Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Niezbędnik NoiRioN'a - część 2

Słówko komentarza na wstępie
Przyznaję się! Tak, przyznaję! Nie pisałem tyle czasu... przepraszam... Winę za to ponosi parę wyjazdów w różne regiony Polski oraz konieczność walki z Kampanią Wrześniową na studiach. Ot, pech, czy jak kto woli lenistwo i nieuctwo. Ewentualnie, może to być jeszcze wymówka w postaci wysokiego poziomu trudności materiału i braku umiejętności zakuwania, ale... mniejsza o to ;) Postaram się wznowić pisanie, choć z nieco mniejszą częstotliwością. I już zapowiadam następny wpis: zajawkę do niego znajdziecie na blogu djfoxer'a, ot, gdzieś tam w tekście ;)

***

Spis treści:
- Niezbędnik NoiRioN'a - część pierwsza- Niezbędnik NoiRioN'a - część druga

***

Chyba każdy, kto choć trochę czasu spędza przy komputerze, ma swój ulubiony zestaw aplikacji niezbędnych do codziennej pracy. Nieraz już poruszano ten temat na Blogach Użytkowników DobrychProgramów. Teraz nadeszła pora na mnie.

Selekcja

Aplikacje dobieram w taki sposób, aby zapewnić sobie pełną funkcjonalność komputera, niezależnie, czy jest to mały netbook, czy też jakaś mocniejsza maszyna. W przypadku dzisiejszego zestawienia, podstawą jest mój Asus Lamborghini VX6, 12 calowy netbook na platformie Intel NM10 D525 z grafiką nVidia ION, pracujący na baterii od 2,5 (filmy, gry) do 6 (aplikacje biurowe, bez WiFi) godzin, będący pod kontrolą systemu Windows 7 Professional (64-bit). Na pewno z paroma aplikacjami się nie zgodzicie, uznając, że niepotrzebnie obciążają komputer, wydłużając jego uruchamianie i wyłączanie, oraz skracając czas pracy na baterii. Niemniej jednak, są one dla mnie niezbędne.

Gwoli ścisłości, chciałbym dodać jeszcze jedną informację – niniejsze zestawienie dotyczy się jedynie WebAplikacji. I tak na marginesie: spora część z nich nie była tworzona jako samodzielne aplikacje, lecz zwykłe strony internetowe. Takich delikwentów „przerabiałem” za pomocą Google Chrome. Wybór padł na tę przeglądarkę, gdyż oferta Internet Explorera nie była zadowalająca „przestrzennie”. Tutaj pozbywam się wszystkiego, poza paskiem tytułowym, mając do dyspozycji ogrom miejsca na samą aplikację, podczas gdy IE „zjada” mi miejsce na niezagospodarowany pasek tytułu, pasek adresu, pasek kart, pasek zakładek, pasek narzędzi i pasek stanu. Archaizm. Firefox i Opera nie były brane pod uwagę.

Podział

WebAplikacje podzielone są na moim komputerze między dwa panele Jumpbox’ów obok menu „Start”. Pozwala to na szybki i wygodny dostęp. Zgodnie z tym podziałem tworzyłem niniejszy artykuł. Tak przy okazji – na końcu znajdują się najlepsze odpowiedzi na moje pytania z części pierwszej. W sumie, są to niemal wszystkie odpowiedzi – nie było z czego wybierać (niestety). Mam nadzieję, że następnym razem lepiej się postaracie ;)

Panel pierwszy

Programming & ComputingWolfram Alpha – doskonała sieciowa aplikacja… o ciężkiej do określenia jednolitej funkcjonalności. Wolfram to wyspecjalizowana wyszukiwarka, z parserem zaawansowanych równań matematycznych. Jest niezastąpiony przy studiach na kierunkach ścisłych.

IDEone – sieciowe środowisko programistyczne z kompilatorem i prostym testerem. Jedyny feler to brak obsługi dla języka Delphi Pascal, którego znajomość wymagana jest przez jednego z prowadzących na mojej uczelni. Owszem, „na upartego” dałoby radę podając to za język Pascal i korzystając z kompilatora FPC, niemniej takie rozwiązanie mnie nie satysfakcjonuje za bardzo. Jeśli jednak chodzi o obsługę innych języków – jest wzorowo. Środowisko w sam raz dla mnie – lekkie, szybkie… idealne dla netbooka.

Languages & KnowledgeTranslator Google (Google Translate) – tłumaczyć chyba nie muszę. Jeden z najbardziej rozwiniętych systemów tłumaczących w Sieci.

Podręczny LING – minimalistyczna aplikacja webowa, którą można obsługiwać w malutkim okienku, nawet na netbooku zajmującą tylko odrobinę przestrzeni ekranowej. Jest to oczywiście wielojęzyczny słownik, który – trzeba to przyznać – całkiem nieźle się sprawdza.

Angool.com – kolejna strona przerobiona przeze mnie na WebAplikację z pomocą przeglądarki Chrome. Tym, co wyróżnia ten słownik języka angielskiego jest fakt, że zawiera także wykaz synonimów, co jest bardzo wygodne przy redagowaniu lub tłumaczeniu tekstów obcojęzycznych.

