Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Wielki (mały?) powrót NoiRioN'a - i o tworzeniu Informatyków felietonu część pierwsza

Wielkiego (małego?) powrotu początek!
Wróciłem!
Wielkiego (małego?) powrotu koniec!

Chwila ciszy...

Gdzie suchar, tam Informatyk

Co miał na celu ten, jakże nakłaniający do wykonania "gestu Picarda", wstęp? Oczywiście, po pierwsze, pokazanie jak bardzo szczęśliwy jestem, że w końcu mam chwilę na napisanie czegoś na łamach dobroprogramowego bloga. Drugi powód tyczy się jednak sprawy zgoła odmiennej.

Nie od dziś wiadomo, że Brytyjczycy mają specyficzne poczucie humoru, a Japończycy nie znają umiaru w, delikatnie mówiąc, dziwacznych rozrywkach. Podobny brak umiaru można zaobserwować w kwestiach żywieniowych u Amerykanów. Jednak jeśli pominiemy kwestie narodowości, pewną klasę społeczną wśród wszystkich z nich coś łączy właśnie z Brytyjczykami. Ano właśnie - my, drogie koleżanki i szanowni koledzy, mowa właśnie o nas: Informatykach. Przy nas sam Strasburger wymięka! ;)

Czemu o tym wspominam? Niedawno, pojawiły się tu wpisy o edukacji w Polsce. Poruszane były tematy głównie nauczania początkowego, jak też poziomu wiedzy z tzw. Technologii Informacyjnej wśród produkcyjnej części społeczeństwa. Znalazło się tam miejsce dla zwykłego Kowalskiego, jednak czegoś mi zabrakło... Czegoś, co dotyczy mnie osobiście... Tak szczerze, to...

...skąd się biorą Informatycy?

We wspomnianym przeze mnie artykule, który znaleźć możecie na blogu MaXDemage, dużo złego powiedziano o podręcznikach oraz o prowadzących zajęcia już na poziomie podstawówki, gimnazjum, czy nawet ogólniaka. Skoro jest aż tak źle, to... no proszę, powiedzcie mi, skąd się biorą tacy jak my?

Słów parę o NoiRioN'ie
NoiRioN, to taki ludek, który komputer miał od 3 roku życia. Już jako szkrab siadał na kolanach któregoś z rodziców i klikał myszką w kolorowe puzzle z myszką miki, wirtualnie je układając. Z czasem, kolana zostały zastąpione porządną, dużą poduchą, która pozwalała siedzieć na dobrej wysokości - własnej produkcji fotel z regulacją ;) Gdy wiek NoiRioN'a się podwoił, na komputerze umiał on już pisać. I to wszystko dzięki rodzicom - kto by tam dzieci w przedszkolu uczył o komputerze? W 1996 roku? Co z tego, że ledwie rok później, rynek światowy podbijał StarCraft, co z tego, że maszyny do pisania odeszły do lamusa? W przedszkolu ważniejsze było uczenie dziecka odczytywania godziny z zegarka, tłumaczenie mu, że godzina 12:00 PM, 00:00 i 24:00 to nie to samo (autentyk!), a także wpajanie w niego konieczności drzemania pół godziny po obiedzie. Aha, i jeszcze wpojenie, że szpinak dodaje sił, tak jak "Papajowi"... no w każdym razie wiecie, co chciałem przekazać, wybaczcie odbieganie od tematu. Ważne jest to, że pomoc rodziny była nieodzowna, gdyż edukacja nie była dostosowana do tak szybkiego rozwoju świata cyfrowego.

Kontynuując podróż po mojej przeszłości, natrafiamy na szkołę podstawową. Klasy 1-3, które umyły ręce od tematyki komputerowej (i w których próbowano nam wmówić, że "one" pisze się "łan", a "two" - "tu" :P). Klasy 4-6, w których zajęcia z tzw. Informatyki...

