Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Social Networks & Instant Messenging a życie codzienne

Po długiej przerwie, nadszedł czas na nową notkę. Tym razem w roli głównej występują: Social Networks, czyli portale społecznościowe, oraz Instant Messengers, czyli komunikatory sieciowe. Zapraszam do lektury :)

Za: Journalismes.info (znalezione z pomocą Google i TinEye, artykuł macierzysty nieznany)

Dość już mam tych wszystkich artykułów o groźności lub niegroźności Facebooka, Tweetera, NK, GG, Skype'a, MSN i innych tego typu porali / programów / systemów (niepotrzebne skreślić). Zawsze było wiadomo, że każda kwestia dzieli społeczeństwo na trzy grupy: zwolenników, przeciwników i krytykantów obu pozostałych. W tym momencie, na chwilkę utworzę jednoosobową grupę czwartą: opierających się na doświadczeniach z życia codziennego krytykantów wszystkich pozostałych trzech grup.

Jak nietrudno zgadnąć, pisze w tej chwili o sobie. Za przykład, chciałbym przedstawić Wam sytuację z dnia wczorajszego, kiedy to uznałem, że najwyższa pora przestać się lenić, zrezygnować z komunikacji miejskiej, zaoszczędzić 2 złote i przejść te 2 kilometry w dwie strony na piechotę. Nogi bolą, bo jak na studenta-informatyka przystało, mam "zdziebko" siedzący tryb życia, ale o ile przyjemniej było tak sobie pochodzić, niż cisnąć się w zatłoczonym tramwaju, w dodatku - płatnym dość drogo i nieuczciwie na krótkich trasach... Kwestię środków transportu i ekologii pozostawmy jednak na boku - jak zwykle bowiem odbiegam od tematu. Zmierzam bowiem do sytuacji, która zdarzyła mi się na jednym z przejść dla pieszych w drodze powrotnej.

Na skrzyżowaniu stałem ja, ze trzy osoby starsze, jeden bardzo spieszący się Pan-Spod-Monopolowego, dla którego czerwone światło i pędzące samochody nie stanowią żadnego problemu (tę kwestię może też kiedyś poruszę?), oraz para chłopak-dziewczyna, wyglądająca na całkiem niezłą parę przyjaciół. Ich dyskusja tyczyła się ich wspólnego znajomego. Ponieważ prawdziwego imienia opisywanej osoby i tak nie pamiętam, choć było wymienione, zastąpię je innym, fikcyjnym. Sama sytuacja jest jednak autentyczna.

Oto przebieg dyskusji (a raczej dwa zdania, które zdążyłem usłyszeć, nim dane mi było przejść przez jezdnię):

Dziewczyna: (...) no i Piotrek powiedział, że robi sobie przerwę i nie będzie trzy tygodnie na Facebooka i GG wchodził, a ja mu że to nie taki zły pomysł. Myślisz że to jej da do myślenia?
Chłopak: Moooooże...

Wniosek z powyższego fragmentu dyskusji jest taki: Jakaś parka w wieku licealnym (w takiej byli rozmówcy) się posprzeczała, i jak to zwykle bywa, każde chce pokazać swoją rację. Dziewczyna zapewne nie chce do chłopaka wrócić (co wynikało ze szczątków rozmowy, których tu nie przytoczyłem), a chłopak próbuje ją przekonać do powrotu, "dając do myślenia" przez nieobecność na portalach społecznościowych i komunikatorach przez, tu uwaga, całe trzy tygodnie!

Tak tak, wiem. To nieładnie podsłuchiwać. Tak przynajmniej zapewne ktoś zaraz napisze. Informuję więc uprzejmie, że ciężko jest, nie mając żadnej muzyki dostępnej w danym momencie w słuchawkach, stojąc na środku miejsca publicznego (chodnik przed przejściem dla pieszych), zaraz obok dwóch, głośno rozmawiających ze względu na hałas uliczny (silniki pojazdów itp.) osób, nie podsłuchać o czym dyskutują. A w szczególności, trudno jest mi nie zareagować na treść tej rozmowy.

