę powyżej ponarzekałem. A jak ogólnie wygląda dla mnie praca Trenera SNT? Owszem, jest zawsze trochę niechętnych uczniów, ale gdy po szkoleniu zbiega się dookoła mnie grupa chętnych do wzięcia udziału w konkursie, zapalonych do idei, albo po prostu ciekawych dodatkowej wiedzy, uczniów, odczuwam niesamowitą wręcz radość i satysfakcję. To jest to! To jest ten entuzjazm! Jak to mawia szef, jest SIŁA! (nie, szefem nie jest Burneika :P ). Uczniów szkół średnich nie trzeba nawet zachęcać do aktywności, wystarczy tylko dostarczyć im odpowiednie narzędzia i zapalonych do swojej pracy nauczycieli!

Właśnie dlatego "wziąłem" tak "perfidną", bezpłatną robotę. Dla tej satysfakcji i radości z dawania. No i możliwości szkoleń wyjazdowych, które są pewnego rodzaju odskocznią - przyjemne z pożytecznym ;) Sami przyznajcie - 2 godziny jazdy w jedną stronę, 3 godziny szkolenia w jednej szkole, przerwa na przejazd między szkołami, 3 godziny szkolenia w drugiej szkole, i jeszcze kolejne 2 godziny jazdy powrotnej. Razem 10-11 godzin pracy. Zaczyna się o 6 rano, kończy o 17. A wszystko za darmo, jedynie koszty podróży szacunkowo pokryte. Choć nie powiem, ja ze Stasiem mieliśmy o tyle dobrze, że na dalsze wyjazdy to i kwaterunek, i fundusze na wyżywienie się znalazły.

Wierzę, że pozostali trenerzy SNT również szkolili z zapałem, aby dać z siebie jak najwięcej, i aby młodzież szkolna wyrosła w przyszłości (nie, to naprawdę nie hasła propagandowe, przecież nie politykuję :P ) na ludzi światłych, rozwiniętych i inteligentnych, nie bojących się nowinek i umiejących stosować je w codziennym życiu.

Podsumowanie w kwestii nauczycieli

Nauczycielem nie może być ktoś, kto myśli, że ma wiedzę, i lecąc po podręczniku klepie głupoty, bez ich sprawdzenia, nie wierząc ponadto w uczniów. A z takimi osobami było mi dane się parę razy spotkać. Na szczęście, to tylko pojedyncze przypadki, choć szkoda, że w ogóle takie się zdarzyły.

Nauczyciel, to ktoś, kto wybrany podręcznik przebadał co najmniej raz, bo wie, że nie może wybrać czegoś nieznanego dla swoich podopiecznych.

Nauczyciel, to ktoś, kto w swoim podręczniku ma zaznaczone wszystkie błędy i te błędy wskazał wydawnictwu.

Nauczyciel, to ktoś, kto korzysta nie tylko z tego jednego podręcznika, ale z wielu innych pozycji naukowych.

Nauczyciel na bieżąco się rozwija, i nigdy sam nie przestaje być uczniem. Bada w Internecie nowinki na temat tego, o czym uczy.

Nauczyciel dostarcza uczniom na bieżąco świeżą wiedzę.

Nauczyciel musi potrafić uzyskać autorytet wśród uczniów, a zarazem stać się "jednym z nich".

Nauczyciel musi wykazywać się perswazją, siłą charakteru i odpornością na stres. Powinien być krasomówcą, którego wręcz chce się słuchać, oraz którego lekcje są ciekawe, choćby mówił o najmniej interesującym fakcie dotyczącym rozmnażania dżdżownicy.

Nauczyciel widzi potrzeby swoich uczniów, i potrafi z nich skorzystać, aby wpajać w nich wiedzę. Gdy widzi długotrwałe zmęczenie, organizuje wycieczkę w konkretne miejsce związane z przedmiotem, i prowadzi ją w sposób ciekawy. Gdy widzi entuzjazm, może przerobić dwie lekcje na jednej jednostce, aby móc w przyszłości zorganizować jakieś luźniejsze, ciekawe zajęcia. Gdy widzi, że poprzedni sprawdzian zrobił za trudny, obniża próg, a następnym razem stara się albo nauczyć więcej, albo bardziej dostosować test do poziomu swoich podopiecznych. Wie bowiem, że test sprawdza wiedzę ucznia spośród tej, którą przerobiono, a nie spośród tej, którą rzekomo powinno się przerobić.

To tylko kilka podstawowych punktów, które teraz przyszły mi do głowy. Wielu brakuje, wiele powinno zostać dopowiedzianych. Choćby wytrzymałe struny głosowe, i odporność na brak snu, gdy przez 3 dni pod rząd trzeba sprawdzać prace klasowe. Ważnym jest jednak to, co napiszę w następnym akapicie.

Jeśli ktoś zwie się nauczycielem, a nie spełnia choć jednego z powyższych warunków, to nie ma żadnego prawa tak się nazywać. Wówczas powinien nosić miano "uczyciela", który uczy, lecz niczego nie nauczy.

Powiem Wam, że ja jako trener mam łatwiej. Za każdym razem uczę kogoś innego. Nie muszę zdobywać autorytetu, bo albo go mam dzięki opiekunowi klasy, albo nawet nie mam co o nim marzyć. Ot, chociażby jak ktoś mnie zapowiedział, że jestem studentem, i prosi o wyrozumiałość... powodzenia w takiej sytuacji ;) Jako trener, nie muszę znać żadnego podręcznika na pamięć, bo takowego nie ma. Jestem tylko ja, moja prezentacja, dane z kilku źródeł wiedzy i własnego doświadczenia, oraz uczniowie, którym trzeba to przekazać. I ograniczenie czasowe, nie do przeskoczenia, bo przecież za tydzień się nie spotkam z nimi ponownie, i nie zacznę od miejsca, w którym skończyłem. Jako trener, wprowadzam ich w dany temat, i wskazuję źródła wiedzy. Niejako więc, sam w sobie jestem "uczycielem". Bo ja nigdy ich niczego nie nauczę od początku do końca, choćbym nawet z całych sił się starał.

I dlatego ja zwany jestem "trenerem", nie "nauczycielem". Tylko wiecie, ja się przynajmniej staram, w przeciwieństwie do niektórych nauczycieli. To może zmieńmy nazewnictwo? :)

Podsumowanie (tym razem faktyczne)

Pozdrawiam całą kadrę nauczycielską w Polsce. Życzę Wam, aby każdy z Was mógł być zwany nauczycielem w pełnym tego słowa znaczeniu. I życzę Wam siły i wytrwałości w Waszym postanowieniu, gdyż praca ta nie jest ani łatwa, ani lekka, ani wysokopłatna. Po prostu jest niesamowicie satysfakcjonująca, gdy przynosi efekty.
 

hobby inne

Komentarze

0 nowych
Ave5   8 #1 26.05.2012 14:53

Też miło wspominam praktyki w szkołach, i też z tym drobnym zastrzeżeniem że czasami nikt mi nie mówił zawczasu o takich rzeczach jak wycieczka czy apel :p

Banan   10 #2 26.05.2012 17:39

Jak zwykle u NRN'a dogłębnie opisany temat. Niestety nie zdradzę jakich ja mam nauczycieli informatyki, bo jeszcze się narażę =)

NRN   9 #3 26.05.2012 20:11

Dzięki Banan.
Dziękuję też anonimowej osobie, która poradziła, żeby nałożyć znak wodny na dyplom, coby ktoś go sobie nie przerobił pod siebie :)

  #4 26.05.2012 21:43

Nauczyciel - hejter od dzis jest moim idolem :P

drobok   14 #5 26.05.2012 23:02

U mnie też takie coś było. Wg mnie jest to o wiele za krótkie. Gość pogada, pogada, coś tam pokaże i dupa :) 0 ćwiczeń etc. W sumie nie było to złe (ten dreamspark xD). Matura była o napisaniu czegoś na konkurs mogłem pomarzyć >> znów lipa. Ogólnie fajna rzecz, ale wg mnie za bardzo po łepkach :)

  #6 27.05.2012 01:25

W naszej szkole nauczyciele zachęcali do tworzenia byle jakich aplikacji niemających żadnej wartości dla człowieka - nastawienie na ilość żeby szkoła "coś" z tego miała.. już wystarczająco dużo w marketplace aplikacji robionych hurtowo na jakieś akcje (typu 5 aplikacji w zamian za coś tam).

