Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Opowieść o apaczach, czyli jak Kowalski kupuje i naprawia komputer

Każdy pewnie czytając tytuł wpisu zachodzi w głowę co mają wspólnego Apacze z Kowalskim, w dodatku z Kowalskim który kupuje komputer lub go naprawia.

Wszystko się wyjaśni, ale po kolei …

W wpisie chciałbym się podzielić spostrzeżeniami oraz refleksjami na temat tytułowego Kowalskiego w troszkę humorystyczny sposób, który posiada nikłą wiedzę na temat komputerów, a przyszedł czas aby sprawił sobie taki nabytek lub go zmodernizował albo naprawił. Statystycznie rzecz ujmując procent Kowalskich którzy mają zerową wiedzę na temat komputerów jest dosyć niski. Większość ludzi posiada podstawową wiedzę, ale zdążają się rodzynki o których jest ten wpis.

Zaczynamy …

Kowalski chce kupić komputer. Zabrał pieniądze. Zaczyna się rozpoznanie terenu czyli obchód po dzielnicy, konkretnie po sklepach komputerowych. Kowalski wchodzi do sklepu, rozgląda się bierze cenniki, czasami o coś pyta. Jeśli w tym miejscu kończy się rozpoznanie to wszystko jest w porządku.

Zawsze jednak zdarzają się wyjątki. Przypadek pierwszy: Apacze. Wyjaśnienie kogo nazywa się Apaczem jest naprawdę prozaiczne. Apaczem nazywamy osobnika który na każde pytanie: „W czym mogę pomóc?” odpowiada: „A pacze”. Przychodzi co jakiś czas, ogląda, ogląda, ogląda … i nic nigdy nie kupuje.

Przypadek drugi: Malkontenci. To są już ciężkie przypadki. Zwykle budzą popłoch w śród wszystkich serwisantów. Dosłownie popłoch. Wchodzi taki osobnik do sklepu, zapala się czerwony kogut, włącza się syrena, rozpoczyna się ewakuacja na tył sklepu. Z przodu zwykle osoba która jeszcze nie poznała danego malkontenta lub nie udało się jej uciec. Od tej chwili rozpoczyna się piekło dla biednej ofiary malkontenta. Wypytuję on o dosłownie wszystko. Czy w pudełko są wszystkie kable? Czy instrukcją jest po polsku? Czy jest drukowana, czy w PDF? Czy będzie działać z jego płytą (oczywiście jaką płytą to już nie wie, zwykle jest to zielona płyta)? Czy jeśli kupi monitor 8ms to będzie widać smużenie? Czy pudełko będzie zielone czy niebieskie?

Takie pytania zwykle idzie jeszcze wytrzymać. Czasami jednak zachować stoicki spokój jest naprawdę ciężko, np. gdy klient mówi że ma chłodzenie firmy Zelmer, kartę nVidia Radeon.

Takie sytuacje da się przetrzymać gdyby trwały 5 minut. Szkopuł jest jednak w tym że malkontent bombarduję takimi pytaniami zwykle przez godzinę, na koniec mówi że i tak nie ma pieniędzy i nic nie kupi.

Dobrze, kwestia rozpoznania zamknięta.

Trzeba by coś kupić. Kowalski przegląda cenniki, porównuje, przegląda Internet. Jednak zwykle i tak nic nie rozumie z tego. Zasięga rady kolegi – „informatyka”.
Przychodzi z informatykiem do sklepu. Informatyk zadaję zwykle kilka pytań kontrolnych, na poziomie malkontenta, w ogóle nie mających realnego związku z kupowaną rzeczą, ale o coś mądrze zapyta, coś kiedyś słyszał, wie zwykle więcej od Kowalskiego, ale zwykle minimalnie więcej.
Oczywiście Kowalski wiedzy mu jak swojemu zbawicielowi. Popytają, pomęczą i zwykle idą do domu po debatować.
Wśród informatyków mam swojego faworyta – przyszedł przyodziany w koszulkę pewniej zaawansowanej dystrybucji Linuxa. Z takim człowiekiem to już można założyć że się zna. Jednak nie. Zapytał czy w komplecie z notebookiem jest płyta główna. Chodziło mu chyba o płytę z systemem, ale do dziś nie jestem tego pewien.