Wracając się do wątku głównego, jakim są portale społecznościowe i komunikatory internetowe. Autor jednego z niedawno promowanych przez DP wpisów na blogu, dostępnego tutaj napisał, że:

Osobiście nie wiem jakie to ma znaczenie czy ktoś spędza 8 godzin dziennie na jednej stronie, czy kilku/kilkunastu. Żyjemy w czasach w których jesteśmy nierozerwalnie związani z komputerem, a kierunek w którym rozwija się technologia sprawia że związek ten z każdą kolejną generacją urządzeń mobilnych staje się coraz silniejszy.

Otóż ma to spore znaczenie, nawet pomimo czasów, w których żyjemy. Sam spędzam przy komputerze całe dnie, jestem więc w grupie, którą autor artykułu krytykuje, jednak na portale społecznościowe spoglądam sporadycznie, np. raz na tydzień, lub jak ktoś mnie o to akurat poprosi. W mojej opinii, to, do czego wykorzystujemy nasz komputer, ma bardzo duże znaczenie. Autor wspomniał o korzystaniu z kilku/kilkunastu stron lub jednej, w tym przypadku - Facebooka. Zawęził kwestię korzystania z komputera do samego surfowania w sieci. Niestety, komputer jest urządzeniem wielofunkcyjnym, stąd też korzystanie z niego, do samego tylko przeglądania portali społecznościowych to trochę jak zakładanie sobie dość obszernych klapek na oczy. Zawęża horyzont niewspółmiernie.

Kontynuując ten, coraz obszerniejszy, jak się okazuje, wywód, korzystanie z komputera głównie na rzecz Social Networkingu i Instant Messengingu kończy się takim właśnie obrazkiem: gdzie para złożona z realnie znających się osób, swoją awanturę przenosi nie tylko w publikę, tak że się o tym plotkuje na ulicy, lecz co gorsza w świat wirtualny. Młode, ogłupiane (nie strońmy od tego określenia) społeczeństwo jest doprowadzane do stanu, w którym "nie wchodzenie na [tu_wstaw_nazwę_portalu_lub_komunikatora] przez 3 tygodnie" to nie lada wyczyn, godzien wszelkich pochwał i świadczący o gigantycznym poświęceniu. To, o czym autor wspomnianego wcześniej artykułu pisał, tj. o umiarze, dawno przestało mieć znaczenie. Ludzie nigdy nie znali umiaru. A nawet jeśli gdzieś tam, głęboko w sercu czy rozumie, rodziła się myśl o tym, że warto przestać, ograniczyć się, pojawiali się antagoniści takiego myślenia - twórcy portali i spece od PR oraz marketingu, krzyczący: "Wszystko jest w porządku! Nie ma się czego obawiać! Korzystajcie, bo wszystko jest dla ludzi!".

Podsumowując, nie mogę się więc zgodzić z propagatorami teorii optymistycznej, że "wszystko jest dla ludzi", a Social Networking i Instant Messenging nie wpływają na życie codzienne w sposób wielokrotnie bardziej negatywny, niż miały z założenia wpływać.
Nie mogę się też zgodzić z ich przeciwnikami, twierdzącymi, że te narzędzia są tak niebezpieczne, że nie powinno się z nich wcale korzystać, a najlepiej jest pozostać całkowicie anonimowym odbiorcą, bez kont lub z kontami na fałszywe dane osobowe. Jest to przecież nie tylko namawianie do łamania regulaminów, a więc i prawa, ale też całkowity bezsens. Przykładowo, portale społecznościowe stanowią bardzo dobre uzupełnienie komunikacji typu e-mail / grupa dyskusyjna, które były kolebką sieci, a zarazem uzupełnieniem codziennej komunikacji "twarzą w twarz". Znowuż komunikatory wiadomości błyskawicznych pozwalają oszczędzić czasu i pieniędzy w stosunku do SMSów i rozmów telefonicznych. Zatem nie można ich ostatecznie skreślić.
I znowu zgodzić się nie mogę z krytykantami obydwu tych grup, twierdzącymi, że ich to nie dotyczy, lub że "oni nad wszystkim panują", a także uważającymi, że wszystko powinno mieć swój umiar, i na tym kończącymi. Nie wystarczy bowiem nie zajmować w pewnej sprawie stanowiska, aby sprawa się rozwiązała. Być może osoby te mają jakieś granice, jednak żyjąc wśród osób ich nieposiadających, bardzo ciężko będzie im się "nie dostosować". Ponadto, stwierdzenie, że "wszystko powinno mieć swój umiar" jest... no właśnie, co ono oznacza? Gdzie jest korzystanie "dobre", a gdzie korzystanie "złe"? W niniejszym wpisie zająłem pewne stanowisko, w którym te strony określam, jako że wpis powstał, jako próba choćby i odległego, mało skutecznego, ale jednak jakiegoś działania, mającego na celu przekonanie ludzi, że dając się wciągnąć w ten wir "społecznościowywości" (stwierdzenie to rzucił jakiś czas temu dość ironicznie mój znajomy), nie działają na swoją korzyść, a wręcz przeciwnie.