  #7 27.05.2012 01:26

"Gość pogada, pogada, coś tam pokaże i dupa :) 0 ćwiczeń etc."
Za takie rzeczy praktyczne to się płaci.. w tysiącach ;-)

NRN   9 #8 27.05.2012 02:35

Dokładnie, normalnie za takie coś się płaci w tysiącach. A np. w okolicach Krakowa miałem co najmniej 5 porządnych Warsztatów.

A inna sprawa, że zdarzało mi się na zlecenie Uczelni prowadzić za dość symboliczną (choć przyznam, niemałą ogólnie) sumę warsztaty z Kodu Game Labs, które faktycznie coś uczniom dawały... o ile chcieli to dostać. Do gimnazjalistów dotarłem, z licealistami było gorzej :P

  #9 27.05.2012 09:27

W kwestii szkolno-nauczycielsko-pedagogicznej. Jeden nauczyciel który mnie uczy twierdzi, że Linuksy nie obsługują NTFS. Do tego zajmujemy się montowaniem HDD i CD-ROM w terminalu. Drugi z kolei całkowicie olał dyskietki i stare techologie, bo "Niepotrzebne i nikt normalny tego nie używa.". Trzeci wogóle nie ma na komputerach antywirusa, a pamięci masowe to strach tam podpinać. Jedno "okrążenie klasy" i do formatowania. U czwartego dopiero zaczęliśmy Delphi po trzech latach nauki, a u piątego który mnie nie uczy, uczniowie od samego początku mają HTML5 i CSS3. Dodajmy do tego, że szkoła kupiła Windows 7 na wszystkie stanowiska komputerowe w szkole, ale nie może ich użyć z powodu wymagań CKE w kwestii egzaminów zawodowych z informatyki.

drobok   14 #10 27.05.2012 12:16

Te wymagania się za niedługo zmienią, bowiem win xp traci wsparcie.

Ja tam na swoich nauczycieli nie narzekam. Zawsze się czegoś nauczyć dało. Ja bym mógł narzekać na poziom klas, bo to przecież one chcą / nie chcą się czegoś nauczyć :))

Ja bym ten zawodowy zmienił całkowicie. Zdawać go bd za miesiąc i trochę mnie to denerwuje. Powinna być praca na komputerze. Zrobisz zdasz, nie zrobisz to nie. A nie pisania 3stron prawdopodobnych przyczyn usterki, 3 stron wykazu czynności, 4 stron prawidłowego korzystania z sprzętu komputerowego, no i przepisania treści 2x ...

Jeszcze przerwa 2miesiące od pisania, po czym siądziesz do tego i po godzinie skurcz mięśni w łapie dostaniesz i będziesz w plecy :)

  #11 27.05.2012 12:36

Popieram "nauczyciela hejtera". Szkoła powinna nauczać informatyki na wolnym oprogramowaniu. Informatyka to dział przyrodoznawstwa (fizyki) o charakterze inżynieryjnym. Nauczanie przyrody wymaga możliwości jej zrozumienia na wszystkich poziomach uorganizowania. Dlatego nie da się nauczyć informatyki na niewolnym oprogramowaniu, które jest jak "czarna skrzynka": jest sobie program i się robi takie łuuu, że działa. Można co najwyżej uczyć obsługi niewolnego oprogramowania, jednak taka wiedza nie jest przenośna i uniwersalna. Szkoły powinny używać wolnych systemów operacyjnych (np. GNU/Linux albo FreeBSD) i używać na nich wolnych programów. Mogłyby ewentualnie mieć w pracowni np. komputer z Windows albo Maca jako przykład innych platform. Szkoła to nie miejsce na marketingowe rajdy Mikromiękkiego tudzież innych firm.

  #12 27.05.2012 12:51

@qnebra
Tak, sprzęty nowe przystosowane pod Windows 7 to musi na nich zalegać XP bo egzamin zawodowy.. to jest jakieś nieporozumienie (i pomijam tutaj fakt, że regularnie na stanowiska przywracane są systemy z obrazów wykonanych jakieś 2 lata temu wraz z całym nieaktualnym softem - Firefox 4.0 wita!)

  #13 27.05.2012 13:46

@bartek46op
Znam to. Uczę się w kierunku grafik komputerowy i w pracowni mamy do tej pory Gimp 2.2.10. Na szczęście uczniowie mogą sami instalować oprogramowanie jeśli jest przestarzałe lub czegoś nie da się zrobić, tak więc ten GIMP 2.2.10 to jest oficjalnie, a tak naprawdę używamy Gimpa 2.6.12. Podejrzewam, że w tym lub przyszłym roku szkolnym będzie migracja na Gimp 2.8
Szczytem jest jedna pracownia w której na komputerach wogóle nie ma żadnego antywirusa. Serio, jedno przejście po klasie i masz hodowlę wirusów. Nikt tam nawet nie daje swojego pendriva. Bo potem te kilka giga danych do zlikwidowania. Format, skanowanie antywirusem w domu. Do tego jeszcze coroczne, a nawet częściej przywracanie Windows XP.

Druedain   14 #14 27.05.2012 18:05

Allle fajny wpis, gratuluję @NRN :)

A teraz kilka moich uwag.

Po pierwsze, postawmy sprawę jasno. Obrażasz kogoś, kiedy zaczynasz o nim mówić, że jest taki i owaki, a wcale taki nie jest. W momencie, kiedy mówisz, że ktoś jest taki i owaki i opisujesz stan faktyczny, przestaje takie coś być obrazom, bo ty te fakty po prostu stwierdzasz. Dlatego, gryzie mnie trochę, że tak zachowawczo podchodzisz do tego nauczyciela-trolla. Nie bójmy się nazywania rzeczy po imieniu!

Po drugie, gratuluję pasji, chęci i zaangażowania, bo to się ceni. Jednak wyzwanie pozostaje wyzwaniem, czyli „Znajdźcie mi jeszcze paru ludzi myślących w ten sposób, tylko spoza SNT”. A czy nie właśnie w ten sposób myślą np. uczniowie i studenci, którzy nic nie dostaną w zamian za to, że stworzą tłumaczenie dla jakiegoś programu otwartoźródłowego, stworzą do niego jakąś grafikę, bądź rozwiną fragment jego kodu?

Na koniec, w kwestii nauczycieli i tego czego niektórzy od Ciebie oczekiwali, myślę, że właśnie najgorsze co może być, to wyłożyć komuś jakiś materiał i oczekiwać, że będzie później właśnie to wiedział i tylko do tego się ograniczać będąc nauczycielem. Przede wszystkim liczy się umiejętność zachęcania ucznia do własnych poszukiwań, rozwijanie umiejętności wybierania dla siebie najlepszych narzędzi do pracy, czy unikanie schematów na rzecz osobistych przemyśleń uczniów – coś czego tak bardzo brakuje w szkołach na wielu uczelniach w Polsce…

NRN   9 #15 27.05.2012 19:26

@Druedain - ale nauczyciel musi dać do ręki to narzędzie. Nie może tylko odklepać podręcznika i pytać z tego, co inny podręcznik mówi, że powinno zostać odpytane. Powinien dokładnie i rzeczowo wskazać gdzie, co i jak. A co do obrażania czy nie - owszem, mam zachowawczy sposób wypowiedzi. Staram się podkreślić fakt, że jedynie opisuję sytuację rzeczywistą, a nie wymyślam argumenty, aby kogoś poniżyć.

@Pan Łukasz, nie zgodzę się. Popadasz ze skrajności w skrajność. Nie ukrywajmy, najczęściej na komputerach konsumenckich instalowany jest Windows i nauczanie Linuxa sprawia podwójny problem: uczeń musi się przestawić, a poza tym, wiedza ta może nie przydać mu się w życiu codziennym. W ostatnim okresie wzrósł co prawda odsetek "ucieczek" do Linuxa, bądź zakupu sprzętu markowanego przez Apple. Ale i tak nauka na systemie otwartoźródłowym to "bujda na kółkach" na równym poziomie, jak pracownie informatyczne oparte na systemach Apple'owskich. Jeśli już, to należy uczyć obsługi czegoś, co jest najpopularniejsze, a oprócz tego, prowadzić zajęcia wprowadzające do rozwiązań bardziej niszowych. (Oj teraz chyba wzbudzę wojnę popularność vs. niszowe... a zresztą, co mi tam...)