Kowalski zwykle nie wybiera mądrze gdzie kupić komputer tylko kieruję się podstawowymi instynktami:
1.) Tam gdzie tanio – po prostu gdzie taniej tam kupuję, nie zwraca uwagi co kupuje, ale ile
2.) Tam gdzie ładnie – i tu popełnia poważny błąd. Nie rozpoznał swojego przeciwnika – informatyka, sprzedawcy, serwisanta. Powszechnie wiadomo że informatycy nie należą do ludzi specjalnie dbających o porządek, wystrój, czystość. Kowalski kupi komputer tam gdzie jest czyściutko, są piękne kolorowe, przeszklone gablotki a za biurkiem siedzi Pan z garniturze który na temat komputerów wie nie wiele więcej od Kowalskiego. Nie chce ubliżyć żadnej płci, ale często w sklepach komputerowych spotkałem się z kobietami, które naprawdę nic nie wiedziały, albo plotły głupoty takie że uszy więdną. (przykład: GF 430 jest następcą GF 250). A w sklepach gdzie nie jest pięknie, na półkach nie stoją lśniące notebooki w gablotkach prawdziwy lśniący skarb tkwi za biurkiem – jest nim człowiek który na przykład umie z palca powiedzieć wszystkie modele procesorów zwykle z ich taktowaniem oraz osiągami. Miejsca te różnią się również jedną rzeczą – cenami. Ponieważ sklep który ma teoretycznie puste półki, na zamówienie może sprowadzić dany sprzęt po cenie z dnia kiedy Kowalski go zamówił, a nie po cenie która obowiązywała pół roku temu, kiedy kolorowy sklep się zatowarował.
3.) Tam gdzie sprzedawca ma gadane – ten przypadek jest chyba najgorszy. Człowiek który ma nieźle gadane może Kowalskiemu sprzedać wszystko, łącznie z rzeczami które nie są mu potrzebne lub zalegają sprzedawcy na magazynie od dwóch lat. Sprzeda zestaw na którym po prostu więcej zarobi.
Kowalski, zdecydował co kupuje oraz gdzie, więc zamawia

Kowalski przychodzi, zwykle ma upatrzony zestaw albo coś sklecił z informatykiem z części. Osoba sprzedająca zwykle rzuca fachowo na taki zestaw i mówi co można by zmienić. Wielu Kowalskich przystaje na to. Nie wszyscy jednak … Niektóry stoją przy swoim. Do tego stopnia że straciłem kiedyś klienta ponieważ miał zestaw na Celeronie E3300 oraz 5670, a ja w podobniej cenie proponowałem mu i5 660 z GF 450, albo jako alternatywa Phenoma II 950 z GF 460. Poszedł do konkurencji ponieważ miał już upatrzone, albo go ktoś w tym na tyle utwierdził, że myślał że jego zestaw jest lepszy. Dodam że na koniec rzucił tym że 2 rdzenie lepsze od 4 … Jako morał z tego? Bądź nieuczciwy i wykorzystuj niewiedze Kowalskiego. Za moją dobroduszność, straciłem klienta.

Jeśli się zdecyduję już na coś że zamawia – wtedy zaczynają się negocjacje cenowe. Niekiedy Kowalski podaje również ciekawe argumenty żeby cenę niższą zrobić, na przykład „bo kongruencja ma taniej”, a na pytanie czemu nie pójdzie do konkurencji milknie.

Czasami Kowalski panicznie boi się gangsterki – czyli nielegalnego systemu. Wiadomo że system powinien być legalny, ale nie trzeba o to się pytać co 10 sekund i mówić że nie chce się być ściganym przez policję. Czasami argument legalności systemu decyduje o tym czy Kowalski kupuje czy nie - tylko ten argument, sprzęt nie ma znaczenia. A prawda jest taka że po jakimś czasie na dysku Kowalskiego ląduje ogromna ilość nielegalnych gier, filmów, muzyki. Co gorsza Kowalski nie wie dokładnie co to oznacza legalny system, nie wie co to jest OEM, a o jakiejkolwiek treści licencji to nawet nie słyszał.