Denshi Jisho – wygodny słownik języka japońskiego.

Polski słownik synonimów – dostępny pod adresem słownik synonimów. Przydatne narzędzie przy tłumaczeniach.

Dzielenie wyrazów online (PL) – dostępny pod adresem http://www.ushuaia.pl/hyphen/ system dzielenia wyrazów. Oparty jest na bibliotekach zawartych w pakietach rodziny OpenOffice.org / LibreOffice. Sprawdza się nieźle przy korekcie różnego rodzaju artykułów, a także, gdy redagujemy coś ręcznie i „zgłupiejemy” na chwilę.

Panel drugi

Communication & SocietyGoogle GMail – sieciowy klient poczty od Google. Co ciekawe, zawiera opcję obsługi w trybie offline, niemniej ja z niej nie korzystam – po to właśnie mam klienta sieciowego, aby zbędne dane nie znajdowały się na moim komputerze. Klient spisuje się doskonale – w końcu jest „szyty na miarę” oferty swojego producenta. Jak dla mnie, największą jego zaletą względem np. Thunderbirda jest fakt nie zajmowania ani odrobiny przestrzeni dyskowej na moim komputerze, i podczas gdy w Thunderbirdzie baza danych z jednej skrzynki mailowej o objętości ok. 500 MB sięgała 1,5 GB (?!), w Google GMail zajmuję jedynie 256 MB przestrzeni online.

Google+ - najnowsze dziecko „społecznościowego” świata Internetu. Wygodny w obsłudze i łatwy w konfiguracji, jeśli chodzi o opcje prywatności. Służy mi głównie jako „wizytówka” oraz wgląd w poczynania znajomych. Jako, że mój mail, do którego załączony jest G+ jest moją skrzynką główną i „realną”, nie obawiam się usunięcia konta za podanie „fałszywych danych osobowych”.

Facebook – założony w czasie „Wielkiej Migracji”, jeśli wiecie, co mam na myśli. Poza „Docs for Facebook” nie zawiera chyba żadnych aplikacji, a ustawienia prywatności włączone są na „prywatne i już!”. Po co mi konto? Bo i tak wiem, że jakieś dane związane z moją osobą się tam znajdą. Lepiej więc mieć w to wgląd i wiedzieć o każdym zdjęciu ze swoim oznaczeniem, czy też o newsach ze sobą związanych. Co do samego „licznika przyjaciół”, przyjmuję tam jedynie ludzi z najbliższego otoczenia (którzy dość często po pewnym czasie „wypadają”) oraz najbliższych przyjaciół.

Documents & TasksGoogle Calendar – terminarz, który wraz z GMailem i sprzężeniem z telefonem komórkowym (aktualnie to wyłączyłem) tworzy najlepszy PIM na świecie. Nie tylko mogę w nim zaplanować zadania jak w aplikacji lokalnej, ale mam do nich dostęp gdziekolwiek jestem, byleby tylko mieć dostęp do Internetu. A jeśli takowego nie ma – nic straconego. Wystarczy, że mam dostęp do sieci GSM, a SMS z terminarza dotrze do mnie na czas :)

Google Docs – zdaje się, że jest to aktualnie najpopularniejszy spośród sieciowych pakietów biurowych. Oparty na kodzie źródłowym OpenOffice.org / LibreOffice, ma doskonałe możliwości. Jednocześnie, bez nadmiernego obciążania łącza z Internetem, a zarazem bez spadku wydajności komputera, dokonuje automatycznego zapisu niemal w czasie rzeczywistym. Dość wygodne w sytuacji, gdy nasz dostawca energii elektrycznej jest mało wiarygodny :) Zawiera aplikacje do redagowania tekstów, tworzenia arkuszy kalkulacyjnych, formularzy internetowych, rysunków i prezentacji. Na wszystko to mamy nieograniczoną przestrzeń dyskową, pod warunkiem korzystania z wewnętrznego formatu. Obsługa eksportu do PDF oraz wielu innych formatów jest tu niewątpliwą zaletą. Co ważne, działa szybko i sprawnie.

MS Office Live WebApps – pakiet bardzo okrojony, zawierające aplikacje, które można przyrównywać do stacjonarnego Office’a tak jak WordPada do Worda. Największą bolączką edytora tekstu jest brak widoku strony („Układ Wydruku”), do którego się przyzwyczailiśmy w stacjonarnym Office’ie. Jego obecność w moim zestawieniu to w sumie ciekawostka, gdyż ma u mnie jedynie dwie funkcje: rozszerzenia funkcjonalności SkyDrive oraz dodania możliwości pracy grupowej do wersji lokalnej. Co więcej, miejsce na dokumenty jest, w przeciwieństwie do Google, tylko „prawie nieograniczone” – na dokumenty mamy standardowy, 25 GB limit.