"nie da się nauczyć informatyki na niewolnym oprogramowaniu, które jest jak "czarna skrzynka": jest sobie program i się robi takie łuuu, że działa"
Aha, a kod źródłowy jądra linuxa przeglądasz w gedit na pierwszych zajęciach, no nie? :) Po pierwsze, nie uwierzę, że ze swoimi uczniami pobieracie kody źródłowe do pakietów, takich jak VLC Media Player lub LibreOffice i zaczynacie je studiować, co, kto, gdzie, jak napisał i jak to działa. Więc litości, pomiń bezsensowne teksty o "czarnych skrzynkach", którymi karmią ludzi nieobeznane z techniką trolle. Po drugie, gdzie tutaj problem stwarza zamknięte oprogramowanie? Specjalnie przygotowałem przykład na tę okazję:
Załóżmy szkołę "idealnie Microsoftową". W pracowni znajdują się maszyny z systemem z rodziny Windows 7 i Visual Studio 2010 Professional z dodatkiem ReSharper. Uczniowie mają DOSKONAŁE narzędzie do rozwoju w dziedzinach .NET i C#:
- Darmową bazę MSDN prowadzoną przez MS, a więc specjalistów (dla języka Java mamy dokumentację Oracle / Sun, więc tutaj jest remis)
- Samouczki wideo channel9.msdn.com (samouczki tworzą sami programiści, a więc podobnie do różnych for miłośników Javy)
- Autouzupełnianie kodu na najwyższym poziomie (Eclipse i NetBeans PRAWIE oferują to samo... ale "prawie robi wielką różnicę")
- Narzędzia do refaktoryzacji
Gdzie więc "zamknięte oprogramowanie" hamuje ich rozwój? Nie mogą zobaczyć budowy kompilatora? A na co to uczniowi na poziomie szkoły średniej, który ma nauczyć się jak tworzyć aplikacje z wykorzystaniem istniejących narzędzi, a nie tworzyć narzędzia do tworzenia aplikacji? Owszem, są tutaj koszty... i ogromna liczba programów edukacyjnych, gdzie koszty te redukowane są do zera.

Idąc dalej, w DOWOLNYM systemie, czyli nie tylko w Linuxie, ale także w Windowsie i MacOS, uczniowie znajdą świetne narzędzia, np. dla języka Java - Eclipse i NetBeans. Tak więc system nie ma tu nic do rzeczy.

Podaj mi ze 2-3 przykłady, w których "zamknięte" blokuje rozwój ucznia w szkole średniej. Zresztą, podaj mi ich nawet 10, jeśli znajdziesz - i jak nie ja, to ktoś inny znajdzie na nie kontrargument.

Nie mówię, że szkoła powinna być oparta tylko na rozwiązaniach MS. Ale szkoła, jako placówka OŚWIATOWA, tu uwaga, NIE MOŻE ZAMYKAĆ SIĘ NA ŻADNĄ WIEDZĘ. To nie Kościół Katolicki, który neguje Harrego Pottera oraz zabrania organizacji konwentów dla fanów sztuki japońskiej. Szkoła to też nie sekta, która ma na celu wpajanie jedną jedyną prawidłową wizję świata. Szkoła powinna uczyć wszystkiego, co potrzebne będzie w życiu, a więc w przypadku Informatyki, powinny być zajęcia w każdym z trzech wiodących rodzin systemów operacyjnych. Są na to 3-4 lata. Na wszystko starczy czasu.

W ramach ciekawostki - w moim podręczniku od Informatyki znajdowały się 3 rozdziały poświęcone podstawom systemu z rodziny Linux. Pominięto je, głównie ze względu na słabe zainteresowanie klasy Informatyką. Już nie będę się zagłębiał w szczegóły, bo nauczycielkę mieliśmy naprawdę dobrą, i dostosowującą podejście do uczniów. Ale jednak twórca podręcznika, dopuszczonego w zgodzie z polskim programem nauczania, uwzględnił i jeden i drugi system. Da się? Da się. Więc w czym problem? No w niczym! I oto piękno tej sprawy! A ludzie się o to kłócą...

Tak na marginesie, nazywanie siebie samego per "Pan", nawet w formie pseudonimu, wygląda trochę - bez urazy nieprofesjonalnie. No, chyba, że chodzi o "Piotrusia Pana" :P Jak przychodzisz na pierwsze zajęcia, na pewno nie mówisz o sobie "Witam klaso, jestem Pan Łukasz". Tytuły otrzymujesz w ramach autorytetu, prawda? Stąd uznałem, że bezpieczniej będzie przyjąć, że "Pan Łukasz" to po prostu pseudonim. W przeciwnym razie, zważywszy na ton Twojej wypowiedzi, wyszłoby z tego "zadzieranie nosa", a to w Internecie mogłoby doprowadzić do niepotrzebnej awantury, prawda? :)

  #16 27.05.2012 20:16

Nie wydaje mi się, żeby prezentacja trwająca 45 minut dała jakiś efekt poza marketingowym. Pierwsze 10-15 minut upływa na koncentrowaniu uwagi ucznia na osobie prelegenta, wszak koniecznie trzeba dokończyć omawianie BARDZO WAŻNYCH spraw absolutnie nie związanych z zajęciami. Pozostały czas pozwala tylko na zasygnalizowanie tematyki. Niektórzy piszą, że konkretne kursy kosztują konkretnie. To może zamiast 10 różnych, na dodatek nijakich prelekcji zastąpić jedną bardziej sensowną? Nie mam pretensji do prelegentów, którzy robią to, co mają zlecone. Taka akcja jak SNT mogłaby być zlepkiem reklam telewizyjnych na jakiś temat i efekt byłby taki sam. Reklamy na temat kinecta zawsze będą lepiej wyglądać w telewizorze niż na żywo. Kilka miesięcy temu było spotkanie poświęcone zastosowaniu nowych technologii w nauczaniu przedmiotów przyrodniczych. Chłopina się starał pokazać od jak najlepszej strony ipady, ale materiały miał z rynku amerykańskiego łącznie z głosem lektora. Nie lepiej byłoby zrobić prezentację pokazującą np. witryny internetowe wykonane w HTML5 i dystrybuować ją w sposób elektroniczny? Niższy koszt i każdy obejrzałby ją w czasie dla siebie dogodnym.
Panie studencie-trenerze, współczuję bardzo, że w szkołach nie padają plackiem przed Waszą Wysokością. Jakoś tak się dziwnie składa, że nie wszyscy o wszystkim muszą wiedzieć, nawet sekretarka, choć w mojej szkole sekretarka jest osobą najlepiej poinformowaną o wszystkich sprawach. A to, jakim powinien być nauczyciel to skąd student wie? Z gazet, swojego doświadczenia dydaktycznego czy może mrocznych reminiscencji z własnego życia?

Kilka lat temu była bardzo dobra akcja Microsoftu - Otwarta Szkoła. W ramach tej akcji uczniowie brali udział w specjalnych zajęciach na temat VB Net, dostali na koniec certyfikaty uczestnictwa, a szkoła otrzymała Visual Studio Net. Nauczyciel musiał przejść jakieś szczątkowe szkolenie zakończone symbolicznym egzaminem.

Ogólnie gratuluję postawy pro publico bono (ale czy na pewno? wszak praktyka przy okazji zaliczona)

NRN   9 #17 27.05.2012 21:23

@dyndal, oj, to mi "dosrałeś". :P Ale spoko, zaraz poodpowiadam, bo jak pewnie zauważyłeś, uwielbiam dopinać wszystko na ostatni guzik.

Także się zgadzam, że 45 minutowa prezentacja to mało. Dlatego zdarzały się np. 90 minutowe warsztaty, które już coś tam dawały. Dlatego łączyłem temat HTML5 i WebMatrix i przedłużałem szkolenie, żeby pokazać więcej dem, choć nie w każdym miejscu udawało się to zrobić.

W sumie, zgadzam się też z kwestią "zasygnalizowania tematyki". Może to nie wychodzi wprost, ale sam też uważam, że taki właśnie był cel SNT dla uczniów. Pokazać im tematykę i źródła, koniec. Acz zwrócę tu uwagę na to, że w całym SNT zdarzyło się parę szkoleń typu 5h wałkowanie jednego tematu (tj. HTML5 lub WP7). I to naprawdę coś dawało, ale nie każda szkoła chciała na 5 godzin pozbywać się uczniów, na jeden temat, z jednym prelegentem. Zresztą, wytrzymaj takie szkolenie, jak Ci się trafi grupa "niechętników". :)

Jeśli o zlepku reklam mowa... podejrzewam, że gdybym w ten sam sposób mówił o Javie, Linuxie, Apache'u, Wordpressie i temu podobnych, nawet słowa byś o tym nie powiedział ;) Ale ok, rozumiem, i nie mogę się tu bronić. W końcu Usługi Windows Live to była niejako prezentacja marketingowa.

