r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Nowa „Malina” już za 20 dolarów, ale czy 256 MB RAM i jedno USB 2.0 wystarczą?

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Bez większych zapowiedzi pojawił się nowy model słynnego komputerka Raspberry Pi, oznaczony jako A+. Dopiero po tym, jak kilka internetowych sklepów z elektroniką umieściło go w swoich katalogach, opiekująca się całym przedsięwzięciem fundacja przedstawiła Raspberry Pi A+ bliżej. Z góry uprzedzamy – jeśli marzycie o szybszym Pi, to możecie marzyć dalej. „Malina” w swoim cyklu życia przypomina bardziej konsole do gier niż komputery osobiste.

Najciekawszą rzeczą w nowym modelu jest cena. Na oficjalnym blogu Raspberry Pi, Eben Upton mówi o 20 dolarach amerykańskich. Niestety te 20 dolarów w sklepach brytyjskich to już 20 funtów. Kontynentalnych cen w euro nie udało się nam jeszcze znaleźć, ale nie zdziwimy się, jeśli będzie to 20 euro. Poza tym na papierze różnic nie ma: jednostką centralną jest ten sam co w modelu A układ Broadcom BCM2835, taktowany zegarem 700MHz z FPU i dwurdzeniowym GPU VideoCore IV. Do tego dochodzi 256 MB zintegrowanej pamięci RAM.

Różnice widać za to na zdjęciach. A+ jest wyraźnie mniejsze (65 mm długości, w porównaniu do 86 mm w modelu A), ma też 40-pinowe złącze GPIO, zgodne ze standardem HAT dla płytek rozszerzeń, zaś slot SD został zastąpiony sprężynującym złączem microSD. Eben Upton zapewnia, że podobnie jak w modelu B+, w którym wyżej wspomniane zmiany zadebiutowały, tu też uzyskamy lepszą jakość dźwięku dzięki wykorzystaniu mniej szumiącego odrębnego obwodu zasilania. Tak samo też zmniejszono zużycie energii, wynosi ono teraz około 0,5 W. Niestety w nowej Malinie znajdziemy tylko jedno złącze USB 2.0.

r   e   k   l   a   m   a

Wydanie takiego „oszczędnościowego” nowego modelu podzieliło społeczność, szczególnie w kwestii dalszego uporczywego trzymania się stareńkiego SoC od Broadcoma. Co ciekawe, nie wszystkie zarzuty można sprowadzić do niskiej wydajności tego pamiętającego ubiegłą dekadę czipu. Pojawiają się też głosy podnoszące kwestie edukacyjne – Raspberry Pi miał być przede wszystkim platformą do nauki programowania, tymczasem brak porządnej dokumentacji dla czipu Broadcoma (tak dla CPU jak i GPU) uniemożliwia zapoznanie się z niskopoziomowymi zagadnieniami.

Oczywiście ku zadowoleniu Broadcoma, który przecież musi jakoś się pozbyć tej góry wyprodukowanych BCM2835, fani Raspberry Pi wszystkie te argumenty odrzucają, wyjaśniając że wcale nie potrzebujemy szybszych procesorów, więcej pamięci czy interfejsu USB3. Może i rzeczywiście tak jest. Jednym z głównych założeń projektu była niska cena – nie tylko zakupu, ale też zastąpienia uszkodzonych egzemplarzy. Tutaj mamy pewność, że oprogramowanie napisane dla pierwszych Raspberry Pi A będzie działało na najnowszym Raspberry Pi A+ – i vice versa.

Z drugiej jednak strony nie można zapomnieć że w hobbystycznych zastosowaniach „Malina” ma coraz większą konkurencję. W zastosowaniach wymagających większej mocy obliczeniowej brylują wydajne komputerki Intel Edison, zaś tam, gdzie liczy się niskie zużycie energii, niska cena i łatwość rozbudowy, można znaleźć takie płytki jak włoska Arietta G25. Siłą Raspberry Pi pozostaje społeczność – ale czy ta społeczność wciąż będzie bawić się tą samą płytką za 5 lat?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.