Za: Wikia.com/socialnetworkingeducation (znalezione z pomocą Google, artykuł macierzysty nieznany)

Z tego też względu, proszę. Niech Facebook będzie dodatkiem, nie substytutem spotkań w terenie / klubie / mieście. Niech służy za "dopowiedzenie" tego, czego nie zdążyliście na spotkaniu powiedzieć. Niech służy rozrywce, odpoczynkowi, a nie stylowi życia, czy wyszukiwaniu niepochlebnych informacji o innych (vide pracodawcy w USA i ich kandydaci na pracownika). Niech będzie rozszerzeniem funkcjonalności skrzynek mailowych, grup dyskusyjnych i for, z których korzystacie np. z racji należności do określonej grupy społeczeństwa.
Podobnie Twitter, niech nie będzie miejscem pisania o takich rzeczach jak "wypicie kawy", lecz waszych chwilowych przemyśleń, tak jak to miał na myśli projektant (a przynajmniej tak to wyglądało, gdy Twitter był promowany w trakcie powstawania).
I znowu podobnie w przypadku komunikatorów. Niech nie zastępują całkowicie spotkań (vide wideokonferencja na GG czy Skype'ie), lecz je uzupełniają.

Nie jestem konserwatystą. Przyznam się jednak szczerze, że odczuwam nostalgię w kwestii starych, dobrych listów konwencjonalnych. Teraz, najdłuższy list jaki mi się zdarza otrzymać lub wysłać, jest to kartka pocztowa z wakacji. A i to dla niektórych jest za wiele - wolą zrobić zdjęcie i umieścić je na Facebooku lub NK. Taniej i więcej ludzi dostanie. Ale to nie ma tego uroku, tej... tylko się nie śmiejcie... "magii". Przyjemnie jest rozerwać długo oczekiwaną kopertę, otworzyć złożoną "na cztery" papeterię w formacie A4, zobaczyć swoje imię lub status ("ukochany", "przyjaciel") poprzedzony słowem "najdroższy" lub nawet zwykłym "hej". Widzieć charakter pisma, czuć, że ktoś się dla nas wysilił i ten list dwukrotnie przepisywał nim wyzbył się wszystkich błędów i skreśleń. Choćby i list miał ledwie 3-4 linijki tekstu, był listem. A nie zestawem wirtualnych bitów, niewidzialnych zer i jedynek, przesyłanych w ciągu paru sekund z jednego na drugi koniec świata.

Po raz drugi (przyznam Wam szczerze, że ja naprawdę nie umiem trzymać się jednego wątku, tyle w mojej głowie siedzi pomysłów) podsumowując, tym razem jednak kwestię, w której odbiegłem od tematu głównego, nie przeczę, że technologie typu e-mail, Social Networking czy Instant Messenging są dobre. Pozwalają na szybki bezproblemowy kontakt. Ale żal mi strasznie, że do mojej skrzynki pocztowej docierają jedynie rachunki i reklamy, istny spam, czasem jakaś kartka pocztowa. A gdzie te listy? Gdzie atrament przelany na papier ozdobny, z uczuciem i pewnego rodzaju poświęceniem? Gdzie ten znaczek, który jest wynikiem pofatygowania się do najbliższego urzędu pocztowego. Gdzie się to wszystko podziało?

Kończąc już, bo gotów jestem jeszcze kolejny temat zacząć: spróbujmy zacząć korzystać z możliwości, które nam dano, w taki sposób, dla jakiego zostały zaprojektowane na samym początku. I nie ważne, że NK ma teraz milion różnych, zbędnych i dezorientujących w mojej opinii funkcji. Kiedyś było "Naszą-Klasą" i do tego, do czego kiedyś, powinno służyć i dziś. Przestańmy pozwalać PR-owcom na kreowanie naszej, podkreślam, naszej, nie ich, przyszłości. Wyjdźmy na dwór, odetchnijmy powietrzem i spójrzmy, jak przyjemnie jest móc spotkać się z kimś na co dzień, bez kilkugodzinnego wpatrywania się w ekran komputera z niebiesko-białym logo lub żółto-czerwonym słoneczkiem... A komputer niech się stanie znów narzędziem, a nie medium ze światem :)

Koniec.