Co do dystrybucji elektronicznej - ktoś niedawno napisał, że w programie e-Akademia czy jak mu tam, uczniowie przeklikują "wiedzę", przeklikują "utrwalenie" i na "byle zdać" odpowiadają w "teście". Nasi uczniowie nie dorośli chyba jeszcze do platform e-learningowych. Poza tym, koszt ich sporządzenia i dystrybucji dalece przekracza koszt opłacenia podróży kilkudziesięciu studentów. A to dopiero program pilotażowy, z naprawdę ograniczonym budżetem, który ma za zadanie sprawdzić co i jak, wybadać preferencje itp.

"Panie studencie-trenerze, współczuję bardzo, że w szkołach nie padają plackiem przed Waszą Wysokością."
To zdanie nie na miejscu. W czym problem? To źle, że oczekuję, że jeśli szkoła zgłasza się do programu, to ja, DOSTAWCA czegoś, co szkoła zamówiła, nie spotykam się z oporem z ich strony? Mam rozumieć, że zamykanie drzwi listonoszowi przed nosem jest czymś normalnym, i powinien być wdzięczny, że w ogóle miał prawo list przynieść? No litości...

"A to, jakim powinien być nauczyciel to skąd student wie?"
A to, jakim powinien być student, to skąd dyndal wie?

"Kilka lat temu była bardzo dobra akcja Microsoftu - Otwarta Szkoła. W ramach tej akcji uczniowie brali udział w specjalnych zajęciach na temat VB Net, dostali na koniec certyfikaty uczestnictwa, a szkoła otrzymała Visual Studio Net. Nauczyciel musiał przejść jakieś szczątkowe szkolenie zakończone symbolicznym egzaminem."
W ramach SNT napisałem co otrzymujecie. Uczniowie mają szkolenia, które opisałem. Nauczyciele mają szkolenia, których nie opisałem, ale o których wspomniałem. Dyrektorzy mają swoje konferencje, oraz prawo udzielenia pełnego feedbacku. I jeszcze UCZNIOWIE, a nie szkoły, dostają oprogramowanie, a więc faktyczni użytkownicy końcowi. Ach, i Szkoły dostają certyfikat "Szkoły Nowych Technologii". Faktycznie, "Otwarta Szkoła" miała szerszą ofertę. Taaaak...

Praktyki teoretycznie zaliczyłem rok temu - w formie stażu w pewnej sporej firmie medialnej. Ale uznałem, że zrobię drugie, gdyż podoba mi się to, co mam w ramach nich robić. Przyjemne z pożytecznym, najlepsza możliwa korzyść, bo korzyść dla każdego. Problem?

drobok   14 #18 27.05.2012 21:24

Ogólnie uczeń powinien mieć możliwość wyboru oprogramowania. Szkoła i tak kupi windows'a, bo jest popularny i tuki go używają do gier (tylko do gier). Różnicy w nich praktycznie nie ma. Zrobić się da to samo na obu systemach.

B0mbaj   4 #19 27.05.2012 21:29

Szkoda, ze jakos ta informacja o szkoleniach mi umknela... Ale pewnie do Krosna (okolic) bys sie nie wybral? ;)

saturno   10 #20 27.05.2012 21:38

//20 godzin oznacza przerobienie 5 godzin w 4 szkołach.//

Jeden wielki pic na wodę!
Czego można nauczyć w 5 godzin osobę której głównym zajęciem na lekcjach informatyki był cs?
Czego można nauczyć w 5 godzin osobę która w ostatniej klasie technikum informatycznego nie wie co to jest: pagefile.sys albo czym otwiera się plik z rozszerzeniem: rtf !?!

NRN   9 #21 27.05.2012 21:53

@saturno, "Ilu psychiatrów trzeba, aby wkręcić żarówkę? Jednego, ale ŻARÓWKA MUSI CHCIEĆ!". Czy winny jest zatem psychiatra? :)

  #22 27.05.2012 22:08

Bardzo fajny wpis, NRN. Widać, że ktoś tutaj ma duże zamiłowanie do tego co robi :) Powiem, że podziwiam trochę Twój zapał i zaangażowanie, bo to co robisz nie należy do najłatwiejszych zajęć.
Co do samego SNT, uważam, że to ciekawa inicjatywa. Trzeba tylko umieć dostrzec korzyści, jakie płyną z tego typu programów, szkoleń itd. Zawsze można coś wynieść. Dorzućmy do tego Twoją pasję jako trenera i jest szansa, że chociaż kilka osób wykaże większe zainteresowanie, by dalej już samodzielnie rozwijać się :)

@saturno: Patrząc z Twojego punktu widzenia, nie ma sensu realizować jakichkolwiek szkoleń, bo po co? A przecież właśnie o to chodzi w tego typu działaniach, by próbować dotrzeć chociaż do garstki osób.

NRN   9 #23 27.05.2012 22:50

Tak przy okazji, @Pan Łukasz:
"Informatyka to dział przyrodoznawstwa (fizyki) o charakterze inżynieryjnym."

Za wikipedią:
"Informatyka – dyscyplina nauki, zaliczana do nauk ścisłych oraz techniki zajmująca się przetwarzaniem informacji, w tym również technologiami przetwarzania informacji oraz technologiami wytwarzania systemów przetwarzających informację. Początkowo stanowiła część matematyki, później rozwinęła się do odrębnej dyscypliny – pozostaje jednak nadal w ścisłej relacji z matematyką, dostarczającej informatyce podstaw teoretycznych."

Za moją wiedzą:
Informatyka zajmuje się przetwarzaniem informacji i wymianą informacji. Przykładowy podział - INFORMA-tyka. To tak jak AUTOMA-tyka. Wykorzystanie Informatyki do celów obliczeń "fizycznych o charakterze inżynieryjnym" jest jednym z wielu różnych CELÓW przetwarzania informacji.

Ale to tak już tylko jako uściślenie.

dominikc   5 #24 27.05.2012 22:57

Według mnie to świetna inicjatywa ze strony Microsoftu. Te 5 godzin to niewiele, ale przy odrobinie chęci, umiejętności i wolnego czasu można stworzyć coś konkretnego.

Po kilku latach nieużywania produktów tej firmy, zmieniłem zdanie nt. narzędzi, produktów, a nawet samego Microsoftu :)

Co do samej organizacji:
Tak jak napisałeś, wiele szkół zgłasza się do wszystkiego i zajmuje cenne miejsca. Drugim problemem jest angażowanie w to uczniów, którzy po prostu nie chcą iść na daną lekcję. Trochę bez sensu, ale cóż...

"Nikt myślący logicznie nie uwierzyłby przecież, że w 45-90 minut jesteśmy w stanie kogoś nauczyć od zera programowania w języku C# dla Windows Phone 7! Nikt poza... nauczycielami"
Hah, czyli nie tylko ja odniosłem takie wrażenie :)

Szkoda tylko, że było tak mało godzin - same prezentacje były bardzo ogólne (co można omówić w 45 min?). Może będzie druga edycja SNT :)

B0mbaj   4 #25 27.05.2012 23:20

Jesli chodzi o edukacje, a jestem nauczycielem... przedmiotow wszelakich (uczylem/ucze matmy, technologi informacyjnej, programowania strukturalnego i obiektowego, czy systemow operacyjnych i sieci), staram dawac uczniom wybor. Staram sie przedstawic (w ramach swojej ograniczonej wiedzy ;) ) wady i zalety roznych systemow operacyjnych, srodowisk programistycznych, czy samych jezykow programowania).

i tak: z jednej strony Windows - czyli cos co kazdy zna/lubi/widzial - mnogosc programow, czy przede wszyskim gier :D, a jak wade mozna uznac koniecznosc zakupu; z drugiej strony Linux - mnogosc dystrybuji (czyli mozna wybrac co sie komu podoba, ale to wprowadza chaos), spora liczba programow, gry jakies sa, instnieje WINE, na dzien dobry sa podstawowe programy, zazwyczja lacznie z jakis tam office'm i to wszytsko za free, choc przy tych systemach trzeba sie troszeczke bardziej orientowac w informatyce.