Kowalski kupił, używa jakiś czas, ale jak wszystko – sprzęt też czasami się psuje więc trzeba go naprawić

Przychodzi czas naprawy. Oczywiście wszystko ma być zrobione w ramach gwarancji, innej możliwości nie ma. Nawet jeśli sprzęt sam się nie popsuł, pomógł mu Kowalski który nigdy nie słyszał że komputer także się sprząta. To co można nieraz ściągnąć spod wentylatora na procesorze z powodzeniem mogło by być wykorzystywane do ocieplania domów.
Jeśli nie ma już gwarancji, to trzeba wszystko zrobić najtaniej jak się da. Najlepiej za darmo. Jeśli się coś popsuję to trzeba to zastąpić najtańszym odpowiednikiem, najlepiej używanym. Tak koło się zamyka, ponieważ najtańsze komponenty są zwykle najgorszej jakości i najszybciej się psują.

Jest to duży skrót tego co można zaobserwować czasami.

Rozrywką pomiędzy takimi przeżyciami są komputery które naprawiają sami klienci i przynoszą je, bo jednak coś nie działa. Zdarzyły mi się:
-procesor oraz karta graficzna posmarowana zamiast pastą termoprzewodzącą, zwykłą pastą do zębów
-chłodzenie procesora przymocowane za pomocą „cibantów”
-amatorskie naprawianie koszyka AMx – a’la wkręcona śruba
-płyta główna przykręcona do obudowy bez dystansów
 

Komentarze

0 nowych
Ludvick   6 #1 02.12.2010 11:47

Ciekawy wpis... Wprawdzie nie jestem pracownikiem żadnej firmy komputerowej, ale, aż ciśnie mi się na usta: skąd ja znam takie przypadki?

PS. Popracuj troszkę nad stylem, bo momentami ciężko się czyta

januszek   18 #2 02.12.2010 11:57

Hehe, tyle, że sprzedawcy też nie są bez winy ;) Ostatnio znajoma poprosiła mnie o pomoc "bo nowy komputer się wiesza". Kilkukrotne wizyty w serwisie nie pomogły. Włączam – faktycznie, wisi. Patrzę na konfigurację i się zastanawiam kto sprzedał amatorowi bez żadnej wiedzy – supermegahiper wypasiona płyta Asusa z tryliardem ustawień w biosie, zintegrowaną grafiką, z procesorem AMD a do tego wypasioną grafikę nvidii i to wszystko okraszone tak na oko trzy razy za mocnym zasilaczem oraz dyskiem 1TB WD z serii GREEN!

Kilka dobrych godzin zajęła diagnoza, która w gruncie rzeczy polegała się na przebiciu przez wszystkie ustawienia biosu i doprowadzenie do sytuacji w której grafika zintegrowana oraz różne dziwne funkcję typu „GPU boost” nie gryzły się z kartą NVIDII.

Naszła mnie wtedy myśl taka – jak się sprzedaje komputery w konfiguracji takiej, że na domyślnych ustawieniach BIOS sprzęt będzie się Klientowi wieszał – to trzeba się liczyć z tym, że Klient będzie na serwisie psy wieszał.

Poziom „firmowego” serwisu też mnie lekko rozczarował, kiedy okazało się, że na Klienta sprzęcie doinstalowano spiracone wersję programów diagnostycznych... I oddawano Klientowi komputer z raportem serwisowym z którego wynikało, że komputer jest sprawny bo podczas 12-to godzinnego testu się nie powiesił.

  #3 02.12.2010 12:48

Przepraszam.
Do niedawna także wybrałbym jeden rdzeń, zamiast dwóch. Dwa rdzenie zazwyczaj nam się do niczego nie przydają. Tylko w niektórych sytuacjach algorytm wykona się szybciej. Jeżeli nie kupujemy komputera przenośnego, to nie mamy takiej potrzeby.