Docs Beta for Facebook – implementacja pakietu Microsoftu (MS Office Live WebApps) dla użytkowników Facebooka w ramach niezależnej od SkyDrive usługi. Skoro mam konto na Facebooku, dlaczego by nie uzyskać dostępu do tego pakietu? Ciekawostką jest możliwość stworzenia w nim swojego CV (wzorzec amerykański, jeśli mnie pamięć nie myli).

Data & StorageSkyDrive – Windows Live – obsługiwany przez… Chrome! No tego jeszcze nie było. O SkyDrive’ie sobie przypomniałem przy okazji prezentacji o Windows Azure na tegorocznym HotZlocie. 25 GB przestrzeni online w Chmurze to „nie w kij dmuchał”, a przy ostatnio podniesionych limitach i zapowiedzianej aplikacji desktopowej do synchronizacji… aż ślinka cieknie ;) Tak czy siak, początkowo chciałem SkyDrive „uczciwie” obsługiwać za pomocą IE. Niestety, układ pasków ograniczający przestrzeń, brak stabilności (system 64-bit, zarówno wersja 32-bit jak i 64-bit wciąż ulegały awariom), oraz szybkość działania (Chrome załadował SkyDrive znacznie szybciej) zdyskwalifikowały tę przeglądarkę. A szkoda.

Dropbox – dwie aplikacje do przechowywania danych w Chmurze. Pierwsza z nich to aplikacja webowa w oparciu o Chrome. Druga, to aplikacja kliencka, lokalna, służąca do synchronizacji. Sporą zaletą jest synchronizacja z wykorzystaniem infrastruktury lokalnej sieci domowej. Tak na marginesie, oprócz tego mechanizmu, korzystam też z Centrum Synchronizacji systemu Windows. Taki tandem pracuje całkiem nieźle, ma jednak jedną wadę – dane przechowywane są w X miejscach jednocześnie, zajmując przez to X-krotnie więcej przestrzeni dyskowej. Ale cóż, za wygodę trzeba płacić, a skoro zaoszczędziłem na instalacji wielu aplikacji lokalnych (przykład wyżej: Thunderbird i 1,5 GB miejsca na dysku), mogę sobie na ten luksus pozwolić.

MediaFire – rosnący ostatnio w popularność serwis do hostingu danych online. W przeciwieństwie do Dropbox’a nie jest to rozwiązanie oparte na Chmurze (o ile dobrze pamiętam ;) ) i nie posiada klienta lokalnego (przynajmniej dla darmowych użytkowników). Przydaje się jednak do rozpowszechniania danych wśród znajomych, np. opracowań z jakiegoś przedmiotu.

ADrive – oparty na Chmurze, 50 GB dysk wirtualny. Największa oferta na rynku, i co ciekawe, darmowa. Ograniczeniem tej wersji jest oczywiście fakt braku obsługi ftp, czy klienta lokalnego, jednak za niewygórowaną opłatę można takie funkcjonalności uzyskać. Spisuje się nieźle do backupu sporych, acz mniej ważnych dla nas danych (osobiście ADrive za bardzo nie ufam w kwestii poufności).

MediaYouTube – na co dzień korzystam z YouTube’a w Firefoxie, narażając się na przerost pamięci przydzielanej do „plugin-containera”. W sytuacjach jednak, gdy chcę przejrzeć subskrypcje, dodać filmy do playlisty „Odtwórz później”, a w końcu delektować się oglądaniem tej jednej, konkretnej serii filmików, utworzona w Chrome aplikacja nadaje się do tego celu doskonale. Z dodatkiem dwóch funkcjonalności z dodatków (zapętlania i wstrzymania autostartu filmików) jest to naprawdę wygodne.

Google Picasa Web Albums – rozszerzenie funkcjonalności mojej lokalnej Picasy. Co ważne, obrazki w rozmiarze „online’owym”, tj. do 1024x768 są hostowane bez doliczania do zajmowanej przestrzeni dyskowej. Trzeba przyznać, że czasem się to przydaje.

POPRAWKA: Niezalogowany użytkownik Internetu, tipster, w swoim komentarzu upomniał mnie, że rozmiar "darmowych" zdjęć to 800x800 w przypadku zwykłego konta Picasa Web Albums, oraz 2000x2000 w przypadku przypisania konta do Google+. Dodatkowo, dopuszczalne jest dodawanie 15 minutowych plików wideo, również bez utraty przestrzeni :) Za poprawkę dziękuję.

Sumo Paint – lepszy odpowiednik lokalnego MS Painta. Ot, taka ciekawostka.

Grooveshark – legalna (tak twierdzi właściciel) muzyka do odsłuchania online. Międzynarodowy odpowiednik naszej Wrzuty, czy też może usługi radia z serwisu Last.FM. Wygodny w obsłudze interfejs. I tylko jedna wada: konieczność sprzężenia z kontem Facebooka lub Google celem uzyskania darmowego konta. A ja wolę takie serwisy mieć jednak założone bez takiego bliskiego kontaktu z moimi prywatnymi danymi.

MapsGoogle Maps – wstyd nie znać, nie? W miarę dokładne, z wygodnym systemem planowania trasy, czy tworzenia poglądowych mapek. Ma całkiem niezłe pokrycie Polski zdjęciami satelitarnymi, jednak co do ich jakości, w niektórych miejscach bywa naprawdę kiepsko.