Czyli generalnie: chcesz miec relatywny spokoj w uzytkowaniu, pograc, to plac, czy raczej wolisz miec darmowy system i godzisz sie na wieksze dlubanie :)

Jesli chodzi o IDE - mam w pamieci legendarna VC++ 6 :) i pamietam ten szok, jak przyjemnie moze sie programowac (a pisalem w nim program do licencjatu - generowanie regul decyzyjnych), wiec mowie uczniom jakie to profesjonalne narzedzie, choc sam uzywam na zajeciach Code::Blocks + MinGW.

Co do jezykow - C++ godzisz sie na wersje ANSI - mozesz programowac w Windows i Linux, ale wiekszosc rzeczy bedziesz musial sam rozwiazac, ew skorzystac z dodatkowych bibliotek (boost, connectorow do sql); godzisz sie na wersji CLI - w zasadzie tylko Windows, bo MONO dosc wolno sie rozwija. tzn. jest pare wersji za .NETem, ale mozesz skorzystac ze smieciarka i pelnej integracji z innymi produktami MS jak MSSQL. Jesli chodzi o .NET z tego co kojarze, to powstalo jako cos konkurencyjnego do Javy (a ta jest na wielu platformach).

Tak samo jak kwestia office. Kupujesz MS Office i mozesz liczcyc na to, ze prawie wszystko bedzie Ci chodzilo (no bo jak ktos upier***wy przesle cos w odt, a MS sie nie kwapi, zeby najnowsze standarwy zaimplementowac...), czy bierzesz darmowy LibreOffice, ktory mozesz smialo uzywac za darmo w firmie, ale musisz pamietac, ze beda problemy z rozbudowanymi plikami doc/docx - jak chocby obsluga tabel...

I ostatnia kwestia "otwartosci" oprogramowania.... Dla mnie, jak pewnie dla wielu uzytkownikow wazne sa nastepujace pojecia: darmowy do uzytku domowego, darmowy do dowolnego uzytku, czy platny (choc i tu czasami ma znaczenie, czy uzywamy w domu, czy chcemy na tym zarabiac). A to czy jest otwarty? Nie mam czasu na grzebanie w kodzie, podejrzwam, ze nie mialbym nawet checi oraz powiem, ze pewnie tez nie mial bym wystarczajacej wiedzy, zeby zmieniac program, ktory ma tysiace/miliony linijek. Nie mowiac, o tym, ze czasami zdzieram zrodla, ale zeby zmusic, to do skompilowania, czy wspolpracy ze srodowiskiem.... :\ Podam przyklad: kiedys chcialem zobaczyc jak dlugo kompiluje sie sam Code::Blocks i? brak wxWidget - kiedys kompilowalem, to podpinam - beton nie mam wersji 2.8 (mam 2.9.2) i kolejny beton, bo jak chcialem dawniej skompilowac 2.8 z opcja monolithic i dynamic, to mingw nie dal rady- ten 32bitowy kompilator nie podolal z zapotrzebowaniem na pamiec....

Skoro jestem przy tworzeniu GUI, to mam WinApi - wiadomo przy czym to jest, ale takze wxWidgets, GTK, FLTK, Qt - sa na roznych systemach i na roznych licencjach - moj wybor padl na wxWidgets, bo jest na Windowsie, Linuxie, Mac'u i jest na licencji LGPL, czyli z tego co mi wiadomo - mozna uzyc jej do komercyjnych projektow i na tym zarabiac ;)

Ok, mam nadzieje, ze ten post ma sens, bo ja padam ;p

B0mbaj   4 #26 27.05.2012 23:30

Dodam tylko, ze wspomina tez o kwestii serwerow: wybierasz MS to placisz za produkt, za licencje CAL, ale masz np. AD z rozbudowanym GPO, lub mozesz sam za free dostoswac Linuxa do roli serwera (czyli wymagana spora wiedza), badz kupic wsparcie (i system) w Novell, Oracle czy Red Hat, co z tego co kojarzy wcychodzi ciut taniej niz MS :)

a mi osobiscie sie marzy serwer rackowy o lacznej ilosci rdzeni przynajmniej 16, o 4gb na rdzen i postawieniu np ESXi (to sie chyba teraz nazywa vSphere) postawieniu jakies serwera i 15 wirtualek, tak zeby jedna przypadala na ucznia :) trzeba windows - odpalaja windows, trzeba opensuse, ubuntu, itp
bo na tych kompach co mam w pracowni to wirtualki chodza jak chca... (procki to jakies pentium kolo 2ghz i... 1gb ram) - zeby sobie sam ktos mogl pocwiczyc polaczenie sieciowe miedzy dwoma wirtualkami to nie ma jak (np windows i samba na linuxie)... A na hoscie nei chce zeby mi cos mieszali...

am i dreamer? czy znajdzie sie sponsor? ;)

  #27 28.05.2012 08:16

Skąd dyndal wie jakim powinien być student? Dyndal nic nie pisał o tym, ale sam był kiedyś studentem i wyprawia uczniów (co rok) w mury różnych uczelni (całe szczęście, że nie na tamten świat).

We wspomnianej akcji Microsoftu nie było uczniowskiego klikania. Były zajęcia, na których poznawali język, robili ćwiczenia i programik. Każdy dostał płytę, na której były materiały dodatkowe. I o dziwo, uczniowie, którzy deklarowali wcześniej niechęć do informatyki, załapali bakcyla. Całkowicie odpornymi okazały się tylko 4 czy pięć osób.

Do NRN:
Nie jestem fanatykiem w żadną stronę. Korzystam z tego, co mi pasuje i czego wolno mi użyć. Gdyby pojawiło się jakieś "szkolonko" na temat apacza czy jawy w wymiarze 45 minut, to opinia o tym byłaby identyczna.

W mojej wypowiedzi nic nie wspominałem o wielkości oferty, napisałem, że siła przekazu jest inna. A jakież to oprogramowanie uczniowie dostali? Office 365? Poprzednio uczniowie biorący udział w akcji mieli prawo korzystania VS Net na swoich domowych komputerach.

Jak sam wspomniałeś, zajęcia kilkugodzinne miałyby większy sens, niestety to już nie zależy od Ciebie, a szkoda.

Proponuję zakończyć, bo jeszcze z tego zrobi się święta wojna o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy.

Osoby nie znające realiów szkolnych:
Jak już jest pracownia, to czego jeszcze chcesz? jakieś pieniądze na dodatkowe oprogramowanie? Co najwyżej na opiekuna/strażnika ucznia, bo wynika to z rozporządzenia (wyrzucanie pieniędzy w błoto) Tak więc kombinuje się z oprogramowaniem, żeby nie trzeba było pieniędzy i żeby było legalnie. Najgorsze jest to, że w narodzie tak głęboko jest zakorzeniona konieczność posiadania programów mikrosoftowych, że jakakolwiek próba wprowadzenia programów alternatywnych zakrawa na zamach na życie. Te rozwiązania z chmurami jest namiastką posiadania programu. Może jeszcze trochę i powstanie Windows-Cloud, ściągany z chmury w momencie uruchamiania. A pamięta ktoś jak takie rozwiązania kiedyś się nazywały?

Mariuce00   6 #28 28.05.2012 09:45

Haa mnie to bawi nauczycielka z mojego gim. Co lekcja nam mówiła "Jaaa to jestem inżynierem informatyki!" - taaaa, tyle, że jak powstała NK okazało się iż owa pani jest inżynierem ale rolnictwa. Tak na prawdę ledwo ogarniała pakiet Office i Logo Komeniusza. Pozatym w Polsce brakuje nam nauczycieli informatyki z prawdziwego zdarzenia, większość z nich to są nauczyciele matematyki, fizyki po kursach. Mam nadzieję, że to się zmieni.

  #29 28.05.2012 10:04

Ja dodam tylko jeden komentarz SIŁA i tak trzymać! Pozdrowienia od Trenera i Do zobaczenia w Warszawie na dniach ;)

B0mbaj   4 #30 28.05.2012 11:44

@Mariuce
co do nauczycieli - w szkole nie bedzie nauczycieli informatyki z prawdziwego zdarzenia. Po prostu nie ma promowania pracownikow, ktorzy maja jakies dodatkowe kwalifikacje. W szkole pracowac beda ludzie, ktorzy sa wyzsi stopniem (dyplomowany, mianowany) lub dluzej zatrudnieni w danej placowce.... No chyba, ze maja plecy...