Nareszcie... ;) 

Komentarze

0 nowych
n33trox   6 #1 06.05.2011 12:05

Dobry wpis. Popieram :)

Zdawać by się mogło, że niektórzy zapomnieli, jak cenna jest nasza prywatność. Od kiedy sam skasowałem swoje konto na fb i nk czuję się wolnym człowiekiem. Aczkolwiek nie da się ukryć, że wcale nierzadko może się zdarzyć, że fb jest jedyną metodą na znalezienie kogoś w sieci, więc nie jestem do końca przekonany czy dobrze zrobiłem... ale, niech tam będzie. Dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi.

GG to już inna sprawa. Tutaj nie jestem narażony na publiczny osąd innych, rozmowa jest prywatna. Często jest to dobry sposób na komunikację zwłaszcza, że rozmowy telefoniczne i SMSy kosztują, więc czemu by nie skorzystać z możliwości tegoż środku komunikacji? Nie muszę się obawiać, że któryś z moich znajomków podejrzy. No chyba, że jest hakerem... ale to raczej nie w moim wieku :P

Druedain   14 #2 06.05.2011 12:26

Zacznę od dość sporego, ale bardzo ważnego wstępu. Ja zawsze wychodziłem z założenia, że o ile każdy prawdopodobnie ma potencjał to zrobienia czegoś więcej niż zrobił i mógł po prostu nie dostać tego kopa w dupę, to jednak nie umniejsza to ich odpowiedzialności obecny stan rzeczy (czyli preferowane formy kontaktów, podejście do rozwiązywania problemów, cierpliwość do zagłębiania się w sprawy, które tylko na pierwszy rzut oka nie są warte zainteresowania, procentowy stosunek między zachowaniami konformistycznymi, a nonkonformistycznymi). Ponieważ uważam, że w praktyce nie istnieją obiektywne dla wszystkich wyznaczniki poziomu ambicji w tych różnych sprawach konkretnych osób, to jedynym dla mnie argumentem przemawiającym za poświęcenie się rozmowie z kimś jest moje własne widzi-mi-się i moje bardzo subiektywne emocje.
A teraz do rzeczy. Powyższe miało nakreślić moje ogólne podejście do ludzi. Kierując się takim myśleniem najczęściej stwierdzam, że dużo bardziej wartościowym człowiekiem jest ten, który wszystko robi nie tak jak ja bym chciał, ale sposób postępowania wcześniej dokładnie przemyślał i wierzy w sens swojego życia (jestem tu daleki od ograniczania się do wiary w jedyny słuszny Kościół Katolicki (to tak żeby webnull się nie przyczepił :P (sorry mate, ale sam sobie szkodę wyrządziłeś :D ))). Dlatego z jednej strony świadomie kieruję się powierzchownością przy szukaniu wartościowych osób do rozmowy, a z drugiej nikomu przedwcześnie nie odbieram szansy do wykazania się. Z jednej strony uważam, że nie warto by było tracić czasu na rozmowę z opisaną przez Ciebie parę, a z drugiej być może bym coś fajnego przegapił gdybym kiedyś przy innej okazji stronił od rozmowy, z którymś z nich. A po drugie, to dla mnie czy ktoś się zatraca/jestem stanowczym przeciwnikiem/zna umiar w korzystaniu z sieci społecznościowych właściwie niewiele mówi o człowieku i jestem przekonany o tym, że w każdej grupie znajdą się oszołomy i ludzie mający solidne argumenty przemawiające za ich stosunkiem do tych kwestii. Ale prawdziwy problem polega na tym, że powierzchowność bywa bardzo złudna i może się okazać, że ktoś kto wydaje się być bardzo trzeźwo myślącą osobą i czujemy, że się dogadamy może w praktyce być takim "pustakiem" u którego wytworzył się taki śmieszny poziom abstrakcji myślenia (fundament przemyśleń), ale oparty na jakiś absurdalnych aksjomatach. Wystarczy (choćby przypadkiem) naruszyć jeden taki aksjomat i nagle wszystko się zaczyna rozpadać, bo większość przemyśleń to było logiczne rozumowanie, w którym najbardziej pierwotne założenia były bzdurne.