...były niezwykle fascynujące

A polegały, m.in. na rysowaniu dowolnego obrazka bardzo ciekawą techniką. W sali znajdowało się ok. 20 komputerów w 4 rzędach. Komputery te posiadały zainstalowany system Windows 3.11 PL. Specyfikacja komputerów: Blaszana, głośno wyjąca puszka z guzikami "POWER" "RESET" oraz "TURBO", mysz, klawiatura, czarno-biały monitor ~13". Jak w tym rysować kolorowe obrazki? Nic trudnego. W sali znajdowały się dwa komputery z monitorami kolorowymi. Jeden - nauczycielski, drugi - obok nauczyciela. Nauczyciel odwracał monitor kolorowy w stronę uczniów, a ci, klikając w czarno-białe "kolory" rysowali kolorowe obrazki, które następnie Pegasus-mailem wysyłali na jego komputer. Oprócz tego przerobiono logowanie się za pomocą powłoki tekstowej, uruchamianie Norton Commandera, uruchamianie systemu Windows... A wszystko to działo się, zaznaczam, w latach 1999-2001.

Za: PurePC - Windows 3.11 - Piętnaście lat minęło jak jeden dzień

Gimnazjum natomiast, polegało na nauce tego samego co w klasach 4-6 szkoły podstawowej, z tym, że w końcu można było pracować na komputerach z kolorowym ekranem. Tym razem praca odbywała się na systemie Windows XP.

Fascynacja Informatyką

W pierwszej klasie gimnazjum, miałem już pewność, że moja przyszłość związana jest z komputerami. Nie byłem zbyt dobry z historii - nienawidzę wkuwania. Nie byłem zbyt dobry z WF-u - przez sport do kalectwa :D A byłem dobry w kwestiach związanych z komputerem. I tu zaczęła się rywalizacja z moim sąsiadem. Otóż on również bardzo się interesował tą tematyką. Podczas, gdy ja w Internecie buszowałem za pomocą modemu 56,6 kbit/s, sąsiad mój miał już łącze 128 kbit/s. Podczas gdy ja raczkowałem w tworzeniu stron w HTML 4 (chyba już 4...), on uczył się o programowaniu w języku Turbo Pascal oraz C. Podczas, gdy ja opanowałem porządnie obsługę Office'a i zacząłem analizować OOo, mój sąsiad zarabiał całkiem spore pieniądze (średnio ok. $10 tygodniowo) klikając w reklamy specjalnymi automatami z autoodświeżaniem.

I tutaj los okazał się bardzo złośliwy. Otóż mój obeznany z komputerem, programowaniem i Internetem, umiejący spożytkować swoją wiedzę, sąsiad, wybrał naukę w klasie... humanistycznej. A ja trafiłem do mat-fiz-infu. I jakimś cudem, moja fascynacja nie zagasła.

W liceum nauczyłem się programować w Pascalu. I to chyba będzie wszystko. Fizyki nikt mnie nigdy porządnie nie nauczył, stąd też nie ujrzycie jej na moim świadectwie maturalnym. Jest tam za to właśnie Informatyka, z wynikiem dwukrotnie powyżej średniej krajowej - 76%. Jestem więc jednym spośród 30% maturzystów, którym udało się zaliczyć Informatykę Rozszerzoną. To mi dało szansę wystartowania na...

Za: Program "Dziewczyny na Politechniki"

...studia na Politechnice Poznańskiej

I w sumie w tym miejscu ten wpis powinien się zaczynać. Tutaj bowiem leży całe meritum sprawy. Rzecz w tym, że zdarzają mi się odrobinę za długie wstępy... a że ja wolę się dziś porządnie wyspać - felieton będzie miał swoją część drugą w ciągu najbliższych paru dni. Opiszę tam moje wrażenia z ostatnich 4 semestrów Informatyki na Wydziale Informatyki (i Zarządzania [*]), a także wyjaśnię w końcu, skąd się biorą ci wszyscy Informatycy, mimo, że nasze szkoły są tak... niedokształcone :P

Dzięki, jeśli to czytaliście, i przepraszam, za brak zakończenia ^^'

Ach, i w ramach wyjaśnienia - nie zapomniałem o Orange, jak tylko będę miał chwilkę, to porządnie opiszę co i jak z tą (wspaniałą?) firmą przeszedłem ;) 