Wiec wyobraz sobie ze nauczyciel po podyplomowce z informatyki bedzie zarabial dokladnie tyle samo co ktos kto ma certyfikaty Cisco, Microsoft czy dowlne inne. Wiec jak takiemu informatykowi sie oplaca zostac w szkole, skoro w zawodzie dostanie wiecej?

  #31 28.05.2012 16:59

Idealista, nawiedzony romantyk czy co? Zostań nauczycielem, poucz kilka (kilkanaście) lat i zobaczymy, co zostanie z Twojego "Podsumowania w kwestii nauczycieli"..., a najlepiej jeszcze się ożeń i zrób z dwójkę dzieci do tego - wtedy bierz się za prowadzenie bezpłatnych szkoleń - powodzenia.

  #32 28.05.2012 17:54

Tak przy okazji, NRN, bez względu na treść Wikipedii, nawet historia to dział fizyki (przyrodoznawstwa), dlatego, że opisuje następstwo makroskopowych zdarzeń związanych z ludźmi na Ziemi w okresie istnienia na niej ludzi. Oczywiście historia pozbawiona historiozofii (filozofii historii), w której to przedstawia się często szkodliwe i niezgodne z Prawami Człowieka sądy o wydarzeniach, np. dopuszcza się podział na państwa w ilości większej niż 1 i dopuszcza istnienie wojska, a nieraz gloryfikuje się działania żołnierzy i stwierdza, że jakieś państwo miało rację na wojnie. Pomyśl nieco abstrakcyjniej i uniwersalniej o Wszechświecie.

  #33 28.05.2012 18:12

@ NRN
Działem fizyki jest też chemia, działem chemii jest biologia, a więc przechodnio jest działem fizyki, astronomia to też dział fizyki, geografia Ziemi i geografie innych ciał niebieskich (raczej skalistych) to działy astronomii, a więc przechodnio fizyki, antropologia to dział biologii, a więc chemii, a więc przyrodoznawstwa (fizyki) w ogólności, działami antropologii są np. socjologia lub psychologia, historia sztuki to dział historii, a więc fizyki, to samo historia literatury. Ale co innego już tworzenie własnej sztuki, albo własna interpretacja utworów literackich, to już nie jest przyrodoznawstwo. Religioznawstwo to dział antropologii, a więc fizyki, ale własne badania teologiczne to już nie jest fizyka. Tym bardziej więc informatyka, w którek uczy się, jak wprzęgnąć metody matematyczne rozwiązywania problemów, algorytmy, do kawałka materii, korzystając z jakichś zjawisk fizycznych.

NRN   9 #34 28.05.2012 18:26

@dyndal
"A jakież to oprogramowanie uczniowie dostali? Office 365? Poprzednio uczniowie biorący udział w akcji mieli prawo korzystania VS Net na swoich domowych komputerach."
Napisałem chyba wyraźnie, że my komunikowaliśmy się przez SharePointa. Uczniowie dostali dostęp do platformy DreamSpark w wersji podstawowej, gdzie między innymi dostali VisualStudio 2010 Professional, możliwe do pobrania i instalacji przez rok, oraz z prawem do wieczystego użytkowania już zainstalowanej wersji w celach edukacyjnych + prywatnych, gdzie cel prywatny obejmuje tworzenie aplikacji komercyjnych na własną korzyść za pośrednictwem AppHub / MS Marketplace. Otrzymują w ten sposób także dostęp do platformy z wieloma innymi systemami i aplikacjami / pakietami, a także darmowy (normalny kosztuje 99 dolarów rocznie) dostęp do AppHub'a.

@francik, znam paru takich i mają się dobrze. Problem?

djDziadek   17 #35 29.05.2012 08:56

Śpieszmy się szanować ludzi z wiedzą i pasją.... tak szybko odchodzą - do prywatnych firm, wielkich konsorcjów... zostawiając dzieciom (jako nauczycieli) zgorzkniałych i nie mających pomysłu na edukowanie młodzieży ludzi, którzy tłumaczą się brakiem czasu i mnogością materiału...

Pamiętam swoje czasy w podstawówce (jeszcze wtedy 8-mio letniej) i szkole średniej (5-cio letniej), kiedy to nauczyciele chętnie prowadzili zajęcia pozalekcyjne, za które nie dostawali kasy, dostawali tylko wyrazy wdzięczności (słowne a nie materialne) od uczniów, przeważnie takich, którzy już jakiś czas temu pokończyli szkoły, gdzie to jest teraz ? Nie ma ? Nie ma, bo i prawie nie ma już takich nauczycieli...

@NRN - nie ważne co będą pisali o Tobie czy MS, nie ważne z jakich powodów MS robi takie akcje (TPsa, kiedyś udostępniła bezpłatne telefony na oddziałach dziecięcych - pod przykrywką dumnych haseł - aby uniknąć gigantycznej kary - kto z rodziców chorych dzieci, przebywających na oddziałach szpitalnych, dzisiaj o tym pamięta?), ważne, ze takie akcje są i ważne, że jakiś odsetek ludzi zainteresuje się tym, co zostało na takim spotkaniu naświetlone...

Pamiętam jak dziś, słowa jednego z moich wykładowców:
" Nie nauczę Was, jeśli nie będziecie chcieli, ale dzięki temu, że zaglądacie na wykłady, będziecie wiedzieli, gdzie szukać potrzebnej wiedzy"
Słowa bardzo prawdziwe...

Zastanówcie się, ilu młodych ludzi, szukając informacji (nawet w Google) nie potrafi sformułować poprawnie zapytania do wyszukiwarki ? Ja widzę taką młodzież na co dzień, czyja to wina ?

  #36 29.05.2012 17:23

Po części zgadzam się z przedmówcą, choć kto nie próbował pracować jako nauczyciel nie zrozumie na czym polega "system" - coś w tym stylu - syty nigdy nie zrozumie głodnego. Obecnie trend jest podobny jak w służbie zdrowia - leczy się jak najtaniej, i tyle... Oświata publiczna idzie w stronę tę samą co służba zdrowia. Często wmieszana w różne sytuacje geopolityczne. Bez względu czy duże lub mniejsze miasto. Brak chęci nagradzania najlepszych, jasnych przejrzystych zasad. i budujemy społeczeństwo informacyjne-kredą z coraz bardziej okrojonego materiału, wierząc, że Polak, jak będzie trzeba to i na drzwiach od stodoły poleci. Oczywiście w świadomości, że jak coś nie wyjdzie to winny jest zawsze nauczyciel, dyrektor. Jeśli nie zgromadził odpowiednio wcześniej ton dokumentów, świadczących o wypełnieniu wszystkich procedur i przepisów prawa. Taki naród - jak to dawno Kochanowski napisał "(...) czy przed szkodą, czy po szkodzie i tak głupi(...)". Nie jest łatwo i trzeba mieć wiele samozaparcia. Próbuję zmieniać tę nie łatwą rzeczywistość. Ale powoli cierpliwość się kończy- a mam już trochę doświadczenia.

  #37 29.05.2012 21:06

Zaciekawił mnie artykuł, gdyż sam uczę w szkole, a dokładnie w technikum, gdzie jednym z kierunków jest technik informatyk. O tym szkoleniu dowiedziałem się od liceum z tego samego miasta co moja szkoła, która się tym chwaliła na stronie internetowej szkoły. Jako, że znamy się z tamtejszym gronem, opowiedzieli, że szkolenie na prawdę było bardzo ciekawe.
Dodam tylko od siebie, że sam posiadam pracownie na zarówno na Windows XP jak i na Linux Mint oraz serwer na PLD Linux TH (wywaliłem wysłużonego kiepsko działającego Windows SBS2003), staram się raczej zachęcić uczniów jednak do otwartego oprogramowania, ponieważ Windowsa mają na co dzień. Jak pokazuję możliwości i efekty jakie daje przykładowa dystrybucja Linuksa oraz jak ładnie serwer na PLD działa i kieruje ruchem całej szkoły (około 100 komputerów), i to bez przerwy już rok, to widać, że pojawia się ciekawość i zapał u uczniów, żeby takie rzeczy poznawać.
Druga sprawa, to cała reszta niezainteresowanych (w tym kierunków nieinformatycznych, np. gastronomowie, hotelarze, reklama) choćby nawet HTML5, Windows i ten Kinect były ze złota, to i tak pojawi się w trakcie szkolenia "inteligentne" pytanie: "czy możemy już wejść na komputer na Facebooka?" lub "A po co mi to?"...
Uczę też w gimnazjum, jak zablokowałem NK, Fotkę, FB w Dansguardianie na tydzień(!), to zostałem przeklęty w szkole przez uczniów, że jestem okropnym nauczycielem... Dla niektórych nie ma ratunku (przykładów mógłbym tu na pół strony wypisać - istny małpi gaj), a jest coraz gorzej (i lepiej chyba nie będzie póki co)...

addos   8 #38 01.06.2012 10:58

MS jak zwykle s.. w gacie jeżeli ktoś proponuje otwarte rozwiązania zamiast jego produkty. Tak, szkoła powinna uczyć przede wszystkim zasad działania a nie użytkowania produktów komercyjnych. Co to ma być? Przychodzi dealer z małą działką (darmową oczywiści) tylko po to żeby przypadkiem ktoś nie zaczął przypadkiem od czegoś z "konkurencji" bo skończyło by sie na tym, że i przyzwyczajeń do MS nie ma a i zobaczyć można, że to wcale nie jest gorsze. Nie mówię, że zawsze jest na równi albo lepsze od oferty MS ale na pewno w większości przypadków tak jest. Co najmniej takie samo. Jest i wdrugą stronę czasami, owczywiście nikt nie zaprzecza.

