r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

ODF 1.2 ponownie wydany. Niepopularny format zyskał niepotrzebny certyfikat

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Wykorzystywany m.in. w pakiecie LibreOffice format OpenDocument lub też w skrócie ODF, to stworzony w duchu współpracy standard zapisu danych, którego celem jest przełamanie wciąż dominującej na rynku pozycji Microsoftu. Wśród nowości dla wydania 1.2 znajdziemy uzupełnienie braków o szczegółową specyfikację formuł w arkuszu kalkulacyjnym (podzbiór OpenFormula), wsparcie dla cyfrowego podpisu, obsługę pochodnych od RDF metadanych czy związane z cyfrową dostępnością ulepszenia, mające kolejny raz ułatwić pracę niepełnosprawnych z komputerami.

Przebieg głosowania nad normą powinien być bardzo interesujący, szczególnie w kontekście nie zamieszania jakie wywołał sam proces, lecz jego konsekwencji dla konkurencyjnego Office Open XML-a. Amerykanów można byłoby podejrzewać nawet o pewną stronniczość, szczególnie że jak stwierdził niegdyś przy innej okazji Barack Obama,sąd sądem, ale racja i tak musi stać po stronie amerykańskiej gospodarki. W tym przypadku tak nie było, okazało się, że przedstawicielom ANSI nie można zarzucić amerykocentryzmu. A sam przebieg głosowania? Tutaj jednak zaskoczenie jest statyczne. Bardzo statyczne.

Ostatnie, szeroko komentowane głosowanie w ISO miało bowiem miejsce aż 7 lat temu, dlatego też z kronikarskiego obowiązku przypominamy Czytelnikom, jak przebiega procedura głosowania.

r   e   k   l   a   m   a

Ciało ISO/IEC JTC 1 to grupa złożona z przedstawicieli narodowych komitetów normalizujących. W ostatnim opiniowaniu normy udział wzięło aż 39 członków grupy. Przedstawiciele dzielą się na tych z prawem głosu (P-Member) oraz na obserwatorów (O-Member). Aby uznać format za standard, odsetek głosów poparcia nie może być mniejszy niż 66,66%. Jednocześnie odsetek głosów sprzeciwiających się nie może być większy bądź równy niż 25%.

Rezultaty? 18 na 20 członków z prawem głosu uznało standard bez zastrzeżeń. Dwóch członków (Japonia oraz Zjednoczone Królestwo) poparło standard, dodając własne komentarze. Nie było ani jednego głosu sprzeciwu. Reszta grupy wstrzymała się od głosowania.

Tak więc standard ODF 1.2 poparły: Białoruś, Kanada, Chiny, Kostaryka, Czechy, Dania, Niemcy, Ghana, Irlandia, Włochy, Japonia, Korea Płd., Liban, Holandia, Norwegia, Rosja, Szwajcaria, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Zjednoczone Królestwo i Stany Zjednoczone Ameryki Północnej.

Od głosu wstrzymały się: Armenia, Australia, Austria, Belgia, Wybrzeże Kości Słoniowej, Finlandia, Francja, Gabon, Indie, Kazachstan, Malezja, Malta, Peru, Portugalia, Singapur, Słowenia, RPA, Hiszpania i Szwecja

Z będących w obiegu dokumentów można dowidzieć się, iż Japonia miała siedem uwag, w tym pięć uwag technicznych. Pozostałe dwie uwagi to komentarze redaktorskie. Niestety nie do wszystkich dokumentów udało się dotrzeć.

Specyfikację standardu można pobrać w PDF-ie ze stron ISO (Part 1: OpenDocument Schema, Part 2: Recalculated Formula (OpenFormula), Part 3: Packages) lub w całości w HTML-u z repozytorium grupy OASIS.

Kogo w Polsce obchodzi standaryzacja? Prawdopodobnie nikogo

Brak polskiego głosu wśród państw obradujących mocno nas zaskoczył. Zwróciliśmy się w tej sprawie do Polskiego Komitetu Normalizującego, gdzie poinformowano nas, że:

Głosowanie nad normą odbywało się na poziomie komitetu JTC1 gdzie Polska ma status członka obserwatora. W związku z tym że komitet KT 182 nie wypracował stanowiska dot. ww. dokumentu zajęliśmy stanowisko Abstain.

„Abstain”, czyli z angielskiego „powstrzymywać się, wstrzymywać się”. Odpowiedź znowu była zaskakująca, gdyż inne państwa, w tym Portugalia czy malutka Słowenia również mają status obserwatora, również wstrzymały się od głosu, a mimo to widnieją na liście. Gdy zwróciliśmy na to uwagę, podkreślono, że:

Komitet KT 182 nie wypracował stanowiska dot. ww. dokumentu.

Dlaczego tak się stało? Członkami komitetu technicznego nr 182 jest wiele firm, organizacji, instytucji publicznych oraz osób prywatnych. O komentarz na ten temat poprosiliśmy, ekspertów najważniejszych (naszym zdaniem) w tym procesie jednostek, czyli Microsoftu oraz Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania.

W rezultacie dowiedzieliśmy się jedynie, że oficjalny adres kontaktowy Microsoftu nie istnieje, a także, że nie ma bezpośredniej metody łączności z ekspertem firmy. Druga taka próba, tym razem poprzez centralę w Warszawie również nie przyniosła pożądanych efektów. Co ciekawe, Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania także nie odpowiedziała na wysłany przez nas list.