Niestety forma komentarza nie pozwala na lepszą organizację tekstu, więc ciężko mi ogarnąć to co tu napisałem. Mam nadzieję, że moje myśli jasno się łączą z treścią tego wpisu... Nie chcę tu przytaczać regułek o tym, że 100% idei mamy w głowie, ale po przekazaniu tych myśli drugiej osobie, może u niej pozostać zaledwie 20%. W razie czego będę później rozwiewał wątpliwości.

W każdym razie, z grubsza sens był taki, że dla mnie nie Facebook jest problemem, tylko ogólny sposób myślenia ludzi w społeczeństwie. Poruszając ten problem skupiasz się na sieciach społecznościowych i komunikatorach, a w praktyce dla mnie jest to jedynie konsekwencja czegoś groźniejszego – tego, że ludzie podobne zaślepienie prezentują w całym swoim życiu i czasem zamiast poirytowania na przejściu może dopaść Cię taki człowiek w urzędzie, albo co gorsza lekarz, czy policjant.

  #3 06.05.2011 13:13

Ja konto mam ze względów o których pisał n33trox, to znaczy coś/kogoś znaleźć, przeczytać itp.

Niemniej jednak, żadnych danych tam nie udostępniłem.

NRN   9 #4 06.05.2011 14:13

@Druedain, odnosząc się do ostatniego akapitu Twojej wypowiedzi (od razu przyznam: sposób w jaki to napisałeś jest jak dla mnie niezwykłą rzadkością w ostatnim czasie, na temat, klarownie, po prostu bomba. Aż szkoda, że nie jest to niezależna notka na blogu ;) ), przyznaję Ci całkowitą rację. Problem nie jest w portalach i komunikatorach, a w ludziach. Rzecz polega na tym, że Ci ludzie korzystają z portali nie tak, jak wydaje się, że powinni. Owszem, Facebook daje różne możliwości, do których nikt nas nie zmusza, jesteśmy wolni więc możemy z nich korzystać, ale... czy na pewno musimy? Czy naprawdę koniecznością jest przeglądanie profili innych celem ich poniżenia i znalezienia "haka"?

@n33trox, zauważ, że w notce zapisałem informacje o dwóch parach: tej, która rozmawiała, i która wydawała się w miarę przyjazna, i tej, o której rozmawiano, i która w mojej opinii jest ofiarą WEB 2.0. Zakładam więc, że pisałeś o tej drugiej. Przyznaję, może się okazać, że obie te osoby są całkiem niezłymi partnerami do rozmowy, acz z drugiej strony wnioskując po opisanym rozumowaniu - "jest sprzeczka, więc nie wchodzę na facebooka" - mają nieco "płaskie" myślenie w tej kwestii. A przynajmniej chłopak, bo w końcu o dziewczynie nic nie powiedziano :P

@all, Tak przy okazji, ktoś mi powiedział, że warto byłoby na przyszłość dzielić notki na krótsze, gdyż ta zasłużyła na określenie "tl;dr;". Jeśli macie taką samą opinię, napiszcie o tym w komentarzu, będę Wam za to bardzo wdzięczny, a i notki zapewne będą łatwiejsze do przełknięcia :)

jzaam   8 #5 06.05.2011 14:18

Może trudno uwierzyć lecz sztuka pisania listów nie umarła wraz z e-meilami (czy jak to się piszę). Prawda miło jest dostać list który ktoś ręcznie napisał i poświęcił tę chwile czasu. Sam pisuje listy papierowe i otrzymuje. Przyznaję też że nie wyobrażam sobie sytuacji w której miałbym przestać to robić, jakby nie było pisanie i otrzymywanie jest swego rodzaju przyjemność.

NRN   9 #6 06.05.2011 14:55

@jzaam, cieszę się, że o tym wspomniałeś. Znowu odniosę się do głosu któregoś z moich znajomych, który to stwierdził, że moim błędem jest rozumowanie, iż wiadomość za pośrednictwem NK jest mniej warta od listu. Mówimy tu przecież o dwóch różnych typach wiadomości, które mają przenosić inną treść, zatem żadna z tych wiadomości nie jest gorsza od drugiej - swoje role spełniają bowiem wzorowo. Nie powinno się jednak dopuścić do sytuacji, gdy jedna z form wyprze drugą całkowicie, gdyż to po prostu minie się z celem. No i irytującym jest fakt otrzymywania do skrzynki pocztowej jedynie rachunków i kartek pocztowych... :P

Ave5   8 #7 06.05.2011 18:40

"Czy naprawdę koniecznością jest przeglądanie profili innych celem ich poniżenia i znalezienia "haka"?"