Jeżeli uznamy, że cztery rdzenie też nam nie są potrzebne, a dwa już tak, to dwa będą lepsze od czterech. Jeżeli system operacyjny potrafi uruchomić na jednym rdzeniu jeden kod, a na drugim inny(np. kod jądra lub innej aplikacji), to wtedy dwa rdzenie mogą się przydać. Nie znaczy to jednak, że należy brnąć w cztery rdzenie(możemy nie korzystać z programów współbieżnych, lub korzystać z małej liczby aplikacji jednocześnie).

Należy zwracać szczególną uwagę na to, że zawsze najważniejszy jest algorytm. Sprzęt, to tylko taka przystawka, która ma umożliwić algorytmowi jego wykonanie(by nie musiał tego robić człowiek).

n30   5 #4 02.12.2010 13:23

@Ludvick

Przepraszam najmocniej za styl, ale pisałem to w nocy, byłem zmęczony, a akurat naszła mnie taka potrzeba podzielenia się z Wami moimi przeżyciami.

borzole   4 #5 02.12.2010 14:06

Coś jest na rzeczy z tymi "brzydkimi" sklepami. Kupując dysk w ładnych sklepach zawsze słyszałem
* "ostatnie 3 sztuki tego modelu, bierz pan bo nie będzie",
* "jak dla pana tylko 350" po paru minutach cena spadła o 50 ,
* wmawianie, że dysk musi mieć dwa razy większy rozmiar
a jak trafiłem do "brzydkiego" sklepu to mi gość sprzedał to co chciałem o 80 taniej i taśmę dorzucił ?!

Innym razem jak ram kupowałem to pierwszy w pinglach zjebał mnie, że mu czas marnuję, bo się spytałem, co mam mu podać, żeby mi ten ram dopasował. W kolejnych sklepach proponowano mi ram w ogóle nie do mojego pc za 3x większą cenę (!). Oczywiście dowiedziałem się tego dopiero w "brzydkim" sklepie.

Ostatnim razem jak kupowałem składaka, to też proponowali mi komponenty, których wyraźnie mówiłem, że nie chcę ("ale pan musisz to mieć!"). A w "brzydkim" znowu dostałem dokładnie to co chciałem i zaoszczędziłem parę stówek.

Natomiast z serwisami mam same nieprzyjemne doświadczenia:
* podmienili procesor z 2GHz na 1.2GHz
* zostawili odłączone kable i poprzekładane zworki
* zostawili oprogramowanie testujące na moim dysku (WTF?)
* zmienili ustawienia bios do testów i nie odkręcili tego
* zainstalowali pirackiego windowsa, za którego brat zapłacił
najlepiej to mieć wydruk komponentów (software/hardware) przed i po

  #6 02.12.2010 15:10

no i co w tym złego. Ja potrafię sam złożyć sobie komputer, serwisować go, zbadać usterkę, ale nie potrafię naprawić samochodu i w warsztacie również będę zadawał głupie pytania aby Pan Stefan nie wymienił mi całego zawieszenia od razu.

Krogulec REDAKCJA  20 #7 02.12.2010 17:59

Popracuj i nad stylem i formatowaniem tekstu - na początku są ładnie akapity przedzielone odstępnami i śródtytuły, a później wszystko się zlewa i bardzo źle się czyta...

artymienek   6 #8 02.12.2010 18:12

Fajnie opisane i nawet trochę w tym prawdy, ale z drugiej strony też by trza napisać o tym jak kantują i wciskają ściemę sprzedawcy ... bo czasami jak się ich posłucha to człowieka łamie.

Ja jestem typem takie małego wrednego człowieczka w sklepie ;)

borzole   4 #9 02.12.2010 18:53

@notgnucy (niezalogowany)
"jeżeli system operacyjny potrafi uruchomić na jednym rdzeniu jeden kod, a na drugim inny"

Czyli każdy współczesny system. Jeśli pc robi za przeglądarkę to 1 jest OK, ale zazwyczaj na stacjach roboczych "coś się robi".