Obecność Microsoftu w komitecie od dawna jest uważana za listek figowy maskujący prawdziwe intencje i cele firmy, które przecież nigdy nie były tajemnicą. I choć z pozoru niektóre jej działania wydają się być sprzeczne, świetnie wpasowują się one w cele działu marketingu. I chociaż wypadałoby utrzymywać przynajmniej aktywny adres e-mail, to dużo bardziej razi bierność Fundacji, której obecność miała być przeciwwagą dla działań takich firm, i która miała reprezentować interesy zwykłych obywateli. Jeśli więc komitet nie wypracował stanowiska, a główny zainteresowany podmiot odmawia komentarza w sprawie, to komu w nadwiślańskim kraju ma zależeć na standaryzacji?

A na świecie?…

Zainteresowanie formatem zdaje się maleć. Nie dosyć, że standard nie zdobył należnej sobie pozycji, to wręcz traci na uwadze korporacyjnych graczy. Nie bezpośrednio, lecz w walce o rynek nie ma to znaczenia. Wszystkie rynkowe zawirowania i związane z tym bankructwa czy podkupywanie konkurencji uderzają rykoszetem w grupę tworzącą standard.

W załączniku do normy wyczytać można, iż grupa twórcza zrzesza wielu poległych już weteranów. Firmy takie jak:

  • Sun Microsystems (już nie istniejącej)
  • Oracle (już nie zainteresowanej rozwojem)
  • Novell (istnieje jako nowa spółka pod nadzorem funduszu inwestycyjnego, lecz ze starą nazwą i nowymi celami biznesowymi)
  • IBM (firma niemalże porzuciła rozwój OpenOffice'a, lecz wciąż markuje aktywność)
  • Nokia (firma przestała istnieć w dotychczasowej formie)
  • czy Beijing Redflag Chinese 2000 Software (firma przestała istnieć)

Ta ostatnia zyskała rozgłos tworząc pionową wersję microsoftowej Wstążki dla własnego pakietu o nazwie RedOffice. Jednak i ona nie wytrzymała konkurencji (także z winy piractwa) i ogłosiła bankructwo. Z dotychczasowych kontrybutorów, na placu boju pozostały firmy Intel, Adobe, krajowe przedsiębiorstwa, uniwersytety, organizacje NGO, indywidualni eksperci oraz... sam Microsoft.

Z obecnej sytuacji wyłania się dwojaki obraz. Kolejną generację normy będą tworzyć firmy, których główna działalność nie jest związana z zaawansowanymi narzędziami biurowymi. Ich wkład na pewno jest wartością dodaną, ale czy wystarczy, aby ODF-Next spełnił oczekiwania rynku?

Z drugiej strony można uznać, iż standard jest na tyle zaawansowany i kompletny, że nie jest mu potrzebny żaden jakościowy przeskok, a raczej spokojna ewolucja i systematyczne dopracowywanie detali, co mogą uczynić pomniejsze firmy oraz ludzie nauki.

Z trzeciej zaś strony można puścić wodze fantazji i oczekiwać, iż to Microsoft stanie się nowym koniem pociągowym grupy, że będzie nie tylko rozwijał normę (jako ten najbardziej doświadczony), ale także doprowadzi do konsolidacji norm zgodnie z europejską definicją otwartego standardu. ;-)

Czy standaryzacja w ISO ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie?

OpenDocument 1.2 uzyskał w końcu certyfikat ISO. Jednak czy standaryzacja rozwiązań IT na tak wysokim szczeblu ma jeszcze sens? Wydaje się, że nie, a dowodzi tego… upływający czas.

Bieżący proces zakończył się w okolicach czerwca i lipca. Prace nad standaryzacją rozpoczęły się w marcu 2014 roku, co daje ponad rok konsultacji i pokonywania kolejnych żmudnych procedur.

W świecie IT, gdzie rządzi merytokracja, a nie biurokracja, ten sam standard był ogólnie dostępny od września 2011 roku w ramach zasobów grupy OASIS. Organizacja skupia zainteresowane podmioty i tworzy standard przemysłowy uwzględniając głosy przedstawicieli branży. Efektem tego jest systematyczny rozwój normy. I już od co najmniej roku trwają prace nad normą ODF 1.3, którą rynek z pewnością przyjmie na wiele miesięcy przez kolejną, udaną certyfikacją w ISO.

Po co więc to całe zamieszanie? W gruncie rzeczy, to po nic. To zaszłość historyczna z 2006 roku, gdy sieć była zdominowana przez binarne pliki Microsoft Office'a. Ówczesny wybieg firmy Sun Microsystem, producenta konkurencyjnego StarOffice'a, był ciosem zmyślnym w zamierzeniu, lecz jak się okazało w praktyce, słabym, o niskiej sile rażenia. Polityczna decyzja kierownictwa narobiła wiele zamieszania, czego efektem jest m.in. standaryzacja rozwiązań Microsoftu w ECMA, a potem w ISO. Szczęśliwie plusów tego zamieszania jest więcej niż minusów. Co prawda nie osiągnięto wszystkich celów, lecz obecna polityka Microsoftu wobec rywali i tak jest nieporównywalnie lepsza, niż miało to miejsce jeszcze dekadę temu.

Skąd ta zmiana? Być może otwartość ta wynika z prostego faktu. Microsoft stracił całą znaczącą konkurencję i nie ma już kogo się obawiać. Stąd też zaangażowanie w prace OASIS, które są przecież sprzeczne z modelem biznesowym firmy i sprzeczne z interesem akcjonariuszy. Ten ostatni akt to moment szyderstwa. Nawet koalicja globalnych korporacji z Chin, Europy i Stanów Zjednoczonych przy wsparciu urzędników nie była w stanie przełamać monopolu jednej firmy, która ze swoich rozwiązań uczyniła kluczową część infrastruktury informatycznej tej planety.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.