Ludzie jako istoty jakoś tak mają,że wystarczy dać minimum miejsca na patologię i ta się zaraz pojawia. Nie muszę chyba przytaczać słynnego eksperymentu z więźniami i strażnikami, prawda?

Nie żebym zaraz był o tym przekonany, ale wcale by mnie nie zdziwiło gdyby w kilka miesięcy po wynalezieniu rewolucyjnych, humanoidalnych robotów od razu przerobiono je na broń a la Terminator. Analogicznie każde nowe medium IT z racji swojego charakteru staje się celem bug abusowania, hakerów i innych zagrożeń, które nie zawsze biorą się z konkretnego celu per se.

Osobiście? Z portali społecznościowych nie korzystam, GG oraz telefonu używam jako uzupełnienie komunikacji face-to-face. Możliwe, że coś mnie omija, możliwe że piszę dziennie "hej" rzadziej niż gdybym był na takim FB, ale nie czuję żadnej wewnętrznej potrzeby robienia konta, więc nie robię, tylko i aż tyle.

Aczkolwiek znam osoby, które jakby za bardzo się wczuły i "fejsbukowy czat" to dla nich 90% komunikacji międzyludzkiej. Inna sprawa, że nigdy nie rozumiałem co takiego ów chat ma, czego nie ma protokół GG :)

Wpis bardzo dobry, oby więcej takich. Wyrazy uznania również dla komentarza Druedaina.

command-dos   18 #8 06.05.2011 21:01

Słuchajcie... Bardzo fajne rzeczy tu opisujecie, ale... poniekąd sami tutaj się właśnie uzewnętrzniacie (pisząc i komentując) i wcale nie trzeba być waszym "znajomym", aby to przeczytać. Zależy, jak potraktujemy dany portal, czat, komunikator, forum, itp. Równie dobrze ten tekst mógłby się znaleźć na tablicy @NRN na facebook'u. Oczywiście różne rzeczy można w tych portalach zamieszczać, od opisu samopoczucia, poprzez kłótnię między znajomymi, aż po szerzenie swoich przemyśleń, pomysłów na życie. To tylko zależy od człowieka i jego mentalności, w jaki sposób używa nk, czy fb. Stety/niestety żyjemy w takich czasach i tak to wszystko postępuje, że idę o zakład, że nie będziemy rozumieć w pełni postępowania i stylu życia naszych wnuków. Człowiek zawsze chciał mieć sporo kontaktów i zawsze był ciekaw co robi teraz jego znajomy, przyjaciel, idol. Dodając do tego, że ludzie z natury są leniwi, otrzymujemy wynik, chyba wszystkim znany... Na pewno nic nie zastąpi (kurcze - zapomniałem jak to się nazywa :) ), nazwijmy to, konwencjonalnych znajomości (face to face). Ale uzupełnienie tych znajomości, tymi poprzez sieć, moim zdaniem, nie jest złym pomysłem. Możemy zobaczyć, co planuje nasz ulubiony, np. muzyk, z którym ciężko byłoby się spotkać na żywo z różnych względów (jego popularność, odległość, itp).
Jeśli chodzi o prywatność, to nie miejmy złudzeń: tej już dawno nie ma, od kiedy wkładamy kabel sieciowy do gniazdka, czy podpisujemy umowę na telefon komórkowy. Mail, sms, konto na forum gdzieś tam czy Dobrych Programach - każdy coś tam o nas wie. Więc pamiętajmy, aby z internetu korzystać i zachowywać się w sieci tak, jak na ulicy. Czy na ulicy się obnażacie? Jeśli tak, to nic nie stoi na przeszkodzie zamieścić fotkę nago na blogu. Czy na ulicy klniecie? Tak? Ok, przeklinaj i na blogu. W szkolnej klasie powiedziałbyś "Zośka jest głupia" - napisz to na fejsbuku. Moim zdaniem czy to w sieci, czy na ulicy - bądź sobą. Fora, komunikatory i portale stały się częścią naszego życia, czy tego chcecie, czy nie - tam też piszą żywi ludzie. Tak samo można się uzależnić od przebywania na FB, jak i od przebywania dzień w dzień w knajpie przy piwie ze znajomymi - uwierzcie mi, wiem co mówię ;) Co jest bardziej niebezpieczne? Nie wiem... Wiem jedno, trzeba zachować umiar zarówno w realu, jak i wirtualu.
Nie wiem, czy ten komentarz trzyma się kupy i przekazuje to, co chciałem przekazać ;)