  #10 02.12.2010 19:27

Bardzo ciekawy wpis, ale o co chodzi z płyta główną przykręcona do obudowy bez dystansów? Chodzi o te podkładki, czy one są tak naprawdę potrzebne?

  #11 02.12.2010 19:27

Bardzo ciekawy wpis, ale o co chodzi z płyta główną przykręcona do obudowy bez dystansów? Chodzi o te podkładki, czy one są tak naprawdę potrzebne?

Canaris1978   6 #12 02.12.2010 19:49

Sporo w tym prawdy ale nic nie jest tak jednostronne i oczywiste bo byłoby zbyt prosto. Zawsze mówię, że dzięki temu, że przeciętny Kowalski się nie zna to ja mogę zarobić na chleb właśnie dlatego, że się znam. Zresztą nie sposób znać się na wszystkim, moi klienci są czasami fachowcami w całkiem fascynujących dziedzinach, o których ja nie mam pojęcia chociaż nie znają się na komputerach. Co do kupna, serwisowania, modyfikowania zestawów komputerowych: Pierwsze prawo mówi aby nigdy nie nabywać komputera z hipermarkecie bo to tak jak zaopatrywać się w medykamenty na bazarze. Drugie prawo mówi aby nie kupować w pseudo sieciach komputerowych właśnie z przeszklonymi gablotami i ekspedientami w garniturach (np. na literkę V)... no chyba, że mamy więcej gotówki aniżeli ambicji i rozumu. Trzecie prawo mówi wreszcie aby składać swój komputer od podstaw bo wówczas wiem co mam w środku a wiadomo, że całość jest tak dobra jak jej najsłabsze ogniwo - zestawy z hipermarketów i szklonych gablot wołają o pomstę do nieba. Od lat składam komputery klientom i zaopatruje się w najlepszej w moim mniemaniu sieci komputerowej na literkę P (z liną w nazwie:) Bardzo dobre ceny, fachowe wsparcie i doradztwo a ponadto rzetelne dotrzymywanie zobowiązań wynikających z gwarancji.

przemopk   10 #13 02.12.2010 22:28

@Canaris1978,
do połowy komentarz sensowny ale dalsza część to już zwykła reklama pewnej firmy i jakże "konkretne " zarzuty do drugiej

januszek   18 #14 03.12.2010 08:33

@M@rcinek: w blachę obudowy wkręca się takie tuleje dystansowe do których mocuje się płytę główną: http://img150.imageshack.us/i/threadsol7.jpg/

fiesta   14 #15 03.12.2010 09:08

IMHO wpis pozbawiony głębszego sensu, bardzo jednostronny.
Pewnie jako sprzedawca był byś zadowolony żeby każdy kto wchodzi do sklepu wyszedł z niego z zakupami minimalnie na 1000 zł i to z towarem który chcesz mu wcisnąć bo zalega ci na magazynie, albo masz korzystną marżę od dystrybutora czy hurtownika. Niestety czasy handlu że klienci brali ze sklepu wszystko jak leci już dawno się skończyły i chcący zrobić utarg trzeba się trochę napocić, nawet i z upierdliwym klientem ......

Za to ci płacą, albo z tego żyjesz jeżeli to Twój sklep.

  #16 03.12.2010 17:43

A ja spotkałem kiedyś takiego sprzedawcę który zamiast proponowanego przeze mnie quada lub phenoma 2 chciał mi wcisnąć jakieś C2D serii 7 które mu zalegało w magazynie...

