r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Playtest Call of Juarez: Więzy Krwi

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Kiedy polska firma ogłasza światu kolejną nieźle zapowiadającą się grę to nie pozostaje nic innego jak czuć się zwyczajnie dumnym. Oraz czekać na końcowy efekt prac. Dzięki uprzejmości Techlandu miałem już teraz, mocno przedpremierowo, okazję przyjrzeć się bliżej ich Call of Juarez: Więzy Krwi (na zachodzie Bound In Blood). Tytuł zadebiutuje na rynku w lipcu w odsłonach na Xboksa 360, PlayStation 3 oraz PC i z tego co dane mi było doświadczyć przy komputerowej wersji testowej zdecydowanie jest na co czekać. Miłośnicy dzikiego zachodu będą wniebowzięci - to produkcja, która stawia nas w butach wyjętych spod prawa rewolwerowców, a do tego w tle obiecuje góry złota. Dosłownie.

Historia tutaj przedstawiona ma miejsce przed wydarzeniami z wypuszczonego kilka lat temu Call of Juarez. Fabuła rozpoczyna się od ukazania aktualnej, napiętej sytuacji między głównymi postaciami (nic nie zdradzę), aby potem zabrać nas wstecz w czasie i wyjaśnić, jak do tego wszystkiego doszło – iście filmowa sztuczka, w sam raz na zanętę. Poznajemy oto braci McCall, Raya oraz Thomasa. Obaj służą w armii, gdy w najlepsze trwa wojna między stanami i obaj dezerterują, bowiem martwią się o losy swojej rodziny – z uwagi na walki jest w niebezpieczeństwie. Niestety do posiadłości, w której się wychowywali, przybywają za późno… Teraz główną misją rodzeństwa staje się przywrócenie domu do dawnej świetności, ale niestety do tego potrzeba kasy.

Para szybko wpada na ślad legendarnego skarbu Azteków i – jak łatwo się domyślić – w oczach zapalają im się iskierki chciwości. Oraz migocze cień nieufności, bo przy okazji na horyzoncie pojawia się też atrakcyjna kobieta. Dobro całej rodziny niezauważalnie przechodzi na dalszy plan. Jak bardzo wojna zmieniła bohaterów widzi tylko towarzyszący rozrabiakom William, ich młodszy brat, ksiądz. Za wszelką cenę próbuje nawrócić ich na drogę Pana, lecz niestety nie chcą go słuchać. Pełni on w grze rolę komentatora bieżących wydarzeń i doskonale podkreśla jak zatracili się starsi McCallowie – z początku uważałem tę wątłą postać za zbędny balast, ale z czasem doceniłem to, w jaki sposób uwydatnia poszczególne charaktery. A kto już teraz potrafi powiązać pewne wątki z pierwszego Call of Juarez dodatkowo bardziej doceni wagę bożego sługi …

r   e   k   l   a   m   a
1 2 3 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.