r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Nie wierzcie Apple: iPad Pro nie zastąpi PC – bo iOS nie nadaje się do poważnej pracy

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Pod przywództwem Steve’a Jobsa Apple było mistrzem w sprzedawaniu złudzeń. Dziś, pod Timem Cookiem chyba tak sprawnie już sobie z tym nie radzi, o czym świadczą niespecjalne wyniki smartzegarka Apple Watch, pierwszego urządzenia z Jabłkiem, które pojawiło się już w post-Jobsowej erze. Teraz firma z Cupertino, stojąc w obliczu załamania się rynku tabletów, próbuje przekonać potencjalnych klientów, że jej iPad Pro to pełnowartościowy komputer. Czy można uwierzyć Apple i wyłożyć niemal 5 tysięcy złotych na duży (najlepiej złoty) tablet, w sytuacji gdy w zbliżonej cenie Microsoft oferuje swoje hybrydowe laptopy Surface?

W Sieci pojawił się 30-sekundowy spot pt. „What’s a Computer?”. Za jego pomocą Apple próbuje nas przekonać, że iPad Pro, wyposażony w klawiaturę Smart Keyboard i piórko Apple Pencil może bez żadnych problemów zastąpić tradycyjnego peceta, ba – każe nam się zastanowić nad tym, co nasz komputer mógłby zrobić, gdyby był iPadem Pro.

Zanim pobiegniecie do sklepu Apple, by zaciążyć swoje karty kredytowe, warto jednak zapoznać się z doświadczeniami Martina Wattsa, człowieka, który próbował używać iPada Pro jako komputera. Wszystko przez to, że sprzedał MacBooka Pro i kupił sobie iMaka 5K – głównie dlatego, by nie męczyć oczu. Jako że potrzebował zaś też maszyny przenośnej, jego wybór padł właśnie na nowy, profesjonalny tablet Apple’a. Typ pracy? W większości związany z tekstem – pisanie, redagowanie, recenzowanie.

r   e   k   l   a   m   a

Z odpowiednim zestawem aplikacji – Scrivo Pro, a następnie Scrivener do pisania tekstu, Working Copy do zarządzania Gitem, Editorial i Textastic do pisania kodu, klientem poczty Spark, a w końcu edytorem Ulysses, który zastąpił inne edytory czystego tekstu, praca się nawet układała. Jak autor przyznaje, pod wieloma względami iPad Pro był w stanie zastąpić MacBooka. W niektórych kwestiach był nawet lepszy – do twórczego pisania bez rozproszeń czy czytania długich tekstów.

Fatalnie jednak iPad Pro wypada wszędzie tam, gdzie trzeba skorzystać z więcej niż jednej aplikacji jednocześnie. To nie wina samego urządzenia, lecz architektury samego iOS-a, która skupiony jest nie na dokumentach, lecz na aplikacjach. To chyba największa wada mobilnego systemu z Cupertino – normalnie użytkownik nie może nawet przejrzeć swoich plików w pamięci masowej.

Typowy scenariusz dla kogoś, kto żyje z pisania: wysłać tekst do redaktora, otrzymać kopię z komentarzami, przejrzeć komentarze, zaakceptować lub odrzucić poprawki, odesłać zmienioną kopię do redaktora. Wydaje się proste, ale nie na iPadzie Pro. Przede wszystkim to kwestia formatu – raczej nie dostaniemy dokumentu w formacie którejś z natywnych iOS-owych aplikacji, lecz jako plik Worda. Oczywiście Microsoft Office jest dostępne na iPada (można powiedzieć, że dziś iOS jest równie ważną platformą dla Microsoftu co Windows), ale problem tkwi w czymś innym.

Na normalnym komputerze osobistym większość użytkowników dokument zapisze sobie na pulpicie, kliknie by otworzyć go w swoim edytorze tekstu, wprowadzi w nim zmiany, zapisze je, odpisze na e-maila, a następnie załączy do odpowiedzi dokument z pulpitu. Proste, prawda? Ale nie na iPadzie. Watts wyjaśnia: na iPadzie wszystko wydarza się w kontekście aplikacji. Muszę otworzyć załącznik w programie pocztowym a następnie użyć funkcji Otwórz w, by wysłać go do edytora tekstu Pages, wprowadzenia tam zmian… i co dalej? Mogę z powrotem z Pages wysłać go do klienta poczty Spark, ale tylko jako nową wiadomość. Jeśli nie mam zapisanego adresu e-mail redaktora jako kontaktu, to przegrałem – nie mogę wrócić do wiadomości, na którą powinienem odpowiedzieć. Mogę to chyba zapisać jako szkic… albo mogę zrobić to co zrobiłem: skorzystać z Dropboksa jako „pulpitu” – wrócić do Pages, wysłać kopię do Dropboksa, a następnie odpowiedzieć.

To właśnie największa męczarnia pracy z iOS-em: póki działasz w kontekście aplikacji, wszystko jest dobrze. Spróbuj wyjść poza nią, a zobaczysz, jak bardzo źle może być. Nie istnieje bowiem w iOS-ie nic takiego jak dokument sam w sobie, na którym pracujesz. Nie, to musi być dokument danej aplikacji, który możesz jedynie wysyłać do innej aplikacji i vice versa – technicznie są one jednak niezależnymi lokalnymi kopiami, do których użytkownik nie ma bezpośredniego dostępu. A to przecież tylko tekst. Pomyślcie, jak źle może być, gdy pojawiają się bardziej złożone pliki – grafika, multimedia, kod, nad którymi pracuje się z użyciem wielu narzędzi.

Apple wymyśliło sobie kiedyś, że normalni użytkownicy nie rozumieją metafory pulpitu, tej samej metafory, której Apple było jeśli nie twórcą, to na pewno ewangelistą – więc zdecydowało się, że iOS nie będzie miał widocznego dla nich systemu plików z metaforą pulpitu na wierzchu (oczywiście w środku jest zupełnie normalny system plików HFSX, mutacja znanego z Maka HFS+). Miliardy użytkowników Windowsa oczywiście nie miały problemów z używaniem pulpitu, ba, wydaje się, że niektórzy go wręcz nadużywali, zamieniając w jeden wielki śmietnik. A teraz Apple mówi posiadaczom pecetów, by zastąpili je iPadem Pro, który kompletnie nie nadaje się do poważnej pracy – w wielokontekstowych warunkach.

Dlatego jeśli zastanawiacie się nad kupnem takiego „profesjonalnego tabletu”, o wiele lepiej sięgnąć po sprzęt Microsoftu. Surface Pro jest normalnym komputerem w tabletowej formie. iPad Pro, choć pod względem parametrów technicznych i jakości wykonania wypada świetnie, wciąż pozostaje tylko tabletem. Bardzo drogim tabletem, który uniwersalnemu pecetowi dorównać nie może.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.