Targeo.pl – oparty na AutoMapie serwis online. Pozwala na planowanie tras z maksymalnie trzema punktami pośrednimi, zawiera informacje o obciążeniu dróg i wiele innych, przydatnych funkcji przy planowaniu podróży. Nie zawiera zdjęć satelitarnych.

MapGO – oparty na MapieMap serwis online. Możliwości są podobne do Targeo, tak samo jak większość ograniczeń.

Zumi.pl – największa polska konkurencja dla Google Maps, przynajmniej dla obszaru Polski. Pełne pokrycie w miarę jakościowymi zdjęciami satelitarnymi, uproszczony system wyznaczania tras i sprzężona wyszukiwarka zakładów usługowych i przedsiębiorstw. Niestety, jeśli chodzi o dokładność odnajdywania konkretnych adresów, pozostaje daleko w tyle za Targeo czy MapGO, stąd warto z niego korzystać w tandemie z jednym z nich.

Narzędzia

OchronneImmunet Protect – aktualnie w fazie testów. Chwilowo zastępuje COMODO i jest następcą kolejno zainstalowanych Panda Internet Security (z HotZlotu – w skrócie powiem, że jest to jak dla mnie pakiet-porażka, wbrew nadziejom narobionym przez przedstawicieli Pandy, ale o tym napiszę w osobnej notce) i Panda Cloud Antivirus. Używany jest przeze mnie w wersji darmowej, a więc pozbawionej najwolniejszego, a zarazem najdokładniejszego, z silników. Ponieważ mało jeszcze o nim wiem, dużo więcej nie napiszę. Do zestawienia, mimo, że jest aplikacją lokalną, zalicza się ze względu na główny silnik antywirusowy oparty na Chmurze.

***

Odpowiedzi na pytania z części pierwszejKomentarzy pod artykułem było dość mało, stąd też posiłkowałem się pomocą swoich znajomych. Komentarze z DobrychProgramów oznakowane są literkami DP w nawiasie.

Pytanie pierwsze:
Nazywacie Firefox'a "Fx", czy "FF"? Dlaczego tak, a nie inaczej?

Odpowiedź Quest-88 (DP):
Zlituj się człowieku.
http://www.mozilla.com/en-US/firefox/releases/1.5.html#FAQ

Odpowiedź Jaahquubel_ (DP):
Fx, wedle oficjalnej wykładni.

Odpowiedź qdominik (DP):
Oficjalna wykładnia, oficjalną wykładnią, ale Fx kojarzy się raczej z efektami specjalnymi, a nie z przeglądarką. FF jako skrót od Fire Fox (ognisty lis) jest bardziej wyrazisty. Ale u mnie w biurze i tak Firefoxa nazywają Mozilla ;-)

Odpowiedź Cperka:
Ja nazywam Firefoxa "Firefox". Nie "Fx", nie "FF". Jako że potrafię pisać dość szybko na klawiaturze mając też na względzie podstawowe zasady ortografii i gramatyki języka polskiego, nie bawię się w skracanie wyrazów (popularne ostatnio "bd" zamiast poprawnie odmienionego czasownika "być" wkurza mnie przeraźliwie). Nie mówię oczywiście też o skrótach typu OMG :P
Ale gdybym miał wybrać skrót, który najbardziej mi się podoba, to wybrałbym "FF". Wytłumaczę się tutaj fonetyką. Fonetyką dlatego, że w słowie "Firefox" akcent pada właśnie na te dwie litery "F" (a przynajmniej tak mi się zdaje) co łatwiej zapada w pamięć niż "Fx". Poza tym "iks" brzmi dla mnie zbyt profesjonalnie xD

Odpowiedź aqvario:
FF, bo Mozilla głupia jest, proszę, "ThunderBird", strona mozilli: https://wiki.mozilla.org/Tb <--- na końcu śliczne TB, a nie TD od pierwszej i ostatniej litery. Albo nie, jak pokazałem w temacie przeglądarek, Mozilla wycofała się z FX w wersji 2.0. To głupi internauci podtrzymuję bezsensowną dyskusję, zamiast iść pograć w piłkę ;P

Odpowiedź Smoq:
Używam FF, bo jest to skrót bardziej rozpowszechniony. Jak napiszę fx, to mogę się założyć, że większość ludzi nie będzie wiedzieć o co kaman.

Odpowiedź kazuya:
FF, bardziej naturalne mi się wydaje, poza tym Fx (zapisywane jako FX) ma też znaczenie: efekty specjalne

Komentarz: Podany przez Quest-88 link tyczy się Firefox’a do wersji 2.0. Od tego wydania, Mozilla zrezygnowała z propagowania tej formy. Owszem, jest ona w mojej opinii poprawna, jednak na świecie przyjęło się pisać w formie „FF”, a niektóre dość poważane nawet strony, zapisują tę nazwę jako FireFox. Dlaczego? A powiedzcie mi, co widzicie w logo przeglądarki, Pandę Czerwoną, czy ognistego lisa? Ano właśnie. Ponadto, samo tłumaczenie Pandy Mniejszej na Firefox wynika z błędu przy transliteracji. Dlatego też Mozilla skapitulowała. Poprawne są oba skróty, większość ludzi woli jednak stosować „FF”, rezerwując „FX” dla aplikacji związanych z efektami specjalnymi.