Komentarze

0 nowych
Wekmyr   4 #1 22.06.2011 10:19

Cała zabawa z matura informatyki jest taka, że mało która uczelnia je akceptuje ;)

Banan   10 #2 22.06.2011 10:58

Bardzo fajny wpis. Czekam na zakończenie z niecierpliwością =)

  #3 22.06.2011 11:43

jestes dziewczyna czy nie, bo chyba czegos nie zrozumialem...

dmag   7 #4 22.06.2011 12:25

Niezły skok, z Windows 3.11 w podstawówce do Windows XP w gimnazjum. U mnie wyglądało to inaczej, informatykę zacząłem mieć dopiero w szóstej klasie podstawówki (w piątej chodziłem tylko na dodatkowe zajęcia dla wybranych tj. uczniów zainteresowanych tematem i dobrze się uczących), ale działaliśmy na Windows 98 (i Office chyba 97). W gimnazjum nadal ten sam system (bo budynek szkoły ten sam i ta sama sala informatyczna). Dopiero w liceum skok na XP i Office 2000 (w ostatniej klasie chyba nawet 2003). :)

997   5 #5 22.06.2011 12:45

Ja przeszedłem "starym" i lepszym ;) systemem edukacji czyli podstawówka + liceum i komputer w szkole miałem właśnie dopiero w LO. Win 95 i przeskok potem na win2k to było coś ;) A w domu, jeszcze w przedszkolu szalałem na C64 i potem na wspaniałej maszynie IBM PC 386SX + DOS6.2 (chyba, nie pamiętam już). Wiem, że wtedy oto narodził się nowy ja, który zostanie informatykiem ;)

Shaki81 MODERATOR BLOGA  38 #6 22.06.2011 13:25

Ciekawie się zapowiada, czekam na dalszy ciąg.

lubicz   4 #7 22.06.2011 14:47

Poszedłeś na polibudę leżąc z fizyki? Jak stałeś z matmy i przedmiotów al'a elektronika?

Moim zdaniem młodym ludziom się wydaje że jak są dobrzy tylko ze spraw czysto informatycznych to już będą bogami na studiach. Jeśli nawet jakimś cudem ukończą sorbonę idą potem do pracy, pierwszy problem natury matematycznej lub algorytmicznej i leżą... specjaliści. Wiem bo widze. Ahh gdzie ta stara lwowska szkoła matematyki...

Karach   3 #8 22.06.2011 15:24

Skąd się biorą informatycy? Bocian przynosi...
Ale nie, informatyków to mailem wysyła. :D

LordRuthwen   6 #9 22.06.2011 15:35

@Karach:
bocian przynosi w kapuście, którą dostał mailem :P

Druedain   14 #10 22.06.2011 22:41

@lubicz, to że ktoś nie miał wysokiego poziomu nauczania fizyki nie oznacza, że nie jest w stanie nadrobić zaległości na studiach.

NRN   9 #11 22.06.2011 22:51

lubicz, wierz lub nie, w gimnazjum z fizyki miałem 5, w liceum chyba 3 (albo 4?). Dlaczego? Pomijając moje problemy ze skupieniem się na jednej rzeczy na raz, w liceum trafiła mi się bardzo mądra, lecz nieumiejąca tej mądrości przekazać nauczycielka w dość podeszłym wieku. Z całym szacunkiem dla Niej, po prostu do mnie nie docierała (zresztą, podobnie było z rodzicami na wywiadówkach). W trzeciej klasie zmieniono nam nauczyciela na... uwaga... naukowca, dla którego szkoła była chyba karą. Widać było fascynację, chęć eksperymentowania itp. Uwielbiał zajęcia praktyczne. Ale prowadzić lekcji na temat nie potrafił. Wszystko umiał sprowadzić do LHC i temat prowadzić 15 minut, a resztę zajęć poświęcić Zderzaczowi i bozonowi Higgsa.

