r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Outlook w Chinach padł ofiarą ataku. Podejrzenia padają na tamtejsze władze

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Użytkownicy korzystający z darmowej poczty elektronicznej Outlook z terenu Chin mają wyraźne powody do niepokoju. W ostatnich dniach doszło do ataku, który mógł posłużyć do przechwycenia ich korespondencji i danych logowania, a co za tym idzie, do uzyskania dostępu do całego konta zarządzającego usługami Microsoftu takimi jak np. OneDrive. Niewykluczone, że po zablokowanym miesiąc temu Gmailu jest to kolejna ofiara działań tamtejszego reżimu.

Pierwsze objawy tego ataku pojawiły się w sobotę, kiedy to użytkownicy zauważyli ostrzeżenia wysyłane przez aplikacje klienckie do obsługi poczty elektronicznej, zarówno te desktopowe jak i mobilne. Zgłaszane komunikaty dotyczyły braku możliwości zweryfikowania tożsamości serwerów IMAP i SMTP Outlooka. Oznacza to nic innego, jak atak man-in-the-middle: ktoś postanowił podszyć się pod serwery Microsoftu w celu przechwycenia danych logowania użytkowników i całej przesyłanej korespondencji. Nie zarejestrowano z kolei żadnych tego typu ekscesów związanych z domenami outlook.com i login.live.com, a więc logowanie się do klientów webowych było przynajmniej teoretycznie bezpieczne.

Atak tego typu, ograniczony jedynie do klientów pocztowych okazuje się bardzo pomysłowym rozwiązaniem. Komunikaty tego typu wyświetlane w wielu aplikacjach są znacznie mniej inwazyjne i nie zwracają uwagi użytkowników tak bardzo, jak powiadomienia o nieprawidłowych certyfikatach w przeglądarkach internetowych. Istnieje więc wysokie prawdopodobieństwo, że wielu użytkowników po prostu zignorowało tę wiadomość nie mając żadnego pojęcia, co tak naprawdę robią. Inne osoby przyzwyczajone do potwierdzania pobierania wiadomości mogły ją z kolei uznać za coś oczywistego i również zatwierdzić.

Do ataku doszło w niecały miesiąc po blokadach Gmaila, podejrzenia padają więc bezpośrednio na chińskie władze: możliwe, że za tym działaniem stoją hakerzy znajdujący się w szeregach cyberarmii Państwa Środka, lub że rząd po prostu zgodził się na przeprowadzenie takiego ataku dając wolną rękę jakiejś z doświadczonych grup. Nie jest to ani pierwszy, ani drugi atak, bo w ubiegłym roku doszło do włamania (również przy użyciu ataku man-in-the-middle) na dyski internetowe użytkowników korzystających z usługo Apple iCloud.

r   e   k   l   a   m   a

Gdyby tak było w istocie, oznaczałoby to, że Chiny naprawdę chcą pozbyć się ze swojego kraju wszystkich usług, które nie są w stanie monitorować na odpowiednim poziomie. Może to być również swoistego rodzaju „badanie reakcji” zarówno użytkowników jak i zagranicznych firm. Ze względu na działanie zapory ogniowej działającej w ramach projektu Złota Tarcza wolność słowa i dostęp do informacji jest dla tej tej pierwszej grupy na terenie Chin mocno ograniczony. Zewnętrzne korporacje to z kolei problem, który jednak wydaje się być w pewien sposób kontrolowany: ani Google, ani Apple w żaden konkretny sposób nie ustosunkowały się do przeprowadzonych ataków niemalże stwierdzając, że „sprawy nie było”. Czyżby więc funkcjonowały w Chinach na jakichś „specjalnych zasadach”?

© dobreprogramy

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.