Szkoła nie może być miejscem ładowania się komercji i do tego za darmochę. Linux, BSD, Libre/Open Office - jak najbardziej. Windows i MS Office - a won z tym - nie dlatego, że jest złe czy niedorobione. Takie uskuteczenianie biznesu w szkołach powinno być karane.

Co z tego, że w życiu z reguły jest Windows czy MS Office. A kogo to obchodzi? Co tak wszyscy bronią tego MS? Oprogramowanie komercyjne? To zakupić sobie każdy i uczyć się samemu albo wydać pieniądze na kursy organizowane przez MS?

Podejście fanatyczne? Nie, to jest podejście pozwalające na poznawanie INFORMATYKI a nie na poznawanie i obsługę PRODUKTÓW MICROSOFT.

NRN   9 #39 05.06.2012 15:25

@addos "Nie, to jest podejście pozwalające na poznawanie INFORMATYKI a nie na poznawanie i obsługę PRODUKTÓW MICROSOFT."
Nie masz racji. Twoje podejście "won z komercją" to podejście pozwalające na poznanie nie INFORMATYKI, a PRODUKTÓW OTWARTYCH / WOLNYCH.

Podejście pozwalające na naukę informatyki to takie, gdzie szkoła uczy zarówno o produktach komercyjnych (MS, Apple, Oracle [w wersji komercyjnej, nie express], itp.), jak i o produktach wolnych / otwartych / darmowych (Sun / Oracle -> Java, LibreOffice, OpenOffice; Linux). I przypomnę może - jest multum DARMOWYCH aplikacji zamkniętych, które pozwalają na użytek w celach edukacyjnych i komercyjnych. Z samego MS: Visual Studio Express, Windows Live MovieMaker, SkyDrive + Office Web Apps.

A takie Google? Jakoś nie widziałem w szkołach tendencji "walki" z nimi. A tu proszę, przeglądarka (oparta na otwartym projekcie, ale sama w sobie dużo z tej "otwartości" nie ma), telefony z "otwartym" systemem (który jest "zamykany" przez producentów telefonów). I jakoś nikt nie stroni... A już się spotkałem ze szkołą, gdzie "Windows Phone to zło", tylko dlatego, że ma "Windows" w nazwie. Na iOS jakoś ludzie przymykają oko, nawet jeśli to jeszcze bardziej "zamknięty bubel". :)

  #40 05.06.2012 16:46

Wiam serdecznie !!!

Na dobry początek, jako nauczyciel ("uczyciel") - choć nim nie jestem, poprosiłbym grzecznie Pana mówiącego o HTML5 oraz CSS3 o publiczne tj. na wykładach odwiedzenie strony Microsoft poprzez
walidator HTML (Błędy 190, Ostrzeżeń 133);
http://validator.w3.org/check?uri=microsoft.com&charset=%28detect+automatica...
oraz CSS (Błędy 186, Ostrzeżenia 4399);
To tyle co do zgodności Microsoftu z W3C. Wydaje mi się, że ten krótki pokaz spowodowałby, że nie miałby Pan o czym mówić. Bo jak tu wspominać o prawidłowej walidacji własnego kodu i arkuszy stylów, gdy Microsoft jest z tym na bakier.
Uwzględniając testy ACID2 oraz ACID3 dla przeglądarek Microsoft to taki wykład byłby kompletną kompromitacją.
Na szczęście nie jestem nauczycielem, to zapewne nigdy się nie spotkamy.

Kolejna sprawa: promowanie płatnego oprogramowania wśród dzieci i młodzieży. Jeśli nie jest to "pranie mózgu" to co to jest? Za kilka lat taki człowiek przecież przyjdzie do firmy i zażąda pakietu Office Pro, bo nie zna żadnej innej alternatywy. Dla pracodawcy są to ogromne koszty a dla administratora wieczna walka z kompatybilnością wsteczną.

Wrócę na chwilę do "hatera" - nauczyciela. Niestety ma całkowitą rację choćby IIS. Jak by Pan zareagował na pytanie: "Dlaczego Microsoft przez kilkanaście lat korzystał z serwerów linuksowych dla swojego hostingu? Czyżby IIS był na to zbyt dobry? ":) Wcale mu się nie dziwię, że nerwowo reaguje na słowo "Windows", wynika to pewnie z jego codziennych kontaktów z serwerami tej firmy. Na dodatek musi walczyć z coraz lepszą wiedzą "użyszkodników" (uczniów).
Niech Pan popracuje np.15 lat jako administrator w firmie/szkole, to będzie Pan wiedział o czym mówię.
Jeśli dobrze pamiętam to w Jaworznie większość szkół pracuje pod Linuksem. Jeśli to był nauczyciel z tego regionu to o Linuksach, na komputerach uczniów, mówił prawdę. To przecież NIEMOŻLIWE, ŻE MOŻE BYĆ COŚ INNEGO NIŻ WINDOWS? Identyczny tok myślenia stara się zaszczepić młodzieży przez takie właśnie pokazy/szkolenia/konferencje profesjonalistów z "okienkami w tle".
Takiemu utrwalaniu stereotypów przeciwdziała we wspomnianym Jaworznie miejscowy JLUG .

Ubiegam pytanie o moje doświadczenia z Windows oraz Uniksem/ Linuksem. Kilkunastoletnie administrowanie i jednych, i drugich pozwala wysnuć mi odpowiednie wnioski.

Sam propaguję FLOSS, ale nigdy nie w tak nachalny sposób. Doradzam publicznie tj. na forach, na konferencjach i ... w domu, każdemu który chce coś więcej wiedzieć. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, starać się posłuch w zamian za korzyści (delegacje, konferencje, upominki) dla decydentów w publicznej, opłacanej z naszych podatków, szkole.

Moim zdaniem proponowanie komercji zamiast proponowania samodzielnego myślenia, jest szkodliwe. Bo "czym skorupka za młodu nasiąknie - tym na starość trąci"
Poza tym czego można nauczyć w 5 godzin?

Pozdrawiam i życzę miłego samopoczucia.

BTW.
Do oferty "smartfona" brakuje jeszcze np. voucherów na Karaiby. Wtedy mielibyśmy klasyczną prezentację komercyjnego produktu.

NRN   9 #41 10.06.2012 21:39

Pominę milczeniem wywód odnośnie "prania mózgu", gdyż krytykuje wspieranie nauki czegokolwiek, co nie jest darmowe. Równie "złe" byłoby uczenie tylko o Linuxie, zapewniam.