Teraz, jak po takim nauczaniu, przy założeniu że w liceum nie są wykładowcy lecz NAuczyciele, przy założeniu że ja mam problemy z nauką tych cudownych wzorów, miałem mieć podstawy do zaliczenia matury z fizyki? Żadnych. Więc i fizykę pominąłem. Jak rozwiązywałem ją w domu, wyszło mi, że zaliczyłbym ją "na styk".

Drobne porównanie: mój kolega, który nie chciał zdawać informatyki, z fizyki był bardzo dobry. Do matury z niej dodatkowo się przygotowywał i to naprawdę ostro. Jego wynik z tej matury plasował się między 40 a 60% (nie pamiętam dokładnego wyniku).

Wniosek: leżałem z fizyki nie tylko ja, ale także osoby, które na zajęciach dawały sobie z nią radę, i które do matury z niej się dodatkowo przygotowywały.

No ale dość tego tłumaczenia. Pamiętaj, że ja jestem z ogólniaka - nie było tam przedmiotów typu elektronika, a już broń Boże żadnych zajęć praktycznych. Z informatyką jako przedmiotem taką radziłem sobie śpiewająco. Osobiście też problemów nie miałem. Z drugiej strony - nikt nie mówił skąd się uczyć, więc uczyłem się z tego, co mi się znalazło pod ręką. Budowę komputera znałem długo, gdyż wcześniej sam sobie komputer montowałem i upgrade'owałem. Z zajęciami praktycznymi typu lutowanie nie było również problemów - parę dobrych lat, co wakacje, razem z dziadkiem, naprawiałem aparaty fotograficzne - a to jednak dość precyzyjna zabawa ;) Podobnie problemów nie było z praktyczną wiedzą z elektroniki (zaznaczam: praktyczną, a więc w sumie bardziej przydatną w życiu, mniej na uczelni) - składałem różne zabawki typu Zrób To Sam, m.in. odstraszacz na zwierzęta, i nigdy nie zdarzyło mi się nic tam spartolić, nawet jak instrukcja była niepełna :P

Co zostało? Matma? Ciągle zmieniali się nauczyciele, w kółko wałkowaliśmy to samo, a o pochodnych to nikt nam nie raczył wspomnieć (kompletna abstrakcja!). Pierwsze dwie klasy było w sumie nieźle, w trzeciej rzekomo podupadłem. A matura na 76% zdana, więc aż tak tragicznie jednak nie było ;)

Tak więc, w odpowiedzi na Twoje zaskoczenie faktem moich problemów z fizyką odpowiadam: jakoś na Politechnice od 4 semestrów się utrzymuję, i to wcale nie z litości prowadzących :)

  #12 23.06.2011 15:57

Re: "We wspomnianym przeze mnie artykule, który znaleźć możecie na blogu MaXDemage, dużo złego powiedziano o podręcznikach oraz o prowadzących zajęcia już na poziomie podstawówki, gimnazjum, czy nawet ogólniaka. Skoro jest aż tak źle, to... no proszę, powiedzcie mi, skąd się biorą tacy jak my?"
Jesteś na drugim rok studiów, nie masz nawet tytułu inżyniera/licencjata, prawdopodobnie nie brałeś udziału w żadnym sensownym projekcie informatyczny i Ty uważasz się za informatyka?

Ufolec   13 #13 23.06.2011 23:58

no proszę.. proszę.. kolejna osoba na portalu dobrychProgramy, która jest z Politechniki Poznańskiej, miło 'poznać', jam również na 'Informatyce' ;-). Wpis bardzo ciekawy i z tego co czytam, to niektóre wspomnienia mamy podobne :D

