Need for Speed: Hot Pursuit

ROZRYWKA

Nigdy nie sądziłem, że trafię na grę, która chociaż trochę przypomni mi niedoścignione Burnout 2: Point of Impact, a w dodatku nie będzie to pozycja właśnie z tej uznanej serii. Chociaż producent ten sam – jak wiadomo, Criterion Games stanowi jedną z ekip odpowiedzialnych za przywracanie Need for Speed do łask. W odróżnieniu od wydanego w zeszłym roku, raczej realistycznego Shifta, wyścigi w nowym Hot Pursuit to niezwykłe emocjonujące „prucie” przed siebie na pełnej prędkości - więc wielbiciele symulatorów nie mają tutaj czego szukać. Ale miłośnicy dobrej, szybkiej zabawy „wsiąkną” na dobre...

Już ekran tytułowy zapowiada, na co należy się przygotować – w rytm dynamicznej muzyki mkniemy po drodze gdzieś na pustkowiu. Nie uświadczymy żadnej fabuły. Gracz po prostu opowiada się po stronie stróżów prawa okręgu Seacrest, albo rozrabiaków w drogich furkach, których glinom tym przyjdzie gonić i brutalnie ściągać z ulic. Wyścigi ogólnie dzielą się na zwykłe, gdzie należy na pierwszym miejscu dojechać do mety, plus to samo z udziałem przeszkadzającej nam policji, pojedynki jeden na jeden oraz czasówki - tu oczywiście trzeba jak najszybciej dojechać do celu. Od strony prawa wygląda to rzecz jasna lekko inaczej, bowiem powstrzymujemy piratów szos. Niemniej też główną sprawą zazwyczaj jest, żeby zatrzymać ich w jak najkrótszym możliwym czasie. Bowiem to się opłaca.

Za wypełnianie swoich zadań, każda ze stron otrzymuje nagrody pieniężne, które kumulując się, przekładają na wyższe poziomy „wtajemniczenia” (do 20) - a to oznacza dostęp do coraz konkretniejszych wózków, bardziej skomplikowanych odcinków, a także różnorakich gadżetów. Niekiedy na trasie zostajemy wyposażeni w „pomoce” techniczne, wyrównujące szanse w starciu z głównym przeciwnikiem. Policja skorzysta z kolców drogowych, zleci blokadę, usmaży systemy uciekiniera celnym strzałem EMP, zaś gdy to wszystko nie przynosi rezultatów, zawsze pozostaje jeszcze wezwanie wsparcia powietrznego - helikoptera. Do dyspozycji „ścigalców” z kolei, obok „szpil” oraz ładunków elektromagnetycznych, oddano turbo (gwałtowne przyśpieszenie) plus urządzenie zakłócające, na chwilę uniemożliwiające glinom korzystanie z ich zabawek. Co dobre, w miarę używania tego wszystkiego, zyskujemy lepsze wersje osprzętu – ot, taki lekki element RPG.

Jeśli obawiacie się jednak, że Need for Speed zmieniło się nagle w jakąś bardziej realistyczną wersję Twisted Metal to uspokajam – ładnie wyważono ściganie się z taktycznym rozgrywaniem sytuacji na drodze przy użyciu dostępnych akurat środków. Każdy gadżet po jednorazowym uruchomieniu musi się doładować, więc nie rozsiejemy nagle dziesięciu zestawów szpikulców na całej szerokości szosy. Skoro to Criterion to musiał pojawić się też naturalnie dodatkowy wspomagacz w postaci nitro, ładowanego ryzykownymi akcjami – z których na pierwszym miejscu jest jazda pod prąd. Napełniamy tak sobie odpowiedni pasek, do wykorzystania w chwilach potrzeby. Miejscami z naprzeciwka coś na nas wyjedzie, niemniej w prawym dolnym rogu ekranu zawsze podawana jest rzeczowa informacja, w jakiej odległości jest nadciągający pojazd. Przemyślane.

1 2 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Nikt nie napisał jeszcze komentarza, możesz być pierwszy!
Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.