r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Nowe to dobrze zapomniane stare. Co dziś oznacza premiera iPodów dla jutra IT?

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Apple zdecydowało się na krok, który niewielu było w stanie przewidzieć. Drugi kwartał 2015 roku mógłby się wydawać czasem, w którym produkcja urządzeń wyspecjalizowanych w funkcjach pełnionych już przez smartfony nie ma sensu. Co zatem oznacza dla całego rynku IT informacja o premierze nowych iPodów? I czym, oprócz braku gniazda karty SIM, urządzenia te będą się różniły od iPhone'ów?

Urządzenia z serii Nano i Shuffle otrzymały kosmetyczne poprawki i poszerzono gamę barw, w których dostępne są iPody. Dużo bardziej interesujące są natomiast domniemania o tym, jaką funkcję będzie sprawował na rynku iPod Touch. Znany z iPhone'a procesor A8, który w zasadzie determinuje zbliżoną lub identyczną do smartfona konfigurację, oraz 16, 32, 64 lub 128 gigabajtów pamięci do wyboru pod względem technikaliów (czy tylko?) czyni nowego iPoda klonem iPhone'a. Tym bardziej nie daje to odpowiedzi na zasadnicze w tym kontekście pytanie: dlaczego, Apple?

Nie można się już przecież oszukiwać, że chodzi o zapełnienie jakiejkolwiek rynkowej luki. Model marketingowy Apple'a w zasadzie od zawsze opierał się przede wszystkim na generowaniu popytu, a nie jego zaspokajaniu, trudno zatem zakładać, że tym razem będzie inaczej. Przyjrzyjmy się zatem czynnikom, przez które w Apple stwierdzono, że obecność na rynku nowego iPoda nie jest wykluczona przez popularność i pozycję iPhone'a. Oczywiście zakładając, z niemałą dozą optymizmu, że takie czynniki w ogóle istnieją.

r   e   k   l   a   m   a

Nie byłoby mowy o technicznym klonie, gdyby podobieństwo iPoda i iPhone'a opierało się „jedynie” na wykorzystanie procesora A8. W iPodzie Touch znajdziemy zatem koprocesor M8 drugiej generacji, który pozwoli na śledzenie ruchu czy wysokości położenia użytkownika, moduł Wi-Fi i Bluetooth, a także kamerę zdolną do robienia zdjęć w rozdzielczości wynoszącej 8 megapikseli i nagrywania filmów w 1080p przy trzydziestu klatkach na sekundę. Ponadto iPod Touch, jako urządzenie wyspecjalizowane muzycznie, będzie odtwarzał pliki AAC, zabezpieczone AAC, He-AAC, MP3 i MP3 VBR od 8 do 320 kilobitów na sekundę. Brzmi znajomo? Owszem:

No dobrze, dobrze. Są też różnice. Widać je przede wszystkim w rozmiarach urządzeń. Nowy iPod Touch jest o 34,7 mm krótszy, 19,2 mm węższy, 1 milimetr cieńszy i o 84 gramy (czyli prawie o połowę) lżejszy niż iPhone 6 Plus. Pociąga to za sobą konsekwencje także w postaci wielkości i rozdzielczości wyświetlacza. iPod będzie miał ekran 4-calowy, o rozdzielczości 1136 na 640 pikseli i zagęszczeniu 326 ppi. Nie te różnice są jednak najistotniejsze.

iPod Touch w wariancie z 16 gigabajtami pamięci będzie kosztował 199 dolarów. Za modele z wielokrotnością tej pojemności przyjdzie zapłacić kolejno 249, 299 i 399 dolarów. A zatem, w porównaniu z cenami iPhone'a 6 Plus (16 GB – 299 dolarów, 64 – 399, 128 – 499), oferta wypada całkiem atrakcyjnie. Można wywnioskować, że za nieco większe rozmiary oraz gniazdo na kartę SIM Apple każe sobie płacić, w przypadku najmniej pojemnego wariantu, 100 dolarów amerykańskich. Chyba nikogo już to nie dziwi. Jeżeli jednak wziąć pod uwagę różnice w cenach oraz fakt, że iPod to jednak urządzenie służące do odtwarzania muzyki, cała sprawa zaczyna być nieco bardziej przejrzysta. Meine Damen und Herren, Apple Music.

Od tygodni donosimy o coraz bardziej zaciętej walce pomiędzy usługami muzycznymi. Zdominowany latami przez Spotify rynek nagle nie tylko skrajnie się ożywił, ale przeszedł swoistą metamorfozę. Mimo niewątpliwego sukcesu Apple, jakim jest zrewolucjonizowanie usług muzycznych, walka niezmiennie jest wyrównana. Całkiem rozsądne w takim kontekście wydaje się zaprezentowanie nowych-starych urządzeń, które, mimo przytoczonych podobieństw do smartfona, w procesie sprzedaży będą kojarzone z muzyką.

Dzięki premierze iPodów, których ceny można uznać za relatywnie atrakcyjne, znacznie więcej użytkowników będzie mogło sobie pozwolić na posiadanie quasismartfona Apple'a (no bo przecież tylko nie dzwoni), a tym samym zapewnić Apple Music znacznie większe zainteresowanie. Możliwy jest zatem scenariusz, w którym cała branża, zmierzając przez lata do konsolidacji największej możliwej liczby funkcji w jednym urządzeniu, zatoczyła koło. Aby wypromować jedną ze swoich usług, Apple – którego pionierską pozycję na rynku trudno kwestionować – „wydarło” nagle z uniwersalnego urządzenia, jakim jest iPhone, jedną z być może najistotniejszych funkcji. Oczywiście czy taka praktyka przyniesie oczekiwane (hipotetyczne) rezultaty, dowiemy się wkrótce.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.