NRN   9 #9 07.05.2011 00:11

@command-dos, jedna tylko kwestia. Cytując Twoją wypowiedź: "Na pewno nic nie zastąpi (...) konwencjonalnych znajomości (face to face). Ale uzupełnienie tych znajomości, tymi poprzez sieć, moim zdaniem, nie jest złym pomysłem."
Wszystko "cacy", póki mowa o uzupełnieniu. A co, gdy pomimo, że jesteśmy zdrowi na ciele i nie jesteśmy przykuci do łóżka, zastępujemy znajomości realne samymi wirtualnymi? Albo inna sytuacja, w oparciu o tą opisaną w notce - jeśli nasze życie realne jest w 100% uzależnione od wirtualnego, ale nie na odwrót?

Najbardziej jednak chodzi mi nie tyle o samą kwestię uzależnienia, co "życia" tym. Próbuję cały czas, ale nie umiem pojąć do tej pory: co ma piernik do wiatraka w kwestii zerwania związku i nie odwiedzania swojego profilu z tego powodu. Umie to ktoś wyjaśnić? :P

W pozostałych poruszonych kwestiach raczej się z Tobą zgadzam ;)

qasx   6 #10 07.05.2011 11:15

@ #4 NRN | 06.05.2011 14:13
odnośnie tl;dr - wczoraj kiedy przeglądałem rssy rzeczywiście tylko przewinąłem i zauważyłem mało śmieszny obrazek na dole
dzisiaj kiedy spokojnie usiadłem i przeczytałem z mniejszym lub większym stopniem zrozumienia wpis i komentarze, i wcale nie okazało się to zbyt długie, lub zbyt mdłe i rozpływające się

do rzeczy natomiast, jeszcze zanim facebook wprowadził nową formę obsługiwania wiadomości włącznie z archiwizowaniem wszystkiego co na chacie i możliwością odbierania przez adres costam@facebook.com korzystałem z niego przez komunikator jak zwyczajny serwer xmpp. i nie mogłem zrozumieć, jak ten ogrom ludzi korzystających z facebookowego chata może obejść się bez archiwum, a tym bardziej jak potrafią rozdzielić swoją uwagę na niewygodny i zwyczajnie odarty z funkcji fbchat i gg

odnosząc się do listów papierowych, właśnie dostałem jakieś awizo, i muszę przejść ten kilometr, żeby się dowiedzieć, że jakaś niesamowicie ważna instytucja musi mnie o czymś poinformować.
długie listy papierowe powstawały tylko dlatego, że krótkich nie opłacało się wysyłać. jestem mały, i już nie z tych, co dostawali takie listy od kogoś różnego wiekiem od babci, ale jestem przekonany, że ludzie, którzy nie potrafią napisać konkretnego maila nie potrafiliby także napisać długiego listu.
sam wysyłam emalią bardzo dużo tekstu, i w niczym nie przeszkadza mi to, że nadawca nie musi angażować całego siebie tylko po to, żeby mi coś przekazać

oceniając cały wpis, bardzo dobrze dotknąłeś tematu, może nie dokładnie z tej czwartej strony, ale na pewno lepiej niż wielu innych próbujących socjologicznie i łopatologicznie zarazem coś wytłumaczyć. dzięki

  #11 08.05.2011 08:22

ładne, mądre ale niestety staroświeckie... ale bardzo dobrze napisane i dziekuje, że napisane przez mlodego czlowieka :-)

Pemek   2 #12 08.05.2011 13:42

Racja. Jeśli spotykamy się z przyjaciółmi, by rozmawiać o SN & IM to znaczy, że SN & IM są dla nas ważniejsze niż samo spotykanie. Ale żyjmy jak chcemy i pozwalajmy robić to innym. Pozdrawiam.