NRN   9 #14 24.06.2011 03:41

A, i odnośnie płci - teraz dopiero to pytanie zauważyłem - nie no, ja jestem facetem. Ale obrazek promocyjny musiałem załączyć - ku chwale Informatykom :D

lubicz   4 #15 24.06.2011 07:20

@NRN

OK, ok. Nie chodzi mi o Twoją fizykę czy matematykę, wiadomo że każdy chodził do takiej czy siakiej szkoły, był taki czy siaki poziom. Chciałem jedynie zwrócić młodszym kolegom uwagę na to aby się nie jarali tym że są dobrzy tylko z informatyki. Studia informatyczne bez rozróżniania specjalności to jeszcze kilka innych istotnych przedmiotów. U nas uwalali z matematyki, elektroniki, obwodów i sygnałów, na trzecim roku postrach był z mikroprocesorów... reszty nie pamiętam bo "studiowałem" :D. Też byłem po ogólniaku i zdawałem starą maturę, miałem rozszerzoną matematykę w programie nauczania. Na początku studiów leżałem z obwodów i sygnałów i elektroniki bo nie znałem tej teorii a tempo pochłaniania materiału było zabójcze. Z kolei koledzy z elektryków doskonale znali tą teorię ale leżeli z matematyki... bo co z tego że wiesz co się dzieje z prądami skoro nie policzysz zasranych całek i różniczek? I tak oto powstał model oparty na pełnej symbiozie, my im to oni nam to :d.
Życzę powodzenia, korzystaj z czasu studiów bo potem zostaną tylko fotki... i praca i praca i praca.

NRN   9 #16 24.06.2011 10:14

lubicz, tutaj wiele zależy od uczelni. U nas przykładowo, uwalają z matmy i wszelkich przedmiotów powiązanych. I na co mi, powiedz proszę, przykładowo, zaawansowane wzory statystyczne, jak ja w sieciach zamierzam się zagłębiać? :P

Zdawać, zdawałem starą "nową maturę", tzn. tą w rok po "starej maturze" - bez obowiązkowej matmy (którą popieram) i bez obowiązkowego "podstawa + rozszerzenie" (co jest moim zdaniem cofnięciem się o krok).

No nic, dzięki za życzenia. Ale co do samej pracy - jeszcze zależy jaka. Jak taka, do której już teraz aplikuję, to sądzę, że będzie całkiem fajnie ;) (Ta, muszę być nienormalny, że praca mi się podoba).

  #17 24.06.2011 13:54

Jeśli chodzi o ,,nową,, maturę-
To tak łatwej nigdy nie było...
Wywalili sporo materiału, poziom jak najbardziej przeciętny(chodzi mi tutaj o matematykę).
Zdawałem ,,starą,, maturę - masz sporo czasu, ale jak nie znasz sposobu rozwiązania, to leżysz i lament:))))

  #18 26.06.2011 18:20

Skąd się biorą informatycy,z ciekawości,co myśleliście,gdy dostaliście swój pierwszy komputer ?,jednych jarała fascynacja grami i na tym poprzestali,garstka zaczęła się zastanawiać,jak to działa,zaczęli kupować pisma komputerowe (internet wtedy w Polsce raczkował,pisma były jedynym żródłem informacji o tym świecie),tam były kursy programowania,nauka Basica,pierwsze komputery miały interpreter na starcie i tak się wciągnęli,dolóżcie do tego powszechne kiedyś piractwo (wszystko można było mieć nagrane na giełdzie w latach 80 do 90 nikt za to nie ścigał),więc zdobycie programów nie było problemem

  #19 03.07.2011 09:46

> Pamiętaj, że ja jestem z ogólniaka - nie było tam
> przedmiotów typu elektronika, a już broń Boże
> żadnych zajęć praktycznych.
Bogu dziękuj!
Nie masz tzw. "biasu".
--
W Polsce nie nauczają informatyki.
Przejdź się na forum DP i znajdź wątek o problemie z prostym ciągiem [C++].
--
Matematyk to osoba zajmująca się *tworzeniem* problemów i próbą ich analizy.
Normalny człowiek szuka *rozwiązań*!
--
Matematyka na studiach służy właśnie *do uwalania*.
Coś na kształt okresu rekruckiego w armii ;)

  #20 04.07.2011 02:29

1. Matura z infy się przydaje. Obecnie na PP matura z inf=fiz. Dlatego ponieważ jak autor, jestem noga z fizyki, wybrałem inf. a 78% dało mi spokojne miejsce w połowie stawki.

2. Na PP bynajmniej pierwszy rok da się przeżyć. Zobaczymy jak dalej.