Pytanie drugie:
Dlaczego producenci oprogramowania nie mogą nawiązać współpracy i stworzyć modularnych aplikacji, które można byłoby dostosować do swoich potrzeb bez dublowania funkcjonalności i wybierania między różnymi formami mniejszego zła?

Odpowiedź Jaahquubel_ (DP):
Bo im się wizerunkowo nie opłaca. Jak to sobie wyobrażasz? "Drodzy Użytkownicy, dajemy Wam tylko interfejs, bebechy weźcie sobie od konkurencji, bo my nie potrafiliśmy ich zrobić."? :)
Każda pliszka swój ogonek chwali.

Odpowiedź qdominik (DP):
Gdyby wszyscy producenci oprogramowanie się dogadali powstałby Komitet Centralny Wdrażania Oprogramowania (KC WO) i dostęp do niego mieliby tylko Towarzysze zapisani do wyżej wymienionej struktury.

Odpowiedź Cperka:
[Mowa o kompromisach i walce o rynek]
To jest właśnie nowotwór na tkance ustroju ekonomiczno-gospodarczego zwanego kapitalizmem. Oczywiście nie kwestionuję, że twój pomysł jest bardzo ciekawy i mógłby się sprawdzić, ale po podzieleniu zysków z reklam i donacji (trza przecież coś do garnka włożyć, za serwery zapłacić, pandy sponsorować ;)) między firmy od A do H pozostaje naprawdę niewiele.
(…)
Uważam, że byłoby to o wiele lepsze rozwiązanie! Jest powiedzenie "Zgoda buduje, niezgoda rujnuje". Jeżeli połączyć w jednej modularnej aplikacji największe atuty wielu firm i razem pracować nad neutralizowaniem wad jestem pewien, że wynik mógłby być wręcz przełomowy. Niestety z powodów wyszczególnionych wcześniej pomysł jest póki co na tyle nierealny, że wręcz utopijny. Poza tym bóg wie czy "budująca zgoda" nie przerodzi się w "gdzie kucharek sześć..."

Odpowiedź aqvario:
hmm, a czy Linux nie jest cudownym przykładem, że to nie ma prawa zadziałać? Czemu? Bo ja chce mieć zieloną ikonkę w kształcie samochodziku! Ale mój sąsiad chce mieć czerwoną w kształcie ślimaka! Ej, niech producent zrobi wszystkie kolorki we wszystkich kształtach! O, nie chce mu się w ciągu ostatnich 3 lat? To ja zrobię własną wersję! I umieszczę na swoim blogu!
<po 10 latach analityk bada rynek>
Mamy 123 tys różnych zestawów ikon, ale ponieważ są różnej wielkości, a producent nie przewidział zmiany rozłożenia ikon w interfejsie, to mamy także 500 różnych podwersji tego samego programu. Najbardziej rozpowszechniona jest ta, gdzie można zmieniać sobie tło, na co producent się nie zgodził, twierdząc, że userzy są erotomanami i mają problem z trafianiem w przyciski, które nie są umieszczone na cyckach, które sobie ustawili w tle.

Odpowiedź kazuya:
Pierwszym powodem jest istnienie pieniądza, tym samym jeśli ktoś będzie miał możliwości i interes w tym aby wypuścić konkurencyjny program, to to zrobi. Drugim powodem są różne potrzeby użytkowników, wprawdzie zaproponowany system modułowy częściowo rozwiązałby problem, ale w praktyce zawsze się okaże, że dodanie jakiejś funkcjonalności nie będzie w takim systemie możliwe do zrobienia w sensowny sposób bez zmiany podstawowych założeń konstrukcji danego systemu. No i z takim modułowym systemem jest też problem, wielu (o ile nie większość) ludzi nie będzie w stanie takiego systemu skonfigurować do swoich potrzeb, nie wspominając już o tym, że często będzie się okazywało, że jest wiele modułów realizujących tą samą funkcjonalność (ponieważ twórca kolejnego modułu nie wiedział że takie coś już istnieje, albo dwie "osoby" zaczęły to robić niezależnie od siebie), za przykład można tu dać FF i jego wtyczki.

Komentarz: Owszem, największą bolączką są konkurencja i pieniądz. I w ten sposób w szkołach nadal sprawdza się pseudo-komunizm, w Polsce nie sprawdza się demokracja, w świecie biznesu do upadku ideałów doprowadza kapitalizm, a Chiny z komunistycznym rządem i kapitalistyczną gospodarką rosną w siłę… oj, zagalopowałem się. Rzecz w tym, że brniemy w najzwyklejsze bagno. Każdy dąży do wydarcia od innych jak największej sumy pieniędzy, nie dając w zamian nic wartościowego. Czy nie lepiej byłoby w końcu zacząć działać „dla innych”, tak, aby ci inni zaczęli działać dla nas? Wilk syty, owca cała, a wszystko byłoby wygodniejsze, przyjemniejsze i łatwiejsze.