Natomiast najbardziej uśmiałem się z pierwszej części. Oto alegoria:
Fikcyjna firma DobreAuto produkuje drogie i popularne, proste w prowadzeniu (niekoniecznie w naprawie) pojazdy. Pojawia się przeciwnik firmy DobreAuto, który mówi: "Salon firmy DobreAuto jest zbudowany niezgodnie ze sztuką, dach przecieka, itp. Z tego względu, ich samochody są do kitu."
Odpowiednikiem tego przeciwnika byłbyś Ty. Co ma nauczanie nowych technologii, w tym HTML5, CSS3, do strony głównej MS, opartej m.in. na Silverlight'cie? Twój test nie wniósł nic poza jednym stwierdzeniem: dział promocji (tudzież inny, zajmujący się stroną) w MS nie potrafi korzystać z technologii, których przedstawiciele MS nauczają. That's all :)

Tak więc dzieki za rozrywkę i miłego nowego tygodnia! :)

  #42 16.06.2012 21:07

Może źle mnie Pan zrozumiał. Więc tlumaczę szczegółowiej:
- Chce Pan nauczać poprawnego programowania HTML5 oraz CSS3. OK. To wszystko pod egidą firmy Microsoft. Wykazałem tylko rozdźwięk między tym co Pan chce przekazać a podejściem Microsoft do jakichkolwiek standardów języka HTML, nie wspominając nawet o najnowszej wersji. Proszę sprawdzić walidację "wyprodukowanego" w szkołach kodu pod względem HTML5, CSS3 oraz XML. Adresy walidatorów znajdzie Pan w G****e. Ciekawe czy Pana ogarnie takie samo zdziwienie jak mnie?
- Alegoria mnie śmieszy. Kupując system za 400 PLN muszę dokupić pakiet biurowy za 500 PLN oraz pakiet antywirusowy za 400PLN/rok . To tak, jakbym odwiedził firmę DobreAuto, zapłacił za samochód, odebrał kluczyki i ... . No właśnie; mila pani z recepcji firmy DobreAuto uprzejmie poinformowałaby mnie, że do pełni szczęścia muszę dokupić jeszcze koła, bo bez nich samochód nie wyjedzie oraz na początek przednią szybę, by komary nie wpadały do buzi. Cytat "Salon firmy DobreAuto jest zbudowany niezgodnie ze sztuką, dach przecieka, itp. Z tego względu, ich samochody są do kitu." mówi sam za siebie. Widocznie Panu wystarcza świadomy zakup złomu. Mnie wypowiedź tego hipotetycznego "przeciwnika" zwróciłaby uwagę, czy tak faktycznie jest. Jeśli było by to widoczne gołym okiem, to tylko idiota pokusiłby się o zakup szmelcu.
Ja stawiam na bezpieczeństwo przy zakupie samochodu. Nie interesuje mnie np. różowa gałka do zmiany biegów zamiast hamulców.
- Swego czasu istniała strona http://www.osiolki.net. Na jednej z podstron były porady, co zrobić by strona byla dostępna dla większości internautów? Polecam lekturę, ze względu na wspomniany SilverLight.
- Projekt WebM ( zapewne Pan o nim słyszał, skoro opowiada Pan o HTML5 ) oby jak najszybciej zastąpił udziwnienia Internetu pokroju Flash czy SilverLight. Obydwa produkty nie spełniają poprawności HTML5. Oby odeszły jak najszybciej w niepamięć.
- Powątpiewanie, że inni mogą mieć systemy różne od systemu z Redmond, to nic innego jak udane wyniki marketingowców firmy Microsoft. Bez urazy, ale jest Pan wynikiem pracy całego sztabu specjalistów od "wciskania kitu",
- Czy jest to microsoftowe "pranie mózgu"? Ależ oczywiście. Co najgorsze, sprzedający wiedzę pracują dla tego molocha ZA DARMO. Większość szanujących się firm, nie wpycha się z butami, tam gdzie ich nie chcą. O ile mi wiadomo, szkolący biorą określone pieniążki za przekazywanie swoich umiejętności. Podsumowując: pracuje Pan jako komiwojażer, za darmo, promujący kiepskie oprogramowanie (vide: pierwszy podpunkt). Co najgorsze, "targetuje" (blee, brzydkie słowo) w najmłodszych czyli zdobywa Pan przyszłych klientów. By kupili Office i Windows, bo zgodnie z Pana wiedzą, innych systemów operacyjnych nie ma. Tą wiedzę Pan przede wszystkim sprzedaje: "System jest tylko jeden. Jest nim Windows".
Ja zaznajamiam ludzi z Linuksem i Uniksem (również za darmo) , by pokazać, że są darmowe alternatywy. Wcale nie gorsze a w większości lepsze od Windows w zastosowaniach domowych. Wielu kojarzy Linuksa jako system tylko dla "geeków" (bez Pulpitu i Panelu Sterowania). Ciekawe kto im takie kity wciska?
Na obecną chwilę systemy z pod znaku pingwina przegrywają w firmach . Nie wiem czym to jest spowodowane: czy brakiem marketingu ( takiego, jak Pan ukazuje ), który owocuje brakiem umiejętności wyboru, czy bardziej brakiem np. umiejętności programistycznych C++ ?
- Jak można wytłumaczyć wcześniejszą obecność witryn Microsoft na serwerach Unix/Linux? Przecież IIS był w tym czasie dostępny. Czy Microsoft nie wierzył w swoje oprogramowanie? Ja nie znajduję racjonalnego wytłumaczenia. A Pan?
- Steve Ballmer powiedział niedawno, że Windows Vista był największym niewypałem. Jak mają się poczuć ci, co kupili system nieświadomie (pre-instalowany) lub świadomie Box za 700(Home) - 1500(Business) PLN. Cytat do odszukania w Internecie.
Podobnym, obecnie niewypałem, jest Metro na laptopy, nieprawdaż?

Nie ganię Microsoftu za ich politykę. Są firmą, która musi przynosić zyski i starają się robić na wszystkie możliwe sposoby. Np. ostatnio wsparli OpenSource, pisząc mnóstwo kodu do kernela Linuksa. Można powiedzieć, filantropi :) Po bliższym przyjrzeniu się: kod ociężały i dotyczący jedynie wspierania Ring0 dla ich "super" Hyper-V.
No i chwała Billowi za fundację wspomagania walki z nowotworami. Niestety to są tylko zalety "pozazawodowe", bo podobnie postępuje np. Mark z Cannonical.

Na jednej z Akademii (zachowam nazwę dla siebie) usłyszałem oto takie słowa:
"Polityka sprzedaży Microsoft jest jak handel narkotykami przez dealera przed szkołą podstawową. Pierwsza >>działka<< gratis.".
Te słowa utkwiły mi na całe życie.

Pozdrawiam i życzę miłego dnia.
BTW.
Chętnie obejrzałbym mecz Polska - Czechy on-line w Internecie ze strony TVP. Niestety jest tylko w SilverLight :( pomimo,że sumiennie płacę abonament TV (a odbiornik mam zepsuty).

NRN   9 #43 20.06.2012 23:14

"Kupując system za 400 PLN muszę dokupić pakiet biurowy za 500 PLN oraz pakiet antywirusowy za 400PLN/rok"
Bzdura. Są darmowe odpowiedniki, dostępne zarówno dla Windowsa jak i dla Linuxa.

Nie wiem skąd Pan wziął informacje odnośnie pakietu Office, ale nie był on elementem żadnego szkolenia. Co do kwestii "zatrudnienia za darmo" i "akwizycji" - nie chce mi się tego zwyczajnie wyjaśniać, gdyż jest tu zbyt wiele do powiedzenia, a komentarz byłby tylko "winny się tłumaczy". Nie czuję się akwizytorem i robiłem to co lubię w zamian za pokrycie kosztów. Tyle na ten temat.

"Wielu kojarzy Linuksa jako system tylko dla "geeków" (bez Pulpitu i Panelu Sterowania). Ciekawe kto im takie kity wciska?"
Również mnie to ciekawi :)

"Na obecną chwilę systemy z pod znaku pingwina przegrywają w firmach."
Bzdura.

"Steve Ballmer powiedział niedawno, że Windows Vista był największym niewypałem."
Wiemy doskonale, dlaczego. Vista została wydana za wcześnie, a była krokiem milowym. Niezoptymalizowanym, niedopracowanym, ale krokiem milowym. I co ciekawe, dzisiaj działa bardzo dobrze. Zważmy na to, że Apple specjalnie opóźnił premierę swojego nowego systemu już po wydaniu Visty, dodając wiele elementów zapożyczonych z jej interfejsu. Jako, że wydał system później - wydał je na sprzęt o 2-3 generacje nowszy. Efekt? "Wszystko działa płynnie, nie tak jak w Viście".

"Chętnie obejrzałbym mecz Polska - Czechy on-line w Internecie ze strony TVP. Niestety jest tylko w SilverLight :( pomimo,że sumiennie płacę abonament TV (a odbiornik mam zepsuty)."
Zgadzam się całkowicie z tym, że SilverLight musi umrzeć. Flash natomiast powinien zupełnie zmienić swój obszar zastosowania, ale to już kwestia sporna. Tym niemniej, zważywszy nacisk na rozwój HTML5, Microsoft również się ku temu skłania.