r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Piracki system P2P z własnym DNS i lokalnymi indeksami receptą na blokady domen

Strona główna AktualnościINTERNET

Operatorzy serwisu The Pirate Bay nie stali w zeszłym roku bezczynnie, gdy cenzorzy z różnych krajów świata obmyślali sposoby, dzięki którym internautów można byłoby uchronić przed pokusą pobrania nielegalnie rozpowszechnianych plików. Ich najlepszą jak do tej pory bronią okazała się przeglądarka PirateBrowser, będąca w praktyce Firefoksem z wbudowanym klientem Tora i rozszerzeniami do obsługi proxy. Dzięki PirateBrowserowi jedynym sposobem na ocalenie szeregowego internauty przed piractwem stało się całkowite wyeliminowanie serwisów P2P – rzecz bardzo przecież trudna. W minionym tygodniu licznik pobrań pirackiej przeglądarki przekroczył 2,5 mln, ale deweloperzy związani z The Pirate Bay na tym nie chcą poprzestać. Ujawnili właśnie swoje plany, wskutek których zablokowanie dostępu do piraconych treści stanie się zupełnie niemożliwe (chyba że internautów odetnie się zupełnie od Sieci).

Pomysł nie jest całkiem nowy: osoby kojarzące ukrytą sieć Freenet zapewne dostrzegą tu analogie. Wyglądający jak przeglądarka klient (hybryda silnika webkit, bibliotek libtorrent i mechanizmów obsługi DNS) ma radzić sobie z zagrożeniami takimi jak blokowanie i konfiskowanie domen, czy blokowanie IP. Będzie to możliwe dzięki rozpowszechnianiu wszystkich zindeksowanych danych pirackich serwisów poprzez uruchamianą między klientami sieć P2P. Pobrane pakiety danych będą przeglądane lokalnie, w kliencie użytkownika.

Kiedy więc użytkownik pierwszy raz uruchomi pirackiego klienta i otworzy za jego pomocą czy to The Pirate Bay, czy inny piracki serwis, który zdecyduje się korzystać z tej platformy, rozpocznie się pobieranie z rozproszonej sieci jego zasobów, z których powstanie po pobraniu lokalna kopia. W ten sposób pirackie serwisy w ogóle nie będą potrzebowały witryn w sieci WWW, będą jedynie rozsiewały swój zalążkowy plik w sieci The Pirate Bay. Wszystkie aktualizacje serwisów będą rozpowszechniane oczywiście tylko jako delty (pliki przyrostowe), tak więc nie ma groźby, by za każdym razem użytkownik musiał pobierać setki megabajtów czy gigabajty danych torrentowego indeksu.

Piracka przeglądarka zerwie też z zależnością od systemu nazw domen, zapewniając dostęp do zasobów, identyfikowanych przez własny DNS, wykorzystujący domenową końcówkę .p2p. Nazwy w domenie .p2p będą skrótami do kluczy publicznych, generowanych za pomocą eliptycznej funkcji Curve25519, wykorzystywanej już dziś m.in. w sieciach Tor i GNUnet. Rejestracje identyfikujących pirackie witryny nazw-aliasów odbywać się będą według zasady „kto pierwszy ten lepszy” i mają być weryfikowane za pomocą podpisów z użyciem sieci Bitcoin.

Do wydania systemu pozostało jeszcze kilka miesięcy, ale jak zapewniają deweloperzy, prace są już dość zaawansowane. Do pomocy przydaliby się doświadczeni programiści na Windows, oryginalna wersja powstaje bowiem na Linuksa. Finalna wersja pirackiego klienta będzie dostępna zarówno jako niezależna przeglądarka, jak i wtyczki dla Chrome i Firefoksa.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.