Ale cóż. Taka charakterystyka naszych czasów. 10 przeglądarek, każda inna i żadna dobra. A mogłoby być tak pięknie…
 

Komentarze

0 nowych
sla17   7 #1 04.09.2011 12:56

Fajnie, widać, że wykorzystujesz to, co dała technologia ;) Sam muszę się zastanowić, czy sam przypadkiem nie zacząć używać :)

wampir_   3 #2 04.09.2011 13:15

Witam.
Po raz pierwszy spotykam się z tym, że ktoś, podobnie jak ja, bardzo mocno wykorzystuje funkcję aplikacji Chrome. Uważam je za rozwiązanie idealne, i trochę mnie dziwiło, że rzadko się o tej funkcji pisze. Zgadzam się, że nie da się innych przeglądarek w podobny sposób wykorzystywać, a szkoda.

Moją podstawową przeglądarką jest Opera, ale w niej jest tylko możliwość przypięcia karty, co wykorzystuję bardzo rzadko i mówiąc szczerze, gdyby ta funkcja zniknęła - nie płakałbym po niej. Brakuje mi natomiast w O właśnie takiego rozwiązania jak w Chrome.

Zaciekawiłeś mnie tym Adrive, i właśnie go testuje, ale ewidentnym minusem jest sposób obsługi - brak klienta lokalnego i słaba aplikacja webowa. Jeszcze potestuję...

NRN   9 #3 04.09.2011 13:51

ADrive ogólnie jest usługą fantastyczną, pod warunkiem, że się wykupi w niej abonament. Wersja darmowa to niejako "reklama" wersji płatnej. Ważne, że pozwala na wykorzystanie tej przestrzeni w dowolny sposób ;)

djfoxer   18 #4 04.09.2011 13:51

@NRN
Pytanie drugie:

Mylisz się :) To nie kapitalizm doprowadził do kryzysu, a socjalizm! Przykład? Grecja :)

Wracając do sedna pytania. Jak wyobrażasz sobie taką kooperację? Równie dobrze można powiedzieć, że samochody powinny być robione modułowo :P Kupujesz nadwozie od Nissana, podwozie od Opla tylne siedzenia od Toyoty, szyby od Hondy... takie rozdrabnianie się nie ma sensu. Twierdzę też, że doprowadziło by to to wzrostu cen, ze względu na to, iż trzeba było by dostosowywać się do modułów innych.

Jak już ktoś napisał, świetnym przykładem jest Linux, który mając 2% użytkowników pokazuje (2% pfff, eeee jest ich tak mało, że można ich nie brać pod uwagę :P ;) ), że się wygląda to tak kolorowo jak Ci się zdaje. Chcę przejść na Linuxa. Jestem zielony. Wchodzę na wiki i widzę: http://en.wikipedia.org/wiki/Comparison_of_Linux_distributions I powiedz co mam zainstalować? Bałagan i tyle. Każdy pisze własne wersje Linuxa przez co "marka" staje się nijaka.

Siejesz zamęt z tymi modułami, utopia. :D

Za to dzięki za wykład o Firefoxie :)

NRN   9 #5 04.09.2011 14:27

"Każdy pisze własne wersje Linuxa przez co "marka" staje się nijaka."
No i właśnie to jest wina tego, że system nie jest modułowy. To są całkiem różne dystrybucje na tej samej podstawie. To jest właśnie to, czego chcemy uniknąć - tak jak wielu przeglądarek na tych samych silnikach renderujących i wielu różnych silników renderujących służących do tego samego, ale różniących się diametralnie podejściem :P A przecież standardy są konkretne, dlaczego każdy inaczej je interpretuje?

A co do przykładu z samochodami - chybiłeś. Szyby do samochodu robi np. Nordglass, silnik Volkswagen, podwozie Audi (tak, wiem, te dwie części są tak naprawdę producentów z tej samej grupy ;) ), ale już poduszki powietrzne są produkcji Chińskiej, a same fotele obszywane są we Włoszech przez tamtejszego podwykonawcę. Samochody już są modułowe (choć w zamkniętej "klasie", tzn. wewnątrz danego modelu) - nie ma najmniejszego problemu, aby w danym pojeździe zamontować skrzynię ręczną lub automatyczną, jeśli producent to umożliwia. Ja dążę do tego, żeby tę modułowość rozszerzyć na cały rynek pojazdów, tak, aby kubełkowy i zarazem niezwykle wygodny fotel z BMW pasował także do innych pojazdów w tej samej klasie.

No dobra, teraz wróćmy do systemów operacyjnych. One same w sobie są już modułowe. W Windowsie można podmienić usługę wyszukiwania na np. Google Desktop (czego jednak nie polecam osobiście :P), można zainstalować dowolne przeglądarki i dowolny zestaw aplikacji, będących niejako "modułami". Ale to nie do tego dążę.

