r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Pirackie treści żywotne niczym hydra: pomóc ma „przypalenie” kanałów płatności?

Strona główna Aktualności

Piractwo software'owe, filmowe, fonograficzne – podobno przyczynia się do miliardowych strat dla gospodarki, podobno prowadzi do upadku kultury i wzrostu pogardy dla prawa. W większości krajów Pierwszego Świata z piractwem walczy się z całą zaciekłością, wprowadzając instrumenty prawne i techniczne, mające utrudnić internautom wymienianie się nielicencjonowanymi plikami. Coraz częściej władza wykonawcza, nie bacząc na sądowniczą, angażuje się w działania mające na celu zablokowanie całych serwisów internetowych, czy przejmowanie domen wykorzystywanych przez umożliwiające piractwo usługi. Z kolei stowarzyszenia właścicieli praw autorskich nieustannie wysyłają zgłoszenia do dostawców usług, mające na celu wymuszenie usunięcia z nich chronionych prawem treści. Przy takim zaangażowaniu sił i środków w Internecie dawno nie powinno już być piractwa, prawda?

A jednak – wygląda na to, że te wszystkie starania nic nie dają. Pirackie serwisy, usługi czy narzędzia mają się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, w walce z obrońcami praw autorskich nabierając coraz większego wyrafinowania i odporności. Gdzie antypiraci popełniają błąd? Sprawie tej postanowili przyjrzeć się badacze z Northeastern University w Bostonie. W opublikowanym właśnie artykule pt. „Clickonomics: Determining the Effect of Anti-Piracy Measures for One-Click Hosting” przyjrzeli się w szczególności popularnym schowkom na pliki, takim jak Rapidshare, Mediafire czy Hotfile, wokół których powstała cała podziemna dziedzina gospodarki.

Cyberschowki działają zwykle w zgodzie z literą amerykańskiego prawa. Przedstawiają się jako dostawcy usług hostingu plików, w żaden sposób nie odpowiadający za umieszczane w nich przez użytkowników treści. Chronią ich zapisy Digital Millenium Copyright Act, zwalniającego dostawców usług z odpowiedzialności pod warunkiem wdrożenia mechanizmów usuwania naruszających prawa autorskie plików w momencie zgłoszenia takiego naruszenia. Jednocześnie czerpią niemałe zyski na sprzedawaniu internautom płatnego dostępu Premium, pozwalającego na szybkie pobieranie plików – a część z tych zysków idzie na finansowanie programów afiliacyjnych dla użytkowników, którzy wgrywają na hostingową platformę pliki o największej popularności.

Wysyłanie zgłoszeń o naruszeniu nic więc na dłuższą metę nie daje – spiracone treści, które zablokowano w jednym serwisie, pojawiają się natychmiast w innych. Wgrywające je osoby dywersyfikują swoje zaplecze – z roku na rok przybywa serwisów działających jako cyberschowki i pośrednio wspierających piracką działalność. Z analizy wyników zwracanych przez popularną wyszukiwarkę FilesTube.com wynika, że obecnie spiracone pliki znaleźć można pod przynajmniej 10 tysiącami domen i pięcioma tysiącami adresów IP. Przykładowo, wyszukiwanie dla frazy „photoshop” zwróciło 1531 domen i 951 adresów IP, a „lady gaga” 721 domen i 485 adresów IP.

Walka z piractwem za pomocą zgłaszania naruszeń przypomina więc walkę z mityczną hydrą – na miejscu jednej uciętej głowy wyrastają kolejne. Bezpośrednie uderzenia w korpus bestii jest również nieskuteczne. Badacze podkreślają, że zlikwidowanie serwisu Megaupload nie ograniczyło skali piractwa, a można nawet powiedzieć, że utrudniło zgłaszanie naruszeń, gdy piraci przeszli na dziesiątki mniejszych schowków. Z kolei dla zainteresowanych nielicencjonowanymi treściami internautów takie rozproszenie nie stanowiło żadnego problemu – ostatecznie znajdują oni URL-e do plików poprzez serwisy indeksujące cyberschowki, w których to linki umieszczane są przez zainteresowanych upublicznieniem plików wgrywających. Serwisy takie cieszą się oczywiście wielką popularnością: na listach Top100 wg Alexa.com dla krajów takich jak Francja, Hiszpania czy Niemcy, znaleźć ich można przynajmniej kilkanaście.

Piractwo przez cyberschowki nie byłoby tak powszechne, gdyby nie finansowa zachęta. Przykładowo, uczestnik programu afiliacyjnego serwisu FileSonic jest w stanie zarobić dziennie średnie ponad 33 dolary. Dlatego badacze sugerują, że zamiast marnować czas na wysyłanie zgłoszeń o naruszeniach, o wiele skuteczniejszą metodą walki z piractwem byłoby blokowanie na poziomie kanałów płatności wykorzystywanych w tej „klikonomii”, w szczególności PayPala. Jednocześnie należałoby zmniejszać zapotrzebowanie na pirackie treści, oferując bardziej atrakcyjne dla konsumentów możliwości pobrania plików z licencjonowanych źródeł.

Czy taka strategia wypali? Badacze zapomnieli najwyraźniej o tym, że dziś internauci mają już do dyspozycji narzędzia, pozwalające na transfery pieniędzy, których zablokować się nie da. Blokowanie pieniędzy dla piratów zaowocuje zapewne jedynie tym, że zainteresują się oni coraz popularniejszym w Sieci Bitcoinem, czy innymi kryptograficznymi walutami. Co więcej, wydaje się, że wiele osób pobiera pliki z Internetu tylko po to, by je mieć – takie „chomikowanie” na terabajtowych dyskach niezliczonej ilości muzyki, seriali czy oprogramowania, z których praktycznie nigdy nie skorzystają. Pobieranie kolejnych plików staje się tylko folgowaniem uzależnieniu. Pierwsza działka była za darmo, ale i wszystkie kolejne są praktycznie za darmo.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.