r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Na czym polega fenomen OUYA?

Strona główna Aktualności

Zbiórka pieniędzy na OUYA dobiegła końca — w ciągu 29 dni obecności na Kickstarterze, twórcom nowatorskiej konsoli udało się zebrać dokładnie 8 596 475 dolarów od ponad 63 tysięcy osób. To dziewięć razy więcej, niż pierwotnie zakładano. W czym tkwi siła tego projektu?

Warto zacząć od samego wyglądu, OUYA bowiem staje na bakier wszystkim stereotypom. W przeciwieństwie do dużych, prądożernych maszyn, do których zdążyliśmy się przez lata przyzwyczaić, nowa konsola zachwyca swoim minimalizmem. Pudełko wielkości kostki Rubika może gustownie stać obok telewizora, a w razie potrzeby zmieści się w dłoni. Hobbystycznych elektroników ucieszy zapewne fakt, że obudowa będzie skręcona zwyczajnymi śrubkami. Sama specyfikacja też nie będzie powodem do wstydu — czterordzeniowy procesor Tegra3, 1 GB RAM i 8 GB pamięci flash to coś, co znamy z high-endowych smartfonów. Kluczem jednak jest to, co z OUYA można zrobić.

Androida 4.0, który będzie napędzał konsolę, deweloperzy znają od podszewki. Dzięki temu projekt wsparło wiele firm, które już szykują swoje aplikacje: m.in. OnLive, Square Enix, Vevo, Robotoki, Namco Bandai, Plex czy Mojang. W przeciwieństwie jednak do typowych konsol, które wymagają podjęcia współpracy z producentem sprzętu, każda OUYA będzie przystosowana do działania jako dev kit. Podobnie więc jak w przypadku Raspberry Pi, zastosowanie konsoli będzie ograniczone wyłącznie pomysłowością programistów i możliwościami sprzętu. Co więcej, OUYA może zagrozić rozrywkowym zapędom smartfonów i tabletów. A to dlatego, że konsola będzie obsługiwać do czterech kontrolerów równocześnie.

Jednak to właśnie one budzą moje największe obawy. Android i wszystkie przeznaczone dla niego aplikacje są przystosowane do urządzeń dotykowych, a panel na środku kontrolera OUYA wygląda dość skromnie. Nie jestem więc pewien, czy programistów nie czeka żmudne przepisywanie programów pod nowy interfejs, by dało się przyjemnie grać. Ogólnie gamepad wydaje się być zrobiony w „starym stylu”, który nie pasuje do nowoczesnej konsoli. Jeśli jednak producentom uda się okiełznać ten problem, może być naprawdę ciekawie — wyobraźcie sobie chociażby Cut the rope lub Angry Birds w trybie turniejowym. W takim przypadku dobrze by było, gdyby konsola synchronizowała dane z innymi urządzeniami, by po wyjściu z domu móc kontynuować zabawę np. na tablecie.

W chwili obecnej sukces OUYA jest pewny, bo projekt już zarobił na siebie. Teraz natomiast gra się toczy o jego przyszłość i zastosowanie. Czy będzie to kolejny niepotrzebny gadżet, który znudzi się po kilku miesiącach użytkowania? A może właśnie jesteśmy świadkami next-genowej rewolucji? Niska cena (119$ za konsolę, jeden kontroler i przesyłkę poza granice USA; dopłata do czterech padów wynosi 90$) i otwarte zaproszenie do modyfikowania sprzętu mogą mieć decydujące znaczenie. Romans z OUYA zacznie się w przyszłym roku — fundatorzy z Kickstartera dostaną konsole w marcu, a normalne zamówienia będą realizowane od kwietnia.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.