Nie dążę też, jak już wspomniałem, do rozdrobnienia takiego jak w Linuxie. Spójrzmy może na dwie dystrybucje: Arch Linux i Slackware. Instalator służy jedynie do pobrania aplikacji do budowy systemu. Resztę "budujemy" z modułów, których mamy aż nadmiar. I choć to jest odrobinę "przesadna" forma, to mniej więcej do tego dążę.

Wrócilibyśmy w ten sposób do ery rzemiosła, gdzie kowal zajmuje się kowalstwem, a drwal rąbaniem drwa, nie odwrotnie. Gdyby każda firma zrobiła to, w czym jest najlepsza, w ustandaryzowanej formie zwanej "modułem", a wszystkie razem ustaliły jeden konkretny model frameworka, który to wszysko obsłuży i umożliwi proste zarządzanie (w formie puzzli, wcześniej już o tym wspomniałem), wówczas nie tylko mielibyśmy prostotę obsługi, ale i brak takiego rozdrobnienia, jak w przypadku różnych dystrybucji Linuxa.

Ale z jednym się zgodzę. Utopia ;)

sla17   7 #6 04.09.2011 14:30

Nikt raczej nie wchodzi na taką rozpiskę, wpisuje linux w Google i odpala pierwsze linki - a tam zazwyczaj Ubuntu, Mandriva, openSuse, Debian i kilka innych - więc wtedy jest mniej, chwilę poczyta i wybierze pewnie Ubuntu, bo najprostsze :)

NRN   9 #7 04.09.2011 14:31

Teraz tak się zreflektowałem: modułowość o której ja piszę to nie model Firefoxa, gdzie mamy 1000 wtyczek, z czego 3/4 to duplikaty pozostałej 1/4. Modułowość, którą ja mam na myśli to system, w którym istnieje 1 (słownie: jeden) moduł do każdego zadania, produkowany przez inny zespół niż główna aplikacja. Moduł, który będzie w 100% zgodny ze standardami, który spowoduje, że dodatkowe moduły będą po prostu zbędne :P

A tak przy okazji - zgadzam się, rzeczywiście socjalizm także tragicznie na to wszystko wpływa. Ale i tak to gospodarka kapitalistyczna jest przyczyną wzrostu konkurencji i produkcji chłamu na chłamie...

4lpha   10 #8 04.09.2011 14:46

"podstawą jest mój Asus Lamborghini VX6"
Chwalipięta ;)

Lubię Twoje wpisy.

wampir_   3 #9 04.09.2011 14:48

Nie mogłem się nie wtrącić do tego OT.
"Ale i tak to gospodarka kapitalistyczna jest przyczyną wzrostu konkurencji i produkcji chłamu na chłamie..."
Ze zdania wynika taki o to związek przyczynowo-skutkowy:
kapitalizm->konkurencja->produkcja chłamu
O ile konkurencja jest podstawą kapitalizmu, o tyle nie z niej wynika wzrost produkcji chłamu. Jest wręcz przeciwnie: brak konkurencji, monopol wpływa na obniżanie jakości lub zwiększanie ceny. Trudno wskazać powód dla którego obecnie jest tyle chłamu, ale to chyba wina samych klientów szukających niskich cen w sklepach dyskontowych. Innymi słowy jakość nie jest już tak pożądana.
W nawiązaniu do tego: nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale czy w zdaniu "system, w którym istnieje 1 (słownie: jeden) moduł do każdego zadania, produkowany przez inny zespół niż główna aplikacja" masz na myśli, że moduł o danej funkcji może produkować jeden wybrany zespół, czy też może być ich kilka, a użytkownik wybiera jeden z nich. Pierwsze rozwiązanie nie jest najlepsze, bo właśnie ogranicza konkurencję, które stymuluje rozwój (patrz przeglądarki).

djfoxer   18 #10 04.09.2011 15:36

@NRN
Przykład samochodu jest ok. Ja to rozumiem tak. Przychodzi do salonu Hondy i kupujesz Jazz. masz jakiś wybór koloru, dodatków, ale ograniczony. Nie ma tak że idziesz do Toyoty kupujesz od nich nadwozie, potem jedziesz do Fiata i od nich bierzesz podwozie a w Skodzie składają całość :)

Pisząc:
"Modułowość, którą ja mam na myśli to system, w którym istnieje 1 (słownie: jeden) moduł do każdego zadania, produkowany przez inny zespół niż główna aplikacja. " - chcesz wprowadzić komunę na rynek aplikacji? :) To już było i nie sprawdziło się ;) A co gorsza prowadzi do zacofania.

O utopijnych tematach najlepiej się rozmawia przy... %) :D

kuba144   5 #11 04.09.2011 16:26

Fajny wpis :)

NRN   9 #12 04.09.2011 18:17

"kapitalizm->konkurencja->produkcja chłamu "
Przykład: wchodzi Chrome na nasycony rynek przeglądarek. Chrome w ciągu x czasu wydaje 12 wersji, podczas gdy w tym czasie "podskakuje" o 2 numerki, a IE tyle cyferek nie nałapało przez całą swoją historię (ledwie dochodzi do 10 aktualnie). Reakcja konkurencji - Firefoxa: przyspieszamy cykl produkcyjny, zaczynamy produkować rzeczony chłam, bo inaczej "wylecimy" z rynku.