Tobi   7 #17 04.12.2010 00:29

Jeden sprzedawca z małego sklepu na Targówku chciał mi sprzedać DDR1 do płyty z AM2, nawet próbowałem mu tłumaczyć że procesory na AM2 mają kontroler DDR2 w procesorze, ale nie dał się przekonać, twierdził że to stary socket i wymaga DDR1, DDR2 jest dla niego za nowe.

pamix   7 #18 06.12.2010 00:35

Takie kwiatki według mnie są spowodowane tym (oczywiście nie tylko) ze przez x% nauczycieli w szkołach informatyka jest traktowana "po macoszemu". Duża część uczniów po uzyskaniu pełnoletności tak naprawdę nie widziała nigdy komputera od środka, juz nie mówiąc o tym by potrafili nazwać podzespoły komputera i okreslić ich zadanie. Częśc z osób niepełnoletnich myślą że jak potrafią grać w różnej maści gry, obsłuzyć w prostych celach Photoshopa i biegle obsługiwać portale społecznosciowe to są wogóle "tacy" goście.

AndrzejG   9 #19 06.12.2010 23:01

Widać, że praca dała Ci w kość ostatnio :) Każdy (zwłaszcza sprzedawcy czegokolwiek) czuje się czasem z deka wypalony atakującymi go zewsząd kuriozalnymi sytuacjami, bezowocnymi rozmowami o niczym itd.
Najczęściej na takiego kaca emocjonalnego pomaga urlop. Blog to również świetne miejsce aby choć trochę ulżyć sobie w niedoli. Jeśli te metody zawodzą to znaczy, że czas zmienić otoczenie (miejsce pracy).

A tak ogólnie a propos "A paczy" to przypomina mi się dosyć zabawna historia. Otóż jakieś 2 lata temu szukałem samochodu, w tym celu udałem się do salonu aby "coś" wybrać (wcześniej sporo czasu spędziłem w internecie porównując oferty dealerów). Rozejrzałem się trochę po salonie, obejrzałem kilka modeli, zadałem kilka pytań. W końcu spodobał mi się jeden samochód ale oczywiście w międzyczasie zostałem uznany za apacza i sprzedawca trochę mnie olał. W końcu zaczepiłem jakąś kobietę zatrudnioną w salonie i powiedziałem, że chcę kupić samochód etc. nie chcę opisywać wszelkich szczegółów, ale trzeba było widzieć minę sprzedawcy i tej kobiety gdy powiedziałem, że chcę "ten", który "tam" stoi i to bez żadnych rat i tym podobnych wynalazków - od ręki. Pani miała pewnie śliczną premię na święta, bo najtańsze to auto nie było. Dorzucili nawet komplet zimówek z felgami gratis :)
Morał z tego taki, że sprzedawca musi się zawsze angażować, mieć nerwy ze stali. I najlepiej nie wiedzieć co to skrupuły ;)

n30   5 #20 07.12.2010 01:02

@panoramix88

Ja znam przykład z Technikum Informatycznego, kiedy ktoś nawet nie widział komputera od środka.

@AndrzejG

Praca w kość nie dała mi się wcale ostatnio, ale dzięki że się o mnie martwisz.

  #21 16.12.2010 12:06

Ironiczny,ale z sensem artykuł.Trudno winić klienta za niewiedzę,oni dopiero poznają w domu co za szajs kupili.W tym kabarecie jednak prym wiodą sami sprzedawcy.Albo niedoinformowana lalunia,która dorabia na studia zaoczne wciska własny kit typu...może pan oddać sprzęt po upływie pięciu dni,jeśli się nie spodoba.Drugie,to cwaniaczek-sprzedawca...a jest ich najwięcej-najpierw sonduje podchwytliwymi pytaniami ofiarę,czy zna się na rzeczy.Jeśli nie,to wwala mu zalegającego,,półkownika,,Była tu mowa.Znalazłem sprzedawcę w małym zawalonym baraku o wiedzy samouka-informatyka,dodam jeszcze pasjonata elektroniką.Jego pierwsze pytanie..co oczekuje od komputera i ile jestem wstanie na niego wydać pieniążków.To mi się spodobało.A jego darmowa wiedza,czasami mi dodatkowo pomaga.Mnie udało się.

  #22 17.12.2010 18:56

panoramix88 ma rację. Potem "tacy" idą do technikum informatycznego, ale szybko się okazuje, że ich pasją nie jest informatyka, hardware, software itd., ale wbijanie kolejnych leveli w jakimś szicie.