Nie komunę, a współpracę. Zastąpić walkę ze sobą współpracą celem osiągnięcia wyższej jakości przy niższych nakładach finansowych. Aktualnie nad przeglądarkami pracuje X firm, z czego każda ma Y informatyków, z czego Z spośród wszystkich z nich pracuje nad tymi samymi technologiami tyle, że w innych z firm X. To oznacza Z * koszt straty dla wszystkich ludzi (ktoś przecież te pieniądze musi "wygenerować"). W efekcie, ponieważ wszyscy robią to samo na X sposobów (wyważanie otwartych drzwi), stoimy ewolucyjnie w miejscu.

A teraz wyobraźcie sobie, że X firm się dogaduje i nadal zatrudnia Y informatyków, jednak 0 z nich pracuje nad tymi samymi technologiami na różne sposoby. Wszystkie firmy nawiązują współpracę i każda zajmuje się tym, w czym jest najlepsza. W efekcie, rozwój nadal postępuje - nie dla idei konkurencji (która napędza świat z powodu ludzkiej chciwości i dumy), ale dla idei samego rozwoju.

X-krotne przyspieszenie ewolucji technologicznej. To mam na myśli.

NRN   9 #13 04.09.2011 18:28

>
Oj tam. Po prostu chodziło o fakt, że system jest przeze mnie przystosowany do w miarę szybkiego, choć nadal, netbooka.

Ogólnie, to pewnie nie wiecie, ale Lambo kupiłem za pieniądze, które standardowy student-palacz wydaje na alkohol i papierosy w ciągu niecałego roku :D W stosunku do takowego, zakładając, że 2 lata studiuję, jestem o co najmniej drugi taki komputer do przodu finansowo :P (założenia: student-palacz pije średnio 2 piwa dziennie [kumulacje następują na imprezach, braki w okresie braku pieniędzy, więc można założyć te 2 piwa] i wypala 1 paczkę fajek w ciągu 3 dni. Założenia są więc bardzo optymistyczne względem studenta tego typu, który na 100% wydaje na używki więcej niż policzyłem xD).

Tak na marginesie, to niestety, w stosunku do tych z procesorem AMD E350 (AMD Fusion; 18W TDU o ile pamiętam, a moc znacznie wyższa, niż można by oczekiwać) Lambo się chyba nie umywa ^^'

NRN   9 #14 04.09.2011 19:55

Ostatni komentarz był kierowany do sunbeam96, do słów:
"podstawą jest mój Asus Lamborghini VX6"
Chwalipięta ;)

Sorry, coś zaszwankowało i nie wstawiło treści cytatu ^^'

JanStefan   6 #15 05.09.2011 09:29

Ja tam wolę, by producenci przeglądarek się nie dogadywali - już nie pamiętacie tych czasów, kiedy to IE był niemalże jedynym możliwym wyborem? A to, że wtyczki się powtarzają,... a niech i tak będzie. Istnieje przecież system ocen. Wolę mieć możliwość wyboru i wolę jak pracuje nad jedną rzeczą kilka ekip - więcej głów = więcej pomysłów.

Moim zdaniem twoje podejście to nic innego jak osłabianie rozwoju. Jesteśmy w trakcie dość sporych przemian i wiadomo, że bałagan występuje, ale z czasem to się unormuje.

Pozdrawiam

NRN   9 #16 05.09.2011 10:30

@JanStefan, może. Oby ;)

JanStefan   6 #17 05.09.2011 10:53

@NRN
No, bo jakbyś się czuł, gdyby ktoś powiedział, nie nie może pan stworzyć rewolucyjnej wtyczki, bowiem już jest grupa, która to zajmuje się wtyczką o tej samej funkcjonalności.

No, ja też na 100% tego nie wiem i mam nadzieję, że tak będzie... To taka moja wizja świata :P Jest bałagan, coś wynika i tak w koło i w koło ;)

NRN   9 #18 05.09.2011 13:38

Szczerze? Ja, jak to ja, oczekiwałbym dołączenia do zespołu projektantów owej wtyczki, przedstawił swoje racje i w czasie burzy mózgów ustalił "co dalej". Ale ja to ja, zakładam istnienie "świata idealnego" :P

  #19 05.09.2011 16:56

picasa standardowo nie nalicza do limitu pojemnosci zdjec o max rozdzielczosci 800x800.
Majac konto na google+ gorna granica zwieksza sie do 2048x2048
W obydwu przypadkach filmy do 15 minut rowniez nie sa wliczane do limitu

Link:
picasa.google.com/support/bin/answer.py?answer=1224181

NRN   9 #20 05.09.2011 20:12

Dzięki, tipster, poprawiam :)

  #21 19.04.2014 16:08

Collection of some of your personal information is essential for completion of some of the functions and activities of this Website. We will, if it is reasonable or practicable to do so, also collect your personal information directly from you. For instance, the collection of your personal information may happen when youall4dream.